czwartek, 14 sierpnia 2014

Komentatorzy siatkówki moim uchem

Cześć! Do siatkarskich mistrzostw świata pozostało 16 dni. Czasu na emocjonowanie się meczami naszych siatkarzy będzie jeszcze sporo - gorąco w to wierzę! Niemniej z tej okazji, ale też z okazji sezonu ogórkowego, który sprawia, że niewiele się dzieje postanowiłem podzielić się z Wami moją opinią na temat polskich komentatorów siatkówki.

Zacznę może od tego, że w siatkówce jakoś trudno przychodzi mi wytypowanie siatkarskiego guru. O ile piłkarskich komentatorów można by wymieniać bez liku, nawet nie znając dobrze dyscypliny to z siatkówką tak łatwo nie jest.

Oczywiście najważniejszy (czyt. najbardziej znany) siatkarski duet komentatorski to Tomasz Swędrowski i Wojciech Drzyzga. Skoro ich wywołałem do tablicy to zaczynajmy. Z pewnością da się ich słuchać, co do tego nie mam wątpliwości. Choć wydaje mi się, że sporo w tym też przyzwyczajenia. Po prostu już ich znam tak długo, a to co znane wydaje nam się lepsze i przyjemniejsze, więc komentarz Swędrowskiego i Drzyzgi mi odpowiada. Przyznaje jednak, że u pana Tomka irytują mnie w kółko powtarzane te same formułki: "nieudana zagrywka po przerwie to duży błąd, na drugą przerwę techniczną schodzą... przy prowadzeniu...", tudzież na zakończenie sztampowe: "do zobaczenia, do usłyszenia". Brakuje mi trochę zabawy językiem, jakiś ciekawych metafor czy porównań. Ciągle powtarzane te same mądrości. Komentarz jest po prostu komentarzem, stąd może pan Swędrowski furory w sieci swoimi wypowiedziami nie robi. Z kolei ostatnio, to co mnie mocno zaczyna razić to, co raz większa ilość błędów merytorycznych, mylenie zawodników, pozycji, kto w jakim gra klubie itp. Coś na bieżąco chyba z dzisiejszą siatkówką się nie jest...

I druga połóweczka w tym duecie. Może pan Drzyzga momentami przesadza z utwierdzaniem wszystkim dookoła swoimi tezami lub też bezustannymi stwierdzeniami, że "Iza Bełcik musi skakać do wystawy, a nie wystawiać z kolan, bo wtedy gubi blok". I jeśli pan Wojciech się na coś uczepi to będzie ciągle o tym nawijał. To mocno drażni. Niemniej słucha się go fajnie. Sporo merytorycznych i co najważniejsze krótki uwag. Pojawia się też delikatne emocje w bardzo emocjonujących chwilach, co dodaje smaczku transmisji. Nie brakuje też opowiastek, jak to było kiedyś, czy jak gdzieś coś usłyszał i dzieli się tym teraz ze słuchaczami. Para Swędrowski - Drzyzga jest po prostu dobra, nie rewelacyjna, nie znakomita, a dobra.


To właściwie jedyny stały duet komentatorski. Teraz czas na muszkę wziąć Jerzego Mielewskiego.
Napiszę tak: potencjał jest. Nieźle gra emocjami, bawi się głosem. Krótki, przejrzysty komentarz. Czasem rzuci jakąś anegdotkę. Z pewnością gdyby nie był rzucany to do stołu prezenterskiego to do komentatorskiego to byłoby nieźle. Bo czasami widać pewne małe nieścisłości, aby ten komentarz był bardziej płynny i ciekawszy.

Czas na Marka Magierę. I mój czas na niewiele do powiedzenia, napisania. Podobnie jak u pana Marka odnośnie siatkówki, ewidentnie widać, że z graniem w siatkę u Pana Marka tak daleko jak u mnie z nauką suahili. Co niestety daje się czasem w komentarzu usłyszeć. Nie czuje gry, nie rozumie niektórych zagrań tudzież ustawień w jakich grają zespoły. I co gorsza każda zagrywka, która przejdzie na drugą stronę jest "bardzo dobrą zagrywką". Dźwięku w tv nie wyłączyłam, bo do Magiery się przyzwyczaiłem.

Czas na ostatniego pana z Polsatu. Ireneusz Mazur. Niestety z każdym kolejnym meczem, w którym pan Mazur komentuje mam ochotę wyłączyć fonię. Może i wiedzę ma potężnaą ale jego zadaniem nie jest chyba opisywanie, że zawodnik uderzył po prostej omijając podwójny blok, bo to w telewizji jestem w stanie zauważyć. To jest największy zarzut. Pan Mazur pracuje w telewizji, a nie w radio, więc nie ma potrzeby relacjonować całej akcji od początku do końca. Chyba, że w Polsacie płacą za ilość wypowiadanych słów na wizji, bo właściwie ciągle słychać tyko głos Mazura. Bardzo to męczy, jakieś dziwne, nielogiczne porównanie, plątający się we własnych zdaniach. Jednym słowem pomieszanie z poplątaniem w komentarzu Mazura. Piekielnie trudno się tego słucha. Mniej słów, a więcej merytorycznych uwag panie Irku!

Pozostałych na tyle rzadko mam okazję słuchać, że są bez większych "ale" :)

Tyle jeśli chodzi o Słoneczko.

Czas na komentatorów z Woronicza. Przede wszystkim wymienię dwóch. Piotr Dębowski i Jacek Laskowski.

Dębowski... Hmm. Myślę, że kibice nie rozumiejący języka polskiego będą zachwyceni. Bardzo emocjonalny komentarz. Bardzo naturalny. Wszystko jest naprawdę, z głębi serca. Niestety już sposób formułowania zdań czy ogólnie wypowiedzi jest dość kiepski. Sporo przejęzyczeń czy pomyłek. Zbyt dużo emocji nie pozwala na rozsądny komentarz. Widać też braki w przygotowaniach merytorycznych, co jestem w stanie zaakceptować jeśli do mikrofonu zasiada się raz na cztery lata i na dodatek komentuje występy na IO, czyli najważniejszej imprezie sportowej. Podsumowując nie jest najgorzej, a myślę, że gdyby co tydzień miał coś do powiedzenia na temat siatkówki to byłoby znacznie lepiej.

Jacek Laskowski jak dla mnie komentator numer jeden. Szkoda, że tak rzadko ma się okazję posłuchać pana Jacka. Zna się na rzeczy, zawsze przygotowany do meczu, tym samym można liczyć na jakiś smakowity kąsek. Daje się wyczuć emocje, bawi się barwą i tonem głosu. Wszystko to powoduje, że komentarz jest ciekawy. Nie będę za wiele pisać, bo tego lepiej się słucha. Poniżej klasyk, który wywołuje u mnie dreszcze.



I bardzo żałuję, że Gosia Niemczyk już nie komentuje meczów. Fajny zachrypnięty głos, bardzo prosty komentarz, ale też kiedy trzeba oddający wszystko to, co się działo na parkiecie. Mam nadzieję, że usłyszę jeszcze taki duecik:


Swoją drogą, co to były za czasy, że bijemy Japonki jak chcemy... Ale o występach polskich siatkarek w tegorocznym sezonie jeszcze będzie szansa, aby coś napisać. Po turnieju w Koszalinie.

10 komentarzy:

  1. Mnie się wydaje że właśnie osoba Ireneusza Mazura jest ciekawą opcją jeśli chodzi o komentarz. Zwróć uwagę na fakt że wspomniany były trener naszej kadry, potrafi skomentować dane wydarzenie z umiejętną dla Niego subtelną dawką humoru. Oto przykłady: "Nie zmierzwił mu się włos przy tej zagrywce, ma dobrze przygotowaną fryzurę do tego spotkania" (to o Vissotto). "Kiedy Muserskiy rozmawia na czasie z Wolwiczem, to nikt z ich kolegów nie ma prawa usłyszeć na jaki temat toczy się rozmowa. Na takim pułapie toczy się ta konwersacja" "Sędzia poprosił kapitanów... już trochę z nimi rozmawia... oby pamiętał że toczy się mecz. To ważne zwłaszcza dla obserwatorów tego spotkania." Nikt z pozostałych komentatorów nie dostrzega i nie przetwarza niby nie ważnych szczegółów, tak jak robi to Mazur. Zwłaszcza w duecie z Jerzym Mielewskim. Ta para doskonale się uzupełnia i jak dla mnie jest naturalną alternatywą dla innych.
    Zapomniałeś (lub nie chciałeś napisać) o Krzysztofie Wanio. Niektórzy zarzucają mu słabą wiedzę z zakresu siatkówki. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Lubię go słuchać wraz z Tomaszem Wójtowiczem. Jeszcze innym "polsatowskim" komentatorem jest czasami Marcin Lepa. Choć on głównie wysyłany jest na rozmowy ze sportowcami przed i po meczu. Solidna dawka informacji zwłaszcza gdy grają Włosi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością perełek Mazur ma sporo, ale i szanse na to są duże skoro tyle gada :) Oczywiście to tylko moje odczucia :)

      Nie wspominałem o innych, bo jednak aż tak często na antenie się nie pojawiają, a i ja nie mam też jakoś okazji ich często słuchać :) Z wymienionych przez Ciebie komentatorów - z pewnością Marcin Lepa jest jeszcze tym, który ma to coś, ale podobnie jak w przypadku Mielewskiego odsyłany tylko w nawale pracy powoduje, że nie jest z nią na co dzień i pewnie braki w komentarzach są widoczne :) Niemniej jak mawiał klasyk: "momenty są " :)

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  2. Podpisuję się pod pierwszą częścią komentarza powyżej. Uwielbiam słuchać Ireneusza Mazura. Zawsze można liczyć na trafne uwagi okraszone humorem. Pozostali jakoś mnie średnio przekonują, ale nie przeszkadzają.
    Ciekawy post. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi komentowanie pary Swędrowski&Drzyzga już się znudziło. Swędrowski mówi zawsze to samo, wychwala pod niebiosa, mało energii jest w jego głosie. Drzyzga już lepiej, potrafi powiedzieć, że ten zawodnik to jest do zmiany, bo spaprał to zagranie, ale potrafi też cały czas "hejtować". Ostatnio bardzo podobało mi się komentowanie Jurka Mazura i Marcina Lepy (ale nie razem, tylko osobno). Obaj komentują tak energicznie, słychać w ich głosie emocje, mecz od razu staje się ciekawszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jesteś już kolejną osobą, która podobnie wyraża się w ten sposób o duecie Swędrowski-Drzyzga. Mam wrażenie, że ten ich monopol na najciekawsze mecze sprawia, że się nie rozwijają, a wiadomo, że kto się nie rozwija ten się cofa:) Miejmy nadzieję, że jak na profesjonalistów przystało "Swędro" wróci do formy!

      Usuń
  4. Ja tam lubię "sztampowe do zobaczenia, do usłyszenia" ;)
    Ma to jakiś swój klimat i zawsze wiadomo że to Swędro. Poza tym kocham go za te emocje i "przestrzelił Stanley!" :)
    Ogólnie da się go słuchać. Pan Wojtek czasem irytuje, ale jego komentarze są trafne, wiedza ogromna.
    Co do pana Irka Mazura to ja gościa uwielbiam! Takich szalonych i pozytywnych ludzi nam potrzeba. On się bawi siatkówką i komentowaniem siatkówki, ma to swój urok ;)

    Generalnie to nie oszukujmy się, arcydzieło językowe usłyszysz dopiero, gdy to JA będę meczosy komentować ;)

    Ciekawy post, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ach, zapomniałam o Jurku Mielewskim! więc takie małe "PS" ode mnie :) Masz rację, potencjał jest i ja lubię go słuchać, podobnie jak Marcina Lepy, którego dodatkowo podziwiam za władanie językami obcymi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Para Swędrowski-Drzyzga jak dla mnie najlepsza. Może to właśnie przyzwyczajenie ale nie wyobrażam sobie komentowania meczu Polaków przez kogoś innego niż pan Tomasz.
    Lubię też duet Mielewski-Mazur. Może i trochę za dużo gadania, ale zawsze wywołują uśmiech na twarzy ;) tak jak pan Dębowski.
    Pana Laskowskiego - miło słuchać. Dla mnie klasykiem jest komentarz Wojciecha Zielińskiego z meczu Polska-ZSRR na IO w Montrealu - szkoda, że dziś nie ma takich komentarzy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jurek Mielewski nie jest rzucany od stołu komentatorskiego do komentowania, sam się rzuca. Jest szefem siatkówki i on ustala kto robi dany mecz:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja dostaję mdłości gdy komentują Panowie Wanio i Niemczyk.
    Ciągłe powracanie do zdarzeń z lat 90-tych i podkreślanie swoich sposobów treningu i podejścia do zawodniczek przez byłego trenera jest niestrawne.(z całym szacunkiem do zasług)

    OdpowiedzUsuń