niedziela, 12 lipca 2015

Recenzja: "Bieg po życie" Lopez Lomong

Życie pisze przeróżne scenariusze, a historia Lopeza Lomonga jest tego doskonałym przykładem. Kim jest Lopez Lomong? Nie miałem zielonego pojęcia. Do czasu, gdy sięgnąłem po pozycje „Bieg po życie”.  To pochodzący z Sudanu Południowego, czarnoskóry biegacz reprezentujący USA. Olimpijczyk z Pekinu i Londynu. Nie to jest jednak najistotniejsze. Nie o sport tu chodzi. W książce „Bieg po życie” Lomong opisuje wszystko, to co miało miejsce w jego życiu.

I z pewnością drogi czytelniku, gdy zaczniesz zgłębiać się najpierw w tę recenzją, a potem także w książkę będziesz przecierał oczy ze zdumienia, będziesz niedowierzał, a może i zakręci się łezka w oku. Najpierw ze smutku i rozpaczy, a potem ze wzruszenia i radości. Biografia tego człowieka jest ekscytująca, zapiera dech w piersiach i chwyta za serce.

Publikacja „Bieg po życie” rozpoczyna się bardzo mocno. Już na pierwszy stronach czytamy jak  sudańscy rebelianci wydarli młodego Lopeza z rąk matki, wsadzili na pakę wybrakowanego auta i zawieźli do chaty. A to wszystko w wieku zaledwie sześciu lat. Młody Lopepe zostaje uprowadzony i osadzony w przepełnionym pomieszczeniu bez okien, bez toalety, a wszystkie swoje potrzeby trzeba było załatwiać dosłownie pod siebie. Sześcioletni chłopiec widział jak umierają jego towarzysze, brał udział w walkach o żywność. Wspomnienia autora szokują, ale i wciągają.. w wir wspomnień, co sprawia, że pragniemy dowiedzieć się co będzie dalej…

Po raz pierwszy, w tym nieszczęściu do Lopeza uśmiechnął się los. Bohaterowi uwiezionemu przez rebeliantów z pomocą przychodzi trójka „aniołów stróżów”, dzięki nim udaje mu się uciec z rąk porywaczy. I w tym momencie rozpoczyna się bieg po życie. Lopez wraz z trójką swoich przyjaciół przemierza trzy dni i trzy noce nieustannie biegnąc i pokonując kolejne kilometry, by jak najszybciej oddalić się od miejsca przetrzymywania.

Do domu jednak nie trafił, kolejne lata spędził w obozie dla uchodźców w Kenii. Kakuma, bo tak nazywało się to miejsce także było szczęściem w nieszczęściu. Pozornie cisza i spokój, ale ciągła walka o przetrwanie wśród uchodźców. Nieustanna walka o żywność, wyjadanie resztek pokarmów ze śmietników i jeszcze wiele innych wstrząsających historii, o których można dowiedzieć się z książki, a wszystko to po to, aby przetrwać. Życie w Kakumie było trudne i wyczerpujące, codziennie trzeba było się z czymś zmierzyć i radzić sobie na różne sposoby.

To właśnie tam zaczyna się jego sportowa przygoda. Dzień w dzień pokonywał po trzydzieści kilometrów. Nie dla przyjemności, ale jako rozgrzewka przed meczem w piłkę nożną. Inspirację do biegania dał mu widok triumfującego Michaela Johnsona zwyciężającego podczas igrzysk olimpijskich w Sydney. A jak to się stało, że w ogóle mógł zobaczyć ten bieg? Przeczytajcie, a się przekonacie.

Szczęście ponownie zawitało do Lopeza. Po 10 latach spędzonych w obozie zdobył szansę wyjazdu do USA, gdzie został adoptowany przez amerykańskie małżeństwo. Oni dali mu nowe życie, sprawili, że szczęście się do niego uśmiechnęło – po raz kolejny. Wspomnienia czarnoskórego lekkoatlety właśnie z tego okresu bawią i wywołują uśmiech. Lopez przez długi czas spał z włączonym oświetleniem, bo nie wiedział jak je wyłączyć, przez miesiąc kąpał się w zimnej wodzie, bo nie potrafił wyregulować kurka z wodą.

Amerykańskie marzenie sudańskiego chłopca zaczynało się spełniać. Chciał być jak Micheal Johson. Lopez marzył, o tym by reprezentować swój nowy kraj, Stany Zjednoczone Ameryki. I osiągnął swój cel. Biegacz wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, co więcej był chorążym reprezentacji; cztery lata później był także w Londynie.

Opowieść Lopeza to historia z piekła do nieba. Jego życia zawiera wszystkie odcienie barw. Przeżył on wszystko. Od tragedii, cierpienia, głodu i wielkich wyrzeczeń do szczęścia, uśmiechu i olbrzymiej przyjemności.

Kilka fragmentów z książki: 

„Nie byłem w stanie się rozgrzać. Żaden z nas nie był. Chłopcy dygotali z zimna. Instynktownie przysunąłem się do chłopca obok i go objąłem. On zrobił to samo. Niebawem wszyscy dookoła przysunęli się do siebie nawzajem. Nie było to trudne, jako, że na tak malej powierzchni byliśmy ściśnięci jak sardynki. W Ameryce chłopcy nie zbliżają się do siebie tak blisko, bez względu na ograniczenia przestrzenne. Jednak w tej chacie nikt nie widział problemu w przytuleniu się do innego chłopca. Był to jedyny sposób, aby choć trochę się ogrzać”.

„Z chwilą kiedy pracownik Narodów Zjednoczonych opróżnił pierwszą taczkę, na skraju wysypiska wybuchł zamęt. Chłopcy wskoczyli do dziury i pospiesznie przekopywali śmieci. Rozpychali się łokciami, uderzali pięściami. Buszowali w śmieciach jak głodne hieny walcząc o padlinę. Jeden z chłopców mojego namiotu wychylił się z dołu, podał mi zjedzonego do polowy banana i powiedział: Zanieś to do nas i pilnuj dobrze. Zrobiłem co kazał. To była część życia w mojej rodzinie w obozie. Każdy wypełniał przypisane mu obowiązki. Strzegłem banana, jakby to był klejnot koronny Anglii”.

„Zanim którykolwiek z nas postawił nogę na boisku, najpierw musiał przebiec jedno okrążenie wokół obozu. Im szybciej skończyłeś okrążenie, tym wcześniej mogłeś zacząć grać. (…) Podczas gdy dla wielu ludzi mogłoby to wyglądać jak tortury, mnie przebiegniecie tych trzydziestu kilometrów pozwało uciec od codzienności życia w obozie. Kiedy biegłem, nie myślałem o moim pustym brzuchu ani o tym, jak wylądowałem w tym miejscu. Nad niewieloma rzeczami w moim życiu miałem kontrole. Pracownicy ONZ-tu decydowali o dostawie żywności, o tym, kiedy z kranów popłynie woda, nawet o tym, kiedy mogliśmy się dożywić ich śmieciami. A kiedy biegłem byłem jedyna osoba, która miała kontrole nad moim życie. Biegłem dla siebie”.


Książka jest też dobrym świadectwem tego, że w XXI wieku ludzie nie mają ciepłej wody, nie wiedzą co to jest Internet. Oni muszą walczyć o życie każdego dnia, bo z każdej strony czyha na nich niebezpieczeństwo. Co więcej oni muszą walczyć o jedzenie, choć my lekką ręką wywalamy jedzenie do kosza… Istnieją takie kraje, takie obszary na kuli ziemskiej, gdzie chodzenie do szkoły to coś nieosiągalnego, nierealistycznego. Tam dzieci marzą, o tym by pójść do szkoły, pragną się uczyć…

„Bieg po życie” to bardzo złożona historia, dotykająca wiele obszarów współczesnego świata. Sport jest tylko tłem dla wydarzeń, ale siłą przyczyniająca się do działania. Siłą dającemu Lopezowi nadzieje i okazje do reprezentowania nowej ojczyzny i podziękowanie jej za okazane dobro. Autobiografię Lopeza powinien przeczytać każdy,  nie tylko fan sportu. Bo to nie o ten aspekt naszego życia się rozchodzi. A o całe życie, o nasze ludzkie życie.

Co więcej, bieg o życie bohatera tej autobiografii, w różnych etapach miał inne znaczenie. Początkowo bieganie było formą ucieczki przed śmiercią, później bieganie okazało się być dobrą metodą radzenia sobie z problemami życia codziennego, a koniec końców Lopepe biegał, aby w ten sposób pomagać potrzebującym.

Dzieje Lopeza ukazują, że są na tym świecie dobrzy ludzie. Ludzie, którzy bezinteresownie chcą pomagać innym – jak trójka przyjaciół, która pomogła Lopepe uciec sudańskich wojownikom czy też amerykańska rodzinie, które zdecydowała się zaopiekować chłopcem z Afryki, a później także jego bliskimi.

Autobiografia czarnoskórego lekkoatlety gwarantuje huśtawkę emocji. Wszystkie opisy, wydarzenia są bardzo szczegółowo opisane, dzięki temu czytelnik współodczuwa emocje autora, jest w środku dziejących się zdarzeń. Publikacja jest bardzo emocjonalna, radość przeplata się ze smutkiem, miłość miesza się ze strachem, a zadowolenie z odrazą.

Bieg po życie – przez ciernie do gwiazd. Pokazuje, że jak się czegoś bardzo mocno pragnie, wierzy dołoży do tego ogromną wiarę we własne możliwości, doda się też silną wolę i ciężką pracę to można tak naprawdę przenosić góry. Mimo smutnego początku, tragicznych zdarzeń to optymistyczna historia. Wlewająca wiarę i nadzieję, pozwalająca pozytywnie spojrzeć w przyszłość.

Moja ocena: 4,5/5

„Bieg po życie”, Lopez Lomong, Mark Tabb, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015


Za możliwość przeczytania dziękuję: 

5 komentarzy:

  1. Widzę, że książka się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo tak! Znajdzie się w mojej czołówce. I co ważne, wiele można o niej mówić i opowiadać, bo jest... życiowa :)

      Usuń
    2. Racja :) jaka lektura następna w kolejce? ;) ja czytam aktualnie "11 pierścieni". Czytałeś? :)

      Usuń
    3. Zabieram się za Felixa :)

      A 11 pierścieni przewertowałem, bo coś mi na zajęcia było potrzebne :) Coś tam jest o psychologii i dlatego:D

      Usuń
    4. Felixa się przyjemnie czytało ;)

      Usuń