wtorek, 23 lutego 2016

O Bednorzu, który z gimzjalistami gra w siatkówkę

Sportowcy są idolami dla wielu ludzi, a radość mogą sprawiać nie tylko swoją dobrą grą i sięganiem po kolejne medale, ale także, a może przede wszystkim przez bliski kontakt z fanami i nie chodzi tu o wspólne zdjęcie czy podpisanie kartki po meczu, zawodach.

W tym poście chciałbym zwrócić uwagę na szczególne zachowanie siatkarza olsztyńskiego AZS-u Bartosza Bednorza. Wszystko zaczęło się od pewnego ucznia gimnazjum Katolickiego Zespołu Edukacyjnego im. Świętej Rodziny w Olsztynie, który za sprawą jednego z portali społecznościowych napisał do siatkarza wiadomość następującej treści: "Organizujemy zawody klasowe w siatkówkę. Czy możemy liczyć na Pana pomoc? W składzie IIIm mamy luki. Proszę o szybką odpowiedź. Mecze będą rozgrywane w olsztyńskiej hali OSiR przy ulicy Głowackiego". Siatkarz szybko odpisał: "Będę, szykuj formę na czwartek".

I tak o to 18 lutego, przyjmujący akademików z Olsztyna zawitał na halę i zagrał z gimnazjalistami. O sprawie zrobiło się dość głośno i dobrze! Uważam, że trzeba docenić takie zachowanie skądinąd również młodego siatkarza. Okazuje się, że marzenia i radość można sprawiać nie tylko dzieciom, których los nie oszczędzał i cierpią z różnych powodów. Do spotkania z profesjonalnym sportowcem może dość także w codziennych warunkach, a uśmiech goszczący na twarzy tych młodych adeptów siatkówki jest bezcenny.

Fot. Instagram Bartosza Bednorza
Spontaniczna decyzja 21-letniego zawodnika z pewnością wyszła mu na dobre. Pod kątem wizerunkowym to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Bednorz wyłonił się jako człowiek dostępny, mający czas na spotkania z kibicami. Mógł olać tę wiadomość, nie zająknąć się sprawą, nie brać jej poważnie. I tak naprawdę nic by się nie stało, no bo przecież to sportowiec i on nie ma czasu na takie tam błahostki.

A jednak! Bednorz ma gest! I Bednorz wie, jak się zachować! Zapewne Bednorz składając obietnice przyjścia nie rozmyślał nad wpływem tego działania na jego image, dlatego tym bardziej jest to świetna sprawa, ponieważ na pierwszym miejscu było spełnienie czyichś marzeń, zadowolenie fanów. To się chwali, bo w dzisiejszych czasach bezinteresowność jest w cenie.

Z pewnością Bednorz nie spodziewał się takiego rozgłosu, ale sytuacja naprawdę okazała się być jedyna w swoim rodzaju. Spójrzmy prawdzie w oczy mało znaczące zawody sportowe, nieoficjalne zaproszenie pozbawione utartych frazesów i oficjalnej drogi. Za to odpowiedź przyszła na luzie, w młodzieżowym stylu i co najważniejsze szczera i prawdziwa, albowiem złożona obietnica została spełniona. A przyjmujący wykazał się  przy tym olbrzymim taktem, poczuciem humoru i odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością za tą młodzież, dał im impuls, motywację do działania. Bez dwóch zdań, dla uczniów największym przeżyciem była możliwość odbicia piłki czy też przybicia piątki z siatkarzem.

Pochwalić też trzeba klub i sztab szkoleniowy Indykpolu Olsztyn, ponieważ dzień później przyjmujący rozgrywał mecz w PlusLidze, a wszelki uraz nie byłby mile widziany, a profesjonalne kontrakty rządzą się swoimi prawami. Przyczepie się jednak do mało sportowego stroju siatkarza – jeansy i bluza na parkiecie siatkarskim nie jest dobrym pomysłem i tego wzorca młodzież nie powinna utrwalać. Czynię z tego zarzut jedynie w kontekście budowania wizerunku Bednorza. Niemniej to jednak obrazuje bezpretensjonalność, młodzieńczość i swobodę w działaniach zawodnika.

Wielka klasa i wielka brawa dla Bednorza. Nie wiem jak wielkim siatkarzem zostanie Bartosz Bednorz, wiem natomiast, że już jest WIELKIM CZŁOWIEKIEM!

środa, 17 lutego 2016

Lotos nie siegnął Zenitu, a Zenit sięgnął nadiru

FC Barcelona przyjeżdża do Polski na mecz fazy pucharowej Ligi Mistrzów? Może kiedyś, kiedy poziom sportowy polskich zespołów futbolowych będzie ich do tego predestynował. Na szczęście, szczęście mają siatkarscy kibice, którzy posiadają sposobność oglądania takich spotkań. Przyznaję bez bicia, we wtorek 16 lutego kibice volleya w Polsce mieli prawdziwą ucztę. Do Ergo Areny na granicy Gdańska i Sopotu przyjechał ubiegłoroczny triumfator rozgrywek Ligi Mistrzów – Zenit Kazań.

Spotkanie Lotosu Trefla z Zenitem mogłem oglądać na własne oczy. Na żywo, poczuć atmosferę siatkarskiego święta, (choć to z kolei nie był mój debiut, jeśli chodzi o mecze w LM) bądź co bądź nie zdarza się to często, baa przecież to debiut gdańszczan w Lidze Mistrzów, tym samym sympatycy na Pomorzu spragnieni są klubowej siatkówki na światowym poziomie (aczkolwiek spodziewałem się, że kibiców będzie więcej).
W starciu Lotosu Trefla z rosyjskim potentatem nie trudno jest o wskazanie zwycięzcy. Zenit jest nie tylko faworytem starcia z podopiecznymi Andrei Anastasiego, ale też całych rozgrywek.

Nie ukrywam, że na spotkanie jechałem, by z bliska przyjrzeć się konstelacji gwiazd grających w rosyjskim klubie. Nie na co dzień można zobaczyć w akcji graczy pokroju Michajłowa, Andersona czy Leona. Trzeba przyznać, że gdańszczanie nie przestraszyli się, dzielnie walczyli i z pewnością robili co mogli, by zaprezentować jak najlepiej. Starczyło tylko na jednego seta, co myślę i tak było dobrym wynikiem, przynajmniej dla kibiców, którzy trochę dłużej mogli pozostać w hali.

Dużo mówiło się składzie Lotosu, który pojawił się w czwartym secie. Anastasi desygnował do gry rezerwowych, czy chciał zaskoczyć rywala? A może chciał dać odpocząć podstawowym graczom z uwagi na ważne mecze w PlusLidze? Nie wiem, choć na pewno nikt porażki z Zenitem roztrząsać nie będzie, ale brak medalu mistrzostw Polski będzie sporym poletkiem do dyskusji, więc.. odpowiedź nasuwa się sama. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

Teraz trochę o pozameczowych wydarzeniach. Niewątpliwie atrakcją tego meczu były popisowe akcje Wilfredo Leona – siatkarza z polskim paszportem, a być może już niedługo także reprezentanta naszego kraju. Przyjmujący zamienił kilka słów z Antigą. Nie wysuwałbym jednak daleko idących wniosków, albowiem nasz szkoleniowiec już wcześniej przecież zapowiadał, że jeśli będzie mógł to Leona powoła. Więc sprawa tak naprawdę nie leży w gestii Antigi i Leona, ale działaczy PZPS-u, a przede wszystkim FIVB.
Warto docenić pomeczowe zachowanie Leona, który jako jedyny gracz Zenitu został na parkiecie i rozdawał autografy i pozował do zdjęć z polskimi fanami. Niestety, pozostali siatkarze z Kazania bardzo szybko udali się do szatni. Przyglądając się temu z boku odniosłem wrażenie, że była to nawet jakieś klubowe rozporządzenie. Choć Leon się wyłamał. Czy to tylko kurtuazja Leona i dbanie o dobry wizerunek wśród polskich fanów? Bo nie chcę myśleć, jaka fala komentarzy przetoczyłaby się, gdyby i on udał się do szatni. „Prawie” reprezentant Polski nie ma czasu na spotkania z polskimi fanami? Byłaby to z pewnością niezła pożywka dla mediów i przeciwników gry Leona w biało-czerwonych barwach. Jaki jest powód, że gracze z Kazania tak prędko uwinęli się przed kibicami? Trudno powiedzieć, ale tak naprawdę poza gorzkim przyjęciem Spiridonowa (co nie jest zaskakujące) pozostała część drużyny została przyjęta ciepło. Na samolot też się raczej nie spieszyli, bo Leona nikt nie popędzał do wyjścia. Meczu też nie przegrali, wiec przyczyn do zdenerwowania też nie było. Może i się czepiam, ale niektórzy fani przyjechali do Ergo Areny także po to, aby zobaczyć z bliska złotych medalistów Ligi Mistrzów. Siatkarze z Kazania może i prezentują formę sportową na najwyższym poziomie – sięgającą zenitu; to z formą grzecznościową i szacunkiem do kibiców jest daleko w lesie, nadirem – posługując się nomenklaturą z astronomii.

wtorek, 9 lutego 2016

Tie-break dla Niemczyka!

Siatkarską rodzinę ogarnęła smutna wiadomość. Andrzej Niemczyk ponownie walczy z nowotworem. Utytułowany szkoleniowiec, trener dwukrotnych mistrzyń Europy po raz kolejny musi stanąć do walki z tym paskudztwem! Mam nadzieję, i gorąco wierzę w to, że wykurzy go ze swoich płuc.

Za sprawą wydawnictwa SQN, które zorganizowało akcję #tiebreakdlaniemczyka można wesprzeć byłego trenera reprezentacji Polski.

"Przed Trenerem kolejna batalia, która ze względu na zaawansowany wiek zapowiada się na najtrudniejszą. Pomóżmy wspólnie Trenerowi w walce z nowotworem, okazując mu wsparcie!

Wystarczy zrobić sobie zdjęcie z kartką, na której napisane będzie #tiebreakdlaniemczyka, a następnie opublikować je na stronie tego wydarzenia lub na swoich profilach w social mediach (Facebook, Twitter, Instagram, itd.). Z przesłanych zdjęć stworzymy album, który przekażemy Andrzejowi Niemczykowi.

Prowadząc reprezentację Polski do dwóch tytułów mistrza Europy dostarczył nam niezapomnianych emocji. Odwdzięczmy mu się, pokazując, ile osób kibicuje mu w powrocie do zdrowia! Razem pomożemy Trenerowi wygrać kolejny życiowy tie-break!"

Dołączam się do akcji i trzymam kciuki za trenera Niemczyka! Walcz trenerze!


#tiebreakdlaniemczyka

Akcja zorganizowana została na Facebooku w formie wydarzenia: dołącz!

środa, 3 lutego 2016

Ręce precz od zmian w siatkówce!

Włodarze FIVB znów dali o sobie znać głośno wypowiadając swoje pomysły jak by tu „ulepszyć” siatkówkę. Propozycje ich są po prostu godne uwagi.. kosza na śmieci. Podstawą dyskutowania o zmianach w siatkówce jest skrócenie spotkań do dwóch godzin, tak aby stacje telewizyjne mogły zaplanować ramówkę na dwugodzinny program.

Tym razem rozwiązaniem na krótsze mecze ma być skrócenie czasu na przygotowanie do serwisu, a także dzięki poprawie systemu weryfikacji wideo. O ile ten drugi nie podlega żadnej dyskusji i tu uwaga FIVB jest celna, by jeszcze doskonalić system challenge, bo rzeczywiście czas oczekiwania na rozstrzygniecie bywa w niektórych przypadkach nad wyraz długi. Zasłonę milczenia spuszczę na fakt skorcenia czasu na rozgrzewkę, bo niektórzy zapominają, że najważniejszymi aktorami widowiska są siatkarze, a ich zdrowie jest najważniejsze.

Z kolei pomysł skrócenia czasu na wykonanie serwisu jest szukaniem dziury w całym. Obecnie przepisy regulują, że „zawodnik musi wykonać zagrywkę w ciągu 8 sekund od gwizdka sędziego”.  Szybka matematyka.  W jednym secie rozegranych niech będzie 49 akcji, pomnóżmy to przez 8 sekund to daje niecałe 7 minut. Nie wiem, jakie jest nowe założenie FIVB co do czasu w ciągu, którego trzeba wykonać zagrywkę, ale mniej niż 5 sekund sobie nie wyobrażam. Przyjmując to założenie to daje nam prawie 5 minut czasu na serwis w jednym secie. Różnica wynosi wiec 2 minuty, czy jest sens by tu zmieniać zasady? Jak dla mnie nie.

Zresztą włodarze siatkówki słyną z dziwacznych pomysłów jak to powiadają na uatrakcyjnienie siatkarskiego widowiska. W Brazylii testowany był system rozgrywania setów do 21. Nowa formuła jednak nie sprawdziła się i po krytyce czołowych siatkarzy i siatkarzy w brazylijskiej superlidze powrócono do gry do 25 punktów. To jeden z wielu, ale o innych szkoda czasu i energii na wspominanie.

Fot. SportoweFakty.pl
Osobiście, uważam, że pomysł skrócenia meczów siatkarskich do dwóch godzin jest nie do pomyślenia. I nie wiem komu to ma służyć i po, co toczyć tak zaciętą batalię. Jasne ramówka nie jest z gumy, ale można chyba założyć 3 godzinne spotkania i po kłopocie. Zresztą w tenisie nie ma z tym problemów, a tam każdy cieszy się gdy spotkanie może trwać 3, 4 a nawet 5 godzin. Jak dziś, pamiętam finał Australian Open z 2012 roku, kiedy to Novak Djoković rywalizował w finale z Rafą Nadalem przez pięć godzin i 53 minuty! Nikt na przedłużające widowisko się nie skarżył, a w tenisie jakoś nie słychać  nico rewolucyjnych zmianach, aby skrócić czas widowiska. Bo wiedzą, że to święto, to rywalizacja, którą mają się wszyscy bez wyjątku delektować i z zapartym tchem oglądać takie widowiska.

Siatkarscy włodarze pewnie znajdą sposób, aby jednak mecze trwały 2 godziny, bo prawdopodobnie nacisk wywierają na nich czołowe telewizje i to one żądają jasności i uporządkowania sprawy…Zastanawiam się... może by tak zrezygnować z jednej przerwy technicznej? Myślę, że jednak przerwa techniczna po 16 punkcie spokojnie, by wystarczyła, mopersi i tak czyszczą boisko po każdej akcji. Oczywiście to się nigdy nie stanie, bo przecież przerwy techniczne wprowadzono nie dla siatkarzy, czy kibiców, ale dla reklamodawców.

Schodzę jednak na ziemię, wracam do rzeczywistości. Pomysłem, który jestem w stanie zaakceptować to ograniczenie przerw dla zespołów do jednej po każdej z drużyn. Obecnie i tak komunikacja odbywa się przed każdą akcją, a oczekiwania na werdykt wideoweryfikacji także zespoły wykorzystują jak przerwę i czas na rozmowę ze sztabem.

Jestem pełen obaw i drżę na sam widok nagłówków w stylu: „FIVB wprowadza zmiany” itp., bo nie chce zmian w siatkówce, radykalnych zmian, psujących widowisko. Teraz jest wszystko w jak najlepszym porządku. Na nic się nie uskarżam. I błagam niech tak zostanie, bo w takiej siatkówce się zakochałem i w tej miłości chce wytrwać do końca świata i.. jeden dzień dłużej!