niedziela, 11 października 2015

Recenzja: "Grzegorz Lato" Marek Bobakowski

Grzegorz Lato - postać pełna sprzeczności w polskim futbolu. Wybitny piłkarz, sportowiec przez wielkie „S” a z drugiej strony beznadziejny działacz, nieudolny prezes PZPN. Kim tak naprawdę jest Lato? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Próbę wyjaśnienia poczynił Marek Bobakowski, który napisał biografię Grzegorza Lato wydaną przez wydawnictwo Aha.

Opowieść o życiu Grzegorza Laty zaczyna się klasycznie, od narodzin i faktu, że urodził się w Malborku. W mieście, w którym urzędował Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego i w mieście, w którym urodził się autor bloga „Po sportowej stronie mocy”. Osobiście z wielką przyjemnością czytałem ten wstęp, który wprowadził mnie w dobry klimat i ochoczo przebrnąłem przez dalsze części biografii. Nieczęsto czyta się o Malborku w innych publikacjach niż przewodniki czy podręczniki szkolne. Prawdopodobnie jednak ani za młodu, ani w późniejszych latach Grzegorz Lato nie odwiedził zamku. Zresztą w mieście niewiele się mówi o panu Lato, a osobą z która najbardziej identyfikuje się Malbork jest siatkarka Izabela Bełcik.

Tyle o Malborku, któremu poświęcono kilka wersów w biografii. Państwo Lato długo tu nie zabawili z uwagi na pracę ojca, która wymagała mobilności od całej rodziny i tym samym w ciągu dwóch lat zanotowali oni trzy przeprowadzki ostatecznie lądując na dłużej w Mielcu. I to tam zaczął rozkwitać piłkarski talent Grzegorza. Wyhamowany trochę przez przykre wydarzenie, w wieku 9 lat zawodnik przeżył rodzinną tragedię, śmierć ojca. Grzegorz pozbierał się jednak. Młody gracz postawił na futbol, bo ze szkołą nie było mu  po drodze. Co innego z grą na boisku, gdzie piął się w klubowej hierarchii. Kariera potoczyła się błyskawicznie, mając 21 lat zadebiutował w reprezentacji Polski. I właściwie od tego momentu był na ustach wszystkich polskich kibiców. Człowiek, dzięki któremu ludzie w kraju nad Wisłą oszaleli z radości.

Z biografii dowiadujemy się o wszystkich najważniejszych momentach z udziałem Laty podczas reprezentacyjnej kariery. Autor z sentymentem wspomina Mistrzostwa Świata z 1974 roku, gdzie centralną postacią był właśnie Lato (piłkarz został królem strzelców tej imprezy z 7 golami na koncie), walnie przyczyniając się do zdobycia przez kadrę 3. miejsca. Nie zabrakło też opowieści z Igrzysk Olimpijskich w Montrealu, na których Polska zdobyła srebrny medal. Rozbuchane nadzieje przytłumiła klęska z MŚ 1978, gdzie biało-czerwona ekipa zajęła 5 miejsce. Lato musiał przełknąć gorycz porażki, ale ambicja i chęć udowodnienia wszystkim swojej wielkości sprawiło, że kolejny mundial, w Hiszpanii choć ostatni w karierze Laty to okraszony kolejnym medalem.

Król strzelców z 1974 roku spijał śmietankę, zyskał uznanie aż od Szczecina po Wodzisław; wszystkich Polaków od gospodyni domowej, emeryta, ucznia, robotnika po profesora.

Bobakowski opisał także klubowe losy piłkarza. Losy, które uzależnione były tak naprawdę nie od samego piłkarza czy klubu, ale od politycznego widzi mi się partyjnych działaczy. W ten sposób swoją karierę w Polsce związał tylko i wyłącznie ze Stalą Mielec. Dlatego Lato z utęsknieniem czekał na 30 urodziny, wtedy właśnie mógł wyjechać do zagranicznego klubu. Oferty od Realu czy Barcelony były już niemożliwe, ale belgijskie Lokeren pozwoliło mu poczuć smak europejskiej piłki i solidnie wzbogacić konto finansowe. Te jeszcze bardziej zwiększyło swój dorobek po podpisaniu kontraktu z drużyną z Meksyku. Grzegorz Lato na koniec swojej kariery właśnie tam grał w zawodowy futbol. W Meksyku było jak na wakacjach, za które zapłacono z góry. Lato pokochał ten klimat, jedzenie i atmosferę. Zagraniczna aura służyła Lacie, więc z uwagi na nieciekawą sytuację w kraju nad Wisłą postanowił osiąść w Toronto. Tam też jednak nie zastał długo, interesy nie wypaliły, piłkarz spakował manatki i wrócił do Polski. By tworzyć, budować od postaw. By rozpocząć nowy etap w swoim życiu. Etap działacza…

Kilka fragmentów z biografii:

„Lato nie był wzorowym uczniem. (…). Wolał przedmioty ścisłe, głownie matematykę i fizykę, niż humanistyczne. Cierpiał męki zwłaszcza na lekcjach języka polskiego. Miał problemy głównie z ortografią. Nie potrafił przyswoić podstawowych zasad, a jego nauczyciel dostawał szewskiej pasji, gdy miał sprawdzać jego dyktando. „Ożeł”, „hólajnoga”, czasem i „wkrótce” – takie błędy u Grześka na porządku dziennym. Jedynie słowa „piłka nożna” pisał bezbłędnie. Nawet obudzony w środku nocy potrafił bez jęknięcia powiedzieć jakiego „żet” trzeba użyć”.

„Pewnego słonecznego dnia Lato pędził na trening, gdy zatrzymała go miła staruszka. Wyciągając z siatki duży kawał pasztetowej, wykrztusiła wzruszona: „Grzesiu, zjedz sobie, dajesz mi tyle radości, że będę zaszczycona, jeśli przyjmiesz ten prezent. Trudno jest teraz cokolwiek dostać w sklepach”. Po takich słowach piłkarzowi aż głupio było tłumaczyć, że jako zawodnik klubu miał dostęp do takich produktów o jakich przeciętny Kowalski nawet nie mógł pomarzyć. Dla niego kawałek pasztetowej nie był takim rarytasem, jak dla tej babci”.

„Lato po latach jeszcze jedną historię związaną z niezbyt lubianym przez niego Gmochem. Kiedy selekcjoner dostrzegł, że zespół nie do końca go słucha, że nie rozumie ciągłych zmian zarządzanych przez trenera, że atmosfera „siadła”, po jednym z treningów wszedł do szatni i krzyknął na cały głos: „Panowie, pakujmy się w autobus i jedziemy wszyscy rozluźnić się do burdelu”.  W szatni zapanowała totalna cisza. Piłkarze patrzyli na siebie, aby upewnić się, że się nie przesłyszeli. ,,Do burdelu? Do burdelu? – szeptali między sobą”.

„Wylot do Brukseli odbył się w pełnej konspiracji. Piłkarz został zmuszony do takiego zachowania. Po zakończeniu rozmów na linii ministerstwo – prezes Lokeren, okazało się, że w umowie wpisano datę wyjazdu piłkarza nie po sezonie ligowym, a dopiero po igrzyskach olimpijskich w Moskwie, które odbywały się między 19 lipca a 3 sierpnia. Był to o tyle zaskakujący paragraf, że reprezentacja Polski nie uczestniczyła przecież w turnieju olimpijskim  (…). W konspiracji zdobył paszport („po znajomości” – jak sam przyznał), potem dzięki kolejnym „układom” kupił bilet lotniczy, co w tamtych czasach graniczyło wręcz z cudem. 18 lipca wylądował w Belgii. Ponad dwa tygodnie wcześniej, niż zakładała umowa”.


Zanim na dobre zaczęła się przygoda z polityką, Lato szukał innej drogi po sportowym życiu. Autor publikacji wspomina jeszcze trenerski epizod zawodnika urodzonego w Malborku. Lato jednak kariery szkoleniowej nie zrobił i szybko musiał szukać innego źródła dochodu. Intratnego, bo były piłkarz przyzwyczaił się już do życia ponad stan. A ten mogła zagwarantować tylko kariera polityka. Bobakowski w tej części właściwie opisuje to, o czym kibice i starsi i młodsi dość dobrze wiedzą. Senator Lato, po kolejnych nieudanych próbach dostania się do Senatu podejmuję rywalizację o fotel prezesa PZPN.

Opisane zostały zakulisowe rozmowy, podchody i wszystkie akcje sojuszników prezesa Laty do tego by stanął na czele związku. Opowieści ciekawe, bo prezentowane ze strony najbliższych współpracowników. Autor biografii Laty dość sprawnie przedstawia wszystkie najważniejsze afery za czasów panowania prezesa Laty. Była to prezesura barwna, ale oceniana niemal przez wszystkich znających się na futbolu jako dramatycznie kiepska. W książce przeczytamy jak to się stało, że Orzełek zniknął z koszulek reprezentacji Polski i ile pieniędzy zostało w ten sposób wyrzucone w błoto. Sporo uwagi poświecono także sprawie podpisywania dziwnych kontraktów, wakacjach w RPA na koszt.. na pewno nie prezesa. Autorowi biografii na uwadze nie uszła także afera nagraniowa przy okazji budowy nowej siedziby PZPN-u, która skończyła się zwolnieniem... sekretarza generalnego Zdzisława Kręciny.

W książce nie mogło zabraknąć kompromitujących momentów, w których do śmiechu było tylko prezesowi Lato. Cała Polka spaliła się ze wstydu oglądając rekord Laty na setkę, czy też sprawne posługiwanie się językiem angielskim. Mniejszych czy większych afer za kadencji Laty było znacznie więcej, część z nich szerzej komentowana w mediach jak na przykład dotycząca zwolnienia trenera Leo Beenhakkera, które miało miejsce w trakcie rozmowy sternika PZPN-u z dziennikarzem.

Jest jedna historia, o której nie wiedziałem. I tak naprawdę niewiele osób wiedziało, bo sprawa była ściśle tajna, a rozgrywała się przed Euro 2012, właściwie godziny przed rozpoczęciem piłkarskiego święta w naszym kraju, które mogło zostać zakłócone. Nie, nie sprawa nie dotyczyła biletów, ale udziału w turnieju trzech polskich piłkarzy, właściwie jeszcze nawet nie do końca polskich..., ale wszystkich zainteresowanych odsyłam do lektury.

Warto wyróżnić sposób prowadzenia narracji przez Bobakowskiego. Prosty, dynamiczny język, bez zbędnych opisów. Kawa na ławę, bez owijania w bawełnę. Ponadto autor nie przejaskrawia sytuacji. Przedstawia wszystko tak jak jest, a to za sprawą komentarzy i wspomnień osób, które miały kontakt z Grzegorzem Lato. Dzięki temu ukazano realny obraz człowieka, bez słodzenia, bez wybielania. Twórca biografii czytelnikowi pozostawia ocenę Grzegorza Laty. A ta nie może być oczywista. Grzegorz Lato piłkarzem był fantastycznym, fenomenalnym, który kolejnymi zdobytymi bramkami sprawiał radość milionom rodakom. Grzegorz Lato - prezes kojarzy się z partactwem, nieudolnością, obłudą i brakiem ogłady, z której śmiano się nie tylko w naszym kraju. 

Opowieść o życiu Laty jest dobra, jednak wydaje się, że mogłaby być lepsza, szczególnie dla starszego kibica, dla którego trudno o coś odkrywczego w tej publikacji. Choć historia z prezentem urodzinowym dla  Andrzeja Szarmacha zaskakuje i śmieszy. Niemniej autora biografii należy pochwalić za zebranie solidnego materiału dziennikarskiego i sięgniecie głębiej do archiwum medialnego. Brak pewnej dociekliwości, ale i większej pracy twórczej, w postaci zdobycia własnych informacji dotyczących życia Grzegorza Laty, trochę obniża jakość. Wydaję mi się, że dla dziennikarza pokroju Bobakowskiego nie byłoby zbyt dużym problemem, aby zdobyć kontakty i wykonać parę telefonów to tych i tamtych osób.

Biografia Grzegorza Laty i ta realna i ta spisana przez Bobakowskiego dzieli się na dwa etapy. Bo Lato to człowiek o dwóch twarzach i jak głosi opis z okładki: „Dwubarwna biografia wielkiej dwubarwnej postaci polskiej piłki”. Piłkarska – dobra i polityczna – zła. Czy dobry piłkarz zawsze będzie złym działaczem? Poczekamy zobaczymy jak w rej roli sprawdzi się Zbigniew Boniek. To już jednak inna historia. Niemniej tę stworzoną przez Bobakowskiego czyta się dobrze. W sam raz, gdy lato przeminęło…

Moja ocena: 3,5/5

„Grzegorz Lato”, Marek Bobakowski, Wydawnictwo Aha, Łódź 2015

1 komentarz: