czwartek, 26 marca 2015

Recenzja: "Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk" Ronald Reng

Dziesiąty listopada 2009 roku. Dzień jak co dzień. Do czasu. Do czasu, gdy serwisy informacyjne poinformowały o śmierci Roberta Enke. Bramkarz reprezentacji Niemiec popełnił samobójstwo. Dlaczego? Jak to? Co się stało? Pytań nie brakowało, ale o znalezienie odpowiedzi było trudno. Jak to możliwe, że człowiek, który w opinii wielu miał wszystko: rodzinę, pieniądze i sportową chwałę targnął się na swoje życie. Możliwe, gdy za tym wszystkim stoi ona. Choroba. Depresja.

„ Życie wypuszczone z rąk” jest biografią Roberta Enke, niemieckiego piłkarza. Choć to biografia sportowca to nie jest to książka o sporcie. A o człowieku. O życiu. Sport jest tłem. Areną wydarzeń. Najważniejsze rzeczy nie dzieją się na murawie, w szatni czy w domu. A w głowie. W myślach. W myślach człowieka cierpiącego na depresję.

„ Życie wypuszczone z rąk” napisał dziennikarz i wieloletni przyjaciel bramkarza Ronald Reng. Chociaż publikacja ta jest wspólnym dziełem Renga i Roberta Enke. Wspólnie pisali tę książkę. Razem opowiadają historię, która ma uświadamiać i starać się pomagać ludziom zmagającym się z zaburzeniami depresyjnymi.

Robert Enke. W wieku 18 lat zadebiutował w meczu drugiej Bundesligi. Szybko odkryto jego bramkarski talent. Rok później występował już w pierwszoligowej Borussii Mönchengladbach. W  1999 roku postanowił wyjechać za granicę. Kierunek Portugalia. Gra w Benfice Lizbona. Potem kontrakt z FC Barceloną. Miało być pięknie, miała być sielanka. Katalonia nie przypadła do gustu Robertowi. Szukał klubu, w którym się odnajdzie. Łatwo nie było. Przystanek Fenerbahce Stambuł, był przystankiem na jeden mecz. W 2003 roku po raz pierwszy zachorował na depresję. Zawalczył o siebie, o rodzinę o przyszłość. Wrócił w wielkim stylu. W Bundeslidze znów dał o sobie przypomnieć. Ceniony, fantastyczny Robert Enke. Kapitan Hannoveru 96. Bramkarz sezonu 2008/09. Przyszły numer jeden reprezentacji podczas mundialu w RPA.

Wielu marzyło by mieć taką karierę, osiągnąć tyle co Enke. On nie marzył. Nie mógł. Posiadał tyle negatywnych przekonań. O sobie. O świecie. O przyszłości. To depresja. Dominujące uczucie smutku, przygnębienia, zniechęcenia. A ogółowi przeżyć towarzyszy ujemny ton uczuciowy.

Historia Enke ukazuje zmagania się człowieka z chorobą. Jego lęk. Wyrzuty sumienia. Ciągłe tortury i zadręczanie samego siebie. Ciągły niepokój. Obwinianie siebie. Dlaczego wpuściłem tę bramkę? Co mogłem zrobić lepiej, by temu zapobiec? Jestem beznadziejny. Jestem do niczego … Tak myślał Robert, gdy miał depresję. Wszyscy go chwalili i wiedzieli, że to nie on zwalił. Nie on był winny. Wszechobecny strach. Przeszywający strach. Ogarniający całe ciało.

Robert Enke był niezwykle energicznym, ciepłym, pomocnym człowiekiem. Kochał ludzi. Kochał zwierzęta. W swoim domu zawsze miał gromadkę psów. Niestety nie wszystkie sprawiały mu radość. Jeden był okrutny. Dręczył go niemiłosiernie. Czarny pies. Zakorzenił się w nim na tyle głęboko, że gdy tylko się pojawiał nie cieszył się, nie jadł, nie spał, nie potrafił się skupić. Strasznie się go bał. Strach mieszał się jednak ze wstydem. Enke wstydził się powiedzieć, że choruje na depresję. Poczucie winy, bezradności. Bierność.

Wstyd, by wyjawić prawdę okazał się być chyba większy niż objawy kliniczne depresji. Bał się wyznać prawdę. Robert Enke uważał, że choroba przerwie proces adopcyjny i wspólnie z żoną nie przysposobią małej Leili. Myślał, że gdy selekcjoner reprezentacji Niemiec dowie się prawdy nie zabierze go na mundial. Co by pomyśleli ludzie? Chory? Zaburzony psychicznie? Przecież to człowiek opanowany, spokojny. Uwielbiany przez wszystkich. Enke jest chory. Cierpi na depresję. Niedorzeczne! Nie mógł. Nie On. Znalazł rozwiązanie. Ostateczne.

Kilka fragmentów z książki:

„Zawsze byłem szczęśliwy, gdy nie musiałem grać, nieważne, czy były to pojedynki o stawkę, czy też zwykłe mecze treningowe . Mówiłem o tym wówczas jako o wielkiej niesprawiedliwości (czasami słusznie), jednak zawsze byłem w dobrym nastroju i czułem się najbardziej zrelaksowany, gdy nie grałem. Boję się też zdania opinii publicznej, prasy i spojrzeń ludzi. Strach mnie paraliżuje”.

„(…) ojciec Roberta odkłada sztućce, a następnie pociera płaskie dłonie. Po chwili mówi: „Pomyślałem wtedy: Co się właściwie dzieje? Czy ma problemy z kolegami z drużyny? Nie. Szybko uświadomiłem sobie, że chodzi o coś innego. To strach przed błędami zakorzenił w nim ten sposób myślenia: jeśli nie jestem najlepszy, to jestem najsłabszy. Początki jego wewnętrznej męki sięgają czasów, gdy jako junior młodszy trafił do juniorów starszych. (…)Dusza zawsze pamięta sytuacje ekstremalne”.

 „Wiedział, że jest chory. I nie chodziło o to, że powinien wziąć  się w garść i nad sobą zapanować. W chwili obecnej jego mózg nie był w stanie poradzić sobie ze stresem. Jego system nerwowy filtrował emocje i przepuszczał tylko te negatywne – strach, złość, rozpacz”.

„Podjęcie decyzji, czy zje sernik czy też ciasto ze śliwkami, wiązało się dla niego z wielkim wysiłkiem. Normalne, codzienne sprawy całkowicie go przerastały. Brnął jednak poprzez kolejne dni, trenował, śmiał się podczas urodzin, odgrywał swoją rolę. Robienie czegokolwiek, nieważne, ile go kosztowało, było lepsze niż poddanie się zmęczeniu i nierobienie niczego. Wtedy właśnie pojawiały się myśli. W swoim biurze zauważył trzy nieotwarte jeszcze listy, co utwierdziło go w przekonaniu, że całe biuro tonie w chaosie, że nie poradzi sobie z uporządkowaniem go”.

Książka jest dobrym kompendium wiedzy o depresji. Za sprawą zapisków bramkarza, czytelnik poznaje jak osoba cierpiąca na depresje czuje, myśli, zachowuje się. 

„Życie wypuszczone z rąk” objaśnia także inny aspekt zaburzeń nastroju. Przedstawia sposoby radzenia sobie z depresją osób najbliższych Roberta Enke. Nie posunę się za daleko, gdy napiszę, że to poradnik dla rodziny, bliskich osoby chorej. Bez wątpienia dla Teresy, żony Roberta  było to trudne życie. Była dzielna. Mądra. Cierpliwie i wytrwale znosiła stany depresyjne ukochanego. Ronald Reng opisuje zmagania Teresy oraz najbliższych współpracowników Roberta w ujarzmieniu choroby. Bramkarz otrzymywał wsparcie, mógł liczyć na obecność najbliższych. Razem z nim dzielili jego cierpienie. Empatia na każdym kroku. Namawiali, ale nigdy nie zmuszali.

Choć depresji towarzyszą uczucia smutku, strachu czy przytłoczenia w książce nie brakuje momentów radosnych. W chwilach, gdy nie opętała go choroba Robert Enke cieszył się życiem. Umiał to robić. Autor z należytą starannością wyłapywał proste czynności, które dawały bramkarzowi poczucie satysfakcji i zadowolenia. Reng dobiera słowa, aby były odpowiednie. Estetyka i etyka, by skorzystać z tych fragmentów pamiętnika piłkarza, które miały oddawać postrzeganie osób cierpiących na depresję. Niemiecki dziennikarz zrobił wszystko, by to Enke sam mógł o niej opowiedzieć.

Robert Enke. Sven Hannawald. Justyna Kowalczyk. I wielu innych sportowców. Oni zmagali się z depresją. Znani, sławni i bogaci. Kolega po fachu Enke, Włoch Gigi Buffon wspomina rozmowę z lekarzem: ,,Przecież wszyscy marzą, żeby mieć pańskie życie!”. ,,Ale ja mojego nie chcę”.  Pieniądze i chwała szczęścia nie dają. Wyświechtana prawda jest prawdziwa. Jak się okazuje każdy jest podatny na depresję. Nie można wykluczyć żadnej grupy. Oczywiście jedni są bardziej podatni niż inni. Co spowodowało depresję u Roberta Enke? Nie wiem. Nie mam prawa, by stawiać hipotezy. To zbyt złożona choroba, by móc stwierdzić coś z całą stanowczością.

Wiele obrazuje już okładka. Wymowna okładka. Przedstawia bramkarza. Samotność bramkarza. On i jego problemy. Jego smutki. I wreszcie zakończenie książki. Nie takie miało być! Nie taki miał być koniec. Życia Roberta. Książki. Koniec niech stanie się naszym początkiem. Do pozytywnego myślenia o sobie. O bliskich. O przyszłości.

Moja ocena: 5/5

„Życie wypuszczone z rąk”, Ronald Reng, Robert Enke, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz