poniedziałek, 14 grudnia 2015

Orlice Rasmussena na drodze do spełnienia marzeń!


Ociągałem się z napisaniem tekstu na bloga, bo czekałem na ten dzień. Na poniedziałek, 14 grudnia. Oczywiście ten dzień nie zapisze się złotymi zgłoskami, jak chociażby 21 września 2014 roku, ale ten dzień, prawdopodobnie będzie początkiem pewnej drogi, drogi polskich piłkarek ręcznych na Igrzyska Olimpijskie w Rio 2016.

Właśnie w tym dniu Polki grały i wygrały spotkanie w 1/8 MŚ z Węgierkami i awansowały do ćwierćfinału MŚ, ale przede wszystkim awansowały do jednego z turnieju kwalifikacyjnego do IO (mistrz świata ma miejsce zapewnione w Rio, a ekipy z miejsc 2-7 walczą w turniejach kwalifikacyjnych, na szczęście awans mają już Norweżki (mistrzynie Europy 2014), dlatego wszystkie zespoły w ćwierćfinale wystąpią w takim turnieju). 

Prawo startu w igrzyskach olimpijskich to jeszcze nie definitywny udział w tej imprezie. Niemniej takiej szansy, nie było od lat. Polki jeszcze nigdy nie uczestniczyły w turnieju olimpijskim, a teraz ta okazja może się ziścić, bo szansa jest niebywała! Choćby dlatego, że z każdego takiego turnieju awans wywalczą dwa zespoły, a już teraz można powiedzieć, że na papierze biało-czerwone będą faworytkami.

Tyle faktów i wyciągu z regulaminu. Bo szansę na Rio otworzyło nam spotkanie z Węgierkami. Z rywalem, z którym nam nie szło. Dziennikarze rzucali statystykami, ile to oficjalnych meczów przegraliśmy. Ale kij z tym, albowiem ten najważniejszy, najistotniejszy, decydujący tak naprawdę o czteroletniej pracy w cyklu olimpijskim, o byciu i niebyciu trenera, a pewnie także o kontynuacji kariery przez niektóre nasze zawodniczki. 

Fot. PAP/Marcin Bielecki
W ostatnich latach to właśnie polskie piłkarki ręczne są tymi, które lubią sprawiać sensacje, są tymi, które nie pękają w spotkaniach o stawkę (ktoś tu się może obruszyć, że siatkarze również – tak to prawda, ale nasi mistrzowie świata to ścisła światowa czołówka i to oni tak naprawdę są faworytami w starciach z innymi). Nasze szczypiornistki grają bez kompleksów, wtedy kiedy trzeba! Tak było w poniedziałek w starciu z Węgierkami i tak było dwa lata temu podczas serbskiego mundialu, gdzie Podopieczne Rasmussena wyeliminowały Rumunki i Francuzki. 

Teraz w meczu z Madziarkami faworytkami nie były. Co więcej, nawet gra w fazie grupowej nie dawała powodów do optymizmu – trzecie miejsce w grupie, gorszego zająć nie można było, bo Angolki, Chinki i Kubanki odstawały poziomem – choć i w tych meczach, szło jak po grudzie, lub też jak krew z nosa itp. 

W poniedziałkowy wieczór oglądaliśmy inna drużynę. Polskę walcząca, oddającą serducho i mnóstwo energii, w to by powstrzymać ofensywę przeciwniczek. To, co jest piękne, a zarazem niekorzystne dla zdrowia polskiego kibica to huśtawka nastrojów. Polska piłka ręczna to gwarant emocji do końca na najwyższym poziomie, bo ileż to już przeżywaliśmy tych wyczerpujących momentów, w których albo odrabialiśmy straty i wygraliśmy mecze, albo drżeliśmy o końcowy rezultat, albowiem przeciwnik zbliżał się nieubłaganie?

Nie będę tu się trudził na jakąś analizę, bo i nie posiadam nazbyt wielkich kompetencji w tym zakresie, a i nie ma potrzeby. Teraz pozostaje nam się cieszyć i wierzyć w dziewczyny, bo mogą, potrafią i chcą. A my bądźmy i kibicujmy! Bo czy taka nie jest rola kibica?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz