wtorek, 29 grudnia 2015

Recenzja: "Życiowy tie-break" Andrzej Niemczyk, Marek Bobakowski

Rok 2003 Ankara, Rok 2005 Zagrzeb. Mistrzostwa Europy siatkarek. Mistrzostwa, w którym polskie siatkarki sięgnęły po złote medale. Złotka! Dziewuchy na medal! Kraj ogarnęło szaleństwo. Ponownie narodziła się polska siatkówka. A za tymi sukcesami stał nie kto inny, a Andrzej Niemczyk. Wybitny szkoleniowiec postanowił przelać swoje myśli na papier. I dobrze zrobił, bo historia stworzona wspólnie z Markiem Bobakowskim jest jedną z lepszych jaką czytałem i spokojnie może znaleźć się na podium najlepszych książek sportowych 2015 roku.

,,Życiowy tie-break” jest próbą podsumowania biografii nietuzinkowej postaci, która przeżyła wiele, i o tym doświadczeniu Andrzej Niemczyk pragnie podzielić się z czytelnikami. Twórca potęgi Złotek to niebanalna postać w polskiej historii, wiec trudno było oczekiwać szablonowej autobiografii. Trener prowadził niesztampowe życie, doznając prawdziwej huśtawki emocjonalnej. I zgłębiając się w kolejne strony publikacji z pewnością na takiej huśtawce znajdzie się też czytelnik przeżywając naprzemiennie radość, zadowolenie, smutek czy złość.

Dwa złote medale mistrzostw Europy zdobyte wraz z polskimi siatkarkami były tak naprawdę kwintesencją kariery szkoleniowej Andrzeja Niemczyka, pięknym zwieńczeniem. Warto jednak przypomnieć, że to nie jedyne sukcesy polskiego trenera. Pokuszę się o odważne porównanie z futbolowym światkiem, ale Andrzej Niemczyk był tak wziętym trenerem, jak obecnie Jose Mourinho czy Carlo Ancelotti. Człowiek wielkiego formatu, a o Niemczyka biły się o najlepsze kluby na Starym Kontynencie. Ale po kolei, bo na sportowe życie pięnto odcisnęły wcześniejsze doświadczenia.

Otwierający książkę rozdział nosi tytuł: „jestem dzieckiem wojny i… szczęścia”. Andrzej Niemczyk urodził się w 1944 roku w Polsce. Przyszedł na świat w trudnych czasach, ale dzięki kochającej matce, odważnej o zdolnej do poświęceń, aby syn urodził się w kraju nad Wisłą, albowiem w innym przypadku zostałby przekazany rodzinie niemieckiej i wychowywany byłby zgodnie z ideałami Trzeciej Rzeszy. Wspomina też dziadków, którzy odegrali ważną rolę w życiu młodego Niemczyka. O szkole jest zaledwie kilka stron, choć problemów z nauką nie było, to z zachowaniem już tak, i dlatego wszędobylski Niemczyk postanowił zapisać się do sekcji, ale nie do jednej do kilku! Talent do sportu był, ale w końcu na coś trzeba było postawić i zdecydować, co wybrać. Wybór padł na siatkówkę, najpierw w Społem Łódź, potem w Stali Mielec i na koniec w Anilanie Łódź. Z tych czasów Niemczyk z nostalgią wspomina czasy PRL-u. Dobrych czasów dla sportowców, którzy nie mogli narzekać, wielu z nich dorabiało sobie trudniąc się przemytem towarów podczas zagranicznych wojaży.

Niemczyk szybko zdecydował się jednak na karierę trenerską, mimo, że był dobrym rozgrywającym, reprezentantem Polski, to o wiele więcej satysfakcji pociągała go praca szkoleniowca. W wieku 23 lat zaczął zbierać trenerskie szlify. O Niemczyku zrobiło się głośno, kiedy stworzył od podstaw zespół ChKS Łódź, z którym awansował do I ligi, a w 1976 zdobył mistrzostwo Polski. Wtedy też po raz pierwszy objął pracę z kadrą narodową. Przez dwa lata był selekcjonerem reprezentacji Polski, nie wytrwał na tym stanowisku zbyt długo, ponieważ podał się do dymisji po mistrzostwach Europy, na których reprezentacja Polski zajęła... 4. miejsce.

Po rezygnacji, Niemczyka nie obowiązywał żaden kontrakt, co doskonale wykorzystali Niemcy, ale ci z RFN, którzy czynili podchody i robili wszystko, by przekonać trenera do pracy z ich reprezentacją. Łatwo nie było, bo przecież to państwo Zachodu. Wróg, mimo tego, Niemczyk poszedł pod prąd i wybrał pracę właśnie w tym kraju. Przez 10 lat stworzył podwaliny siatkówki w Niemczech,a z Bayer Lohhof, siedmiokrotnie zdobywał mistrzostwo Niemiec. Pracował też w Turcji, gdzie prowadził czołowe ekipy takie jak Eczacibasi Stambuł i Vakifbank Stambuł sięgając po medale nie tylko w lidze, ale i europejskich pucharach.

Kilka cytatów z autobiografii:

,, (…) najlepszą motywacją dla sportowca są pieniądze i perspektywy. Bo czyż tak nie jest? Nie dajcie sobie wmawiać bajeczek o miłości do sportu, rodziny, chęci pomocy innym, które wprost wylewają się z biografii najpopularniejszych obecnie sportowców (Neymara, Messiego, Ronaldo). To PR-owa bzdura!”.

„Oficjalna umowa opiewała jedynie na te 5 tysięcy złotych miesięcznie. Czujecie? Selekcjoner reprezentacji oficjalnie miał zarabiać grosze. Gdyby w Niemczech albo Turcji się o tym dowiedzieli, to pospadaliby z krzeseł. Ta kasa tak naprawdę wystarczała mi wyłącznie na paliwo. Bo byłem selekcjonerem, który nie zamierzał siedzieć na dupie w Warszawie, tylko jeździłem po całym kraju, nie tylko na mecze ligowe, ale również praktycznie, codziennie wpadałem na treningi różnych zespołów”.

„Mogę na przykład powiedzieć, że Niemki to są nieźle porąbane. Nie mają żadnych oporów, by w szatni się rozebrać – mimo, ze obok stoi trzech facetów ze sztabu szkoleniowego, a jeszcze głowę w drzwi wkłada dziennikarz, którzy szuka kogoś do wywiadu. Paradują nago, tańczą, śpiewają”.

„Pamiętam jedną z wizyt kontrolnych. „Co tam, Herr Niemczyk?”, zapytał profesor. „A w porządku, jest sehr gut”. „Ma pan jakieś pytania dotyczące diety, stylu życia?” „Tak, panie profesorze – odpowiedziałem. – Bo ja do obiadu piję wino, a jeszcze wieczorem jedną–dwie szklaneczki whisky z lodem. Nie ma żadnej możliwości, abym z tego zrezygnował. Organizm się domaga”. Mina profesora była bezcenna. Nerwowo stukał długopisem w biurko, w końcu wydusił: „Herr Niemczyk, jeżeli sprawa tak wygląda, to zalecam po prostu ograniczyć alkohol. Tak będzie dobrze”. Więcej tego tematu nie drążyliśmy. Myślę, że profesor był na tyle inteligentnym człowiekiem, że doskonale wiedział, iż nie będę stosował się do jego zaleceń…”.

Choć powiada się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, to  powiedzenie nie tyczy się  Andrzeja Niemczyka. Zawsze idzie pod prąd, ale zgodnie z własnymi zasadami. I tak też było, kiedy w 2003 roku ponownie przejął stery w kadrze kobiet. Co zrozumiałe w „Życiowym tie-breaku” nie mogło zabraknąć opisu wydarzeń z tamtych lat.  Wydaje się, że większość tych opowieści jest już dobrze znana, jak chociażby usunięcie z reprezentacji swojej córki, błędne decyzje rozgrywającej Izabeli Bełcik w półfinale ME czy też konflikt z Małgorzatą Glinką w 2006 roku, prowadzący ostatecznie do rozstania z kadrą. Tematy te były łakomym kąskiem dla mediów, które wyciągnęły te wieści i od trenera, jak i od samych Złotek.

Stosowanie nowoczesnych metod treningowych skupiając się mocno na psychologicznym aspekcie funkcjonowania drużyny, wizja pracy z zawodniczkami, które najpierw są kobietami, a później siatkarkami – stąd prośby o uczęszczanie do solarium, malowanie paznokci i chodzenie do fryzjera. Niemczyk nie ukrywa swoich sposobów pracy z kobietami, jest ich wiele, ale nie sposób ich tu wszystkich umieścić.

Niemczyk bez tajemnic opowiada także o swoim życiu prywatnym. Bogatym życiu towarzyskim, sam siebie nazywa kobieciarzem, uwielbia otaczać się w towarzystwie pięknych kobiet, stąd pewnie trzy małżeństwa, parę romansów i pierwszy raz przeżyty z … nauczycielką. Inną miłością trenera jest whisky, za pomocą, którego udało się pokonać nowotwór.

Polski szkoleniowiec bez ceregieli zdradza także wszelkie kwestie finansowe. Opowiada ile zarabiał na początku kariery, jaką kwotę oferowali mu Turcy, kiedy chcieli go mieć u siebie i wreszcie ile złotówek zarabiał będąc selekcjonerem biało-czerwonych. Bez ceregieli mówi o pieniądzach, nie traktuje tego jako tajemnicy. Będąc w pełni szczerym z czytelnikiem decyduje się także opowiedzieć historię inwestycji, która w kilka sekund pozbawiła go miliona dolarów!

Czas spędzony przy lekturze był czystą przyjemnością. Książka jest wciągająca i interesująca. Trener Niemczyk przeżył bardzo wiele i nie omieszkał o tym wspomnieć, szczerze i otwarcie, w najdrobniejszych szczegółach. Historia opowiedziana wspólnie z Bobakowskim jest bezkompromisowa, pozbawiona ozdobników, co nadaje publikacji autentyczności. Odnosi się wrażenie, że wszystko zostało wyłożone kawa na ławę.

Co więcej, w autobiografii znajdują się opinie znajomych Niemczyka, które wtłoczono w treść publikacji, co zaburzało jednak płynność czytania, bo nie zawsze dotyczyło tego, o czym w danej części opowiadał szkoleniowiec. Plus za końcowe wywiady z siatkarkami, które wspominają i oceniają współpracę z trenerem.

„Życiowy tie-break” jest wciągającą lekturą, będąca swoistym rozliczeniem, tego co się wydarzyło w przeszłości w życiu twórcy sukcesu dwukrotnych mistrzyń Europy. Autor ukazał czytelnikom to, co kibice siatkówki przeżywają podczas rozgrywania pięciosetowego spotkania, prawdziwy rollercoaster emocji. Tie-break to decydująca batalia, a tych w swojej karierze Andrzej Niemczyk wygrał i przegrał wiele, ale w tym decydującym triumfował. Niemczyk zaserwował pięknego asa na rynku wydawniczym, na którego trzeba spojrzeć z uwagą!

Moja ocena: 4,5/5

„Życiowy tie-break”, Andrzej Niemczyk, Marek Bobakowski, Wydawnictwo SQN, Kraków 2015


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz