poniedziałek, 11 stycznia 2016

Siatkarze świętowali Berlinie, siatkarki rozpaczały w Ankarze

Michał Kubiak po zwycięstwie nad reprezentacją Niemiec w turnieju kontynentalnym do IO, a tym samym zapewniającym biało-czerwonym udział w turnieju interkontynentalnym powiedział, że jest zaszczycony, że może być kapitanem tej drużyny! Ja natomiast jestem zaszczycony, że mamy takiego kapitana i taką drużynę!

Jeszcze przed rozpoczęciem berlińskiego turnieju przewidywano kto zagra w półfinale tych rozgrywek: Polska, Francja, Rosja i albo Niemcy albo Serbia. Wiadomo było też, że biało-czerwoni w półfinale zmierzą się z mistrzami Europy lub mistrzami olimpijskimi. Padło na Trójkolorowych, którzy koniec końców okazali się lepsi od Polaków, choć dwa sety były bardzo wyrównane. Bardzo zacięte, i tak naprawdę decydowały detale i odrobina szczęścia.

Rozstrzygająca batalia o przedłużenie szans na występ w Rio, ale też o renomę polskiej siatkówki, o jej medialną wartość, finansowanie, uznanie, honor, ale i marzenia i nadzieje samych zawodników. Stawka spotkania z Niemcami olbrzymia, trudno było uciec od presji. Podołać zadaniu nie było łatwo, graliśmy z gospodarzami turnieju, zespołem, który w Max-Schmeling-Halle już nas pokonał.


Fot. sportowybar.wp.pl
Ale, to wszystko można było odłożyć na bok. Tak jak na bok można było odłożyć cztery sety wcześniej rozegrane w meczu o 3 miejsce. O wszystkim zadecydował tie-break. Prawdziwa próba sił, wytrwałości i charakteru. Bo to nie umiejętności były najważniejsze, a głowa. To ona rządziła i decydowała. Polscy siatkarze pokazali determinacja, sile woli, nie pękli i gryźli parkiet. Dosłownie, o czym świadczy akcja przy stanie 12:11 - najpierw pad Zatorskiego, potem obrona Łomacza uwidoczniła, co znaczy walka do końca, nieustępliwość i chęć zwycięstwa! To była piękna akcja i co najważniejsze zakończona przez nas zdobytym punktem. Śmiem twierdzić, że był to punkt zwrotny w tym tie-breaku. Podopieczni Stefana Antigi stali się jeszcze silniejsi i mocniejsi, uwierzyli, że mogą przenosić góry i są w stanie dokonywać rzeczy wielkich.

I wygrali tę wojnę nerwów i pojadą do Tokio na turniej interkontynentalny. Oczywiście, to jeszcze nie oznacza awansu na igrzyska, ale pewność występu jest duża, zważywszy na, to co działo się w Berlinie. Bartosz Kurek powiedział, że drużyna mistrzów świata już nie istnieje. Może to i prawda, ale na pewno po tym turnieju jest drużyna walcząca i grająca jak mistrzowie świata!

O ile panowie pokazali jak zwyciężać trzeba. Jaką siłą mentalną dysponują, i jak potrafią przekuć to na wydarzenia na boisku, o tyle tego wszystkiego nie można powiedzieć o naszych siatkarkach.

Dosłownie parę zdań o ich występie w Ankarze. O otoczce wokół żeńskiej kadry pisałem już wielokrotnie. Ale człowiek wierzył, bo wiara kibica umiera ostatnia. Niestety, nie mamy drużyny mogącej wystąpić w igrzyskach, my w ogóle nie mamy drużyny. Myślę, że to czas pożegnań z siatkarkami, ale przede wszystkim z trenerem. Po pierwsze światowy trener, fachowiec z najwyższej klasy. Po drugie dać szansę młodym, bo jak widać doświadczenie nie wygrywa, a w młodości siła, czego dowodem są Włoszki. Naszym Złotkom i innym starszym zawodniczkom podziękować za występy, obdarzyć kwiatkiem i dobrym słowem i niech idzie nowe, młode. I na tym zakończę, bo pasmo rozczarowań związanych z żeńską siatkówką trwa zbyt długo, a siwych włosów na głowie coraz więcej, wiec wolę radować się niedzielnym, choć także nerwowym (i pewnie też pojawiło się parę siwych włosków, dzięki naszych chłopakom), ale szczęśliwe zwieńczonym występem!

Fot. Fanpage Michał Kubiak

1 komentarz:

  1. Trzeba przyznać że porażka z Niemcami wisiała na włosku. Tym bardziej "czapki z głów" dla chłopaków Antigi, że w niezwykle trudnych okolicznościach potrafili zagrać z głową, co podkreśliłeś w swoim wpisie. Takie momenty są niezwykle budujące i przypuszczam że w dużej mierze będą miały wpływ na przyszłość tej drużyny. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń