środa, 15 października 2014

Po MŚ siatkarek: Czy Polki dogonią świat?

Witajcie! Wreszcie wygospodarowałem trochę czasu na przemyślenia, które mogę zamienić na słowa pisane :) Tematem dzisiejszego wpisu będą zakończone w niedzielę MŚ siatkarek rozgrywane we Włoszech.

Przypomnę, że udziału w nich nie brała reprezentacja Polski, dlatego też ogólne zainteresowanie tym turniejem nie było za wysokie, dotyczy to także mojej osoby. Na tip-top mundial zacząłem śledzić od III fazy rozgrywek, główną przyczyną było fakt, iż była ona najciekawsza zarówno pod względem sportowym, jak i emocjonalnym.

I o ile polskie mistrzostwa panów uznawane były za turniej niespodzianek to w przypadku pań zabrakło określeń w słowniku, bo we Włoszech zaskakujących rezultatów było znacznie, znacznie więcej. Poczynając od: sensacyjnych triumfatorek, niefaworyzowanych finalistek, brązowych krążków dla murowanych kandydatek do złota i rozczarowań gospodyń i na dokładkę dorzucić trzeba obrończynie tytułu, które nawet nie awansowały do półfinału.

Po raz pierwszy w historii Amerykanki sięgnęły po złoty medal MŚ. Wynik jest dla mnie sporym zaskoczeniem, chociaż gra siatkarek zza Wielkiej Wody naprawdę stworzyła podwaliny pod taki rezultat. Styl w jaki grały Amerykanki jest w kobiecej siatkówce niepowtarzalny. Tak szybko nie gra nikt na świecie, a jak się okazuje to klucz do zwycięstwa. Jest to o tyle zadziwiające, że w składzie siatkarek z USA jest sporo znajomych. Przecież na naszych oczach mogliśmy oglądać grę Alishi Glass, Courtney Thompson czy Kimberly Hill. Ta ostatnia błysnęła taką formą, że w Atomie załamują ręce z powodu odejścia Amerykanki, która w Sopocie prezentowało się średnio, a w kadrze osiągnęła światowy poziom. Zaskakujące jak w zaledwie kilka miesięcy (ligowy sezon Hill zakończyła pod koniec kwietnia) z ligowej przeciętniaczki można uczynić MVP mistrzostw świata!

Tym sposobem zgrabnie przeszedłem do kwestii trenerów, bo to oni w dużej mierze odpowiadają za przygotowanie zawodniczek. Karch Kiraly ze swoją ekipą zbudował drużynę mającą swój styl i grającą według swoich, ustalonych schematów. Może i Kiraly prowadzi zespół specyficznie, może to Jamie podaje szczegółowe informacje dotyczące gry, ale teraz poza Akinradewo czy Larson-Burbach również o pozostałe Amerykanki będą biły się największe siatkarskie kluby.
Fot. FIVB
O tym, że warto zainwestować w specjalistę najwyższej klasy wiedzą także w Chinach. Jenny Lang-Ping po raz kolejny udowodniła, że jest wybitną trenerką. Mając bardzo młode siatkarki potrafiła doprowadzić je do wicemistrzostwa świata! Ciężka praca przyniosła efekty, bo siatkarki z Państwa Środka grały naprawdę bardzo dobrze. I to, co nie udało się wybitnym chińskim siatkarkom, mistrzyniom olimpijskim z 2004 roku, udało się tym wchodzącym w dorosłą siatkówkę młodym dziewczynom. Nie ulega także wątpliwości, że potencjał w chińskim zespole jest tak ogromny, że do obecności Chinek w finale w każdych zawodach powinniśmy się przyzwyczajać.

Po zakończeniu żeńskiego czempionatu zmienił się ranking FIVB, w którym Polki zajmują 28. miejsce. Tak źle dawno nie było, nawet bardzo dawno, bo ostatnie 10 lat biało-czerwone spokojnie plasowały się w pierwszej dwudziestce. Spaść w rankingu było łatwo, wspiąć się na szczyt będzie piekielnie trudno. W szczególności patrząc na sytuację w w polskiej reprezentacji. Świat uciekł Polką niemiłosiernie daleko... To nawet nie chodzi o to, że my stanęliśmy w miejscu jak na przykład Rosjanki czy Włoszki. My drastycznie się cofnęliśmy z poziomem naszej reprezentacji.

Warto jednak być dobrej myśli, bo Amerykanki pokazały, że jak się bardzo mocno chce to można sięgać po tytuł. Bo kto spodziewał się, że Kimberly Hill po niemrawym sezonie w Sopocie, we Włoszech będzie błyszczeć w Italii, podobnie sytuacja miewa się z Alishą Glass, która obecnie jest jedną z najlepszych rozgrywających na świecie, jeśli nie najlepszą. Zawodniczki jednak sportowego postępu nie poczyniły samodzielnie pomógł im doskonały sztab szkoleniowy, i o ile w Stanach Zjednoczonych czy w Chinach są fachowcy przez duże"f" to u nas takich nie ma... I jeśli nie zminimalizujemy tej różnicy i działacze PZPS-u nie przejrzą na oczy, a przede wszystkim nie wyłożą grubej kasy na stół to pogrążymy się w marazmie, w głębokim marazmie, z którego możemy się nie wydostać. A tego sympatycy żeńskiej siatkówki nie chcą, w końcu ostatnio tyle dobrego dzieje się w polskim sporcie. Nawet piłkarze zaczynają wygrywać...

1 komentarz:

  1. Niestety, zaczęła się szkoła, co uczyniło mnie niedostępną dla mistrzostw świata siatkarek, wyniki śledziłam, fragmenty meczosów hitowych oglądałam, wyników się nie spodziewałam :)
    Cieszę się jednak z sukcesu Amerykanek i mam nadzieję, że dla naszej Kadry nie jest jeszcze za późno ..

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń