piątek, 20 listopada 2015

Recenzja: "Życie to mecz" Paweł Zagumny

Każdy sukces reprezentacji Polski w siatkówce w XXI wieku był z jego udziałem. Paweł Zagumny współtworzył zwycięstwa biało-czerwonych na najważniejszych siatkarskich imprezach. Zagumny o zdobytych tytułach, ale i porażkach opowiedział w swojej autobiografii „Życie to mecz” wydanej przez wydawnictwo Akurat.

Paweł Zagumny to postać wybitna w polskiej siatkówce. Siatkarz, który łączy pokolenia. Zmieniali się trenerzy, zawodnicy przychodzili i odchodzili, a na ich miejsce pojawiali się następni. Ale on trwał, był i grał. Świetnie grał i prowadził kadrę narodowa do medalowych pozycji.

„Życie to mecz” to nie lada gratka tylko dla fanów siatkówki. Dzięki temu, że popularny Guma gra w siatkówkę tak długo, mamy też okazje poznać historię polskiej siatkówki. Począwszy od lat 80 poprzedniego stulecia, bowiem Paweł Zagumny przyszedł na świat w Jaśle 18 października 1977 roku po dziś dzień.

Autobiografię naszego mistrza można podzielić na trzy części. Pierwsza z nich dotyczy właśnie dzieciństwa, początkowego zainteresowania siatkówką oraz stawiania w niej pierwszych, profesjonalnych kroków. Kolejna cześć  dotyczy kariery klubowej polskiego rozgrywającego, a ostatnia została poświęcona występom reprezentacyjnym. Dodatkową atrakcją autobiografii są wypowiedzi osób mających kontakt z Zagumnym, czyli jego trenerów, kolegów z boiska oraz rodziny.

Z publikacji dowiadujemy się, że autor skazany był na siatkówkę, a nawet na pozycję na której występuje, albowiem jego rodzice także rozdzielali piłki w zespole. Właściwie wybór młodego Pawła czym chce się zająć w przyszłości był prosty, a decyzję gracza wspierali rodzice, którzy okazali się nad wyraz wyrozumiali jeśli chodzi o godzenie obowiązków szkolnych z treningami. Kładli jedynie nacisk na naukę języków obcych, co okazało się być słuszną decyzją.

Nie ulegało wątpliwości, że Zagumny jest utalentowanym siatkarzem. Kariera zawodnika szybko nabrała rozpędu, a o uzdolnionym rudym chłopcu szybko w siatkarskim środowisku zrobiło się głośno. W wieku 16 lat zadebiutował w drugoligowym seniorskim zespole. Fakt, był to tylko epizod w drużynie prowadzonej przez ojca. Niemniej ważny, bo otwierający także drogę do młodzieżowych występów w reprezentacji. Występów okraszonych licznymi zwycięstwami na czele z mistrzostwem Europy i mistrzostwem świata juniorów.

Polski rozgrywający w swojej autobiografii zdradza jak wyglądały pierwsze reprezentacyjne zgrupowania, opisuje całą otoczkę wokół reprezentacji i tego, w jakich warunkach trenowali przyszli mistrzowie. Zagumny ukazuje także ewolucję jaką przeszła polska siatkówka. Do czasów kiedy w sztabie szkoleniowym poza pierwszym i drugim trenerem próżno było szukać innych współpracowników. Po obecne czasy, gdy w kadrze narodowej znajdują się wszyscy potrzebni specjaliści. Zagumny prowadzi czytelnika przez wszystkie międzynarodowe turnieje z udziałem reprezentacji Polski. Nie zabrakło wspomnień z czterech igrzysk olimpijskich, opisane zostały mistrzostwa Europy, w tym te z 2009 roku. Wraca pamięcią także do mistrzostw świata, nie tylko tych z 2014 roku, tak pięknie zwieńczonych, ale i poprzednich edycji.

Dzięki tak długiej grze w kadrze, Zagumny nie omieszkał wspomnieć o wszystkich trenerach, z którymi miał okazje pracować. Właściwie o każdym z nich wypowiada się dobrze, każdemu coś zawdzięcza. Niemniej w kontekście reprezentacji najbardziej docenił Raula Lozano, z którym zdobył wicemistrzostwo świata, i które zdaniem rozgrywającego otworzyła drzwi polskiej siatkówce na światowe areny. Znajdzie się słowo pochwały dla Daniela Castellaniego. Dość analitycznie i z pewną dozą smutku wspomina natomiast Andreę Anastasiego, mając do włoskiego szkoleniowca żal, za nie danie mu szansy podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. A o współpracy z francuskim duetem pisze tak: ,,Antiga częściej kontaktował się z młodszymi zawodnikami, ja rozmawiałem z Blainem. Taktykę też omawialiśmy zwykle ze starszym trenerem, natomiast Antiga nadzorował i ogarniał całość”.

„Życie to mecz” zawiera opis kariery klubowej zawodnika. Zagumny wyjaśnia dlaczego po zakończeniu przygody z Czarnymi Radom, wybrał Szczecin, a nie Częstochowę, bogatszą, w której roiło się od reprezentantów Polski. Wyjawia powód, dla którego postanowił spróbować swoich sił za granicą i na występy we włoskiej Serie A w barwach Edilbasso Padwa. Rozgrywający ze zdziwieniem opowiada o innym sposobie patrzenia na siatkówkę na Półwyspie Apenińskim. Będący na wyższym poziomie, bardziej profesjonalny od tego w Polsce,i tego jak szkoleniowcy dostosowywali trening pod każdego zawodnika indywidualnie. Po trzech latach we Włoszech zdecydował się na powrót do kraju nad Wisłą i grę w Olsztynie. Po perypetiach w klubie z Warmii i Mazur ponownie zdecydował się na zagraniczną podroż. Tym razem padło na Panathinaikos Ateny. Pobyt w Grecji Guma wspomina miło, ale oprócz wydarzeń stricte sportowych wiele działo się także poza halą sportową. Kryzys finansowy spowodował, że po dwóch latach Zagumny zawitał do Polski, do Kędzierzyna-Koźla. Nie brakuje wspomnień z gry w ZAKSIE. W szczególności dużo miejsca autor poświęca ostatniemu sezonowi, a konkretniej mówiąc zachowaniom działaczy ZAKSY dotyczący pozbycia się Zagumnego po pięciu latach gry w klubie.

Kilka fragmentów z autobiografii:

,,Pamiętam duże zamieszanie przed szkołą, gdzie przed egzaminem dopadli mnie reporterzy. Bardzo podekscytowani, ponieważ po wielu latach polska drużyna siatkarska wywalczyła awans na olimpiadę. Nasz sukces był dla wszystkich mila niespodzianka (...). wiec zanim wszedłem na sale, trzeba było porozmawiać z reporterami i zapozować im do zdjęć z ... panią dyrektor Bożeną Stobiecka. Bylem skupiony na egzaminie, jednak ona w sumie wydawała się bardziej zdenerwowana niż ja. Powiedziała dziennikarzom, że kiedy przed maturą dowiedziała się, że wylatuję z kadrą do Grecji na turniej w Patras o mało nie spadła ze schodów. Zadbała o to, żeby przed egzaminem pisemnym z polskiego zbadał mnie lekarz. Podobno wyglądałem na zmęczonego, ale poza tym wszystko było w porządku. Siedziałem w pierwszej ławce, tuż przed komisją”.

,,Mój boiskowy pseudonim Guma jest po rodzinie, wziął się od nazwiska, ale jak się okazało, miał też pewne przełożenie na elastyczne palce i ruchy. Kibice czasami mnie pytają, czy ja jestem taki rozciągnięty jak guma. To akurat nie... Może plastyczny, ale nie rozciągnięty. Jednak na kluczowa role odegrało nazwisko. Na mojego ojca też wołano: Guma i siostra była Gumą na podwórku. Tylko mama nie miała takiego przydomka”. 

,,Po powrocie z Japonii czułem radość, bo po tylu latach walki, treningów, wyrzeczeń odnieśliśmy wreszcie ogromny sukces. Taki, na który w polskiej siatkówce kibice czekali od kilkudziesięciu lat. Dla mnie był to jeden z dwóch najważniejszych turniejów w życiu. Grałem od początku do końca, nie przeszkadzały mi kontuzje, miałem duży wpływ na to, co działo się na boisku. Podczas mistrzostw świata w Tokio 2006 zdobyłem pierwszy medal w seniorskiej karierze. Zaryzykowałbym nawet tezę, że sukces w Japonii zmienił oblicze polskiej siatkówki. W kraju wzrosło zainteresowanie tą dyscypliną, do klubów zaczęli przyjeżdżać z zagranicy coraz lepsi zawodnicy i trenerzy, dzięki czemu podniósł się poziom ligi. Może nigdy nie mieliśmy tylu gwiazd co Rosja czy Turcja, ale na pewno wyprzedziliśmy ligę włoską. Dzięki temu później, mimo różnych problemów po drodze, zaczęliśmy wygrywać kolejne ważne imprezy”.

,,Dając autografy, chcemy podziękować w ten sposób kibicom, sprawić im przyjemność. Czasami co prawda człowiek nie ma na to ochoty, lecz mimo wszystko idzie w stronę widowni, bo ludzie przyjechali tu specjalnie dla nas. Ale my, zawodnicy tez jesteśmy tylko ludźmi i prosiłbym o zrozumienie, jak czasami ktoś z nas odmówi. Rozda się dziesięć, pięćdziesiąt, sto autografów i więcej nie da już rady, tymczasem ktoś z fanów nie zdążył i zaczyna narzekać, jaki ten zawodnik jest arogancki. Nie zdaje sobie jednak sprawy, z tego, że siatkarz ma w nogach trzy godziny meczu, ledwo stoi, dużo już podpisał, a ma tez swoje życie i również chciałby odpocząć”.

Autobiografia „Gumy” nie jest może sensacyjna i trudno w niej szukać szokujących stwierdzeń. Rozgrywający nie zdradza także wielu tajemnic z szatni. Częściej opowiada, a wszelkie sportowe imprezy, w których uczestniczył po prostu relacjonuje, jednak co ważne nie zalewając czytelnika potokiem zbędnych informacji. Opisy meczów są krótkie i rzeczowe. Chociaż nie brakuje w nich banałów typu: rywale zachowali więcej zimnej krwi czy mieli od nas więcej doświadczenia, dlatego lepiej zagrali końcówkę seta.

Jako, że jest to obszerna pozycja, jest w niej wiele ciekawych opowieści, które mnie zaskoczyły, o kilku chciałbym delikatnie napomknąć. Pierwsza to próba rozprawienia się przez samego zawodnika, z pytaniem: dlaczego nigdy nie zdobył w swojej karierze mistrzostwa ligi, w której grał? Guma stwierdził, że to dla niego trudne i musi nosić to brzemię na swoich barkach. Opowiada także, że dzięki siatkówce zyskał przyjaciół, ale też dzięki niej ich stracił. O kogo chodzi? O kogoś z kim w kadrze stanowili świetny tandem, ale praca w jednym klubie nie wyszła im na dobrze…

Ponadto jeśli ciekawi Was, co łączy Pawła Zagumnego z Andrzejem Juskowiakiem? Gdzie tkwi sekret zagrywki Gumy? Jakie wydarzenie jest największym rozczarowaniem siatkarza w karierze? Dlaczego zadowolony jest z niej tylko na 80%? Chcielibyście dowiedzieć się co magicznego jest w „piątce” na koszulce? Na te i na inne pytania jeden z najlepszych rozgrywających świata odpowiada w swojej książce.

Co więcej, nasz mistrz świata rozwiewa wszelkie wątpliwości w sprawie etykietki „gbura” jaką mu przypięto. I wreszcie przekonamy się, co myśli rozgrywający przed decydującą akcją, akcją na wagę złotych medali mistrzostw świata…

„Życie to mecz” czyta się bardzo przyjemnie, a książka oddaje charakter zawodnika takiego jakiego wielu z kibiców widzi go na boisku. Nie okazujący emocji, ale analizujący, biorący pod rozwagę kilka możliwości. Opanowany, spokojny, ale zaraz przedstawiający to, co najważniejsze. Nadrzędną wartością zawodnika uwidaczniającą się w autobiografii jest pasja, wielkie zaangażowanie do siatkówki i pełne zrozumienie  tej dyscypliny.

Minus za okładkę. Wydaje mi się, że lepszą byłaby prezentującą Zagumnego w biało-czerwonych barwach, aniżeli w klubowym trykocie ZAKSY.

Bez cienia wątpliwości to pozycja nie tylko dla fanów siatkówki, ale dla tych, którzy pragną poznać historię niebanalnego człowieka prezentującego niebanalne zagrania.

Moja ocena: 4/5

„Życie to mecz”, Paweł Zagumny, Wydawnictwo Akurat, Warszawa 2015


6 komentarzy:

  1. Właśnie mam zacząć ją czytać a ta recenzja jeszcze bardziej mnie do tego zachęc. W książce jak na razie przeszkadza mi jedynie jakoś wydania, która moim zdaniem mogła być wiele lepsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Autobiografię Pawła kupiłam w dniu premiery i... do tej pory czeka na półce ze stosikiem innych książek. Pewnie wkrótce się za nią zabiorę, na razie mogę ocenić tylko okładkę i faktycznie, nie jest ona specjalnie zachwycająca. Spodziewałam się czegoś innego i lepszej jakości. Ale! Nie należy oceniać książki po okładce! Wierzę, że treść będzie równie dobra, jak Twoja relacja. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też trochę czekała, bo również kupiłem w dniu premiery, ale udało się :) Jak już się wczyta to strony przekładają się same :)

      Teraz czas na trenera Niemczyka!

      Usuń
  3. Paweł Zagumny jest jednym z ostatnich grających jeszcze zawodników z pamiętnego rocznika '77. który rozpoczynał ten marsz ku sukcesom w narodowej kadrze. W 2006 roku wybrano go najlepszym rozgrywającym na mundialu w Japonii. A rok temu wraz z Piotrkiem Ignaczakiem byli tymi ostatnimi wybrańcami którzy jako trzydziestokilkuletni gracze sięgnęli po Mistrzostwo Świata. Drogi ich kadrowych rówieśników potoczyły się różnie. Trenerka, stołek prezesa... a "Guma" wciąż na swoim znanym podwórku. Stephan z Philipem nadal wierzą w to że pomimo zakończenia reprezentacyjnej kariery, Paweł będzie w stanie powrócić do kadry na najważniejsze, styczniowe batalie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autobiografię kupiłam kilka dni po premierze i naprawdę miałam wielkie obawy co do samej formy - nie czytałam nigdy książek biograficznych/autobiograficznych. Lecz po przeczytaniu tej moje obawy całkowicie uleciały i moge ze spokojnym sumieniem napisać, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego kibica siatkówki. Przede wszystkim Paweł jest ikoną polskiej siatkówki i nie wyobrażam sobie nawet, że ktoś mógłby nie wiedzieć kim on jest. Zasakakujące jest bardzo głebokie poczucie humoru siatkarza i szczerość.. I zdecydowanie zgadzam sie co do okładki :D

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dorwałam książkę w księgarni i na szybko przejrzałam część dotyczącą Olsztyna. Cóż, słyszałam lepsze historie o tamtych czasach :P A na poważnie: zdążyłam zauważyć, że chyba będzie lekka w czytaniu. Mam już zapisaną na liście "Do przeczytania", ale kiedy ją kupię i się za nią zabiorę... chyba nie wcześniej niż w lutym :)
    I też minus za okładkę, zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń