poniedziałek, 24 listopada 2014

Mistrz w każdym calu. Król. Maestro. Wirtuoz. Roger Federer!

Szwajcarska, tenisowa reprezentacja w składzie z Rogerem Federerem zwyciężyła w Pucharze Davisa, który można porównać do rozgrywek mistrzostw świata. Zwycięski punkt dla ekipy słynącej z serów, banków i zegarków zdobył właśnie Federer. Radość z jaką 33-letni tenisista emanował z pewnością  na długo zostanie zapamiętana, bo moment był niezwykły...

Król Roger zgarnął już w tej dyscyplinie wszystko. Wygrał wszystkie Wielkie Szlemy, był liderem rankingu ATP, zwyciężył w Finałach ATP World Tour, sięgnął po zloty medal igrzysk olimpijskich – owszem był to tytuł zdobyty w deblu, ale medal z najcenniejszego kruszcu na IO został zdobyty i na zawsze będzie mistrzem olimpijskim. Do kolekcji brakowało tylko triumfu z reprezentacją w Davis Cup. Do niedzieli, 23 listopada 2014 roku. Teraz Król ma wszystkie atrybuty władzy.

Nie jestem tenisowym znawcą i wciąż ją poznaję, ale moje początki zaczęły się od poznania Federera. Można mnie było nazywać kibicem sukcesu, ale kogo lubić i kogo podziwiać jeśli nie prawdziwą ikonę tego sportu. Wszystko dlatego, że Roger jest po prostu jednym z najbardziej znanych sportowców w szeroko pojętym świecie sportu, a nie tylko w tenisie. Ponadto oprócz triumfów w najważniejszych turniejach, Szwajcar czarował również piękną grą. Jednoręczny bekhend, czy wolejowe zagrania przy siatce to prawdziwy majstersztyk. Wirtuoz, którego wciąż ogląda się z przyjemnością.

Wydaje się, że z przyjemnością w tenisa nadal gra Maestro. Przekonać się o tym mogliśmy oglądając niedzielne starcie z Francuzem Richardem Gasquetem. Najistotniejszy obrazek był ten, kiedy po słowach „gem, set, mecz” Szwajcar położył się ceglaną mączkę, potem cieszył się wspólnie z kolegami z ekipy, i wreszcie zbliżenie na oczy Rogera, które zaszkliły się. Ewidentnie Szwajcar się wzruszył, dał upust swoim emocjom. Tak bardzo pragnął tego tytułu. Ale nie dla siebie. Dla innych. Po meczu stwierdził: Nie zrobiłem tego dla siebie, tylko dla drużyny. Czuję dumę, że dałem radość innym. Jestem szczęśliwy, że mogę żyć w tak historycznym czasie dla szwajcarskiego tenisa. 
Fot. daviscup.com
Dla mnie, jako widza, ale też fana Rogera (podobnie jak Novaka Djokovicia) fantastycznie było oglądać walkę zawodnika, który tyle zdobył, wygrał tyle meczów, zarobił mnóstwo pieniędzy. On mimo problemów zdrowotnych walczy, walczy dla wszystkich.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to co motywuje Federera do ciągłego wychodzenia na kort pochodzi z jego wnętrza. Dla niego tenis wciąż jest stymulujący, sprawiający olbrzymią satysfakcję. W osobowości mistrza odnaleźć pewnie można taką jego część, która w psychologii sportu określana jest jako napęd wewnętrzny, która charakteryzuje się zawziętością, nieustępliwością i wytrwałością, wtedy kiedy nie odczuwa się zachęty ze strony innych osób, i nie liczą się żadne motywy zewnętrzne w postaci pieniędzy czy publicznego uznania. W osobowości Federera jest wiele składowych, z których można czerpać. Cierpliwy, opanowany, kulturalny. Trudno doszukiwać się jakiś skandali czy aferach, w których Szwajcar brał udział. Mistrz w każdym calu. Mistrz prezentujący się tak jak na mistrza przystało zarówno na korcie jak i poza nim.

I choć naciera młoda fala tenisistów, a Szwajcar jest coraz starszy to dzielnie się trzyma i utrzymuje się na szczycie. Może serwis nie jest już piorunująco szybki, a forhend nie ma takiej mocy jak dawniej to jednak jego przygotowanie fizyczne, taktyczne, ale też osiągnięcie równowagi mentalnej sprawiły, że wciąż gra na wysokim poziomie, a widowiska z jego udziałem cieszą oko.

Niedzielny sukces – tak wyczekiwany i upragniony ewidentnie uwidacznia ciągłą chęć wygrywania tenisisty.  Tym samym nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Maestro złotego medalu olimpijskiego w singlu (aby niektórzy ignoranci nie krzyczeli sprzed monitorów) i jeszcze wielu lat gry na takim poziomie.

Może to banalne, ale osobiście nie mogę wyobrazić sobie tenisa bez Rogera ze Szwajcarii.
Fot. AFP

3 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o tenisa to regularnie wszystkich turniejów nie oglądam, ale jak już znajdę czas, a gra właśnie Roger Federer to z przyjemnością śledzę spotkanie. Uwielbiam patrzeć jak porusza się po korcie, jak inteligentnie gra... Klasa sama w sobie. Prawdziwy Mistrz, przez duże "M".

    OdpowiedzUsuń
  2. to chyba najlepszy zawodnik w historii :) tyle lat na szczycie

    OdpowiedzUsuń
  3. Klasa sama w sobie. Wirtuoz. I mimo, że wielką pasjonatką tej dyscypliny nie jestem, to na mecze Federera zawsze chętnie popatrzę, bo ma w sobie tę moc. Chyba nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie tenisa bez Mistrza Rogera :)

    OdpowiedzUsuń