czwartek, 9 kwietnia 2015

Recenzja: "Agent. Naga prawda o kulisach futbolu"

Medialne nagłówki informują: „Piłkarz X przechodzi do klubu Y za grube miliony”, może też być tak klub „W sprzedaje zawodnika Z za jeszcze większe miliony”. Kto za tym wszystkim stoi? Kto kreuje piłkarską rzeczywistość? Kto wywołuje wśród kibiców palpitacje serce w okresie transferowym? I wreszcie, kto robi to wszystko po to, aby  jak najwięcej zarobić dla siebie? Odpowiedź brzmi: piłkarscy agenci, bez których trudno wyobrazić sobie współczesny futbol.

Na rynku pojawiła się publikacja opisująca piłkarski świat z perspektywy agenta. Publikacja wydawnictwa Sine Qua Non „Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” , a wcześniej „Futbol obnażony” (autor był piłkarzem występującym w angielskiej lidze) to pozycje, w której anonimowi autorzy przedstawiają opowieści z angielskiej Premier League.

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” zaczyna się ciekawie. Młody chłopak szukający sposobu na życie, zakochany po uszy w futbolu. Postanowił zostać agentem. Setki wysłanych e-maili, wiara we własne umiejętności i oczywiście dużo cierpliwości. Opłaciło się. Chłopak został zaproszony do współpracy z doświadczonym agentem. Uczył się, zdobywał wiedzę i wypłynął na szerokie wody. Wody wzburzone, zmącone, w których topi się niewyobrażalne pieniądze. Sam został agentem piłkarzy i to jego poznajemy historię.

Tajemniczy agent bezpardonowo opisuje swoje środowisko. Prezentuje je jako chciwe, niemoralne, w którym wszystko kręci się wokół pieniędzy i wszystko robione jest dla pieniędzy. Bez żadnych skrupułów kłamie, manipuluje czy składa obietnice bez pokrycia. Naczelna zasada jest taka, że jeśli możesz zarobić i grosza zrób to, bo w innym wypadku nie zarobisz go wcale. Autor wielokrotnie podaje przykłady, w których zawierał „mało” korzystne umowy, ale jak powtarzał lepszy rydz niż nic.

Chęć zysku jest tak wielka, że agenci łamią przepisy. Robią to na wszelkie możliwe sposoby. Cel?  Dopiąć transfer i otrzymać swoją prowizję. Korumpowanie prezesów klubów? Łatwizna! Łapówki dla trenerów? Nic prostszego! Manipulowanie dziennikarzami, ustawki z mediami? Bułka z masłem. Podkradanie zawodników innym agentom? Chleb powszedni.

Z historii omówionych przez agenta rysuje się człowiek, który zrobi wszystko, aby w swojej stajni mieć piłkarza, na którym zarobi. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Wszystko kręci się wokół tego. Takie wartości jak zasady moralne można włożyć do kieszeni, która wcześniej nomen omen została wypchana gotówką.

Zatrważające wydały mi się opowieści, w którym czyni się podchody pod nastoletnich piłkarzy, a nawet nie, jeszcze dzieci mające po jedenaście czy dwanaście lat. Agent robi wszystko, by przekonać dzieci, aby związały się właśnie z nim. Autor konstatuje, że „spotkał kilku agentów gejów, ale żadnego pedofila. Mogą nas oskarżyć o wszystko z wyjątkiem molestowania – zastrzega”. Można by rzec tyle dobrego, bo jeszcze parafilii brakowałoby w tym zaburzonym środowisku.

W jaki sposób przekonuje się młodych graczy, aby trafili do stajni właśnie tego agenta? W tym celu przekupuje się ich rodziców, ewentualnie gwarantuje się im ciepłą posadkę w klubie na stanowisku dozorcy. Z kolei adeptom futbolu zapewnia się najnowocześniejszy sprzęt itp. A, że prawo na to nie zezwala? Po prostu podpisuje się umowę bez daty. Ta pojawia się w momencie, kiedy zawodnik ukończy 15 lat i legalnie może związać się z agentem.

Kilka cytatów z książki:

„Stać mnie było tylko na to, by wymyślić, że zawodnik stracił głos. Poszedłem na komisariat i udało mi się przekonać oficera, aby po sprawdzeniu połączeń i wiadomości (wszystkie wysłała rozpaczająca żona) oddał mi telefon mojego klienta. Zacząłem wymieniać SMS-y z żoną piłkarza, podając się za jej męża. Byłem chyba przekonujący, skoro następnego dnia, gdy policja go wypuściła – i cudem odzyskał – głos piłkarz powiedział mi, że jego żona ma nadzieję, że częściej będzie tracił głos, bo wiadomości, które pisze są bardziej romantyczne niż rozmowy przez telefon”.

„Większym wyzwaniem jest sytuacja, kiedy twój klient chce zmienić klub, lecz nikt go tak naprawdę nie chce. Trzeba się będzie przenieść do świata pobożnych życzeń. Wybierz klub, w którym widziałbyś swego zawodnika, najlepiej zainteresowany piłkarzem grającym na pozycji twojego klienta. I postaraj się, aby uwierzono, że owa drużyna jest nim zainteresowana (...) Jeśli operacja się nie uda, tak naprawdę nic się nie dzieje, to po prostu kolejny wyssany z palca dziennikarski wymysł”.

 „Zabrałem J na spotkanie; uczył się ode mnie, tak jak ja od R.
– Czy twój chłopak mógłby nalać nam kawy? – spytał prezes, wskazując na dzbanek znajdujący się na małym stoliku. – I jeszcze kilka ciasteczek do tego.
Bez żadnego „proszę”. Powstrzymałem J, zanim powiedział „dziękuję”. – Przyszedł się tutaj uczyć, jak zostać agentem piłkarskim, a nie herbaciarką – odpowiedziałem ostro.”

„Po dwóch latach budowania mojego przedsiębiorstwa dobrze zrozumiałem, co siedzi w głowach piłkarzy. Lubią wiele rzeczy i za wieloma nie przepadają. W pierwszej kategorii bez dwóch zdań znajdują się pieniądze. To młodzi, wysportowani heteroseksualni mężczyźni, którzy uwielbiają młode, wysportowane (uległe) kobiety. Lubią KFC, Red Bulla i tatuaże, drogie, szybkie samochody i elektroniczne nowinki, głośną muzykę z najlepszego sprzętu, eleganckie ubrania, drogie buty, biżuterię i czapki. Czytają brukowce, ale nienawidzą osób, które w nich publikują”.


Autor sporo miejsce poświęca piłkarzom. Nie szczędzi słów krytyki. Trudno doszukać się w tych opisach dobrych słów dla zawodników. Agent piłkarzy traktuje jako ćwierćinteligentów, półgłówków, którym w głowie tylko seks, narkotyki i alkohol. Twierdzi, że dla nich poza kopaniem futbolówki najważniejsza jest kasa, szybkie numerki i niekończące się imprezy. Nie omieszkał też wspomnieć uzależnieniach piłkarzy, wśród których obok dragów, dominuje hazard. Poza tym stereotypowym wizerunkiem piłkarza, który krąży już od dawna. Agent dodaje jeszcze jedną rzecz. Wspomina jak zawodnicy lubią dostawać coś za darmo, mimo, że bez przeszkód mogliby kupić to sobie sami. Gratisy. Piłkarze kochają gratisy. Nawet jeśli w ogóle ich nie potrzebują. Biorą wszystko, co mogą mieć za darmo.

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” może nie w sposób dogłębny i szczegółowy omawia jak dokonywane są transfery i jak wyglądają wszystkie zakulisowe pertraktacje to mimo wszystko czytelnik może poznać namiastkę tego biznesu. Choć brak konkretów. I właśnie zbyt duża ogólnikowość wydaje się być największą przywarą publikacji. Z jednej strony jest to w pełni zrozumiałe, bo gdyby agent nagle sypnął nazwiskami, mogłoby to okazać się brzemienne w skutkach. O ile ten fakt jestem w stanie zaakceptować, to chaosu i nieustannego powracania do tego samego wątku już nie. W książce często kilkukrotnie przewijał się temat dotyczący otrzymywania butów dla piłkarzy będący formą zachęty do nawiązania współpracy. Raz, drugi, trzeci i żeby było mało to jeszcze poświęcono mu rozdział. Ileż można czytać o zaopatrywaniu piłkarza w jego narzędzie pracy jakim są korki.

Historia agenta z Premier League ma zaskakujące zakończenie. Wbrew pozorom ilustruje, że pieniądze to nie wszystko, a ludzie naprawdę się liczą - zgodnie z prastarym przysłowiem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie... Nic więcej już nie zdradzę. Nie chcę zabijać wśród przyszłych czytelników satysfakcji, aby dobrnąć do końca publikacji i przekonać się na własnej skórze o przewrotnym końcu opowieści.

Podsumowując, trudno napisać, że autor otworzył przed czytelnikami drzwi do swojego świata, jak dla mnie to po prostu wyciągnął klucz, dzięki któremu możemy zajrzeć do niego przez dziurkę. Na początek dobre i to. Od czegoś przecież trzeba zacząć.

Moja ocena: 3,5/5

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu”, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz