wtorek, 7 października 2014

Recenzja: "Myślę, więc gram" Andrea Pirlo

Pewnie wielu z nas zetknęło się z porównaniami pokroju „Głupi jak piłkarz” czy określeniem „piłkarze to nienormalnie ludzi, bez głowy na karku”. Stereotypowy futbolista bardzo często utożsamiany jest z brakiem piątej klepki. Na szczęście autobiografia Andrei Pirlo „Myślę, więc gram” doskonale walczy z tym wyobrażeniem. Włoski zawodnik to nie tylko inteligentny zawodnik charakteryzujący się doskonałym przeglądem pola, ale to także mistrz pióra, który w sposób niezwykle elokwentny opowiada historię swojego życia. Burzy także przekonanie tych, którzy twierdzili, że Pirlo to piłkarski nudziarz niemający za grosz poczucia humoru.

„Myślę, więc gram” to parafraza zdania  „myślę, więc jestem” wypowiedzianego przez Kartezjusza. W przypadku Pirlo odnosi się do tego, że ten zawodnik jest, że gra i przede wszystkim myśli. Od licznych sukcesów sportowych może zakręcić się w głowie. Pirlo jest mistrzem świata, dwukrotnym zwycięzcą Ligi Mistrzów, pięciokrotnie zdobywał mistrzostwo Włoch. Ponadto występował w najsłynniejszych włoskich klubach, czyli  Interze, Milanie i Juventusie.

W autobiografii włoskiego piłkarza znalazły się wspomnienia z dzieciństwa, nie zabrakło opowieści z ważnych dla Pirlo meczów w barwach klubowych czy też reprezentacyjnych. W książce roi się też ciekawych analiz, zabawnych metafor czy porównań odnoszących się nie tylko do futbolowego świata.

„Myślę, więc gram” opisano szczeble, po których piął się Pirlo. Może nie chronologicznie, może nie wszystko zostało napisane szczegółowo, ale nie było takiej potrzeby. Piłkarski talent Pirlo umiejętnie wykorzystał przelewając swoje myśli na papier. Płynnie przechodziło się z jednej opowieści w drugą. Każde słowo, zdanie zostało dokładne przemyślane, wszystko jest na swoim miejscu, co zbudowało niebywałą całość, którą czyta się i przyjemnie i szybko.

W książce znalazło się wiele zabawnych, śmiesznych, ale też wzruszających i smutnych wspomnień z kariery pomocnika. W jednym z nich swój udział miał także Polak Jerzy Dudek. Pirlo z rozgoryczeniem przywołał z pamięci wydarzenia z 2005 roku. Finał Ligi Mistrzów w Stambule był największym koszmarem Pirlo, który do tej pory wywołuje w nim skrajne emocje, wciąż tkwi w nim to bardzo mocno. Na tyle mocno, że nie przebiera w słowach. W autobiografii Jerzego Dudka nazwał dupkiem, który na linii odstawiał taniec głupca.

Kariera włoskiego pomocnika nie składała się jednak z samych porażek. W następnym roku wspólnie z kadrą narodową zdobył mistrzostwo świata. Pirlo zdradził jaka atmosfera panowała wśród członków ekipy, opowiedział jak całe dnie wspólnie z Allesandro Nestą spędzał grając futbol… na play-station, które okazało się zbawiennym wynalazkiem dla piłkarzy. Co więcej, Pirlo rozgrywając mecze nie wybierał żadnego włoskiego zespołu, grał Barceloną. Zastanawia mnie czy gdyby trenerowi Guardioli faktycznie udałoby się ściągnąć Włocha do ekipy Dumy Katalonii to czy dalej grałby tą drużyną w wirtualnym świecie. W „Myślę, więc gram” Pirlo wyjawił także, że Guardiola bardzo chciałby mieć zawodnika takiej klasy w barcelońskiej ekipie. Niestety zgody na transfer nie wyraził Milan.

Kilka cytatów z autobiografii:

,,W pewnym momencie puściły mi nerwy i wybuchnąłem płaczem. Tam na boisku, na oczach 21 przeciwników – w tym dziesięciu z mojej własnej drużyny. Nie potrafiłem przestać. Biegałem i płakałem. Zatrzymywałem się i dalej płakałem. Zdołowany i przygnębiony, mimo młodego wieku. Takie rzeczy i emocje nie powinny się już przydarzyć na tym etapie życia. 14-latek powinien strzelać gole i cieszyć się z nich, jednak w tym wypadku to, że zdobywał ich wiele, niektórym było wyraźnie nie na rękę.”

„PlayStation jest, zaraz po kole, najlepszym wynalazkiem ludzkości. Odkąd istnieje, gram Barceloną (pomijam mały „skok w bok” na samym początku, kiedy to grałem Milanem). Klasykiem z czasów Milanello były moje pojedynki z Nestą: przyjeżdżaliśmy wcześnie rano, o 9.00 jedliśmy śniadanie, po czym zamykaliśmy się w pokoju i graliśmy aż do 11.00. Później trening, obiad i z powrotem do konsoli, tym razem do 16.00. Życie pełne poświęceń. Nasze pojedynki aż kipiały adrenaliną. Obaj wybieraliśmy Barcelonę. Barça przeciwko Barsie.”

„Parę razy w życiu faktycznie się upiłem. Na tyle solidnie, by prawie zacząć myśleć o ekshumacji szalika Interu albo pióra z grawerem Milanu, by stanąć przed lustrem i widzieć w sobie wysokiego blondyna o niebieskich oczach. Zazwyczaj najlepszym momentem na przekraczanie granic jest ten poprzedzony odniesiony sukcesami. Porażki nie zasługują na toasty, ani na to, by opijać je w towarzystwie przyjaciół. Osobiście bardziej przytomny jestem, kiedy coś pójdzie nie tak. Kiedy przegrywasz masz czas na myślenie i refleksje. Kiedy wygrasz, pierwszeństwo ma pijacka czkawka”.

„Spojrzałem na zegarek. Była 21:21. Moja ulubiona liczba – i to dwukrotnie. Zrozumiałem, że los szepcze mi na ucho: „Postąpiłeś słusznie”.  Mój tata urodził się 21. 21 ja się ożeniłem, 21 zadebiutowałem też w Serie A. Bardzo wcześnie też zacząłem grać z tym numerem na plecach. I nigdy go nie oddałem. Przynosi mi szczęście, dlatego kończę książkę na 20. rozdziale. Podoba mi się myśl, że 21. jest jeszcze pusty, że dopiero zapiszę go nowymi przeżyciami i emocjami”.

Pikanterii lekturze dodały wyjawione tajemnice z szatni. Pirlo w ironiczny, a czasem humorystyczny sposób przedstawiał anegdoty, w których udział brali jego koledzy. Wyśmiewał się z ich natręctw i wyrażał swoje zdumienie dla dość osobliwych nawyków (o ironio! Sam sporym sentymentem dążył liczbę 21.) Z książki dowiadujemy się, że Filippo Inzaghi przed każdym meczem „srał na potęgę”. Z kolei Alberto Gilardino nie mógł rozstawać się ze swoimi starymi, dziurawymi butami, które musiał mieć w torbie, bo tylko wtedy strzelał gole, a gdy zapomniał ich ze sobą zabrać prosił trenera, aby ten nie wypuszczał go na murawę. Intrygującą historią są także żarty z Gennaro Gattuso, który na tyle potrafił odegrać się kolegom z drużyny dźgając ich widelcem. Tym samym sprawiając kłopot oficerowi prasowemu, który zmuszony był wydawać komunikat mówiący o przemęczeniu mięśni... Tak właśnie bawili się mistrzowie świata.

Nietuzinkowość pozycji „Myślę, więc gram” odnosi się także do wyważonych przemyśleń Pirlo na różne futbolowe zagadnienia m.in na temat budowania drużyny. Zdaniem włoskiego gracza najważniejszą formacją jest obrona. Dlatego to właśnie w defensywie  warto mieć najlepszych zawodników, bo zdaniem Pirlo zespół nie powinien tracić bramek. Mistrz świata wrzucił kamyczek do ogródka o nazwie FIFA obśmiewając zacofanie władz piłkarskiej organizacji. Gorzko wypowiadał się również, co do zasad dotyczących wyłaniania zwycięzców Złotej Piłki.

Nie uniknął również problemów, który trapią sport w ogóle. Wspominając Mario Balotteliego wyraził sprzeciw wobec zachowaniom na tle rasistowskim doceniając przy tym umiejętność z jaką włoski napastnik radzi sobie z obraźliwymi komentarzami. Pirlo poruszył wątek dopingu. Zająknął się również na temat największego jak do tej pory sportowego oszustwa Lance’a Armstronga. Głośno zastanawiał się czy doping w piłce nożny jest możliwy i opłacalny. Wracając pamięcią do rewanżowego spotkania Ligi Mistrzów, w którym Milan mierzył się z Deportivo La Coruna w Lidze Mistrzów, a w którym to meczu piłkarze hiszpańskiej drużyny odrobili trzybramkową stratę. Ponadto w autobiografiach włoskich piłkarzy nie sposób uciec od afery Calciopoli. Pirlo nie jest wyjątkiem, nie ucieka od niej poświęcając tej niechlubnej historii we włoskiej piłce trochę miejsca.

Przyznaję, że jest to lektura wyjątkowa, tak jak wyjątkowa wciąż jest gra Pirlo na stadionach świata. Jego styl zarówno literacki jak i futbolowy jest nie do podrobienia. Autor bawi się słowem, a w razie potrzeby korzysta z wymyślnych metafor. Innym razem nie grzeszy wulgaryzmami. Z jego słów wyczuwamy emocje, które nadal tkwią w zawodniku, a każde zdanie wywołuje w czytelniku huśtawkę nastrojów. Niebywałe jest to, jak w drukowanych literach można nagromadzić wielość reakcji emocjonalnych na codzienne zdarzenia. Fenomenalne i rzadko spotykane.

„Myślę, więc gram” jest pasjonująca i wciągająca. Zabawna i inspirująca. Ironiczna i prawdziwa. Na nic jednak zdadzą się moje słowa, bo książkę trzeba po prostu przeczytać. Autobiografia Pirlo jest pozycją obowiązkową dla każdego fana sportu! Na polskim rynku książek sportowych dawno nie było tak znakomitej książki. Nic więcej nie trzeba dodawać tę pozycję trzeba przeczytać.

Moja ocena: 5/5

„Myślę, więc gram. Pirlo”, Andrea Pirlo, Alessandro Alciato, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2014

1 komentarz: