poniedziałek, 2 listopada 2015

Agnieszka Radwańska mistrzynią mistrzyń!

Zrobiło to! Agnieszka Radwańska pokonała Czeszkę Petrę Kvitovą 6:2, 4:6, 6:3 w fnale finałów  WTA w Singapurze.

Bez dwóch zdań na ten sukces cała tenisowa Polska czekała kilkadziesiąt lat, albowiem finalista turnieju Masters w 1976 roku był Wojciech Fibak. Jemu tego turnieju wygrać się nie udało. Radwańska zwyciężyła, wygrała turniej mistrzyń, w którym grają najlepsze z najlepszych! 
Fot. PAP/EPA / WALLACE WOON
To dotychczas największy tenisowy sukces polskiej tenisistki. Wydaje się, że zwycięstwo w tych zawodach obok wielkoszlemowych turniejów jest najcenniejsze, choć na triumfy w Wielkich Szlemach krakowianka jeszcze musi poczekać. Sukces jest jednak olbrzymi. I niech nie próbują go umniejszać ci, którzy upatrują sukcesu Polki za sprawą rezygnacji z singapurskiej rywalizacji Sereny Williams. Amerykanki nie było, a jak by była to nie wiadomo, co by było. Tego się nie dowiemy, a wiemy, że tegoroczną zwyciężczynią turnieju masters 2015 została Agnieszka Radwańska.


Przyznaję, że bardzo się cieszę, bo Iśce kibicuje już ładnych kilka lat. I tak jak ona ciągle czekałem na sukces z prawdziwego zdarzenia. Wygrana ta jest potwierdzeniem jej miejsca w panteonie tenisowych gwiazd.

Koniec wieńczy dzieło tak można skwitować tegoroczne dokonania polskiej tenisistki. Choć początek sezonu okrasiła także historyczna chwila, wraz z Jerzym Janowiczem zwyciężyła w Pucharze Hopmana, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata par mieszanych, sezon zakończyła triumfem w nieoficjalnych mistrzostwach swiata tenisistek. 

Tym samym rok 2015 kończy z dwoma tytułami mistrzowskimi! Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że Aga jest gwiazdą światowego formatu? Na szczęście wydaje się, że nie! Gratulacje dla Polki płyną zewsząd, a o historycznym wyczynie mówi cały świat, bo cały świat śledził zmagania w Singapurze. Andy Murray przełożył konferencje, gratulacji w mediach społecznościowych nie było końca, od wiernych kibiców, po innych polskich sportowców z Katarzyną Skowrońską-Dolatą, Arkiem Milikiem czy Marcinem Gortatem na czele. Podziękowanie za zwycięstwo złożył także Prezydent RP Andrzej Duda, a w niedzielny wieczór oszalał także Stadion Narodowy, gdzie zamigotał napis: "Brawo Aga". 


To jest jej czas. Czas na świętowanie i olbrzymia radość i satysfakcję z tego co dokonała. Nie zamierzam skupiać się na tenisowych umiejętnościach naszej tenisistki, bo tymi zachwyca się cały świat, i bez wyjątku każdy uwielbia patrzeć na mecze z udziałem Polki, bo prezentuje kwintesencje białego sportu. Piękno w czystej postaci, techniczny tenis nie zginał, nie zawsze siła triumfuje i Agnieszka dala temu przykład. Jak żywe wróciły określenia na grę Polki - Mozart tenisa, the Magician, La Profesora. Do tych przydomków trzeba dodać jeszcze kolejne opisujące jej silną wolę i walkę z bólem. "Nie ma chwały bez cierpienia" - powiedział Tomasz Wiktorowski podczas półfinału z Muguruzą. Jak się okazuje miał rację, a słowa te doskonale w czyn zamieniła Polka.

Cierpiała, ale wygrała. Tylko w ten sposób przechodzi się do historii, tak tworzy się historię polskiego i światowego tenisa. I wierzę, że będzie pisała kolejne rozdziały swojej historii.

Wierzę, że teraz poczuje krew, pójdzie za ciosem, jak zwał tak zwał, ale sięgnie to wymarzony i oczekiwany tytul wielszkolemowy. Sama Agnieszka pokazala, ze jest w stanie wygrywac z najlepszymi. A i jest jeszcze jedna sprawa. Polka jest pierwszą od dziesięciu lat tenisistką, która wygrała finał finałów, nie mając na koniec zwycięstwa w Wielkim Szlemie. Po raz ostatni podobnego wyczynu dokonała Francuzka Amelie Mauresmo (obecna trenerka Andy'ego Murray'a), która po sukcesie w WTA Finals zwyciężyła w Australian Open i Wimbledonie.

Oprócz przechodzenia do historii, tworzenia jej, wiadomo też, że historia lubi się powtarzać, a więc niech się powtórzy!
Fot. WTA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz