środa, 17 lutego 2016

Lotos nie siegnął Zenitu, a Zenit sięgnął nadiru

FC Barcelona przyjeżdża do Polski na mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów? Może kiedyś, kiedy poziom sportowy polskich zespołów futbolowych będzie ich do tego predestynował. Na szczęście, szczęście mają siatkarscy kibice, którzy posiadają sposobność oglądania takich spotkań. Przyznaję bez bicia, we wtorek 16 lutego kibice volleya w Polsce mieli prawdziwą ucztę. Do Ergo Areny na granicy Gdańska i Sopotu przyjechał ubiegłoroczny triumfator rozgrywek Ligi Mistrzów – Zenit Kazań.

Spotkanie Lotosu Trefla z Zenitem mogłem oglądać na własne oczy. Na żywo, poczuć atmosferę siatkarskiego święta, (choć to z kolei nie był mój debiut, jeśli chodzi o mecze w LM) bądź co bądź nie zdarza się to często, baa przecież to debiut gdańszczan w Lidze Mistrzów, tym samym sympatycy na Pomorzu spragnieni są klubowej siatkówki na światowym poziomie (aczkolwiek spodziewałem się, że kibiców będzie więcej).
W starciu Lotosu Trefla z rosyjskim potentatem nie trudno jest o wskazanie zwycięzcy. Zenit jest nie tylko faworytem starcia z podopiecznymi Andrei Anastasiego, ale też całych rozgrywek.

Nie ukrywam, że na spotkanie jechałem, by z bliska przyjrzeć się konstelacji gwiazd grających w rosyjskim klubie. Nie na co dzień można zobaczyć w akcji graczy pokroju Michajłowa, Andersona czy Leona. Trzeba przyznać, że gdańszczanie nie przestraszyli się, dzielnie walczyli i z pewnością robili co mogli, by zaprezentować jak najlepiej. Starczyło tylko na jednego seta, co myślę i tak było dobrym wynikiem, przynajmniej dla kibiców, którzy trochę dłużej mogli pozostać w hali.

Dużo mówiło się składzie Lotosu, który pojawił się w czwartym secie. Anastasi desygnował do gry rezerwowych, czy chciał zaskoczyć rywala? A może chciał dać odpocząć podstawowym graczom z uwagi na ważne mecze w PlusLidze? Nie wiem, choć na pewno nikt porażki z Zenitem roztrząsać nie będzie, ale brak medalu mistrzostw Polski będzie sporym poletkiem do dyskusji, więc.. odpowiedź nasuwa się sama. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Teraz trochę o pozameczowych wydarzeniach. Niewątpliwie atrakcją tego meczu były popisowe akcje Wilfredo Leona – siatkarza z polskim paszportem, a być może już niedługo także reprezentanta naszego kraju. Przyjmujący zamienił kilka słów z Antigą. Nie wysuwałbym jednak daleko idących wniosków, albowiem nasz szkoleniowiec już wcześniej przecież zapowiadał, że jeśli będzie mógł to Leona powoła. Więc sprawa tak naprawdę nie leży w gestii Antigi i Leona, ale działaczy PZPS-u, a przede wszystkim FIVB.
Warto docenić pomeczowe zachowanie Leona, który jako jedyny gracz Zenitu został na parkiecie i rozdawał autografy i pozował do zdjęć z polskimi fanami. Niestety, pozostali siatkarze z Kazania bardzo szybko udali się do szatni. Przyglądając się temu z boku odniosłem wrażenie, że była to nawet jakieś klubowe rozporządzenie. Choć Leon się wyłamał. Czy to tylko kurtuazja Leona i dbanie o dobry wizerunek wśród polskich fanów? Bo nie chcę myśleć, jaka fala komentarzy przetoczyłaby się, gdyby i on udał się do szatni. „Prawie” reprezentant Polski nie ma czasu na spotkania z polskimi fanami? Byłaby to z pewnością niezła pożywka dla mediów i przeciwników gry Leona w biało-czerwonych barwach. Jaki jest powód, że gracze z Kazania tak prędko uwinęli się przed kibicami? Trudno powiedzieć, ale tak naprawdę poza gorzkim przyjęciem Spiridonowa (co nie jest zaskakujące) pozostała część drużyny została przyjęta ciepło. Na samolot też się raczej nie spieszyli, bo Leona nikt nie popędzał do wyjścia. Meczu też nie przegrali, wiec przyczyn do zdenerwowania też nie było. Może i się czepiam, ale niektórzy fani przyjechali do Ergo Areny także po to, aby zobaczyć z bliska złotych medalistów Ligi Mistrzów. Siatkarze z Kazania może i prezentują formę sportową na najwyższym poziomie – sięgającą zenitu; to z formą grzecznościową i szacunkiem do kibiców jest daleko w lesie, nadirem – posługując się nomenklaturą z astronomii.

2 komentarze:

  1. Lotos dzielnie walczył i pierwsze dwa sety bardzo mi się podobały. Była energia na parkiecie i poza nim, na trybunach. Czwarty set i wyjściowy skład... hmmm... Nadal nie wiem, co na ten temat myśleć. To trochę jak złożenie broni?
    Miło że Leon został dłużej z polskimi kibicami, chociaż na koniec i jego zaczęto pospieszać, by już udał się do szatni. Trener Alekno też kilka autografów rozdał :D Ale szkoda, że reszta nie postanowiła podejść do kibiców, a organizatorzy (?) nie pozwolili na zdjęcia pod autokarem... :(
    PS. Chyba siedzieliśmy w tym samym sektorze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się! Z pewnością kibice nie wychodzili z hali rozczarowani biorąc pod uwagę grę Lotosu.

      Generalnie duże hale pokroju Gdańska czy Łodzi stanowią problem jeśli chodzi o zdjęcie przy autokarach (przynajmniej ja mam takie doświadczenia)

      Ooo, ja byłem w 116 :)

      Usuń