sobota, 9 sierpnia 2014

Refleksje po filmie dokumentalnym "Drużyna"

W piątek miała miejsce premiera filmu "Drużyna" Michała Bielawskiego ukazująca życie reprezentantów Polski w siatkówce od kuchni.

Wyrażam swoje zadowolenie, że po 40 latach wreszcie postanowiono nakręcić film o polskich siatkarzach, bo kto jak to, ale oni na to zasługują. Dokument bardzo interesujący o znacznym ładunku emocjonalnym. W filmie zaprezentowano z jakimi przeciwnościami losu musi zmagać się zawodnik, jak ciężko musi trenować, aby potem wyjść na mecz, na arenę i stoczyć walkę z innymi gladiatorami, a całość i tak osądzą kibice, działacze i dziennikarze.

Skupiono się na ciężkiej pracy naszych siatkarzy na treningach, ile muszą poświęcić zdrowia i czasu. Ile muszę wylać hektolitrów potu, aby zaprezentować najwyższą jakość swoich umiejętności podczas najważniejszych imprezach, a mimo to nie zawsze wychodzi... nie zawsze jest przecież ósmy lipca 2012 roku...

Za sprawą fantastycznych ujęć - nie mam co do tego wątpliwości, że to ogromny atut filmu - jesteśmy w samym środku wydarzeń, widzimy najdrobniejsze detale - pot ociekający z czoła, szczegółowe rysy twarzy, gdzie dostrzegalne są minimalne ekspresje. Uchwycono kwintesencję treningów i choć film był w wersji 2D to jesteśmy w stanie poczuć na własnej skórze jak to jest trenować w spalskich lasach. "Drużyna" opisuje ludzkie życie siatkarzy, to zwykli ludzie, śmiertelnicy, którzy czują, myślą i doświadczają trudów bytowania we współczesnym świecie. Wszystkim bez wyjątku może przecież przytrafić się słabszy moment, gorszy dzień, potknięcie.

Fajnie, że przedstawiono także to, co dzieje się wokół siatkarzy. Dziennikarze, oprawy wokół meczów ze znanym w siatkarskich halach duetem Kułaga-Magiera, cheerleaderki, reakcje kibiców na trybunach podczas meczów, czy tłum rzucających się fanek na Bartosza Kurka. Co ciekawe i dla mnie trochę zabawne to sposób ukazania kibiców, kibiców nie posiadających podstawowej wiedzy z historii najnowszej tej dyscypliny, ale także brudasów, którzy nie potrafią wyrzucić butelki do kosza...

Pozornie banalne rzeczy, proste sytuacje budują portret siatkarza - reprezentanta Polski. O jego zaangażowaniu, poświęceniu, szczęściu i pasji do siatkówki. Ale też o rozłące, cierpieniu, bólu, smutkach i troskach. O tym wszystkim dowiemy się z "Drużyny". To wszystko jest prawdziwe. Szczere. Naturalne. 
Niemniej, gdy wyszedłem z kina miałem mieszane odczucia... Kilka "ale" do filmu "Drużyna", które naszły mnie po jego oglądnięciu. Nadal zastanawiam się co, autor miał na myśli. Co chciał przez ten film odbiorcom zakomunikować? Czy to jak wygląda życia zza kulis siatkarza? Jak ciężką pracą dochodzi się do sukcesów? Jak z grupy indywidualistów stworzono drużynę?

Wciąż tego nie wiem. A próbując odpowiedź sobie na każde z tych pytań mam wątpliwości. Jeśli celem było pokazanie jak wyglądają przygotowania zawodników w sezonie reprezentacyjnym to nie pokazano wszystkiego. Ten obraz został bardzo spłaszczony. To, co mnie jednak najbardziej uderzyło to fakt, iż treść filmu w niewielkim stopniu odnosi się do tytułu. Ja tej drużyny nie zobaczyłem, wypowiedzi siatkarzy było o sobie, a jedynym, który wiele mówił o zespole był trener Anastasi. Byłbym w stanie to zaakceptować takie potraktowanie tematu jeśli celem miało być pokazanie indywidualistów, którzy wspólną pracą tworzą kolektyw, ale tak to wszystko zmontowano, że najpierw była drużyna, odnosiła sukcesy, były porażki i są pojedyncze jednostki... Momentów całej ekipy było niewiele, szkoda, że nie pokazano jak siatkarze wspólnie spędzają wolny czas w świetlicy czy na plaży, albo chociaż wspólnego spożywania posiłków, gdzie można byłoby także zobaczyć co powinni jeść siatkarze, a tu wręcz przeciwnie dowiedzieliśmy się, że Michał Winiarski zajada się Milką i popija wszystko Coca-Colą.

I na koniec słów kilka o zakończeniu filmu, jakieś takie nijakie, nic nie mówiące, nic nie zapowiadające, nic nie puentujące. Niemrawe. Można to było zrobić inaczej, tak sobie myślę, że na koniec można byłoby dać ujęcie, które w filmie pojawiło się trochę wcześniej, a mianowicie gasnące światła w spalskiej sali, którą to do porządku doprowadza pracownik czyszczący podłogę...

Nie są to nie wiadomo jakie minusy, który obniżają jakość dokumentu, ale trochę było za mało, dość powierzchowne potraktowanie tematu, momentami nawet prześlizgiwanie się po nich. Jeśli mowa o rodzinie. Szkoda, że nie zaangażowano rodziny, dzieci, matki, żony, partnerki. Nie ma nic o działaczach, nie ma o taktycznych przygotowaniach do meczu. Trochę ubogie materiały. Ważne jest natomiast, że film spodobał się osobom, które nie tkwią w siatkówce zbyt mocno. Im ten film otworzył oczy na pewne sprawy, i wydaje się, że to jest najważniejsze. Pozwolił po prostu sympatykom tej dyscypliny bliżej poznać siatkówkę, wzięli ją całą z jej plusami i minusami. Ja wiele z tych rzeczy widziałem, przeczytałem, słyszałem czy doświadczyłem na własnej skórze. Stąd może nie wszystko było dla mnie "wow".

Niemniej ujęcie, które zapadło mocno w mojej pamięci, to kadr na przygaszony autobus z polskimi siatkarzami w środku po przegranym barażu z Bułgarią podczas ME 2013. Smutek, cisza i rozgoryczenie..

Na szczęście po burzy zawsze przychodzi słońce i trzymajmy się tego, że kiedy po raz kolejny przyjdzie nam oglądać film będziemy mogli oglądać wesoły i uśmiechnięty autobus i nawet niech będzie w nim królować cola i czekolada! Zasługują na te przyjemności jak nikt inny. Za tę przyjemność oglądania ich w akcji!

4 komentarze:

  1. Film bardzo ciekawy. Ciesze sie miałam okazje tak szybko zobaczyć. Sadze, że faktycznie zbrakło tak jak napisałes że brakło momentów kiedy wszyscy byli razem ich relacji między sobą . Mimo to warto go obejrzeć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobne wrażenia po filmie. Na pewno fajnie, że taki dokument powstał i jest to gratka dla kibiców. Niektóre ujęcia były wręcz magiczne, inne trochę niepotrzebne... Ogólnie obejrzeć warto, ale spodziewałam się jeszcze czegoś więcej.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Duuuży niedosyt :(
    Ujęcia świetne, pokazany pot i łzy. Świetna muzyka. Ale dla Kibiców , którzy na siatkówce "zęby zjedli" to za mało. Zgadzam się, że za mało Drużyny w Drużynie.
    Ale warto było go zobaczyć, bez względu na minusy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie miałam jeszcze okazji zobaczyć tego filmu. A to brak go w repertuarze 'moich' kin w okolicy, a jak już byłam tam gdzie grają to nie miałam czasu... ehh wakacje :P
    Nie wszystko stracone! W końcu w moim mieście go puszczają więc w najbliższych dniach wybiorę się :)

    OdpowiedzUsuń