niedziela, 20 grudnia 2015

Tylko czy aż czwarte miejsce polskich szczypiornistek?

Dwa lata temu w tekście "Kopciuszek wróci bez butów :(Orlicom Rasmussena mówię: dziękuję!" podsumowując rozważania dotyczące występu polskich szczypiornistek pisałem, aby nasza reprezentacja po tak dobrym rezultacie zaczęła pojawiać się na imprezach rangi mistrzowskiej, aby przestały być kopciuszkiem, a stały się elitą.

I tak też się stało. Czwartym miejscem na MŚ pokazały, że nie są kopciuszkiem, a nalezą do elity. Może to nie jeszcze czas panowanie królowej w złotej koroną, ale z pewnością na salonach pokazała się księżniczka, która ugruntowuje swoją pozycję na arenie międzynarodowej.

Powtórzenie wyniku to wbrew pozorom dobry rezultat. Chociażby dlatego, że w porównaniu z poprzednim mundialem w najlepszej czwórce z MŚ z Serbii to tylko Polki awansowały do półfinału rozgrywanego duńskiego czempionatu.

Patrząc na ten wynik, nie można zapominać o problemach naszej kadry. Nasza drużyna też została przetrzebiona kontuzjami. Przede wszystkim zabrakło Aliny Wojtas, która dwa lata temu zrobiła prawdziwą furorę i ratowała zespół z opresji. Co więcej, z powodu kontuzji nie wystąpiła najlepsza polska skrzydłowa Kinga Grzyb oraz Joanny Grabik, która została wybrana najlepszą kołową młodego pokolenia na świecie.

Orlice Rasmussena jechały na tegoroczny mundial z jasno postawionym celem, tym celem był awans na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich. I udało się go zrealizować z nawiązką, bo awans do półfinału sprawił, że zawody te odbędą się w kraju nad Wisłą (na 99% sprawa wymaga potwierdzenia ze strony światowych władz). Rywalkami biało-czerwonych będą Rosjanki, Szwedki i Meksykanki. Awans do Rio wywalczą dwa zespoły. Zadanie wydaje się proste: wygrać jedno ze spotkań z europejskim rywalem, bo z Meksykiem kłopotów być nie powinno, a wtedy można bukować bilety do Brazylii.
Fot. Kocham ręczną - Fanpage
Kończąc jednak wątek występu polskich szczypiornistek na mistrzostwach świata. Czwarte miejsce nie jest złe, boli chyba jednak styl w jakim to się odbyło. Niestety, ale i Holenderki w półfinale i Rumunki w meczu o brąz były nad wyraz lepsze. A niemoc w ataku aż raziła w oczy, błędy taktyczne były znaczące (kto mi wyjaśni, dlaczego do rzutu karnego podchodzi Stachowska, która regularnie nie gra w ofensywie zespołu?). O ile poprzednie starcie o brąz w MŚ z Dunkami było wyrównane i tak naprawdę medal był na wyciągnięcie ręki, to teraz do medalu było bardzo, ale to bardzo daleko. Niemniej jeśli chodzi o porażki to przeżyliśmy już tę piękną (2013 rok) i tę dotkliwą (2015 rok). To za dwa lata kroi się zwycięstwo...

Czwarte miejsce niby najgorsze dla sportowca, ale powtórzenie takiego rezultatu do łatwych nie należy. Generalnie rzecz ujmując: spadku nie ma, postępu również, ale czy można w tym miejscu powiedzieć, że ten kto stoi w miejscu ten się cofa? Nie wiem, wydaje mi się, że odpowiedź przyjdzie w marcu po zakończeniu turnieju kwalifikacyjnego.

Wtedy okaże się, czy biało-czerwone zrobiły postęp czy też nie, bo dotychczas jeszcze nigdy żeńska reprezentacja w piłce ręcznej nie wystąpiła na igrzyskach olimpijskich.
Fot. Achruk & Kulwińska - backstage - Fanpage

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz