środa, 3 lutego 2016

Ręce precz od zmian w siatkówce!

Włodarze FIVB znów dali o sobie znać głośno wypowiadając swoje pomysły jak by tu „ulepszyć” siatkówkę. Propozycje ich są po prostu godne uwagi.. kosza na śmieci. Podstawą dyskutowania o zmianach w siatkówce jest skrócenie spotkań do dwóch godzin, tak aby stacje telewizyjne mogły zaplanować ramówkę na dwugodzinny program.

Tym razem rozwiązaniem na krótsze mecze ma być skrócenie czasu na przygotowanie do serwisu, a także dzięki poprawie systemu weryfikacji wideo. O ile ten drugi nie podlega żadnej dyskusji i tu uwaga FIVB jest celna, by jeszcze doskonalić system challenge, bo rzeczywiście czas oczekiwania na rozstrzygniecie bywa w niektórych przypadkach nad wyraz długi. Zasłonę milczenia spuszczę na fakt skorcenia czasu na rozgrzewkę, bo niektórzy zapominają, że najważniejszymi aktorami widowiska są siatkarze, a ich zdrowie jest najważniejsze.

Z kolei pomysł skrócenia czasu na wykonanie serwisu jest szukaniem dziury w całym. Obecnie przepisy regulują, że „zawodnik musi wykonać zagrywkę w ciągu 8 sekund od gwizdka sędziego”.  Szybka matematyka.  W jednym secie rozegranych niech będzie 49 akcji, pomnóżmy to przez 8 sekund to daje niecałe 7 minut. Nie wiem, jakie jest nowe założenie FIVB co do czasu w ciągu, którego trzeba wykonać zagrywkę, ale mniej niż 5 sekund sobie nie wyobrażam. Przyjmując to założenie to daje nam prawie 5 minut czasu na serwis w jednym secie. Różnica wynosi wiec 2 minuty, czy jest sens by tu zmieniać zasady? Jak dla mnie nie.

Zresztą włodarze siatkówki słyną z dziwacznych pomysłów jak to powiadają na uatrakcyjnienie siatkarskiego widowiska. W Brazylii testowany był system rozgrywania setów do 21. Nowa formuła jednak nie sprawdziła się i po krytyce czołowych siatkarzy i siatkarzy w brazylijskiej superlidze powrócono do gry do 25 punktów. To jeden z wielu, ale o innych szkoda czasu i energii na wspominanie.

Fot. SportoweFakty.pl
Osobiście, uważam, że pomysł skrócenia meczów siatkarskich do dwóch godzin jest nie do pomyślenia. I nie wiem komu to ma służyć i po, co toczyć tak zaciętą batalię. Jasne ramówka nie jest z gumy, ale można chyba założyć 3 godzinne spotkania i po kłopocie. Zresztą w tenisie nie ma z tym problemów, a tam każdy cieszy się gdy spotkanie może trwać 3, 4 a nawet 5 godzin. Jak dziś, pamiętam finał Australian Open z 2012 roku, kiedy to Novak Djoković rywalizował w finale z Rafą Nadalem przez pięć godzin i 53 minuty! Nikt na przedłużające widowisko się nie skarżył, a w tenisie jakoś nie słychać  nico rewolucyjnych zmianach, aby skrócić czas widowiska. Bo wiedzą, że to święto, to rywalizacja, którą mają się wszyscy bez wyjątku delektować i z zapartym tchem oglądać takie widowiska.

Siatkarscy włodarze pewnie znajdą sposób, aby jednak mecze trwały 2 godziny, bo prawdopodobnie nacisk wywierają na nich czołowe telewizje i to one żądają jasności i uporządkowania sprawy…Zastanawiam się... może by tak zrezygnować z jednej przerwy technicznej? Myślę, że jednak przerwa techniczna po 16 punkcie spokojnie, by wystarczyła, mopersi i tak czyszczą boisko po każdej akcji. Oczywiście to się nigdy nie stanie, bo przecież przerwy techniczne wprowadzono nie dla siatkarzy, czy kibiców, ale dla reklamodawców.

Schodzę jednak na ziemię, wracam do rzeczywistości. Pomysłem, który jestem w stanie zaakceptować to ograniczenie przerw dla zespołów do jednej po każdej z drużyn. Obecnie i tak komunikacja odbywa się przed każdą akcją, a oczekiwania na werdykt wideoweryfikacji także zespoły wykorzystują jak przerwę i czas na rozmowę ze sztabem.

Jestem pełen obaw i drżę na sam widok nagłówków w stylu: „FIVB wprowadza zmiany” itp., bo nie chce zmian w siatkówce, radykalnych zmian, psujących widowisko. Teraz jest wszystko w jak najlepszym porządku. Na nic się nie uskarżam. I błagam niech tak zostanie, bo w takiej siatkówce się zakochałem i w tej miłości chce wytrwać do końca świata i.. jeden dzień dłużej!

1 komentarz:

  1. Niech każą grać tylko jednego seta, wtedy na pewno się zmieszczą w ramówce :D istna paranoja...

    OdpowiedzUsuń