piątek, 18 lipca 2014

Recenzja: "Nie poddawaj się! Dlaczego talent to zaledwie początek" Łukasz Podolski

Piłkarski mundial nie sprzyjał w czytaniu książek, ale po malutku zaczynamy odrabiać straty. Udało mi się zagospodarować odrobinę czasu (naprawdę odrobinę, bo książka nie jest zbyt obszerna) i w moje ręce trafiła autobiografia Łukasza Podolskiego „Nie poddawaj się”.  Było to jeszcze przed finałem z 13 lipca, więc nie byłem świadomy, że dane mi będzie mieć na półce książkę mistrza świata.

Historię pochodzącego z Gliwic piłkarza zdecydowało się wydać wydawnictwo Ole z grupy wydawniczej Foksal. I niestety mój pierwszy kontakt z tym subwydawnictwem wypadł mizernie. Dlaczego? Już śpieszę z odpowiedzią.

W autobiografii Podolskiego wszystko jest przewidywalne i znajome. Jak na lekarstwo jest rzeczy, o których wcześniej nie mogliśmy dowiedzieć się z innych przekazów medialnych. Odniosłem wrażenie, że książka po prostu skompilowała dotychczasowe doniesienia w jedną całość. Historia dojścia na stadiony świata opowiedziana przez Poldiego niewiele różni się od innych piłkarskich gwiazd  pokroju Cristiano Ronaldo czy Wayne'a Rooney'a. Przez ciernie do gwiazd tak wyglądała droga Podolskiego do piłkarskiego raju, do bycia mistrzem świata.

Z „Nie podawaj się” przeczytamy (choć wiele wątków została potraktowana dość pobieżnie) m.in. o dzieciństwie Łukasza Podolskiego, które zdaje się być najciekawszą treścią w tej książce. Czytelnik pozna motywy wyjazdu Podolskiego wraz z rodzicami do Niemiec, dowie się o życiu w niewielkim, prowincjonalnym Bergheim, gdzie młody chłopak z Polski stawał swoje pierwsze kroki w futbolu. Upór, wytrwałość i ciężka praca doprowadziły adepta futbolu do klubu z Kolonii, który darzy sentymentem do dziś mimo, że przywdziewał w swojej karierze barwy Bayernu Monachium czy  Arsenalu Londyn. Kolonie ma w sercu. FC Köln, w którym spędził sześć lat będąc z nim na dobre i na złe oddaje jego przywiązanie do barw klubowych. Podobnie zresztą traktuje polski zespół Górnik Zabrze- śledząc sytuację zespołu i aktywnie pomagając klubowi.

Co więcej, w autobiografii Podolski napisał, że nie wyklucza iż zagra w Polsce, kiedy jego kariera będzie zmierzała ku końcowi. Chociaż zawodnik wyraził swoją radość na myśl o kolejnych latach grania, więc na mistrza świata w kraju nad Wisłą będziemy musieli jeszcze poczekać.

To co z pewnością może cieszyć polskich czytelników to, że stosunkowo sporo miejsca poświęcono Polsce. Podolski w swoich wspomnieniach ciepło wypowiada się o kraju nad Wisłą. Daje się zauważyć, że piłkarz Polskę ma w sercu, a to w jakiej gra reprezentacji nie stanowi dla niego żadnego problemu, aby po prostu kochać nasz kraj i się o niego martwić. Inny polski akcent, który można odnaleźć w książce to ujawnienie przez Podolskiego faktu, iż w jego domu chociaż nie zawsze było mnóstwo pieniędzy, to jedzenia nigdy nie brakowało, a w szczególności dla gości – zgodnie z polską tradycją i przysłowiem postaw się a zastaw się.

Niestety, bardzo żałuję, że zdawkowo potraktowano kwestię wyboru reprezentacji. Uważam, że lepiej byłoby przeczytać o tym w autobiografii niż na Wikipedii, niemniej z takiego założenia nie wyszedł autor publikacji, więc po szczegóły sięgnę gdzie indziej. Szkoda.

Były jednak fragmenty pouczające i moralizatorskie. Młody chłopak przybywający do nowego kraju, o odrębnej kulturze, nie znający języka musiał poradzić sobie w nowym świecie. W autobiografii dowiadujemy się, że futbol naprawdę łączy ludzi o różnych narodowościach, odmiennym kolorze skóry. Na boisku wszyscy byli równi, byli tacy sami. Podolski opowiada jak wychowywał się na osiedlu, gdzie mieszkali niemal wyłącznie ludzie z innych krajów. Narodowościowy tygiel spowodował, że reprezentant Niemiec dorastał w mieszance kulturowej. Każdy z jego przyjaciół pielęgnował własny język i tradycje, dzięki temu każdy mógł być sobą, bo każdy był akceptowany niezależnie od tego jak wyglądał i jakie miał upodobania.

Kilka cytatów z autobiografii:

„Szczególnie ciekawili mnie starsi chłopcy z Maroka, Albanii, Tunezji, Turcji, wszyscy czarnowłosi i ciemnoskórzy, którzy grali w piłkę na boisku. To do nich chciałem dołączyć. Nie możesz mówić: boję się, oni są całkiem inni, inaczej mówią, wierzą w innego Boga. To nie ma znaczenia (…). Zostałem tam, nie odpuściłem, Az zdobyłem taką kontrolę nad piłkę, że nie mogli powiedzieć „nie. Tym bardziej, że zwykle żaden z nich nie miał piłki, tylko ja, a przecież była nam bardzo potrzebna!”

„Oprócz mnie był też Schweinsteiger, Per Mertesacker. Zawsze musieliśmy się z kogoś ponabijać. ” Chłopaki przewracali oczami, kiedy nagle okazywało się, pozamienialiśmy im karty hotelowe albo kluczyki do samochodów i nikt nie mógł trafić na miejsce ani wejść do swojego pokoju. Wciąż trzeba było wszystko sprawdzać, ale w końcu to też tworzyło dobrą atmosferą, było nam razem wesoło”.

„Zawsze mnie też pytają, czemu nie śpiewam niemieckiego hymnu z pozostałymi piłkarzami. Trudno mi udzielić jasnej odpowiedzi. Nie śpiewam właśnie dlatego, że czuję się związany zarówno z Polską, jak i z Niemcami”.

Wyróżnikiem  autobiografii  Podolskiego spośród innych dostępnych na rynku jest poprowadzenie obok własnej historii i doświadczeń, historii działalności charytatywnej. Tym samym w jednej książce mamy połączenie dwóch płaszczyzn. Piłkarz obok swojej kariery opisuje chrześcijańskie stowarzyszenie „Die Arche”, którego głównym zadaniem jest pomoc dzieciom i młodzieży. Doceniam ten wzniosły gest Podolskiego, zresztą mistrz świata wielokrotnie wykazuje się poświęceniem dla młodych ludzi, bardzo mocno angażuje się w pomoc innych zapewniając nie tylko kwestie materialnie. Bezinteresowność i dobre, wielkie serce jest w cenie, ale…

Niestety w tym wszystkim zatracono proporcje, a gdy weźmiemy pod uwagę, że książka liczy zaledwie 223 strony a połowa z nich stanowi opis funkcjonowania „Die Arche”, prezentację ludzi, którzy prowadzą projekt, mający na celu pomóc stanąć na nogi i zapewnić lepszą przyszłość młodym istotą borykającymi się z przeróżnymi problemami, którzy wywodzą się z imigranckich rodzin, często wychowywanych na granicy ubóstwa i w niepełnych rodzinach. Kwintesencją autobiografii Podolskiego jest przedstawienie życiorysów Jakuba, Jony czy Seyeda i innych młodych podopiecznych stowarzyszenia.

Wszystko cudnie, doceniam szlachetny gest, ale gdzieś zabrakło umiaru – bądź co bądź to autobiografia piłkarza i o piłce, o kulisach z szatni, o życiu zawodowego sportowca, o przygotowaniu do meczu, sposobach zwalczania przedstartowego stresu chciałbym przeczytać dużo, dużo więcej. Zważywszy, iż kilka opowieści jest wyjałowionych i potraktowanych po macoszemu. Zamiast tego z publikacji dowiadujemy się, że Mustafa marzy by być bogatym, Jona jest kiepski w matematyce a Kasim spędza trzydzieści minut w łazience.

Z ubolewaniem stwierdzam, że dawno nie czytałem tak kiepskiej biografii. Ostatnią z nich była pozycja „Moje życie” Adama Małysza. Szkoda, że mistrzostwo na sportowych arenach nie idzie w parze z mistrzowskim piórem, bo z pewnością tacy sportowcy jak Małysz czy Łukasz Podolski zasługują na bardziej wartościowe publikacje.

Altruistyczne zachowania Podolskiego są godne pochwały, ale poświęcenie aż tylu stron wychowankom „Die Arche” okazało się niezbyt trafnym poświeceniem. Myślę, że jest czego żałować, albowiem kupując autobiografię Poldiego wspiera się jego fundację. I na szczęście tego żałować nie muszę, bo ja też poświęciłem parę groszy, by wesprzeć potrzebujących. Szkoda, że przez marną jakość książki ilość funduszy z tego tytułu nie będzie zbyt imponująca…

Moja ocena: 2/5

„Nie poddawaj się! Dlaczego talent to zaledwie początek”, Łukasz Podolski, Wydawnictwo Ole, Warszawa 2014


1 komentarz:

  1. Ha! W końcu trafiłam na recenzję książki, którą przeczytałam ;)
    Faktycznie biografia może i nie zachwyca i nie jest aż tak porywająca, ale jednak nie oceniłabym jej aż tak słabo na 2.
    Ale może z wiadomych względów nie jestem do końca obiektywna...?
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń