piątek, 22 maja 2015

Recenzja: "Running. Autobiografia mistrza snookera" Ronnie O'Sullivan

Wiem, że istnieje coś takiego jak snooker. Kompletnie jednak nie znam zasad, nie wiem o co w nim chodzi, a rozgrywki oglądałem tylko w przerwach reklamowych podczas jakiegoś filmu. Mimo, że jestem snookerowym ignorantem, jakimś cudem  jedno nazwisko znam. O’Sullivan. Ronnie O’Sullivan.

Przyznaje jednak, że nic więcej wiedziałem o O’Sullivanie. Może jeszcze to, ze szokuje, zadziwia i jest mistrzem w swoich fachu. I chyba dlatego to nazwisko utknęło mi w pamięci. Teraz wiem więcej. A stoi za tym wydawnictwa Sine Qua Non, które wydało autobiografię Ronniego O’Sullivana.

Książka nosi tytuł ,,Running” i opowiada historię zawodowego snookerzysty, nie biegacza. To dlaczego taki tytuł?  Pięciokrotny mistrz świata w snookerze biega, bo to jest jego pasją jego drugim życiem.  Anglik biega, ciągle jest w biegu. Zdarzają mu się chwile, kiedy gna, pędzi sprintem niczym Usain Bolt. Na swoje drodze musiał pokonywał przeszkody, szereg przeszkód, ale biegł, biegł dalej, jego droga to maratoński dystans. W zawodach sportowych każdy bieg ma swój start i metę.  Nie u O’Sullivana. Jeszcze nie dobiegł to linii mety.  I to go właśnie wyróżnia Bieganie jest sposobem na relaks, stanowi ucieczkę od niepotrzebnych myśli, jest formą przygotowania do snookerowych zawodów. Jest niemal wszystkim. Niemal, bo najważniejsze jest rodzina. Ona jest dla niego wszystkim. Nad życie.

O’Sullivan to prawdziwa ikona snookera. Jest twarzą tej dyscypliny. Idolem wielu snookerowych kibiców.  Za popularnością idą w parze sukcesy, angielski zawodnik ma na koncie pięć mistrzowskich tytułów.  W swoich rękach dzierży wiele innych prestiżowych trofeów, bijąc kolejne rekordy. O’Sullivan  jest zdobywcą 13 breaków maksymalnych, w tym najszybszego breaka maksymalnego w trakcie turnieju snookerowego. Jest także rekordzistą pod względem zdobytych setek w profesjonalnych turniejach. Ikona snookera.

Droga do tych wszystkich tytułów, pochwał nie była usłana różami. Choć ten frazes często powtarza się w historiach wielkich mistrzów sportu, to w tym przypadku jest to najczystsza prawda.
A życiowa droga legendy snookera była wyboista. Problemy osobiste rodziców Ronniego, którzy wylądowali w więzieniu. Mając 17 lat, za kratki trafił jego ojciec, który, zabił ochroniarza i został skazany na 18 lat więzienia. Czy mogło być gorzej? Niestety, tak! Rok później za malwersacje przy prowadzeniu rodzinnej sieci sex-shopów  została skazana jego matka.

Zdolny, ale samotny.  Młody Ronnie dość szybko musiał dojrzeć, ale tez podejmować ważne decyzje. Samodzielnie decydował o swoim życiu, które okraszone było pokusami. Alkohol, narkotyki. Pojawia się depresja. Dyskwalifikacja.

Anglik szukał tez swojej drogi do lepszego życia w religiach. Islam, buddyzm. O’Sullivan próbował wszystkiego. Choć duchowość nie była dla niego najważniejsza. Najważniejsze były dzieci, rodzina. Dla niej robił wszystko. Rozstał się z żoną, ale o dzieci: córkę Lilly oraz syna Ronniego  (O’Sullivan ma jeszcze jedną, najstarsza córkę z poprzedniego związku). Rozprawy w sądzie, ciągła niepewność, horrendalne sumy za usługi prawne uszczuplające konto mistrza. Na szczęście było bieganie. Biegi pomogły Anglikowi stanąć na nogi w życiu.

Autobiografia jest emocjonalnym rollercoasterem. Falowanie i spadanie, ale takie było życie mistrza.  Liczne sukcesy, sława i pieniądze, by za chwile wszystko stracić, popaść w uzależnienie i cierpieć.  Droga z nieba do piekła. I odwrotnie.

I gdzie w tym wszystkim znalazło się miejsce na sport? Na wygrywanie turniejów, sięganie po tytuły mistrzowskie. Aby czerpać przyjemność z uprawiania sportu, O’Sullivan musiał oczyścić nie tylko swój organizm, ale także, albo przede wszystkim umysł. Mózg wielkiego mistrza mógł okiełznać inny geniusz. Doktor Steve Peters jest psychiatrą sportowym, który pomógl snookerzyście wykrzesać to, co najlepsze.  Nie ma wątpliwości, że bez pomocy doktora zwycięstwo w Crucible dwa razy z rzędu nie byłoby możliwe.  Autobiografia  O’Sullivana obrazuje także zwykłe życie niezwykłego człowieka. Nie ważne jest, ile zawieszono medali na szyi, ile masz milionów na koncie - każdego z nas czekają jakieś przeszkody i każdy z nas powinien umieć sobie z nimi radzić. Bo po chwilach smutku i przygnębienia przychodzi radość.

Kilka cytatów z autobiografii:

„Na oficjalnej kolacji wytrzymałem zaledwie półtorej godziny. Ronnie zasnął w samochodzie Damiena. Pilnował go Ross. Wciąż sprawdzałem, czy wszystko z nim w porządku.  O 23:30 zaniosłem go do pokoju, a sam razem z Damienem, Sylvią i Sergiem Pizzorno, gitarzystą Kasabin, który jest dobrym kumplem Damiena – zamówiłem żarcie z McDonalda. (…). Poszedłem sprawdzić, czy mały śpi spokojnie. Z jednej strony on, a z drugiej puchar za zdobycie mistrzostwa świata. Nie wróciłem już na dół. Położyłem się obok, przytuliłem się mocno i obudziłem się dopiero następnego dnia. To były najlepsze chwile mojego życia”

„Szybko odkryłem, że snooker miesza w głowie bardziej niż jakikolwiek inny sport. W żadnej innej dyscyplinie nie zdarza się tak, że musisz siedzieć grzecznie na dupie i czekać, aż twój rywal skończy swoje podejście. Sterczysz jak idiota, wiedząc, że nic nie możesz zrobić. W rzeczywistości jest jednak trochę inaczej – jeśli zbliżysz się do swojego prawdziwego potencjały uzyskasz wpływ na zachowanie rywala. Nawet jeśli fizycznie pozostajesz bezczynnym, twoja dominacja przy stole utrudni mu grę. A wtedy z wielką satysfakcją będziesz mógł obserwować, jak popełnia błąd za błędem i rozsypuje się na twoi oczach”.

„Tak naprawdę to nie lubię alkoholu. Lubię natomiast skutki jego spożycia. Dobry dzień z piciem spędzałem przy wódce z sokiem pomarańczowym. Wypijałem pewnie z dziesięć takich drinków. Do domu wracałem około 3.00 nad ranem i wtedy sięgałem po wino. W sumie to piłem wtedy cokolwiek. Na tym etapie było mi bez różnicy. Do tego dochodziło parę skrętów. Gdy o 7.00 rano wschodziło słońce, w mojej głowie pojawiała się myśl: „Chryste, znów to zrobiłem”. Ptaki zaczynały ćwierkać, a ja stwierdzałem, że znowu się wpakowałem w kanał. Kładłem się na podłodze i leżałem w promieniach słońca mniej więcej do 11.00 albo do południa, rozpamiętując własną głupotę. Żeby znów się poczuć normalnie, potrzebowałem z trzech czy czterech dni”.


W swojej autobiografii  O’Sullivan nie owija w bawełnę. Prócz osobistych wyznań, pisze o tym, jak to jest być najlepszym, jaka długą drogę pełną wyrzeczeń i morderczych treningów trzeba odbyć, aby być numerem jeden na świecie.  Z książki fani snookera dowiedzą się także o zakulisowych wątkach, które wcześniej nie ujrzały światła dziennego. O’Sullivan opisuje wydarzenia, których był aktywnym uczestnikiem. Chodzi przede wszystkim o bezprecedensowe poddanie meczu ćwierćfinałowego ze Stephanem Hendrym. Ronnie wyjaśnia także, dlaczego założył mokry ręcznik na głowę, gdy jego przeciwnik wykonywał zagrania. 

W publikacji autor wspomina także o swoich idolach. I tak w snookerze jego pierwszym idolem był Jimmy White, uwielbia także Steve Davisa i Stephena Hendry’ego.  O’Sullivan bliscy są także tenisiści. Podziwia łatwość i wdzięk Rogera Federera, a Serenę Williams uważa za prawdziwy fenomen, na którym można zawiesić oko. Nie mogło też zabraknąć idoli ze świata biegów: Haile Gebrselassie, Tirunesh Dibaba, Kenenisa Bekele i Mo Farah. Idoli O’Sullivan ma także w świecie trenerskim, jak również w światku artystycznym.

Bieganie w życiu snookerowego mistrza jest bardzo ważne. Daje się to zauważyć w książce, a kwintesencją tego jest specjalny poradnik Ronniego dla czytelników.  O’Sullivan spotkał na swojej drodze wielu biegaczy mniej lub bardziej zdolnych, od każdego starał się czerpać jak najwięcej, a wszelkie zebrane od wskazówki wziął sobie do serca. Ronnie radzi czytelnikom, aby słuchali swojego ciała, dzielili dystans. Z kwestii technicznych wspomina, o tym, aby biegać w pozycji  wyprostowanej na przedniej części stopy.

Były czołowy zawodnik świata Peter Ebdon  stwierdził, że O’Sullivan to snookerowa odpowiedź na Mozarta. Prawdziwy geniusz i artysta. Wydaje się, że określenie „Mozart snookera”  jest w pełni uzasadnione. Anglik podobnie jak austriacki wirtuoz dysponował ponadprzeciętnymi zdolnościami już w okresie młodzieńczym. W wieku 12 lat, pokonał profesjonalistę, a nie mając jeszcze 18 lat zwyciężył w turnieju rankingowym, który pozwolił mu otrzymać punkty do rankingu profesjonalistów.

Mozart był geniuszem, którego  historię zna każdy kto parał się muzyką od popu do rapu na heavy metalu kończąc, z O’Sullivanem jest podobnie. Mimo, że nie interesuję się snookerem wiedziałem, że ktoś taki istnieje. Teraz także poznałem jego historię. Biografia snookerowego artysty, utalentowanego gracza, w którym żyje i anioł i diabeł. Człowiek pełen paradoksów. Doświadczenia życiowe O’Sullivan pokazały także jak silnym jest człowiekiem, bo tak się prezentował kiedy sytuacja tego wymagała.

 Moja ocena: 4/5

,,Running. Autobiografia mistrza snookera”,  Ronnie O'Sullivan, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz