czwartek, 5 marca 2015

Polskie siatkarki czekają na trenera, którym będzie...

Tyle się działo siatkarsko w przeciągu ostatniego tygodnia, że nie wiedziałem na jaki temat na pisać post. Ćwierćfinały PlusLigi, walka Skry Bełchatów i Asseco Resovii Rzeszów o Final Four LM czy też wybór trenera reprezentacji Polski siatkarek

Postawiłem ostatecznie na ten ostatni, bo na blogu często podejmował właśnie tę tematykę. Rzekłbym, że to temat, który pojawia się często w różnych kontekstach i sytuacjach. Jednak po ostatnich wiadomościach jakoby w walce o to stanowisko włodarze PZPS na czele z nowym prezesem Pawłem Papke wytypowali czterech kandydatów. O fotel szkoleniowca biało-czerwonych ubiegają się: Massimo Barbolini, Raul Lozano, Jacek Nawrocki i Wiesław Popik.

Kilkukrotnie musiałem przeczytać te nazwisko, przeliterować, wypowiedzieć na głos. To za każdym razem, gdy kończyłem od razu mówiłem: no, nie wierzę, ku*** nie wierzę...

Kwestię wyboru polskich trenerów zakrawa na jawną kpinę i z szacunku do swoich czytelników i samego siebie tego wątku kontynuował nie będę.

Fot. PAP
Pewnie niektórzy z Was pukają się w głowę, czego ten Mateusz M chce. Przecież Barbolini to świetny fachowiec. W latach 2006-2012 prowadził włoską reprezentację, z którą dwukrotnie sięgał po złoto mistrzostw Europy, dwóch triumfów w Pucharze Świata i trzy razy zwyciężał w World Grand Prix. Obecnie Barbolini prowadzi kadrę narodową Turcji i Galatasaray Stambuł.

Barbolini to świetny fachowiec i potrafi poprowadzić zespół do najwyższych laurów, ale.. Jest pewne "ale", bardzo ważne, istotne. Włoski trener także nie jest tym, w którym atmosfera w zespole jest na pierwszym miejscu. Pamiętam sytuację po igrzyskach olimpijskich w Londynie, gdzie Francesca Piccinini oskarżyła trenera o mobbing, o uleganie wpływom zawodniczkom, o nie rozwiązywaniu sytuacji problemowych wewnątrz zespołu.

Wszystko to było i minęło, działo się w Italii, ale osobowości nie da się zmienić tak hop siup, więc trudno spodziewać się, że takich samych lub podobnych wzorców Włoch nie przykułby na polską reprezentację. A u nas także trzeba oczyścić i zbudować atmosferę.

Kończąc wątek o Barbolinim. To uważam, że jest on tylko przykrywką do wyboru innego kandydata. O jest znane, głośne nazwisko na giełdzie, które jest zainteresowane pracą z Polkami. Fakt, faktem w Turcji spekulowano nad rolą szkoleniowca w kadrze narodowej, ale na chwile obecną wciąż pozostaje szkoleniowcem i Turczynek i tureckiego zespołu. Rezygnacja? Nie wydaje mi się, że Włoch chciałby tyle stracić.
W takim razie dla kogo Barbolini robi dobrą przygrywkę? Dla Raula Lozano. Argentyńczyk znany jest pracy z mężczyznami, aniżeli z kobietami. Co zresztą polscy kibice wiedzą doskonale, albowiem to Lozano poprowadził naszą reprezentację do srebrnego medalu podczas MŚ w Japonii w 2006 roku. Jesteśmy przyzwyczajeni do eksperymentów z ramienia PZPS-u jak miało to miejsce w przypadku wyboru na stanowisko pierwszego trenera Stefana Antigi. Jednak w przypadku pań i ewentualnej pracy Lozano mamy za dużo do stracenia. Naprawdę jest za dużo do stracenia. Brak awansu na igrzyska w Rio będzie katastrofą, która sprawi, że staniemy się siatkarską czwartą ligą. Spadek w rankingu będzie ogromny, a wyjście z dołka zajmie lata.

Czy jest sens tyle ryzykować. O ile samo przejście z trenowania panów na panie, nie jest dla mnie warunkiem wykluczającym na "dzień dobry", to nie od dziś wiadomo, że Raul Lozano ma bardzo silny charakter, jest nieustępliwy i hardy (zresztą o Argentyńczyku można wiele przeczytać w czeluściach internetu i o różnych sprawach czy też sytuacjach) . Czy osobowość Lozano może przypaść do gustu polskim siatkarkom? Nie wiem? Może tak, może nie. Jednak ryzyko wydaje się być zbyt duże. Mam obawy co do tego czy polskie siatkarki uwierzą, podporządkują się, poświęcą się ciężkiej pracy, wylewając litry potu na treningach.

Najbardziej żałuję, że spośród 16 kandydatów podobno z najwyższej półki proponuję nam się produkty z najniższej półki lub te z niespodzianką w środku. Kiedy w końcu postawimy na jakość, pewność i odpowiedni smak i aromat.

Istnieje jeszcze szanse do sprowadzenie innego sortu, ponieważ lista kandydatów nie jest jeszcze zamknięta, dlatego też być może trenerem reprezentacji kobiet zostanie wybrany ktoś spoza wspomnianej czwórki.

2 komentarze:

  1. Jak to mawia moja wspaniała wychowawczyni "ręki opadają". Myślę, że kwestia wyboru trenera to tylko kropla w morzu potrzeb. Bo patrząc realistycznie, jakim my składem obecnie dysponujemy? Czy grając tymi zawodniczkami mamy szansę już teraz mierzyć się z najlepszymi? Nasza młodzież ma potencjał i umiejętności, ale reprezentacja to miejsce dla oszlifowanych diamentów. Nie chcę się wymądrzać, bo wypadłam trochę z obiegu siatkówki żeńskiej, zresztą co się dziwić, siatkówka pań nigdy mnie jakoś szczególnie nie ekscytowała, grać owszem, ale oglądać to sporadycznie. Uważam jednak, że naszym paniom potrzebny jest trener łączący umiejętności psychologiczne z charyzmą. Musi zbudować wokół siebie aurę autorytetu i stworzyć atmosferę pracy. Nasze najlepsze siatkarki muszą chcieć grać w narodowych barwach. A Związek musi zająć się organizacją żeńskiej kadry na poziomie, a nie po macoszemu i popularyzacją żeńskiej ligi, by przyciągnąć sponsorów, większą liczbę kibiców.
    To tak na mój snajperski rozum.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zaskoczona tymi kandydatami. Powiem szczerze, ale uważam, że żaden z nich się nie nadaje. Tak jak piszesz, Barbolini i Lozano szczególnie. Ja byłam pewna, że selekcjonerem zostanie obecny trener Chemika Police.

    OdpowiedzUsuń