czwartek, 30 kwietnia 2015

Polka królową Paryża. Polka w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów!

Nieczęsto gości na blogu piłka nożna. W kobiecym wydaniu w ogóle jeszcze nic nie było. Do dziś. Jest powód, by poświęcić post tej odmianie piłki nożnej. Wszystko za sprawą Polki. Katarzyny Kiedrzynek. Bez bicia przyznaję, że nazwisko Kiedrzynek po raz pierwszy usłyszałem kilka dni temu. Chwytliwe nagłówki ze sportowych portali sprawiły, że dałem się skusić. W końcu Polka zagra w finale piłkarskiej Ligi Mistrzów, Zlatan Ibrahimović zazdrości Polce. O co chodzi?

O sportowy sukces polskiej piłkarki grającej na pozycji bramkarki w PSG. Katarzyna Kiedrzynek wraz ze swoimi koleżankami awansowały do finału Ligi Mistrzów.

Dobra postawa Kiedrzynek sprawiła, że PSG zagra w finale. Bramkarka PSG, była jedną z bohaterek meczu z VfL Wolfsburg w półfinale kobiecej Ligi Mistrzów. Paryżanki broniły zaliczki z pierwszego meczu (wygranego 2:0), w drugim przegrały 1:2. Fantastyczne parady naszej zawodniczki dały upragniony awans.

Fot. H. Urbaniak.
Meczu nie widziałem. Zresztą mecz piłkarski w żeńskim wydaniu oglądałem może kilkanaście razy w przeciągu całego swojego kibicowskiego życia i to w dużej mierze mecze reprezentacji Polski podczas turnieju mistrzowskiego w 2013, gdzie biało-czerwone do lat 17 sięgnęły po złoto. I jedno nazwisko, które kojarzy mi się z żeńskim futbolem to Ewa Pajor.

Teraz znam już drugie. I też z tego powodu jest ten post. Pragnę promować i przekazać tę radosną nowinę dalej. Często miejsca w serwisach sportowych poświęcano takim newsom, że aż wstyd. Tu ktoś pierdnął zbyt głośno, tam ktoś się na kogoś obraził i z nim grał nie będzie. A o sukcesach sportowych Polaków tych naprawdę istotnych cicho sza!

Nie jestem i pewnie nie będę znawcą żeńskiego futbolu. Niemniej cieszyć się z wielkiego osiągnięcia zawodnika z naszego kraju nikt mi zabronić nie może!

PSG w damskiej wersji dokonały tego, czego nie udało się Zlatanowi i spółce. Co więcej PSG po raz pierwszy w historii awansowało do finału. Historię tworzy też Kiedrzynek. Wychowanka Motoru  Lublin jest pierwszą polską zawodniczką, która może sięgnąć po to trofeum. Czyż to nie cudownie byłoby zobaczyć Kiedrzynek z biało-czerwoną flagą na podium LM w Berlinie.

O tym, że Polka nie gra w przypadkowym zespole, a sama jest nieprzypadkową zawodniczką można dowiedzieć się z Le Parisien: Wysoka Polka (1,80 m) nie zawiodła. Stanęła na wysokości zadania i uniknęła wielkiego rozczarowania swojemu zespołowi. Niemki rzuciły na szale wszystkie swoje umiejętności, i były blisko osiągnięcia celu (za: polsatsport.pl). Inni uważają, że to najlepsza bramkarka w lidze francuskiej.
W jednym z niedawno udzialanych wywiadów zawodniczka podkreślała, że oprócz zdrowia życzyłaby sobie wsparcia rodaków. Kiedrzynek chciałaby, aby ktoś w kraju nad Wisłą zainteresował spektakularnym osiągnięciem i wierzył w zwycięstwo jej ekipy.

Mnie przekonała. Będę trzymać kciuki. Wpis ten mam nadzieję, zachęci innych do kibicowania, poszerzenia swoich zainteresowań i czekać na dobre emocje i chwile radości z udziałem Polki, które - miejmy nadzieję- będą 14 maja w Berlinie przeciwko1.FFC Frankfurt.

Fot. Fanpage Katarzyny KIedrzynek

niedziela, 19 kwietnia 2015

Interes reprezentacji jest najważniejszy!

W natłoku wiadomości i aktualnych wydarzeń dziejących się w siatkówce gdzieś niezauważona i cichaczem pojawiła się informacja o zmianach w rozgrywaniu kolejnego sezonu PlusLigi. Z uwagi na sezon olimpijski, w przyszłym sezonie, czyli 2015/2016 rozgrywki o medale mistrzostw Polski będą toczyć się w następującej formule: o tytuł mistrza Polski zagrają drużyny, które po rundzie zasadniczej uplasują się na pierwszym i drugim miejscu, z kolei o brązowy medal walczyć będą odpowiednio drużyny z trzeciej i czwartej lokaty. Zespoły grać będą do trzech zwycięstw. Walka o pozostałe lokaty odbywać się będzie w parach: 5/6, 7/8, 9/10, 11/12, 13/14 do dwóch wygranych.

Zmiana ta jestem podyktowana obciążającym kalendarzem reprezentacji i jak najlepszym występem siatkarzy w Rio. Fajnie, że kluby dostrzegają potrzeby reprezentacji. Należy się cieszyć, że bez większych protestów interes reprezentacji przedłożono nad dobra klubów, sponsorów ich ekspozycji w mediach etc. Marketingowo nie powinno to przynieść strat, bo nie od dziś wiadomo, że to sukcesy kadry narodowej napędzają całą koniunkturę, więc im lepsze miejsce reprezentacji, tym lepiej wiedzie się klubom.

A jak należy ocenić same zmiany? Jak najbardziej na plus. Siatkarze zagrają mniej meczów, zniknie runda ćwierć i półfinałowa, co sprawi, że kalendarz ligowy stanie się krótszy - i uniknie się walki o dodatkowe (w najbardziej zaciętych spotkaniach) nawet 8 spotkań, a walka potrwa o jakiś miesiąc krócej. Jako, że o złoto walczyć będzie pierwsza i druga ekipa po fazie zasadniczej powoduje, że wzrasta ranga meczów grana w tej właśnie rundzie. Każde spotkanie będzie istotne i strata każdego punktu będzie bolała. Owszem pozbawia to szans na emocje, niespodzianki w fazie play-off - jak chociażby w tym sezonie, gdzie w finale nie oglądalibyśmy Lotosu, ale rywalizację Resovii ze Skrą. Coś za coś, nie można mieć wszystkiego.

Dostrzegam jednak inny problem - z pewnością do rozwiązania, ale jednak. Inne przygotowanie fizyczne siatkarzy do sezonu. W nowym sezonie od początku do końca muszą być w dobrej formie, bo rundy zasadniczej nie można przejść na pół gwizdka, w tym ważna była forma w fazie play-off. Co więcej, nie bez znaczenia będzie też szeroka, mocna, wyrównana kadra, aby w przypadku słabszego dnia, któregoś z siatkarzy nie było dziury, a zespół spokojnie mógł walczyć o swoje.

Nowy system rozgrywek na razie obowiązywać będzie w sezonie 2015/2016. Władze ligi zrobiły wszystko, aby podporządkować się reprezentacji. I to naprawdę cieszy, że całe środowisko doszło do konsensusu. Siatkarzom potrzebny jest odpoczynek, optymalne przygotowanie, a to może być z korzyścią dla reprezentacji.
Fot. PAP
Na zebraniu przedstawicieli klubów i władz siatkarskich wprowadzono także inne zmiany. Już nie tak rewolucyjne, ale z pewnością równie korzystne, co nowa formuła rozgrywek.

Jedną z nich jest fakt, że w protokole meczowym umieszczanych będzie 14 zawodników, w tym dwóch libero. Wcześniej było z tym dużo zamieszania, w dużej mierze na niwie reprezentacyjnej, dobrze, że uporządkowano tę sprawę na polu ligowym.

Pozytywnie oceniam także kolejną nowinkę, o której pisałem na blogu. W tekście "Mają asy w zespole, a nie mogą mieć dżokera..." poruszyłem kwestię tzw. transferu medycznego. I od przyszłego sezonu będzie możliwość sprowadzenia nowego gracza do zespołu, w przypadku kontuzji innego zawodnika wykluczającej jego udział do końca rozgrywek. Dodatkowo kluby będą też mogły dokooptować do pierwszego składu zawodniczkę/zawodnika z kartą klubu macierzystego.

Działacze będą także starali się zapanować nad kwestią polskiej legii cudzoziemskiej. "Od sezonu 2017/2018 planowane jest uporządkowanie kwestii zawodniczek/zawodników z podwójnym obywatelstwem. W takich wypadkach zawodniczka/zawodnik grający na tak zwanym certyfikacie będą traktowani jako zagraniczni". Dobrze, że klubom dano jeszcze czas na załatwienie tej sprawy i zbudowanie nowej wizji w oparciu o przyszły zasady, które mają zostać wprowadzone. Konkretów jeszcze w tej sprawie nie ma, ale ciekawe jak to dokładnie zostanie rozwiązane, bo włożyć do jednego worka chociażby Oliega Achrema i Nicolasa Marechala wiązałoby się z pewnym zgrzytem.

Jak te wszystkie zmiany wyjdą w praniu? Zobaczymy! Jestem jednak usatysfakcjonowany kompromisem wypracowanym przez kluby, które uważają dobro reprezentacji za wartość nadrzędną!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ostatnie tchnienie polskich siatkarek?

Zamarzyła się naszym siatkarkom Brazylia... Igrzyska Olimpijskie... Rio w 2016 roku czekać będzie na dwanaście siatkarskich żeńskich zespołów. Może i na Polki. Nasze siatkarki chcą pojechać na igrzyska olimpijskie. Oczywiście chcieć nie oznacza, jeszcze, że tam będą. Choć wydaje się, że w naszej sytuacji to już połowa sukcesu, a kto wie czy nie i trzy czwarte.  Nieczęsto zdarzało się polskim siatkarkom, aby ochoczo przystępowały do przywdziewania biało-czerwonych barw z orzełkiem na piersi.

Teraz ma być inaczej. I choć zachętą nie jest wybór Jacka Nawrockiego; to innej opcji już nie ma. Jest polski trener i trzeba sobie z nim radzić. Nie od dziś wiadomo, że stanowisko trenera to jedno, a motywacja polskich siatkarek to drugie. A najlepsze polskie siatkarki ostatnimi czasy przejawiają silną motywacją do reprezentowania Polski i powalczenia o udział w igrzyskach olimpijskich w 2016 roku.

Najpierw była Anna Werblińska, która zadeklarowała, że chętnie pomoże reprezentacji. Przyjmująca stwierdziła, że w tym sezonie chce grać w reprezentacji Polski i spróbować wywalczyć dla drużyny narodowej paszporty na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro. Kilka dni później Katarzyna Skowrońska-Dolata przyznała, że jest gotowa pomóc kadrze w walce o olimpijskie paszporty.

Zarówno Werblińskiej jak i Skowrońskiej-Dolaty nie było w poprzednim, letnim sezonie reprezentacyjnym. Obie po styczniowych, nieudanych kwalifikacjach do MŚ powiedziały pas.

Obecnie, w przededniu ważnego sezonu reprezentacyjnego obie chcą wspomóc reprezentację. O Werblińskiej i jej chęciach do grania w reprezentacji można by napisać książkę, Skowrońska z kolei była na zawołanie każdego trenera. Można nie lubić czy to jednej czy drugiej siatkarki. Nie ma jednak wątpliwości, że są to zawodniczki bez których trudno wyobrazić sobie polską kadrę, jeśli ta ma liczyć się na europejskiej czy światowej arenie.
Fot. Internet
Co ważne, obie swoje deklaracje zaakcentowały w dobrym czasie. Bo to właśnie ten rok, rok 2015 jest najważniejszy w kontekście igrzysk, a nie rok, w którym odbywają się igrzyska. Jak widać panie nauczyły się na własnych błędach.  Bo Londyn powiedział bye, bye właśnie z tego powodu, że mobilizacja nastąpiła za późno.

Optymizmem napawa także inne zdanie wypowiedziane przez Werblińską, która uważa, że w Polsce są fajne i dobre zawodniczki, mogące w stanie być zespołem. I właśnie o ostatni rzeczownik się rozchodzi. Zespół. Ze stworzeniem zespołu, atmosfery w kadrze też było trudno. Jednak cel jaki wytyczyły nasze siatkarki może spowoduje, że wszelkie animozje pójdą na bok. A każda siatkarka skupiona na celu będzie go realizowała w imię drużyny i to zespół będzie się liczył i to zespół będzie najważniejszy!

Wierzę, że uda się zebrać wszystkie najmocniejsze siatkarki. Już bez hasła wszystkie ręce na pokład, nie bacząc na formę i dyspozycję. Zresztą turniej w Łodzi pokazał, że same umiejętności, nawet te największe nie gwarantują sukcesu. Czas w styczniu 2014 roku nie był naszym sprzymierzeńcem.

I nadal nie jest, bo my za igrzyska bierzemy się dopiero teraz, tracąc dwa lata. Miejmy nadzieję, że w składzie z Werblińską, Skowrońską-Dolatą i innymi siatkarkami uda się chociaż popracować przez te dwa lata, których kwintesencją będzie występ Polek w Rio.

Tego życzę sobie, wszystkim sympatykom i polskim siatkarkom.

PS Moja „szóstka” na najbliższy sezon: Wołosz, Bednarek-Kasza, Kąkolewska, Werblińska, Skowrońska-Dolata, Smarzek, Zenik/Durajczyk.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Recenzja: "Agent. Naga prawda o kulisach futbolu"

Medialne nagłówki informują: „Piłkarz X przechodzi do klubu Y za grube miliony”, może też być tak klub „W sprzedaje zawodnika Z za jeszcze większe miliony”. Kto za tym wszystkim stoi? Kto kreuje piłkarską rzeczywistość? Kto wywołuje wśród kibiców palpitacje serce w okresie transferowym? I wreszcie, kto robi to wszystko po to, aby  jak najwięcej zarobić dla siebie? Odpowiedź brzmi: piłkarscy agenci, bez których trudno wyobrazić sobie współczesny futbol.

Na rynku pojawiła się publikacja opisująca piłkarski świat z perspektywy agenta. Publikacja wydawnictwa Sine Qua Non „Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” , a wcześniej „Futbol obnażony” (autor był piłkarzem występującym w angielskiej lidze) to pozycje, w której anonimowi autorzy przedstawiają opowieści z angielskiej Premier League.

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” zaczyna się ciekawie. Młody chłopak szukający sposobu na życie, zakochany po uszy w futbolu. Postanowił zostać agentem. Setki wysłanych e-maili, wiara we własne umiejętności i oczywiście dużo cierpliwości. Opłaciło się. Chłopak został zaproszony do współpracy z doświadczonym agentem. Uczył się, zdobywał wiedzę i wypłynął na szerokie wody. Wody wzburzone, zmącone, w których topi się niewyobrażalne pieniądze. Sam został agentem piłkarzy i to jego poznajemy historię.

Tajemniczy agent bezpardonowo opisuje swoje środowisko. Prezentuje je jako chciwe, niemoralne, w którym wszystko kręci się wokół pieniędzy i wszystko robione jest dla pieniędzy. Bez żadnych skrupułów kłamie, manipuluje czy składa obietnice bez pokrycia. Naczelna zasada jest taka, że jeśli możesz zarobić i grosza zrób to, bo w innym wypadku nie zarobisz go wcale. Autor wielokrotnie podaje przykłady, w których zawierał „mało” korzystne umowy, ale jak powtarzał lepszy rydz niż nic.

Chęć zysku jest tak wielka, że agenci łamią przepisy. Robią to na wszelkie możliwe sposoby. Cel?  Dopiąć transfer i otrzymać swoją prowizję. Korumpowanie prezesów klubów? Łatwizna! Łapówki dla trenerów? Nic prostszego! Manipulowanie dziennikarzami, ustawki z mediami? Bułka z masłem. Podkradanie zawodników innym agentom? Chleb powszedni.

Z historii omówionych przez agenta rysuje się człowiek, który zrobi wszystko, aby w swojej stajni mieć piłkarza, na którym zarobi. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Wszystko kręci się wokół tego. Takie wartości jak zasady moralne można włożyć do kieszeni, która wcześniej nomen omen została wypchana gotówką.

Zatrważające wydały mi się opowieści, w którym czyni się podchody pod nastoletnich piłkarzy, a nawet nie, jeszcze dzieci mające po jedenaście czy dwanaście lat. Agent robi wszystko, by przekonać dzieci, aby związały się właśnie z nim. Autor konstatuje, że „spotkał kilku agentów gejów, ale żadnego pedofila. Mogą nas oskarżyć o wszystko z wyjątkiem molestowania – zastrzega”. Można by rzec tyle dobrego, bo jeszcze parafilii brakowałoby w tym zaburzonym środowisku.

W jaki sposób przekonuje się młodych graczy, aby trafili do stajni właśnie tego agenta? W tym celu przekupuje się ich rodziców, ewentualnie gwarantuje się im ciepłą posadkę w klubie na stanowisku dozorcy. Z kolei adeptom futbolu zapewnia się najnowocześniejszy sprzęt itp. A, że prawo na to nie zezwala? Po prostu podpisuje się umowę bez daty. Ta pojawia się w momencie, kiedy zawodnik ukończy 15 lat i legalnie może związać się z agentem.

Kilka cytatów z książki:

„Stać mnie było tylko na to, by wymyślić, że zawodnik stracił głos. Poszedłem na komisariat i udało mi się przekonać oficera, aby po sprawdzeniu połączeń i wiadomości (wszystkie wysłała rozpaczająca żona) oddał mi telefon mojego klienta. Zacząłem wymieniać SMS-y z żoną piłkarza, podając się za jej męża. Byłem chyba przekonujący, skoro następnego dnia, gdy policja go wypuściła – i cudem odzyskał – głos piłkarz powiedział mi, że jego żona ma nadzieję, że częściej będzie tracił głos, bo wiadomości, które pisze są bardziej romantyczne niż rozmowy przez telefon”.

„Większym wyzwaniem jest sytuacja, kiedy twój klient chce zmienić klub, lecz nikt go tak naprawdę nie chce. Trzeba się będzie przenieść do świata pobożnych życzeń. Wybierz klub, w którym widziałbyś swego zawodnika, najlepiej zainteresowany piłkarzem grającym na pozycji twojego klienta. I postaraj się, aby uwierzono, że owa drużyna jest nim zainteresowana (...) Jeśli operacja się nie uda, tak naprawdę nic się nie dzieje, to po prostu kolejny wyssany z palca dziennikarski wymysł”.

 „Zabrałem J na spotkanie; uczył się ode mnie, tak jak ja od R.
– Czy twój chłopak mógłby nalać nam kawy? – spytał prezes, wskazując na dzbanek znajdujący się na małym stoliku. – I jeszcze kilka ciasteczek do tego.
Bez żadnego „proszę”. Powstrzymałem J, zanim powiedział „dziękuję”. – Przyszedł się tutaj uczyć, jak zostać agentem piłkarskim, a nie herbaciarką – odpowiedziałem ostro.”

„Po dwóch latach budowania mojego przedsiębiorstwa dobrze zrozumiałem, co siedzi w głowach piłkarzy. Lubią wiele rzeczy i za wieloma nie przepadają. W pierwszej kategorii bez dwóch zdań znajdują się pieniądze. To młodzi, wysportowani heteroseksualni mężczyźni, którzy uwielbiają młode, wysportowane (uległe) kobiety. Lubią KFC, Red Bulla i tatuaże, drogie, szybkie samochody i elektroniczne nowinki, głośną muzykę z najlepszego sprzętu, eleganckie ubrania, drogie buty, biżuterię i czapki. Czytają brukowce, ale nienawidzą osób, które w nich publikują”.


Autor sporo miejsce poświęca piłkarzom. Nie szczędzi słów krytyki. Trudno doszukać się w tych opisach dobrych słów dla zawodników. Agent piłkarzy traktuje jako ćwierćinteligentów, półgłówków, którym w głowie tylko seks, narkotyki i alkohol. Twierdzi, że dla nich poza kopaniem futbolówki najważniejsza jest kasa, szybkie numerki i niekończące się imprezy. Nie omieszkał też wspomnieć uzależnieniach piłkarzy, wśród których obok dragów, dominuje hazard. Poza tym stereotypowym wizerunkiem piłkarza, który krąży już od dawna. Agent dodaje jeszcze jedną rzecz. Wspomina jak zawodnicy lubią dostawać coś za darmo, mimo, że bez przeszkód mogliby kupić to sobie sami. Gratisy. Piłkarze kochają gratisy. Nawet jeśli w ogóle ich nie potrzebują. Biorą wszystko, co mogą mieć za darmo.

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” może nie w sposób dogłębny i szczegółowy omawia jak dokonywane są transfery i jak wyglądają wszystkie zakulisowe pertraktacje to mimo wszystko czytelnik może poznać namiastkę tego biznesu. Choć brak konkretów. I właśnie zbyt duża ogólnikowość wydaje się być największą przywarą publikacji. Z jednej strony jest to w pełni zrozumiałe, bo gdyby agent nagle sypnął nazwiskami, mogłoby to okazać się brzemienne w skutkach. O ile ten fakt jestem w stanie zaakceptować, to chaosu i nieustannego powracania do tego samego wątku już nie. W książce często kilkukrotnie przewijał się temat dotyczący otrzymywania butów dla piłkarzy będący formą zachęty do nawiązania współpracy. Raz, drugi, trzeci i żeby było mało to jeszcze poświęcono mu rozdział. Ileż można czytać o zaopatrywaniu piłkarza w jego narzędzie pracy jakim są korki.

Historia agenta z Premier League ma zaskakujące zakończenie. Wbrew pozorom ilustruje, że pieniądze to nie wszystko, a ludzie naprawdę się liczą - zgodnie z prastarym przysłowiem, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie... Nic więcej już nie zdradzę. Nie chcę zabijać wśród przyszłych czytelników satysfakcji, aby dobrnąć do końca publikacji i przekonać się na własnej skórze o przewrotnym końcu opowieści.

Podsumowując, trudno napisać, że autor otworzył przed czytelnikami drzwi do swojego świata, jak dla mnie to po prostu wyciągnął klucz, dzięki któremu możemy zajrzeć do niego przez dziurkę. Na początek dobre i to. Od czegoś przecież trzeba zacząć.

Moja ocena: 3,5/5

„Agent. Naga prawda o kulisach futbolu”, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015

sobota, 4 kwietnia 2015

Wielkanoc 2015


Alleluja, Alleluja!
Radosny nam dziś czas nastał, radujcie się więc i z ufnością patrzcie w przyszłość. 
Życzę jak najmilszych spotkań spędzonych w gronie rodzinnym, jak i tych spędzonych w halach sportowych czy przed telewizorem!

Ponadto życzę dużo wody w poniedziałek, 

zdrowia, szczęścia, humoru dobrego i stołu bogatego,
smacznego jajka i niech te święta będą jak bajka!


Fot. onet.pl

czwartek, 2 kwietnia 2015

Nawrocki trenerem polskich siatkarek...

Będzie nowe. Miało przyjść z zagranicy. Miało być lepiej. W tekście z 15 lutego br. "Makowski zrezygnował. Co dalej z reprezentacją?" byłem optymistą, żywiłem nadzieję, że coś zmieni się na lepsze. Niestety. Obdarto mnie ze złudzeń. Brutalnie sprowadzono mnie na ziemię. Zamiast nowego będzie odgrzewany stary, polski kotlet, choć do wyboru był włoski będący w dobrej jakości makaron. Bez dwóch stań dzisiejsza decyzja PZPS-u dotycząca powołania Jacka Nawrockiego na selekcjonera żeńskiej kadry odbije nam się czkawką.

Nie rozumiem decyzji. Nie jestem w stanie jej pojąć. W 2013 roku do konkursu zgłosił się Hugh McCutcheon wybrany został Piotr Makowski. W 2015 roku swoją chęć poprowadzenia kadry wyraził Masimo Barbolini a trenerem został Jacek Nawrocki.

Włoski trener może nie był moim ulubieńcem, ale jeśli pozostało do wyboru albo Barbolini albo Nawrocki to wybiorę trenera z półwyspu Apenińskiego. Wybrałbym mniejsze zło.

Lekką ręką pozbywamy się fachowców, wybitnych trenerów. Jeśli w opinii prezesa Papke Nawrocki jest świetnym trenerem (zdobycie srebra z polskimi juniorami), to jakiego określenia należałoby użyć do Barboliniego, który dwukrotnie z Włoszkami sięgnął po mistrzostwo Europy i po Puchar Świata?

 Szkoleniowców, którzy byli jeszcze bardziej świetni niż Nawrocki było więcej. Chiappini, Abbondanza, Karpol czy Lozano. Przecież Nawrocki lepszy. Najlepszy. Postawiono na Polaka, choć ta opcja nie sprawdza się już od pięciu lat. Matlak, Świderek, Makowski i teraz Nawrocki. Miał być powiew świeżości, a mamy beton.

Żałuję, że mając wybór spośród trenerów z najwyższej półki proponuję nam się tych z dolnej półki.  I nie chodzi o to by przepłacać, tylko aby była jakość. Dobry produkt jest wart swojej ceny, dobry produkt ma odpowiedni smak i aromat. A włoski zaciąg byłby odpowiedni.

Przyznaję, że zaczynam mieć już dość. Ileż można. Ileż można apelować, prosić, błagać, grozić. Głównie dotyczy to naszych siatkarek. I wcale się nie zdziwię, a idąc dalej będę wdzięczny siatkarkom, jeśli podziękują za występy w kadrze. Po raz kolejny potraktowano je po macoszemu, jak piąte koło u wozu. A to przecież one będą współpracować z trenerem, a nie decydenci z PZPS-u. Włodarze z prezesem Papke znowu poszli pod prąd. Tylko z betonową kulą u nogi. Pytanie jak szybko polska reprezentacja sięgnie dna, bo od kilku lat balansuje już na granicy.

PS A Prima Aprilis był wczoraj...