sobota, 26 września 2015

Recenzja: "Pavel Nedvěd. Piłkarze odchodzą, mężczyźni zostają. Czyli moje zwyczajne życie" Pavel Nedvěd

W historii futbolu są piłkarze, którzy nie strzelali gola za golem, tacy którzy nie zasłynęli z niezliczonych rajdów i nietuzinkowych zwodów lub tacy, którzy nie dawali pożywki opinii publicznej. A mimo wszystko są wybitnymi piłkarzami, wzbudzają sympatie i pozostają w naszej pamięci. To tego grona z pewnością można zaliczyć Pavla Nedvěda, jednego z najwybitniejszych czeskich piłkarzy. Z historią urodzonego w Czechosłowacji piłkarza możemy zapoznać się dzięki wydawnictwu SQN, które zdecydowało się wydać autobiografię Nedvěda o jakże znamiennym tytule: „Piłkarze odchodzą, mężczyźni zostają, czyli moje zwyczajne życie”.

Tytuł odwołuje się do wypowiedzi zawodnika, który podjął decyzje, że zostanie w Juventusie Turyn mimo degradacji klubu do Serie B. Nedvěd w trudnej dla klubu sytuacji postanowił nie opuszczać tonącego okrętu i obok innych znakomitych piłkarzy: Buffona, Del Piero, Camoranesiego i Trezegueta zdecydował się rywalizować w niższej lidze, aby moc przywrócić Juventusowi należne mu miejsce w Serie A. Nikogo zatem nie powinno dziwić, jakim szacunkiem darzony jest w Turynie, ale Pavla Nedvěda szanuje każdy kibic piłki nożnej śledzący jego zmagania w lat ‘90 i na początku XXI wieku. Olbrzymia determinacja, walka do ostatniej sekundy, niebagatelna chęć zwycięstwa i chart ducha budził zachwyt nawet u rywali zza miedzy. Żelazne płuca i wielkie serce Pavla Nedvěda.

A jak wyglądało to zwyczajne życie Czecha? O tym możemy się przekonać czytając historie, której początkiem jest… koniec kariery Pavla Nedvěda. To dosyć modny zabieg w autobiografiach sportowców. Opowieść rozpoczyna  się od 31 maja 2009 roku, czyli daty rozgrywania ostatniego meczu, w którym wystąpił. Na kolejnych stronach autor wyjaśnia, jak to się stało, że dotarł właśnie do tego miejsca. Futbolem zaraził się od ojca, który grywał w drugoligowym zespole. W wieku 5 lat zaczął treningi w TJ Skalna. Później była Sparta Praga marzeniu wielu czeskich piłkarzy, ale tam trafiali najlepsi, najzdolniejsi, czyli młody Pavel. Historia, który zaczęła się w Skalnej a zakończyła się w Turynie.

Nedvěd w autobiografii opisal początek swojej futbolowej drogi, o życiu w Czechosłowacji. Tym samym nie uciekał od tematów politycznych. Opowiadział o rodzącej się demokracji, o walce o wolność słowa, w której brał udział oraz komentuje decyzje o rozpadzie Czechosłowacji. Nie uświadczymy tam jednak politycznej debaty, tak jak nie uświadczymy sensacji rodem z tabloidów dotyczących życia prywatnego piłkarza. Nie oznacza to jednak, że w książce nie ma ani słowa o rodzinie. Wręcz przeciwnie! Jest o niej całkiem dużo. Wspominał swoich rodziców, niezwykle zapracowanych, zapewniając byt całej familii oraz dziadków, którzy poświecili mu sporo uwagi, wychowując na prawego człowieka. Opoką dla Pavla jest jego żona Ivana i dzieci. Nedvěd bardzo często o nich napomykal. Stanowią dla niego bazę. Są źródłem wsparcia i możliwością ucieczki od futbolowych problemów. Rodzina daje mu radość i szczęście. Z książki dowiadujemy się jak wiele dla miłości skłonny jest zrobić czeski piłkarz, do jakiego kłamstwa musiał się dopuścić by zdobyć ukochaną lub też jak z dużej sumy pieniędzy był w stanie zrezygnować, aby nie burzyć porządku rodzinnego.

W autobiografii nie mogło zabraknąć rozdziałów dotyczącej przygody we Włoszech, bo to właśnie tam wniósł się na piedestał. Najpierw w Rzymie w barwach Lazio, a później przywdziewając koszulkę „Starej Damy”. Nedvěd przedstawia trenerów, których spotkał na swojej drodze, za sprawą, których mógł doskonalić swoje umiejętności, z którymi święcił największe triumfy: Svena Gorana Erikssona, Marcello Lippiego, czy Fabio Capello.

Nedvěd opowiada też co sądzi o piłkarzach, z którymi przyszło mu rywalizować na stadionach świata. Znajdzie się coś o Zlatanie Ibrahimoviciu, wspomina Zinedine'a Zidane'a, komentuje wyczyn Cafu, który zafundował mu potrójne sombrero, będzie też kilka słów o milczącym koledze z pokoju Gianluce Zambrottcie.

Kilka cytatów z autobiografii:

,,Gdy myśli się o tym teraz, wszystko wydaje się bardzo odległe i fakt, że piłkarz brał udział w rewolucji, był częścią przełomowego momentu w historii swojego kraju, wydaje się co najmniej dziwny. Rzecz w tym, że sportowiec to także młody człowiek z ideami, w które wierzy. Nie zrobiłem nic, czego później mogłem żałować. Po prostu wyszedłem na ulicę razem z wieloma innymi osobami, by domagać się wolności - tej samej, która po drugiej stronie granicy była czymś zupełnie normalnym”. 

„Tamto lato w Anglii odmieniło zarówno moje życie, jak i życie Ivany – wydarzyły się tam rzeczy, które nas uszczęśliwiły i zmieniły w dorosłych ludzi. Wiem, że w kwestii  obecności żon i narzeczonych piłkarzy na długich zgrupowaniach zdania są podzielone. Niektórzy sądzą, że nie jest to najlepsze wyjście – pamiętam skandal w reprezentacji Holandii, kiedy okazało się, że zawodnicy mają manię uprawiania seksu przed meczami. Dla mnie nigdy nie był to problem – uważam, że profesjonalny sportowiec powinien znać granice i wiedzieć, jak najlepiej przygotować się do spotkania”.

"Gdy zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, żeby coś zjeść i wypić, ów samochód przyjechał za nami. Wyszła z niego czwórka chłopaków, fanów Juve. Pochodzili z Padwy. Rozpoznali nas na obwodnicy i postanowili jechać za nami, nawet kosztem zrobienia w nocy dodatkowych 200 kilometrów - a uwierzcie mi, wyglądali na ludzi, którzy następnego dnia rano muszą wcześnie wstać i iść do pracy. Podeszli do nas i byli bardzo podekscytowani, a jeden z nich opowiedział mi coś niesamowitego i pięknego. Pokazał mi swoje lewe przedramię, na którym widniał duży tatuaż - imię PAVEL, napisane wielkimi literami. Zacząłem się śmiać i zapytałem, czy to ze względu na mnie. Przytaknął. Powiedział, że uhonorował mnie nie tylko tym tatuażem, ale także nadaniem tego imienia swojemu synowi."

„Z derbami związane jest też pośrednio wspomnienie jednego z najważniejszych spotkań w moim życiu. Ja i Damiano Tommasi, laziale i romanista, zostaliśmy wybrani, by spotkać się z papieżem w Watykanie i przemówić do młodzieży. Jan Paweł II zawsze stanowił dla mnie punkt odniesienia i gdy zapytał mnie o moje dzieciństwo, byłem zdumiony wrażliwością i uwagą, jaką ten wielki człowiek przywiązywał do moich słów – do słów młodego piłkarza”. 


Zawodnik urodzony w Chebie wraca pamięcią do występów Euro 96. Pierwszego turnieju dla reprezentacji grającej pod czeską flagą. Niezapomniane, kapitalne Euro, albowiem debiutancki występ czeskiej reprezentacji z Nedvědem w składzie zakończył się wyśmienicie – wicemistrzostwem Europy (porażka 1:2 w finale z Niemcami). Czytelnik dowie się jak bardzo sztab szkoleniowy wierzył w swoich piłkarzy oraz jakim dodatkowym zajęciem parał się piłkarz umilając swój czas podczas pobytu na zgrupowaniach.

Zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Pragnienie wygranej w tych rozgrywkach było bardzo mocne i wciąż boli Czecha nazywając je koszmarem, z którym zmaga się po dziś dzień. Tytuł, którego nie posiada w swojej bogatej kolekcji. Najbliżej sięgnięcia po to trofeum był w 2003 roku… Juventus grał znakomicie. W pokonanym boju zostawili Barcelonę czy Real. Ale półfinałowe starcie z Królewskimi było dla Nedvěda osobistym dramatem. Piłkarz otrzymał żółtą kartkę, która wykluczyła go z wielkiego finału. Rywalizację z AC Milan oglądał z trybun. Mógł tylko bezradnie przyglądać się jak koledzy z drużyny przegrywają Ligę Mistrzów po rzutach karnych. Na otarcie łez kilka miesięcy później został nagrodzony Złotą Piłką. Skłonny był nawet do tego, aby oddać Złotą Piłkę, by móc sięgnąć po zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale jednak nie na tyle by zmienić barwy na konkurencyjne. W 2009 roku odrzucił ofertę Interu Mediolan prowadzonego przez José Mourinho, który obiecał, że z Czechem w składzie wygrają Ligę Mistrzów. Inter tytuł ten zdobył w sezonie 2009/2010, ale szacunek piłkarskiego świata zdobył Nedvěd przekładając honor nad dobra materialne. To w dzisiejszych czasach nie zdarza się często.

Lektura ta przypomina, że nie zawsze trzeba pędzić za pieniędzmi,glorią chwały i uznaniem mediów. Skromność, zaangażowanie, szacunek i ciężka praca to wyznawane przez Nedvěda wartości. Po prostu można robić swoje, czerpać z tego przyjemność i żyć zgodnie z własnym sumieniem. Dawał z siebie wszystko, wciąż biegając. Nie poddając się. Oby więcej takich zwyczajnych ludzi, w tym już coraz mniej zwyczajnym świecie.

Moja ocena: 3,5/5

„Pavel Nedvěd. Piłkarze odchodzą, mężczyźni zostają. Czyli moje zwyczajne życie”, Pavel Nedvěd, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015


Za możliwość przeczytania dziękuję:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz