środa, 31 grudnia 2014

Sportowy alfabet, czyli co zapamiętałem w 2014 roku

Witajcie! Po raz ostatni w tym roku, ale nie martwcie się w następnym też będę, też coś napiszę. Ale nie traćmy czasu w starym roku! Po raz pierwszy zdecydowałem się w tym roku na podsumowanie inne niż zazwyczaj. Bywały zdjęcia, filmiki, ranking z wykorzystaniem plebiscytu na najlepszych sportowców Polski, teraz dosyć znajoma, ale i myślę przyjemna forma jaką jest alfabet.
 
Rozpocznijmy już te wspominki!

A jak Atmosfera
W szczególności ta, która miała miejsce na Stadionie Narodowym 30 sierpnia. Magiczna, niewyobrażalna. Słowa nie są w stanie oddać tego wszystkiego, co działo się w tym dniu. Niemniej podczas trwania całych MŚ w siatkówce atmosfera była wyjątkowa i w halach i przed telewizorami. Tegoroczny rok sprzyjał budowaniu dobrej atmosfery, bo sportowe sukcesy naszych zawodników były doskonałym powodem.

B jak Bereszyński
Najgorętsze nazwisko w piłce nożnej przynajmniej na polskim podwórku. Dlaczego? Wróćmy pamięcią do wydarzeń z sierpnia tego roku. Legia Warszawa dwukrotnie wygrała z Celtikiem Glasgow (4:1 u siebie i 2:0 na wyjeździe), ale mimo to nie wystąpiła w decydującej rundzie walki o Ligę Mistrzów. W wyjazdowym meczu wystąpił właśnie Bartosz Bereszyński, który zgodnie z przepisami nie mógł zagrać w tym spotkaniu. Był lament i zgrzytanie zębami. Legia sportowo była lepsza, ale organizacyjnie jeszcze nie dorosła do Ligi Mistrzów. Szkoda, bo kibice wciąż czekają na polski zespół w piłkarskiej Lidze Mistrzów, może w przyszłym sezonie się powiedzie…

C jak C(aptain)
Wszystko rozchodzi się o opaskę właśnie z tą literą. Błaszczykowski czy Lewandowski, Kuba czy Lewy? Medialnym spekulacjom nie było końca, a czasami miałem wrażenie, że sprawa jest tak samo ważna, jak nasze historyczne zwycięstwo nad mistrzami świata, Niemcami. Serio to takie ważne, kto nosi opaskę i w meczowym protokole przy swoim nazwisku znajdzie „C” – wydaje mi się, że ważniejsza jest postawa na boisku i poza nim, a na to dziennikarze wpływu nie mają, wiec mogliby dać sobie spokój z dywagacjami kto będzie/jest kapitanem reprezentacji Polski.

D jak Depresja
Za sprawą wyznania naszej mistrzyni Justyny Kowalczyk o tej poważnej chorobie poważnie zaczęto dyskutować. Kowalczyk, Matt Anderson, Lindsey Vonn, Svenn Hannawald lista sportowców zmagających się z depresją jest bardzo długa. Ważne, że zaczęto mówić o depresji, bo obniżenie nastroju, poczucie braku energii czy też lęku nie omija ludzi, którzy uśmiechają się przed kamerą, odnoszą sukcesy, są sławni. Wydaje się, ze mają w swoim życiu wszystko, czego tylko zapragną, a tym samym nie powinny ich dotykać jakiekolwiek zmartwienia. Jednak jest inaczej. Nasza Królowa Nart po raz kolejny przetarła szlak, tym razem na jeszcze trudniejszym terenie!

E jak Emocje
Tych pozytywnych w tym roku nie brakowało. Radość, zadowolenie, wręcz nieziemskie stany euforyczne, kiedy nasi sportowcy sięgali po medale olimpijskie, łzy wzruszenia, gdy nasi siatkarze po 40 latach zdobyli mistrzostwo świata. To był rok pełen sportowych emocji, tych rzecz jasna nigdy nie brakuje w rywalizacji sportowej, ale zawsze będziemy pamiętać o tych wydarzeniach, które dostarczyły nam pozytywnych emocji.

F jak Francja
Kraj pochodzenia trenerów, którzy poprowadzili naszych siatkarzy do niebywałego triumfu w mistrzostwach świata. Stefan Antiga i Philippe Blain francuski duet na polskiej ziemi, choć urodzili się we Francji dla nas będą mieć biało-czerwone serca! Francja elegancja! Po prostu!

G jak Gówno
Można trochę za ostro, ale zabrakło mi innych liter, aby opisać sytuację ze stycznia i turnieju kwalifikacyjnego do MŚ siatkarek, który odbył się w Łodzi. Wszystkie ręce na pokład głosiło hasło prezesa PZPS. Hasło poskutkowało. W Łodzi w walce o awans na mundial były wszystkie najgorętsze nazwiska: Glinka, Werblińska, Skowrońska, Zenik, Dziękiewicz, Gajgał – wszystkie znowu razem, wszystkie miały dać awans. A wyszło? Właśnie gówno, bo awansu nie było, a i kadry też potem nie było. I do tej pory nie ma.

H jak Hurraoptymizm
Swego rodzaju ostrzeżenie na przyszłość, abyśmy jako naród nie popadli w sportowy hurraoptymizm. Mamy do tego tendencję, w szczególności po wydarzeniach z minionego roku. Nagle Stoch musi wygrywać wszystkie zawody, siatkarze muszą przywozić złoto z każdej imprezy. Nie, nie muszą i twardo stąpajmy po ziemi, niech sportowcy robią swoje, my im dopingujmy i wspierajmy, a sukcesy przyjdą same.

I jak Idiota
Jest taki jeden. Siatkarz Alexey Spiridonov. I pozostawię to bez komentarza.

J jak Janowicz
Trenowanie po szopach, brak perspektyw, wyjeżdżający studenci, wygórowane oczekiwania, czyli słynna konferencja Jerzego Janowicza. Kwiecień należał do Jerzyka, niestety nie chodzi tu o sukcesy na korcie, ale poza nim. Oj, ta konferencja na długo zostanie w pamięci, a kto wie czy przez całą karierę naszego tenisisty nie będzie się ciągnąć, bo choć w Internecie rzeczy dzieją się szybko, to kibice-internauci tak szybko nie zapominają.

K jak Kibice
Polscy kibice. Najlepsi na świecie! Nie tylko siatkarscy! Choć Ci są mi najbliżsi, i to o nich najwięcej się mówi. Ale Ci, którzy dopingowali naszych sportowców na światowych arenach, wszędzie tam gdzie rywalizowali Polacy, na arenach międzynarodowych, tam byli nasi kibice i wspierali naszych! Mamy najlepszych kibiców, co podkreślają także światowe gwiazdy, zazdroszczą takiej publiki i co więcej to sprawia, że chcą oni do nas wracać, bo spędzają tu miłe chwile i czują się wyróżnieni, że ktoś docenia ich pracę.

L jak Lewa stopa
O lewą stopę Justyny Kowalczyk martwiła się i modliła cała Polska. Dokładnie zbadano strukturę anatomiczną stopy Kowalczyk, co zresztą nie było trudne, bo zdjęciem na swoim profilu na Facebooku pochwaliła się sama biegaczka. Lewa stopa jednak w najważniejszym wyścigu dała radę. Kowalczyk ze złamaną stopą wywalczyła złoty medal olimpijski.

Ł jak Łapówka
Łapówka, czyli przyjmowanie korzyści, najczęściej finansowej w celu osiągnięcia określonego celu, z pominięciem standardowych procedur. Niestety to zjawisko dotknęło nie tylko polską siatkówkę. Mirosław P. i Artur P. zostali oskarżeni o przyjmowanie korzyści majątkowych. Afera korupcyjna tyczy się także brazylijskiej siatkówki. Polska i Brazylia dwa kraje, które w ostatnich latach odcisnęły znaczące piętno na tej dyscyplinie, czy za sukcesami organizacyjnymi i sportowymi zawsze muszą iść brudne pieniądze? Mam nadzieję, że nie.

M jak MVP
Najbardziej Wartościowy Gracz. Tytuł MVP mistrzostw świata  w siatkówce mężczyzn powędrował do Mariusza Wlazłego. Mario doczekał się i tego. Pamiętam jak w 2006 roku w japońskich MŚ był w trójce nominowanych do tej nagrody, teraz był sam i to w jego ręce powędrowała ta statuetka. Owszem pewnie cenniejsze jest złoto zdobyte z kolegami w drużynie, ale indywidualne sukcesy pokazują z jakimi wybitnymi graczami mamy do czynienia. I podobnie jak złota Polaków tak i tytułu MVP Mariuszowi Wlazłemu nikt nie zabierze.
Fot. FIVB
N jak Nieobecny
W kadrze siatkarzy był taki jeden, o którym mówiono i pisano najwięcej. Bartosz Kurek. Nieobecny numer jeden polskiego mundialu. Dziś nikt z tego powodu nie rozpacza, bo osiągnęliśmy niebywały sukces. Czy obecność Kurka by coś zmieniła? Nie wiadomo, ale szok po tej decyzji był spory, bo nikt reprezentacji bez Kurka sobie nie wyobrażał. Rzeczywistość pokazała, że nie tylko trzeba było sobie to wyobrazić, ale trzeba było z tym żyć.

O jak Ospałość
Czyli w skrócie to, co dzieje się w żeńskiej siatkówce. Totalna apatia i o ile wydarzenia ze stycznia określiłem jako gówno to ospałość tyczy się całego procesu, który zaczął się kilka lat temu i wciąż trwa i nie widać nic, ani nikogo, kto by nas z tego marazmu wybudził.

P jak Police
Zespół z gwiazdami, zespół, który zdominował rozgrywki w OrlenLidze. W 2014 roku ekipa z Polic na 28 meczów ligowych wygrała 28. Wygrana w Pucharze Polski, złoto mistrzostw Polski. Chemik Police zgarnął dublet i na razie nic nie wskazuje, by ktoś Małgorzacie Glince-Mogentale i spółce zagroził w sięgnięciu po kolejne tytuły. Police ponownie tak jak w latach 90. wracają na siatkarskie szczyty. Nie mam nic przeciwko. Tylko, aby z rozwojem sportowym klubu z Polic poszedł rozwój całej OrlenLigi.

R jak Rekord świata
79,58 metrów tyle obecnie wynosi rekord świata w rzucie młotem kobiet. Rekord ten dzierży Anita Włodarczyk. Polka poprawiła rekord Niemki Betty Heidler sprzed trzech lat o 16 centymetrów. Co ciekawe w 2009 roku Włodarczyk także była rekordzistką świata. Nieczęsto się zdarza, że sportowiec z Polski jest rekordzistą świata. Sukces Włodarczyk jest ogromny, co świadczy także nominacja do najlepszej lekkoatletki sezonu, z kolei przez prestiżowy magazyn "Track & Field News"została uznana najlepszą lekkoatletką 2014 roku. Można być także pewnym, że rekord świata przez Włodarczyk będzie jeszcze poprawiony, bo Polka marzy o pokonaniu 80 metrów.

S jak Soczi
Miasto - gospodarz tegorocznych Igrzysk Olimpijskich. Sporo mówiło się przed rozpoczęciem igrzysk o wielu kontrowersjach czy to politycznych czy ekonomicznych. Na szczęście wraz z sukcesami biało-czerwonych najważniejszy stał się sport, czyli to co jest kwintesencją na imprezie rozgrywanej raz na cztery lata. Igrzyska w Soczi były najlepszymi w historii dla Polaków. Cztery złote medale (dwa złota Kamila Stocha, złoto Justyny Kowalczyk, złoto Zbigniewa Bródki), srebro panczenistek, brąz panczenistów. Sześć medali i jedenaste miejsce w klasyfikacji generalnej. Dla nas będą to pamiętne igrzyska, gdzie mogliśmy przeżywać tyle pięknych chwil i w naszej pamięci zostaną cudowne momenty, w których mogliśmy oglądać na podium naszych sportowców.

T jak Triumf
Triumf Stocha, Kowalczyk, Bródki, panczenistek, panczenistów, siatkarzy to nie jedyne triumfy w 2014 roku. Triumfował również Michał Kwiatkowski zostając mistrzem świata w kolarstwie, triumfowali także polscy piłkarze, wygrywając 2:0 z mistrzami świata, Niemcami. Triumfował także Łukasz Kubot w Australian Open. Polskich triumfów było co niemiara i wierzę, że triumfów nie zabraknie również w nadchodzącym roku!

U jak Usain Bolt
Mistrz olimpijski i rekordzista świata po raz pierwszy zawitał do Polski. Jamajczyk był największą gwiazdą Memoriału Kamili Skolimowskiej, który odbył się 23 sierpnia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Co ważne start na Narodowym był pierwszą możliwością, podczas której Bolt mógł zmierzyć się z rywalami na piłkarskim obiekcie. Bez wątpienia było to jedno z ciekawszych wydarzeń w naszym  kraju, gdzie na żywo mogliśmy oglądać światową gwiazdę sportu. Bolt zachwycony był Polską i atmosferą na stadionie, zapowiedział, że wróci do nas. Być może to czysta kurtuazja, ale miłe wspomnienia sportowej gwiazdy niewątpliwie nam nie przeszkodzą, wręcz przeciwnie mogą nam tylko pomóc.

W jak Wrocław
A właściwie Hala Stulecia we Wrocławiu, która gościła pierwszą rundę mistrzostw świata z udziałem Polaków. Do dziś nie rozumiem tej decyzji, a przekonania w stylu podpisaliśmy już umowę, blabla bla mnie nie przekonują i basta! Wrocław piękne miasto, ale na przyjęcie siatkarskich kibiców z Polski to za wysokie progi zważywszy jakie piękne hale sportowe powstają w naszym kraju. Dobrze, że chociaż Warszawa zabrała Wrocławiowi jeden mecz, dzięki temu więcej biało-czerwonych fanów miało szansę zobaczyć mistrzów świata na żywo.

Z jak ZŁOTY ROK!
Żyję już prawie ćwierć wieku na tym świecie, ale tak udanego złotego roku w polskim sporcie nie widziałem. Wszystko mieni się złotem, oby tylko wszystko czego dotkniemy nie zamieniało się w złoto. Midasowi na dobre to nie wyszło :)

Ż jak Życzenia
Nie ma co już przedłużać. Wszystkim, którzy wytrwali do końca tego tekstu życzę szczęśliwego Nowego Roku!

wtorek, 23 grudnia 2014

Bożonarodzeniowe życzenia!


Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim czytelnikom bloga, aby ta wyjątkowa pora była okazją do spędzenia czasu w gronie najbliższych, w domach wypełnionych dźwiękami kolęd, rodzinnym ciepłem i zapachem choinki i mandarynek, w atmosferze miłości i wzajemnej życzliwości. Życzę Wam dużo radości, promiennego uśmiechu, chwil niosących spokój i odpoczynek. I aby ta wigilijna noc stała się bodźcem do realizacji ciekawych wyzwań osobistych w nadchodzącym 2015 roku. 

wtorek, 16 grudnia 2014

Sport to zdrowie, ale czy zdrowy jest sport?

Powiększać czy nie powiększać, a może zmniejszyć liczbę drużyn występujących w PlusLidze? To było pytanie, które w ostatnich tygodniach przewinęło się w mediach. Wsłuchiwałem się, czytałem co na ten temat myślą inni w szczególności sami zainteresowani, czyli siatkarze i jestem gotowy zabrać głos w tej dyskusji.

Krzysztof Ignaczak w ostatnim felietonie dla PS stwierdził, aby PlusLigę zostawić w obecnym kształcie i nic w niej nie zmieniać, jeśli chodzi o liczbę występujących zespołów. I właściwie z Igłą zgadzam się w 100%. Owszem meczów w sezonie zasadniczym zrobiło się więcej, ale czy tym sposobem nie warto zmienić zasad rozgrywania play-off. Postulowałbym, aby nie tylko ćwierćfinały, ale i półfinały rozgrywane były do dwóch wygranych meczów. Po coś przecież w rundzie zasadniczej te punkty się zbiera i stara się, uzyskać jak najlepsze rozstawienie. I po takim zabiegu liczba spotkań w fazie pucharowej uległaby zmianie. Zamiast rozgrywania w najgorszym przypadku 10 meczów, rozgrywanych byłoby tylko 6, o cztery mnie, czyli tyle, o ile teraz dodatkowo mają do rozegrania siatkarze w fazie zasadniczej.

Widziałem też pomysł Jerzego Mielewskiego, ale tak zaproponowany podział byłby równią pochyłą. O reformie według Mielewskiego można poczytać tutaj. Jak dla mnie podział ten sprowadził się do PlusLigi A i PlusLigi B, co dałoby nam po prostu rozgrywki pierwszo i drugoligowe. Sponsorów mniej, zainteresowanie mniejsze, więc i pieniądze mniejsze byłyby w PlusLidze B, bo przecież o medale walczyć te zespoły nie będą.

Pomysł ten zmodyfikowałbym opierając się już na rozgrywkach NBA. W końcu PlusLiga jest ligą, która na niej według niektórych ma lub już się wzoruje. Jeśli tak, to może zrobić podział na konferencję wschodnią i zachodnią, dzieląc ekipy na dwie grupy. Zgodnie z orientacyjnym podziałem geograficznym. Dwie ekipy z każdej konferencji walczyłyby o mistrzostwo Polski spotykając się najpierw w półfinałach, a potem w finałach. Wszyscy są w PlusLidze i wszyscy mają szansę na walkę o medal i wszyscy mają szansę na mniejszą liczbę spotkań.

Przyznaję, że to idea dość rewolucyjna jak na owe czasy, ale kto wie... Chociaż wielcep prawdopodobnie żadnej zmiany w najbliższym czasie nie doczekamy się, a siatkarzom przyjdzie rozgrywać mecze w powiększonej PlusLidze. Osobiście nie wydaje mi się, żeby dla nich to był jakiś problem. Nawet dla reprezentantów krajów, bądź co bądź wykonują swoja pracę, za którą otrzymują stosowne wynagrodzenie (poza grą w kadrze) podobnie jak sprzątaczka, lekarz czy informatyk, którzy też codziennie chodzą do pracy. Taka specyfika tego zawodu, że trenuje się fizycznie. Zresztą Michał Łasko, któregoś razu powiedział, że lepsi grają więcej. I jest w tym sama prawda.
Fot. Newspix.pl
Patrząc, zresztą na tak wyśmiewanych piłkarzy to Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi w sezonie grywają ponad 60 spotkań. W poprzednim sezonie Portugalczyk w barwach Realu Madryt wystąpił 51 razy, natomiast polski siatkarz Paweł Zatorski w barwach Skry Bełchatów zagrał 43 mecze.

Jak dla mnie problem nie leży w liczbie meczów klubowych, a reprezentacyjnych. I może w tych rozgrywkach wypadałoby przeprowadzić reformę. Piłkarze reprezentacji Polski w roku 2013 zagrali 12 spotkań, siatkarze natomiast do rozegrania mieli 15 meczów. W tym sezonie piłkarze tylko 9 meczów, a siatkarze aż 44. I gdzie jest różnica? Chyba widać.

Tym samym tak sobie myślę, że może skrócić Ligę Światową i zamiast sześciotygodniowego boju zrobić Ligę Światową w trzy tygodnie. Jak? Mianowicie upodobnić je do rozgrywek World Grand Prix, zrobić trzy tygodnie po trzy mecze w jednym weekendzie. Meczów wychodzi 9, a nie 12. W tym przypadku może nie o ilość spotkań, a o długość rozgrywek, która byłaby o trzy tygodnie krótsza.

I warto nad tym się pochylić, bo coraz większa liczba meczów zaczyna niszczyć siatkówkę, ale też i inne dyscypliny m.in piłkę nożną. Wszyscy chcą oglądać najlepszych, ale traci na na tym ich zdrowie i dyscyplina, bo na najważniejszych turniejach gwiazdy po prostu nie mają siły grać i nie prezentują się tak jakby oczekiwali tego kibice, sponsorzy, media. Taka polityka nie doprowadzi do niczego dobrego, gwiazdy będą leczyć kontuzje, a nie grać, więc warto dać im więcej czasu na odpoczynek, abyśmy mogli oglądać ich w najlepszej formie, a przede wszystkim zdrowych, bo przecież sport do zdrowie, prawda?
Fot. Internet

wtorek, 9 grudnia 2014

Czes(z)ka - Polka w tenisowym tangu, czyli supertrenerka Agnieszki Radwańskiej

Fani Agnieszki Radwańskiej długo czekali na taką decyzję. W poniedziałek Polka ogłosiła, że do jej sztabu szkoleniowego dołączy Martina Navratilova. Czeszka z amerykańskim obywatelstwem pełnił będzie rolę supertrenera, doradcy, który ma pomagać Radwańskiej i Wiktorowskiemu w zdobywaniu tenisowych triumfów.

Kiepski poprzedni sezon - Radwańska po raz pierwszy od ponad 2,5 lat wypadła z pierwszej piątki rankingu WTA, niezadowalające wyniki w turniejach wielkoszlemowych i zaledwie jeden wygrany turniej singlowy sprawił, że Iśka zdecydowała się na zmiany. Rewolucyjne. Zmiany, które można postrzegać jednak jako korzystne. Przede wszystkim tak uważa sama tenisistka: Obecność w moim sztabie takiej osoby będzie dla mnie niezwykle korzystna i da mi nową motywację.

Motywację potrzebną do wygrywania turniejów Wielkiego Szlema, bo co jak co, ale na tym Navratilova się zna. Amerykanka czeskiego pochodzenia  wygrała 18 tytułów wielkoszlemowych (najwięcej w historii, tyle samo co Chris Evert i Serena Williams), triumfowało w 167 turniejach w grze pojedynczej, co jest absolutnym rekordem, zarówno w rozgrywkach żeńskich, jak i męskich. Co więcej przez 332 tygodnie zajmowała pierwsze miejsce w rankingu WTA.

Radwańska lepszej kandydatki wybrać nie mogła. Navratilova to jedna z najwybitniejszych przedstawicielek tej dyscypliny. Olbrzymi autorytet. I to właśnie osobowość Martiny i jej uznanie ma popchnąć Agnieszkę do lepszej gry.

Współpraca może wyjść temu duetowi na dobre. Dla Iśki Navratilova jest idolką, osobą, z której chce czerpać, to co najlepsze. Szanuje Czeszkę, jej sportowe dokonania. Ponadto fakt, że pochodzą z tego samego kręgu kulturowego sprawi, że ich przeżycia, historia i poglądy na świat, tenis, czy sprawy dnia codziennego są bardzo zbieżne.

Navratilova doświadczenia trenerskiego nie ma, ale to nie jest czymś dyskwalifikującym. Ma wprowadzić świeżość, nowe spojrzenie na tenis. Nie będzie przecież z Radwańską biegać po korcie czy ustalać plan przygotowania fizycznego. Przede wszystkim ma jej pomagać psychicznie. Dawać wsparcia kiedy jest ono potrzebne, dzielić się swoimi doświadczeniami, utwierdzić w przekonaniach na korcie i dawać techniczne wskazówki, które Aga ma przełożyć na korcie.

W zatrudnieniu supertrenerki najważniejszym faktem jest to, że Agnieszka chciała tej zmiany. Zauważyła, że potrzebuje kogoś, kto wyzwoli w niej wewnętrzną siłę. Polka marzy o Wielkim Szlemie i chce zrobić wszystko, aby wreszcie zapisać się w historii tenisa, bo tylko triumfatorzy tych zawodów będą zapamiętani.

Słuszność takiej decyzji podzielił także szkocki tenisista Andy Murray, który zaledwie kilka minut po ogłoszeniu tej decyzji przez Agnieszkę napisał na twitterze: Świetna robota! Życzę Agnieszce i Martinie wszystkiego najlepszego w przyszłym roku. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po myśli ich obu.

Murray wie co mówi, bo sam korzystał z tenisowego autorytetu. Od lutego 2012 roku współpracował z Ivanem Lendlem ( panowie wspólnie sporo wygrali). Teraz z kolei  Szkot współpracuje z Amelie Mauresmo. Inne tenisowe gwiazdy także mają w swoich boksach gwiazdy sprzed lat. Nie kto inny jak Roger Federer pracuje ze Stafanem Edbergiem, Novak Djokovic jest pod opieką Borisa Beckera.

Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o panie to Agnieszka Radwańska jest pierwszą, która zdecydowała się na oficjalną współpracę z byłą tenisową gwiazdą zdobywającą wielkoszlemowe tytuły.

Panie po raz pierwszy spotkają się po Świętach Bożego Narodzenia, Navratilovą w boksie zobaczymy prawdopodobnie już w Perth podczas rozgrywek Pucharu Hopmana.

Na chwilę obecną trudno wnioskować, jakie będą efekty tej współpracy. Niemniej Radwańska wysłała sygnał, że chce zmian, ma dosyć stagnacji i pragnie zrobić krok naprzód. Dlatego tę decyzję należy ocenić pozytywnie i warto cierpliwie poczekać na pozytywne skutki. Tego nowemu duetowi w tenisowym świecie życzę już teraz!
Fot. Associated Press

wtorek, 2 grudnia 2014

Plebiscyt Przeglądu Sportowego na Najlepszych Sportowców 2014 - moje głosy

Cześć! Pomalutku zbliżamy się do końca 2014 roku, a wraz z tym czeka nas wiele plebiscytów podsumowujących tegoroczne wydarzenia. Tradycyjnie, bo już po raz 80 ruszył Plebiscyt Przeglądu Sportowego na Najlepszych Sportowców.

W tym roku wybór łatwy nie będzie. Po pierwsze w Internecie można głosować tylko na jednego kandydata, ale na szczęście "10" wypisać można na papierowych kuponach. Po drugie rok olimpijski zawsze przynosi wiele trudności, bo medale olimpijskie są czymś odświętnym i to zazwyczaj medalistów igrzysk docenia się najbardziej. Z drugiej strony niektóre tytuły mistrzowskie szczególności te zdobywane w grupie niosą szczególna wartość i są czymś specjalnym. Niezależnie jednak od tego czy w grupie, w parze czy indywidualnie i czy po raz pierwszy czy któryś z kolei wybranie dziesięciu najlepszych z nominowanej 25 łatwe nie było. Co ważne, oprócz sukcesów sportowych decydują moje własne preferencje, moja sympatia do danego sportowca.

Przejdźmy do konkretów!

10. miejsce - Agnieszka Radwańska
I choć Isia wygrała w tym roku jeden turniej, i osiągnęła tylko półfinał Australian Open to dla mnie w tym roku znalazła się na liście. Dlaczego? Kluczowe okazały się jej mecze w Pucharze Federacji, za sprawą, których Polska awansowała do Grupy Światowej i już niedługo w Krakowie będziemy mogli oglądać pojedynek Radwańskiej z Marią Szarapową.  Za patriotyzm i oddanie do biało-czerwonych barw należy się jej ten głos.

9. miejsce - Ewelina Kobryn
Koszykówka nie elektryzuje mnie jakoś szczególnie. Czasem oglądam mecze z udziałem polskiej reprezentacji. Dlatego też znam Ewelinę Kobryn, ale to nie z naszą kadrą ta zawodniczka osiągnęła największy sukces (oczywiście wielka szkoda), a z Phoenix Mercury. Kobryn została mistrzynią WNBA, a ostatni mecz finału był pierwszym w sezonie, w którym  zagrała w wyjściowym składzie. Eksperci podkreślali, że Polka spisała się bardzo dobrze, zdobywając 8 punktów, 8 zbiórek, 3 bloki grając przez 25 minut na parkiecie. Godne pochwały!

8. miejsce - Anita Włodarczyk
Choć w tym roku zdobyła "tylko" mistrzostwo Europy, to nie ten złoty krążek był decydujący, ale inny czynnik okazał się być kluczowy. Najważniejsze było ponowne pobicie rekordu świata w rzucie młotem. 79,58 metrów to nowy rekord Polki, który odzyskała po czterech latach. Anita ciągle utrzymuję się na topie, ciągle jest w czołówce co sprawia, że o polskim młocie bezustannie się pisze i mówi.

7. miejsce - Łukasz Kubot
Wreszcie pojawił się jakiś pan w klasyfikacji :) Od pamiętnego i historycznego sukcesu minął prawie cały rok, ale warto sobie o Kubocie przypomnieć. Kubot w parze z Robertem Lindstedtem zwyciężył w deblowym turnieju Australian Open. Tym samym został trzecim w historii Polakiem, który wygrał Wielkiego Szlema. Kankan Kubota zasługuje w tym roku na docenienie, bo styczniowe zawody były fascynujące.

6. miejsce - Katarzyna Bachleda Curuś, Natalia Czerwonka, Luiza Złotkowska, Katarzyna Woźniak
Nasze wicemistrzynie olimpijskie z Soczi. Polskie panczenistki, które stale robią postępy. Przypomnijmy, że w 2010 roku były trzecie, w 2014 roku były drugie, więc rok 2018 powinien przynieść...  Polki warto też docenić za może i kontrowersyjną, ale ważną dla całego teamu decyzję, o tym, aby medal zdobyły wszystkie cztery panczenistki, stąd doszło do zmiany w finale (Natalię Czerwonkę zastąpiła Katarzyna Woźniak). Ktoś może mówić, że Polki odpuściły rywalizację z Holenderkami, a może po prostu za cztery lata chcą być silniejsze, i bez kłopotów finansowych walczyć o złoto.

5. miejsce - Michał Kwiatkowski
Konkurencja w tym roku duża, dlatego piąte miejsce mistrza świata w kolarstwie może być zaskoczeniem. Kwiatkowski jest pierwszym Polakiem, który sięgnął po złoto, niemniej mistrzostwa świata rozgrywane są co rok, a konkurenci na kolejnych lokatach swoje tytuły zdobyli na imprezach, które odbywają się raz na cztery lata.

4. miejsce - Zbigniew Bródka
Choć w Soczi sięgnął po olimpijskie złoto w moim rankingu miejsca na podium dla Zbyszka zabrakło. Po prostu zbyt wiele, innych sportowych sukcesów mieliśmy w tym roku, ale niewątpliwie sukces Bródki trzeba odnotować, choćby z powodu wielu trudności przebytych w drodze do tego tytułu.

3. miejsce - Justyna Kowalczyk
Po czasie dowiadujemy się z jakimi trudnościami musiała radzić sobie Kowalczyk, aby sięgnąć po złoty medal olimpijski. Po tych wszystkich doniesieniach Polska Królowa Nart pokazała ogromną wolę walki i hart ducha. Można i nie przepadać za Justyną, ale jej ambicji i waleczności, niebywałej motywacji wewnętrznej mogą uczyć się  młodzi, sportowi adepci. Złoty krążek zdobyty w Soczi sprawił, ze Kowalczyk została też najbardziej utytułowanych polskim sportowcem na ZIO (5 medali olimpijskich).
Fot. Tomasz Jagodziński
2. miejsce - Mariusz Wlazły
Kandydaturę Mariusza traktują jako nominację dla całej drużyny mistrzów świata. Wlazły jest jej reprezentantem, doskonałym reprezentantem. Nie bez znaczenia wyróżniono go tytułem MVP podczas polskiego mundialu. Poprowadził naszą ekipę do nieziemskiego sukcesu, co sprawiło, że moje pokolenie nie musi odwoływać się do historii roku 1974. Ponadto nie od dziś wiadomo, że aby osiągnąć w siatkówce sukces potrzeba całej drużyny, ale jak gra w niej taka postać jak Wlazły to droga do niego jest łatwiejsza.
Fot. Rafał Oleksiewicz
1. miejsce - Kamil Stoch
Bezapelacyjnie sportowiec numer jeden. Dwa medale olimpijskie na jednych igrzyskach. Coś nieprawdopodobnego! I można powiedzieć na osłodę triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Rok 2014 był rokiem Kamila Stocha i dłużej rozwodzić się nie zamierzam, bo wszystko co napiszę, będzie niewystarczające. A tegoroczne zdobycze skoczka mówią same za siebie!
Fot. Tadeusz Mieczyński