niedziela, 15 lutego 2015

Makowski zrezygnował. Co dalej z reprezentacją?

"Lepiej późno niż wcale" w polskiej siatkówce to powiedzenie zaczyna być niemałą tradycją. I tyczyło się to rezygnacji Mirosława P. z funkcji prezesa PZPS-u, a od soboty również pożegnania z kadrą siatkarek Piotra Makowskiego.

Z jednej strony dobrze, że to się stało... tylko dlaczego tak późno. Na blogu wielokrotnie, czasem aż do znudzenia nawoływałem do zmiany trenera, o poszukiwaniach nowych rozwiązań (sam nawet raczyłem kilka stworzyć), które zapobiegną dalszemu upadkowi reprezentacyjnej siatkówki w żeńskim wydaniu. Nie będę już do tego wracał, bo można powiedzieć wreszcie mam to, na co czekałem, czyli rezygnację Piotra Makowskiego. Szkoda, że i sam trener i sam PZPS tak długo na to czekał. Znowu straciliśmy kilka, jak nie kilkanaście miesięcy, które w naszym przypadku są niezwykle cenne, tak bardzo potrzebne. Przecież taką decyzję można było podjąć w styczniu 2014 roku, po nieudanych kwalifikacjach do MŚ, albo już po sezonie reprezentacyjnym w 2014 roku, gdzie poza awansem do ME (co zresztą nie było takie trudne), nie wypełniono żadnego z postawionych celów.

Mamy połowę lutego, jesteśmy w przededniu ustalania planów reprezentacyjnych, powołania kadry i wreszcie rozpoczęcia rozgrywek na poziomie reprezentacyjnym, a nie wiemy kto to wszystko będzie nadzorował i kto powołała tegoroczną kadrę.

Nie będę już dłużej rozwodził się na tym co było, a będę starał się szukać optymizmu w tym co będzie.

A będzie nowy trener. Nowy trener, który mam nadzieję to wszystko poukłada, pozamiata i oczyści naleciałości i stęchłą atmosferę. Prawdopodobnie nowy trener będzie z zagranicy. Największe szanse ma Giuseppe Cuccarini prowadzący Chemik Police. Za Cuccarinim optują siatkarki mistrza Polski, on sam stwierdził, że mógłby pracować z reprezentacją Polski. Plusem włoskiego szkoleniowca jest to, że poznał już polskie realia, że wraz z nim na zgrupowaniu pojawiają się najlepsze siatkarki (a te w większości grają w Chemiku). Minusem jest to, że nigdy nie prowadził żadnej kadry narodowej. A wiemy już, że prowadzenie zespołu ligowego, a reprezentacji to jednak zupełnie co innego.

Przypadek czy nie, ale bez pracy od kilku dni pozostaje Alessandro Chiappini, z którym ekipa z Piacenzy rozwiązała umowę. Chiappini przez dwa sezony prowadził zespół Atomu Trefla Sopot, który po zakończeniu pracy z nadmorskim klubem często pojawiał się w Polsce obserwując między innymi rozgrywki Pucharu Polski czy też turnieju kwalifikacyjnego do MŚ. Włoch podkreśla, że uwielbia nasz kraj i wielu wywiadach powtarzał, że chciałby wrócić do kraju nad Wisłą. Teraz ma ku temu dobrą okazję. Chiappini prowadził reprezentację narodową (w sezonie 2007-2010 trenował Turczynki). Ponadto plusem jest to, że nie prowadzi już żadnego klubu i w całości mógłby się skupić na pracy z kadrą. Może brak mu spektakularnego sukcesu w pracy szkoleniowej, niemniej zawsze pokazywał, że potrafił z zespołów, które prowadzi osiągnąć maksimum, doskonaląc przy tym indywidualne umiejętności siatkarek.

I mój faworyt. Hugh McCutcheon. Nowozelandczyk jest moim ulubieńcem od paru lat. Może jeśli doczekałem się zmian na stanowisku szkoleniowca kadry, to może i doczekam się na tymże stanowisku McCutcheona? Chciałbym. Profesjonalista i znakomity autorytet, za którym powinny pójść tłumy. Złoty i srebrny medal olimpijski, zwycięstwo w Lidze Światowej. Sukcesy, o którym wielu mogą pomarzyć.  Wydaje się jednak, że największym problemem w angażu Nowozelandczyka może być jego projekt w lidze uniwersyteckiej w USA. McCutcheon we wcześniejszych sezonach wyrażał chęć do pojęcia pracy z polską kadrą, stawiając jednak twarde warunki. Czy teraz byłby w stanie z tego zrezygnować? Albo czy PZPS przystałby na te warunki? Nie wiem. Wiem jednak co jeszcze może (choć nie musi) stanąć na przeszkodzie. Tą kwestią są finanse. Niewątpliwie nie jest to tani trener, ale za fachowców trzeba słono zapłacić. A podobno PZPS zawsze mawiał, że stać ich na każdego trenera. 

Czy mógłby ktoś jeszcze mógłby objąć stery w reprezentacji? Na pewno wiemy, że nie będzie nim Giovanni Guidetti. Mocno ubolewam nad tym faktem, ale Guidetti poprowadzi Holenderki. Taki fachowiec był dostępny na rynku jeszcze w styczniu tego roku, ale my przecież wciąż mieliśmy trenera... Kto  może liczyć się w tym wyścigu? Może Giovanni Caprara? Może Marcello Abbondanza? Może, może...

W każdym razie kto nim nie będzie, będzie nowe w reprezentacji Polski. Będzie coś, na co kibice czekają z utęsknieniem. I będzie jeszcze coś! Nareszcie okaże się, czy polskie siatkarki faktycznie potrzebowały fachowca, by zdobywać trofea, czy nie ważne kto by się nimi zajmował są po prostu słabe i o medalach nie mają co marzyć. Odpowiedź na to pytanie przyjdzie. Przyjdzie w swoim czasie.

Na razie cierpliwie trzeba czekać na wybór prezesa PZPS, a potem trenera siatkarek. Niewątpliwe ta druga kwestia może odgrywać spore znaczenie w tej pierwszej. I oby gra o fotel prezesa, wyszła siatkarkom na dobre, a kandydaci chcąc się pokazać z jak najlepszej strony zapewnią siatkarkom wszystko to, co najlepsze - z trenerem na czele.

3 komentarze:

  1. Hugh McCutcheon'a pamiętamy raczej z prowadzenia męskich zespołów. Zwłaszcza w Arkasie Izmir miała wiele do powiedzenia. Dla mnie z kandydatów których wymieniłeś największe noty dałbym trenerowi Chemika. Jest szansa, że to co w klubie przełożyłby na naszą narodową drużynę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hugh ostatnio właśnie skupił się na paniach, i to z kadrą USA zdobył srebrny medal na IO w Londynie. I musiałeś troszkę źle pokojarzyć, bo Arkas prowadzi Glenn Hoag (także trener Kanadyjczyków), McCutcheon ostatnimi czasy pracował tylko z reprezentacjami :)

      Usuń
    2. Masz rację. Skojarzyłem nie tą osobę, tak coś mi się przyplątało Hugh z Hoagiem :)

      Usuń