niedziela, 6 grudnia 2015

Gdzie się podziały ciekawe rozmowy ze sportowcami?


Inspiracją do napisania tekstu był ostatni felieton Krzyśka Ignaczaka dotyczący tego, co i w jaki sposób siatkarze (sportowcy) komunikują się z mediami. Zdaniem polskiego zawodnika rozmowa z dziennikarzami ma bardzo szablonowy przebieg, a odpowiedzi są zwykle schematyczne, a bardzo często zdarza się, że odpowiedzi są przygotowane wcześniej. A pomeczowe wypowiedzi to utarte frazesy, pewne reguły, które zawodnik posiada w swoim repertuarze i stosuje w zależności od sytuacji, tego czy w tym tygodniu mecz okazał się wygrany lub tez przegrany. 

Jaka jest tego przyczyna? Mistrz świata w siatkówce oprócz marketingu, wygładzenia wizerunku podaje także zbyt małą ilość czasu na konkretna rozmowę. Bez dwóch zdań ma racje. Moim zdaniem to właśnie czas jest największą przyczyną, że pomeczowe wypowiedzi niewiele się od siebie różnią. 

W swoim życiu miałem tę przyjemność, by moc sprawdzić się w roli dziennikarza. Dlatego wiem, że czas ma znaczenie, bo te krótkie wypowiedzi po meczu tak naprawdę dotyczyły konkretnego spotkania. Piec czy siedem pytań, o tym dlaczego mecz udało się wygrać, który element najlepiej funkcjonował, co wymaga poprawy i jakie plany na najbliższy tydzień ma drużyna. Tak to mniej więcej wyglądało. Do tego trzeba było złapać zawodnika z jednego i drugiego obozu, by zachować obiektywizm. Czasu za wiele nie ma, bo zawodnicy nie mają możliwości półgodzinnej rozmowy po meczu z rożnych względów. Po drugie strasznie wzrosła ilość dziennikarzy. Każdy pragną mieć swój materiał. Tym samym pytania się powtarzają, wiec siatkarze ciągle gadają to samo, bo nie ma większego sensu jeszcze się wysilać, skoro i pytania są sztampowe. I jeszcze inny argument. Wyścig informacyjny w mediach, kto szybciej opublikuje rozmowę, która musi się ukazać kilka chwil po zakończonym meczu. Tak działają dzisiaj media, kto pierwszy ten lepszy, ten zdobędzie więcej odsłon, co koniec końców prowadzi do zarabiania większej kaski.
A i od tego może powinienem zacząć są jeszcze kibice, którzy pragną zdobyć autograf i zdjęcie i to oni maja pierwszeństwo u graczy, co sprawia, ze po rozdaniu kilkudziesięciu podpisów i chęci mniejsze i czasu mniej, by móc zaangażować się w rozmowę z dziennikarzem. 

Wracając do meritum dziennikarze także nie szukają sensacji, mają materiał, dostaną wierszówkę i gra gitara. Każdy jest zadowolony.
Fot. PAP
Patrząc na sprawę, jeszcze z innej strony. Co tak naprawdę ma powiedzieć sportowiec po przegranym meczu? Wszystko poszło źle, nie zagrałem dobrze i tyle. Czego się spodziewać po rozmowie z takim zawodnikiem. Na gorąco trudno jest ocenić sytuacje i powiedzieć, co poszło nie tak. Choć czasem stara się to właśnie wykorzystać, bo w przypływie negatywnych emocji zawodnik może coś palnąć.
Generalnie z pomeczowych wypowiedzi nie można dowiedzieć się niczego ciekawego. A wypowiedź z jednego tygodnia można wkleić i po kolejnym meczu, i po jeszcze następnym. Doskonale to widać w tenisie. Tam zawodnicy po wygranym turnieju mają wręcz tą samą śpiewkę. Dziękują organizatorom, sponsorom, swojej drużynie, rywalowi za dobry mecz i oczywiście dziękują kibicom za wsparcie. I na koniec zawsze slogan: mam nadzieje, że wrócę tu za rok.

Z pewnością trudno o dobry i prawdziwy wywiad ze sportowcami po meczach, ale to, co lubiłem to umawiać się z nimi właśnie w innym, dogodnym dla nich czasie, na jakąś kawę czy herbatę i dłużej porozmawiać. I wtedy jest szansa na ciekawą rozmowę, bo każda ze stron może się przygotować, i co ważne, wtedy następuje nawiązanie kontaktu. Nikt nie traktuje drugiej strony taśmowo, każda poświęciła swój czas, i każda chce w tym miejscu się znaleźć (może sportowiec nie zawsze, ale ostatecznie dal się zaprosić). Nie załatwia się tego hurtowo, a traktuje się drugą stronę w rozmowie indywidualnie. I to może być olbrzymim plusem. Bo tworzy się zaufanie, buduje się pewną nić porozumienia. Sportowiec może się otworzyć i powiedzieć coś więcej. 

I na koniec, to co jest ważne to przygotowanie dziennikarza do rozmowy. Bez tego ani rusz, to także bardzo dobry sposób, by zaimponować sportowcowi. Nie ma co ukrywać każdy z nas jest próżny i lubi łechtać swoje ego. A dobre rozeznanie, to że nie rozmawia się z byle kim, że prowadzący ma pojecie, interesuje się dokonaniami swojego rozmówcy jest pomocne, jest bazą do niestandardowej rozmowy.

Choć nie param się już dziennikarstwem i nie latam z dyktafonem, to dzięki działalności w Kole Naukowym Psychologii Sportu UKW (wybaczcie za promocje) nadal stykam się ze sportowcami i prowadzę z nimi spotkania. Dzięki temu wiem, że atmosfera w jakiej prowadzi się rozmowę jest istotna, a odpowiednie przygotowanie jest równie ważne jak  po prostu chęć poznawania drugiego człowieka, a nie szukania sensacji. Wtedy niewątpliwie pojawi się szansa, że sportowiec się otworzy, szczerze powie co i jak, pozwoli sobie na więcej, wyjdzie ze schematu i odłoży na bok ten wygładzony wizerunek. Jest szansa na ciekawa rozmowę, a my będziemy cenić u niego naturalność i szczerość. I w taki właśnie sposób będziemy go postrzegać, co będzie miało dla nas pozytywne konotacje oraz tak też będziemy go odbierać w przyszłości.

1 komentarz:

  1. O dobre wywiady coraz trudniej. Jak o dobre książki auto- i biograficzne. Wywiady rzeki. A ze sportowcem, z którym gros rozmowy jest o jego zawodzie, tym bardziej - bo w tym zawodzie sytuacja zmienić się może w ułamku sekundy. Chyba najlepsze wywiady ze sportowcami powstają więc wtedy, gdy już są na emeryturze. Albo gdy mają świetną (z medialnego punktu widzenia) historię oboczną. Stąd chyba taka popularność sportowych książek biograficznych i w formie wywiadów w ostatnim czasie :)

    OdpowiedzUsuń