czwartek, 2 kwietnia 2015

Nawrocki trenerem polskich siatkarek...

Będzie nowe. Miało przyjść z zagranicy. Miało być lepiej. W tekście z 15 lutego br. "Makowski zrezygnował. Co dalej z reprezentacją?" byłem optymistą, żywiłem nadzieję, że coś zmieni się na lepsze. Niestety. Obdarto mnie ze złudzeń. Brutalnie sprowadzono mnie na ziemię. Zamiast nowego będzie odgrzewany stary, polski kotlet, choć do wyboru był włoski będący w dobrej jakości makaron. Bez dwóch stań dzisiejsza decyzja PZPS-u dotycząca powołania Jacka Nawrockiego na selekcjonera żeńskiej kadry odbije nam się czkawką.

Nie rozumiem decyzji. Nie jestem w stanie jej pojąć. W 2013 roku do konkursu zgłosił się Hugh McCutcheon wybrany został Piotr Makowski. W 2015 roku swoją chęć poprowadzenia kadry wyraził Masimo Barbolini a trenerem został Jacek Nawrocki.

Włoski trener może nie był moim ulubieńcem, ale jeśli pozostało do wyboru albo Barbolini albo Nawrocki to wybiorę trenera z półwyspu Apenińskiego. Wybrałbym mniejsze zło.

Lekką ręką pozbywamy się fachowców, wybitnych trenerów. Jeśli w opinii prezesa Papke Nawrocki jest świetnym trenerem (zdobycie srebra z polskimi juniorami), to jakiego określenia należałoby użyć do Barboliniego, który dwukrotnie z Włoszkami sięgnął po mistrzostwo Europy i po Puchar Świata?

 Szkoleniowców, którzy byli jeszcze bardziej świetni niż Nawrocki było więcej. Chiappini, Abbondanza, Karpol czy Lozano. Przecież Nawrocki lepszy. Najlepszy. Postawiono na Polaka, choć ta opcja nie sprawdza się już od pięciu lat. Matlak, Świderek, Makowski i teraz Nawrocki. Miał być powiew świeżości, a mamy beton.

Żałuję, że mając wybór spośród trenerów z najwyższej półki proponuję nam się tych z dolnej półki.  I nie chodzi o to by przepłacać, tylko aby była jakość. Dobry produkt jest wart swojej ceny, dobry produkt ma odpowiedni smak i aromat. A włoski zaciąg byłby odpowiedni.

Przyznaję, że zaczynam mieć już dość. Ileż można. Ileż można apelować, prosić, błagać, grozić. Głównie dotyczy to naszych siatkarek. I wcale się nie zdziwię, a idąc dalej będę wdzięczny siatkarkom, jeśli podziękują za występy w kadrze. Po raz kolejny potraktowano je po macoszemu, jak piąte koło u wozu. A to przecież one będą współpracować z trenerem, a nie decydenci z PZPS-u. Włodarze z prezesem Papke znowu poszli pod prąd. Tylko z betonową kulą u nogi. Pytanie jak szybko polska reprezentacja sięgnie dna, bo od kilku lat balansuje już na granicy.

PS A Prima Aprilis był wczoraj...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz