sobota, 25 lipca 2015

Recenzja: "Felix Baumgartner. Szturmując niebo", Felix Baumgartner

Kto z nas nie marzył, by przez chwilę móc mieć skrzydła i latać!Któż nie pragnął wzbić się wysoko ponad Ziemię i zza chmur przyglądać się temu, co dzieje się na naszej planecie... Nie jest to niemożliwe, ale realizacja tego przedsięwzięcia nie jest taka prosta, nie można tego zrobić tak po prostu. A gdy jeszcze chce się wykonać skok ze stratosfery z prawie 39 kilometrów nie ma mowy o zwykłym fantazjowaniu. Autobiografia Felixa Baumgartnera uwidacznia jak zapisanie się w historii wymaga wysiłku i poświecenia.

Wydarzenie z 14 października 2012 roku jest jednym z najważniejszych, które miało miejsce w XXI wieku, i w którym, dzięki rozbudowanym przekazom medialnym mogłem uczestniczyć. W gwoli formalności wyjaśniam: Austriak Felix Baumgartner skoczył ze stratosfery bijąc trzy rekordy: najwyższy załogowy lot balonem, największa odnotowana prędkość podczas swobodnego spadania oraz skok spadochronowy z największej wysokości (pobity dwa lata później przez Alan Eustace, który wzniósł się na 41 kilometrów).

Felix Baumgartner swoimi przemyśleniami z tego historycznego momentu, ale i nie tylko postanowił podzielić się z czytelnikami  – w Polsce nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukazała się autobiografia pod tytułem „Szturmując niebo”.

Z książki dowiadujemy się skąd u Austriaka wzięła się pasja do skoków, wyjawia dlaczego postanowił balansować na granicy życia i śmierci. Baumgartner opisuje swoje dzieciństwo, dzieli się wspomnieniami ze wcześniejszych lat swojego życia, mając już wtedy zamiłowania do ekstremalnych sytuacji: jazda na tylnym kole bmxa, wspinaczka po najwyższych drzewach w okolicy. Opowiada o swojej olbrzymiej pasji do unoszenia się w powietrze niczym ptak. Ta pasja do latania przełożyła się także na ulubionych bohaterów z lat dziecinnych. Młody Felix czytywał komiksy z udziałem Batmana czy Supermana.

Austriak zdradza jak długą i ciężką drogę musiał przejść, aby móc dokonać historycznego wyczynu. A wszystko zaczęło się w wieku 16 lat, kiedy wykonał pierwszy skok spadochronowy. Z biografii skoczka dowiadujemy się, że swoje umiejętności szlifował w austriackich siłach specjalnych. Zafascynowany spadochroniarstwem chciał coraz więcej i więcej. Zwykłe skoki to było za mało. Większą dawkę adrenaliny dostarczały mu skoki BASE, czyli swobodne skoki z budynków, wież, mostów i półek skalnych.

W autobiografii Baumgartner opisuje swoje największe dokonania w BASE. Wyjaśnia jak ryzykowne jest to zajęcie, jak o życiu i śmierci decydują ułamki sekund (w pokrowcu znajduje się tylko jeden spadochron, nie ma rezerwowego) i jak szybko trzeba pakować sprzęt i uciekać, aby nie wpaść w ręce stróżów prawa. Wraz z autorem udajemy się do Malezji,  by razem z nim skoczyć z najwyższego wówczas budynku na świecie Petronas Towers w Kuala Lumpur w Malezji. Następnie czeka nas wyprawa do Brazylii. Tam wykonał skok ze słynnej figury Chrystusa w Rio de Janeiro. I na koniec jesteśmy w Chorwacji, gdzie ustanowił najniższy skok BASE. Baumgartner skoczył do 29 metrowej, ciemnej jaskini Mamet, w której zmysł wzroku nie był zbyt pomocny, a musiał polegać na swoim słuchu i doświadczeniu.

Każda z tych akcji była tylko przygotowaniem, kolejnym krokiem do wdrożenia się w projekt Red Bull Stratos, czyli skoku z kosmosu, podczas którego miał przekroczyć prędkość dźwięku i znaleźć się na ustach całego świata.

Kilka cytatów z autobiografii:

„Stare wysuszone naleśniki? Było mi wszystko jedno. Najważniejsze, że miałem coś do jedzenia. Zadowoliłem się wiec naleśnikami, podczas gdy Wolfgang siedział obok mnie z olbrzymią pizzą. Byłem skoczkiem, a żywiłem się gorzej niż kamerzysta, któremu zafundowałem podróż. Facet z porządnym apetytem, który powiedział: „nie gniewaj się, ale zjem te pizze sam. Przecież jutro muszę znowu wchodzić z tobą pod górę”.

„No świetnie – wdrapałem się tu, jestem gotów do skoku, a teraz jeszcze podczas swobodnego lotu mam jednym okiem patrzeć, gdzie jest mostek! Każdy inny cieszyłby się, że w ogóle otworzył mu się spadochron… Ale fotograf miał rację – trzeba odpowiednich zdjęć i nagrań wideo, żeby historia była pełna. Właśnie to od początku odróżniało mnie od innych skoczków – dostarczałem zawsze cały pakiet. Zresztą to było tez powodem, dla którego skok nigdy nie był czystą przyjemnością. Musiałem wypełniać tyle zaleceń, że trudno było przezywać radość z samego skoku”.

„Po raz pierwszy widzę zakrzywienie Ziemi, a niebo nade mną jest nieprzyjaźnie czarne, ale jednocześnie przepiękne. W ciągu 15 sekund, gdy stoję na stopniach, staram się znaleźć optymalną pozycję. Jeszcze kilka centymetrów do przodu i jestem gotów. Wiem, że cały świat patrzy na mnie, a ja chciałbym, by mógł zobaczyć to, na co ja teraz patrzę. Przez radio mówię: „Czasami musisz wejść bardzo wysoko, żeby się przekonać, jak mały jesteś. I am going home now”. Salutuję, robię krok do przodu i spadam…”.


Przygotowania Baumgartnera do misji Red Bull Stratos  jest clou tej autobiografii i jej poświęcono najwięcej uwagi. Zresztą nie ma się co dziwić, bo oprócz kwestii czasowej (przygotowania trwały 5 lat), to misja miała charakter unikalny, wcześniej niespotykany. Projekt ten okazał się ważny także z punktu widzenia nauki, dostarczając badaczom wiele cennych informacji.

W „Szturmując niebo” skoczek zdradza swoje obawy, z którymi musiał mierzyć się przed tym ekstremalnym wydarzeniem. Baugmartner uskarżał się na paniczny lęk związany z kombinezonem, w którym, aby przeżyć w stratosferze musiał wytrzymać kilka godzin, a olbrzymie cierpienie sprawiało mu już bycie w nim przez kilkanaście minut. Opowiada o chwilach zwątpienia, o rezygnacji, ale i poszukiwania pomocy i uzyskaniu wsparcia psychologicznego, które pomogło mu przezwyciężyć lęki. Choć skok wykonał Baumgartner i to jemu w mediach poświęcono najwięcej uwagi. Na szczęście w książce skoczek nie zapomina o pracy całego sztabu wybitnych specjalistów z wielu dziedzin, którzy mieli zapewnić powodzenie całej operacji, a tym samym ocalić życie austriackiego amatora przestworzy.

Ta historia ukazuje kulisy, tego co działo się przed, w trakcie i po wydarzeniu z 14 października 2012 roku. Nie jest to jednak publikacja, w której wszystko jest ładnie, pięknie i dobrze, nie pominięto dramatycznych problemów, które zagrażały powodzeniu misji m.in. te związane z ogrzewaniem hełmu Baumgartnera.

Nie sposób nie wspomnieć o oprawie graficznej autobiografii. To spory atut. Nieszablonowa i nietuzinkowa szata sprawia, że czytelnikowi łatwiej jest wyobrazić sobie opisy sytuacji przedstawione w książce. Dużo bardzo ciekawych zdjęć z przygód Baumgartnera, skanów fragmentów dziennika skoków rysunek pięcioletnie Felixa oraz i wiele innych unikalnych materiałów.

Historia austriackiego skoczka ilustruje jak ważna jest motywacja do przezwyciężania trudności tkwiących w nas samych, prezentuje ile radości i przyjemności można czerpać z przełamywania własnych ograniczeń. W autobiografii amatora olbrzymiej dawki adrenaliny i balansowania na granicy ryzyka można odnaleźć ciekawe przesłanie, optymistyczną nowinę, że choć nie każdy z nas wyląduje na Księżycu, czy będzie skoczkiem BASE to każdy z nas ma w sobie zasoby, które może pielęgnować i rozwijać, by móc dokonywać rzeczy wielkich dających nam satysfakcję.

Moja ocena: 3,5/5

„Felix Baumgartner. Szturmując niebo”, Felix Baumgartner, Thomas Becker, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015


Za możliwość przeczytania dziękuję:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz