czwartek, 7 sierpnia 2014

Recenzja: "Bramkarz, czyli outsider" Jonathan Wilson

Inny. Niepowtarzalny. Wyróżniający się od pozostałych. Unikalny, ponieważ występuje w stroju, który odróżnia go od reszty. Odmienny. Wyrzutek, odstający od kolegów. Jedyny, dla którego stosowany jest pewien wyjątek od podstawowych zasad. O kogo chodzi? Oczywiście o bramkarza w piłce nożnej, który jest charakterystyczną postacią na boisku. 

O inności bramkarza w futbolu mogą przeczytać wszyscy, którzy sięgną po dzieło autorstwa Jonathana Wilsona „Bramkarz, czyli outsider” Wydawnictwa Bukowy Las.

Książka opowiada o losach bramkarzy od końca XIX w. aż po czasy współczesne. Wilson prezentuje zawodników najbardziej znanych i lubianych, ale także opowiada historię tych golkiperów, którzy stworzyli podwaliny pod dzisiejsze pojmowanie graczy na tej pozycji.

Publikacja podzielona jest na dziewięć rozdziałów, a każdy z nich zabiera czytelnika w podróż na wszystkie kontynenty świata. Wszystko po to, aby poznać jak bramkarza postrzegano w rożnych kulturach. I tak w Brazylii pisze Wilson „aby być bramkarzem trzeba być albo szaleńcem, albo homo”, z kolei w Związku Radzieckim za sprawą Lwa Jaszyna, bramkarze wzbudzają szacunek i poważanie. Niemniej jednak niemal wszędzie wyznawano zasadę, że na bramce stają ci, którzy posiadają najmniejsze umiejętności bądź swoim ciałem zasłaniają sporo bramkarskiej przestrzeni.

W„Bramkarz, czyli outsider” dokonano charakterystyki stylów gry na bramce. Autor przedstawia jak na przestrzeni wieków ewoluowała ta piłkarska pozycja. Poczynając od zawodników, którzy nie ruszali się z linii bramkowej, po tych, którzy dziś są ostatnimi obrońcami, a nawet pierwszymi rozgrywającymi. Byli tacy, którzy szaleli w powietrznych pojedynkach oraz tacy, którzy doskonale radzili sobie w pojedynkach sam na sam.

Autor publikacji za sprawą wielu przykładów opisuje także psychologiczne aspekty gry na pozycji bramkarza. Nie zawsze było tak, że postrzegano ich jako ostoję drużyny od reakcji, którego bardzo często uwarunkowany był wynik spotkania. Wcześniej uznawano bramkarza za kozła ofiarnego. Czarna owca, na którego zwalano wszelkie problemy. Dlatego też bramkarz musi być niezwykle odporny i wytrzymały psychicznie. Powinien cechować się niebywałą koncentracją i szybkością reagowania w danym momencie. Golkiper musi być cały czas na posterunku, musi czuwać i myśleć. Bramkarz jest graczem, który łatwo może zostać gwiazdą, ale jak szybko zostanie wyniesiony na piedestał, tak szybko może z niego spaść, albowiem jeden mecz, co tam, jedna akcja w meczu, jeden tzw. babol może przekreślić całą dotychczasową karierę.

Autor posiłkując się przykładami Ducadama, Stojanovicia czy Zettiego nakreśla smutną prawdę odnośnie bramkarskiej egzystencji puentując, że jest to życie bardzo niepewne, gdzie zawodnik co rusz musi mierzyć się z arbitralnością losu. I to właśnie ta przypadkowość budzi największy niepokój.

Przyznaję, że książka jest interesująca. Wilson zebrał bardzo dużo ciekawych informacji, jednakże początkowe rozdziały mogą przytłoczyć czytelników wielością nazwisk, dat, i innych tego typu wstawek. Autor ma skłonność przeskakiwania od wątku do wątku, często stosując mało subtelne dygresje. Pewnie przyświecał mu cel, aby kompleksowo i jak najdokładniej wyczerpać temat. Może nie jest to do końca słuszna koncepcja, ale całość publikacji stoi na dobrym poziomie z wciągającą historią, którą miło się czytało. Wspomnieć należy też o archiwalnych fotografiach, które dodają książce unikalnego charakteru.

Kilka fragmentów z książki:

„W tamtych czasach wszystko trzeba było oddać. Nawet po pożegnalnym meczu Lwa Jaszyna w 1971 roku Dynamo wysłało do niego polecenie, by zwrócił strój – w tym też rękawice, które sam zszywał, kiedy się porwały. Śmialiśmy się z tego, ale zapakował wszystko i odniósł. Nie zatrzymał ani jednej koszulki Dynama. Ta sama historia powtarzała się co roku: pod koniec sezonu prałam cały jego strój, żeby zwrócił go w dobrym stanie – mówi Walentyna, wdowa po Lwie Jaszynie”.

„Przykładowo przed każdym rzutem karnym w ćwierćfinale Mistrzostw Świata w 2006 roku pomiędzy Niemcami i Argentyną Jens Lehmann wyciągał ze skarpety zmiętą kartkę z hotelowego notatnika, po czym wkładają ją za swój ochraniacz na golenie. To właśnie na niej trener niemieckich bramkarzy Andreas Koepke zanotował ołówkiem porady na temat preferencji argentyńskich strzelców, uwzględniając również numery graczy, obawiając się widocznie, czy Lehmann rozpozna każdego z nich”.

„Jak też ma bramkarz przypisywać sobie te boskie, zbawienne cechy, jeśli zgodnie z logiką futbolu jako rytuału płodności, jest on postacią, która zapobiega płodności ziemi, postacią, która niweczy zbiory? (…) I właśnie dlatego nieważne, jak bardzo heroiczni mogą wydawać się bramkarze pokroju Ikera Casillasa, Manuela Neuera czy Gianluigiego Buffon w porównaniu z ciamajdami z wiktoriańskich szkół publicznych, i nieważne, jak wielu kibicuje paraduje w bluzach z napisem „Hart 1” na plecach – u podstaw gry na bramce zawsze leżeć będzie paradoks”.

W książce brytyjskiego autora znalazł się także polski akcent. Oczywiście chodzi o Jana Tomaszewskiego, który zatrzymał Anglię. Co ciekawe był też jeszcze jeden człowiek związany z krajem nad Wislą, któremu poświęcono znacznie więcej miejsca niż Tomaszewskiemu i jego wyczynowi na Wembley z 1973 roku. Tą osobistością był Peter Bolesław Schmeichel, który do siódmego roku życia był obywatelem Polski, skąd pochodził jego ojciec. Później Schmeichel reprezentował Danię, kraj swojej matki. Był on nie tylko doskonałym bramkarzem Manchesteru United, ale też innowatorem, który długimi podani rozpoczynał kontratak swojej drużyny tudzież zapędzał się w pole karne rywala siejąc skuteczne zamieszanie w ich szeregach.

Fascynującym fragmentem w książce był ten dotyczący rzutów karnych, które stanowią swoistą kwintesencję futbolu: jest piłka, jest bramka, jest i napastnik i rzec jasna bramkarz. Wilson opowiada o odgrywającym coraz większe znaczenie wymiarze psychologicznym podczas rozgrywania rzutów karnych aniżeli skupianiu się na ich technice. Wszystko za sprawą wykonywania blefów i podwójnych blefów zgodnie ze stwierdzeniem „ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że ty wiesz...”.

„Bramkarz, czyli outsider” jest pozycją godną polecenia. Jonathan Wilson w dużej mierze skupił się na mentalnych aspektach bramkarza, co myślę dla wielu wydaje się być czymś intrygującym. Bo kto nie lubi poznawać zagadnień związanych z ludzką psychiką.

Dzieło brytyjskiego dziennikarza to prawdziwe kompendium wiedzy o bramkarzach. Obecnie każdy kto z futbolem nie jest za pan brat z pewnością słyszał o Casillasie, Buffonie czy Neuerze, ale kim byli ich poprzednicy, na kim się wzorowali? Za sprawą jakich postaci  na nowo zdefiniowano sposób gry na bramce, kto po raz pierwszy użył rękawic, kto zapoczątkował strzelenie goli przez bramkarzy oraz kogo uznaje się za pierwszego nowoczesnego lotnego bramkarza? Z odpowiedzią spieszy nam publikacja Wilsona. Z pewnością wiedza przytoczona w tym opracowaniu spowoduje, że każdy kto po nią sięgnie, a później obejrzy mecz choć przez chwilę zastanowi się nad rolą bramkarza w piłce nożnej.

Moje ocena: 4/5

"Bramkarz, czyli outsider", Jonathan Wilson, Wydawnictwo Bukowy Las, Wrocław 2014

1 komentarz: