poniedziałek, 21 lipca 2014

One, two... Juesej, czyli o dwa lata za szybko?

Wynik tegorocznej edycji Ligi Światowej może być zaskoczeniem. Amerykanie przyzwyczaili nas, że dla nich najważniejszą imprezą są igrzyska olimpijskie i tam celują w złoty medal. Tymczasem do igrzysk w Rio mamy dwa lata, a siatkarze z USA już zbudowali ekipę, która w Lidze Światowej okazała się najlepsza. Czy jest to dla mnie zaskoczeniem? Niezupełnie, bo w komentarzach u innych blogerów typowałem finał Rosja - USA. Sborna sprawiła nie lada psikusa i spore rozczarowanie, więc takiego rezultatu chyba nikt się nie spodziewał, że mistrzowie olimpijscy z Londynu nawet nie wyjdą z grupy, więc poniekąd czuję się usprawiedliwiony :) A team juesej? Może odrobina szczęścia w tym była, ale ja jednak dostrzegłem w tym zespole coś, co sprawiło, że wytypowałem ich do gry w finale. Ma się tego farta nie ma co :)
Fot. FIVB
Choć przyznaje, że po włoskim laniu w pierwszy dzień finałów we Florencji wkradła się pewna wątpliwość i właściwie te wątpliwości pozostały do dziś? Dlaczego? Amerykanie to mimo wszystko młoda drużyna, co więcej z bardzo młodymi siatkarzami na bardzo newralgicznych pozycjach. Rozgrywający Micah Christenson lat 21. Przyjmujący Taylor Sander lat 22. Zresztą Matt Anderson ma 27 lat, a wydaje się, że w kadrze jest już od lat dziesięciu i ma już nie wiadomo ile na karku. Do czego jednak zmierzam. Mianowicie to faktu, że młodość ma swoje prawa a jednym z nich jest nieprzewidywalność. Amerykanów stać na wszystko, falują swoją formą. Christenson może mieć jeszcze słabszy dzień, co znacząco może obniżyć grę całej drużyny, jednak jak są na fali i grają tak jak w niedzielę, to są w stanie ograć i Brazylijczyków i Rosjan. Choć i jeden i drugi zespół jak na razie też przeżywania wzloty i upadki, najrówniejsi wydawali się Włosi, choć tych w połowie sezonu dopadła zadyszka.

Wracaj jednak do siatkarzy zza Wielkiej Wody, którzy wykorzystali też słabość swoich rywali. Niemniej jednak, kiedy Amerykanie grają na tej fali to prezentują się kapitalnie i jest w nich ogromny potencjał. Każdy set, każdy mecz, z każdym turniejem tacy zawodnicy jak Sander czy wspomniany wcześniej Christenson będą się rozwijać i będą prezentować się na parkiecie coraz pewniej i coraz lepiej. To, że obaj mają potencjał to już wszyscy wiedzą. Czy na naszych oczach rodzą się następcy Kiraly'ego i Balla? A co mi tam uważam, że tak!

Sukces w LŚ może popchnąć całą amerykańską ekipę do walki i jeszcze bardziej wytężonej pracy. Wszystko dlatego, że są w połowie drogi do igrzysk. To dla nich cel numer jeden. We Florencji w dużej mierze widzieliśmy zespół oparty na indywidualnościach, które akurat we Włoszech odpaliły: kapitalnie blokujący David Lee, czyszczący trudne piłki Anderson, a nawet rezerwowy Muagututia prezentował się lepiej niż w PlusLidze. Ekipa Stanów Zjednoczonych udowodniła przede wszystkim sobie, że mimo iż do Rio pozostały dwa lata, a zespół wciąż jest w budowie i nadal musi się uczyć nowych zagrań i funkcjonować w nowych ustawieniach - z Andersonem na prawym skrzydle czy dotąd z wiecznie rezerwowym przyjmującym Seanem Rooney'em, który zastąpił Williama Priddy'ego jest już zdolny do wygrywania. Znając amerykańskie podejście nie spoczną na laurach i będą dążyć, aby stworzyć prawdziwy team rozumiejący się bez słów, mąjący wszystko uporządkowane i wyćwiczone do granic możliwości.

Czy triumf USA przyszedł za szybko? Dowiemy się za dwa lata, ale raczej nie, bo to co po drodze jest tylko małymi kroczkami w kierunku Rio. A przecież zawsze lepiej jest wygrywać niż przegrywać.

One, two three!
Jakoś podoba mi się ten amerykański okrzyk
http://youtu.be/o4Y7fEqISX4?t=11m41s
Fot. FIVB

5 komentarzy:

  1. Aż strach się bać, co mogą pokazać w Rio! Tak jak pisałeś, gra w dużej mierze opierała się na indywidualnościach, a w składzie są młodzi zawodnicy. Jeśli uda im się zbudować prawdziwy team spirit, a młodzi nabiorą doświadczenia... mogą być baaardzo groźni. Fajnie zaprezentowali się w dwóch ostatnich meczach, ale wcześniej jakoś nie rzucali mi się w oczy ;)
    Mi też wpadł w ucho ten okrzyk ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Amerykanie dali wyraźny sygnał do tego że oprócz siatkarskiej "trójcy" na świecie, to właśnie oni mogą w najbliższym czasie sporo namieszać. Wygrać z Brazylią w finale wielkiej imprezy - wspaniała wizytówka poszła w świat, a za nią pójdzie niepewność rywali w starciach z amerykańskim teamem. A więc już na starcie mają przewagę. Moim zdaniem mają realną szansę bycia w "czwórce" M.Ś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście w ekipie USA "wystrzelili" młodzi zawodnicy, jestem pod wrażeniem Sandera-jest bardzo skoczny, a na boisku wcale nie było po nim widać, że jest debiutantem w kadrze.
    Amerykanie zawsze skupiali się na Igrzyskach, ale jak im się nie uda wywalczyć medalu (tak było w 2012r) to tak jakby mają cztery "puste" lata. Może postanowili trochę to zmienić i chcą budować ekipę, która będzie zdobywała także medale na MŚ czy właśnie w LŚ.

    OdpowiedzUsuń
  4. Florenckiego finału nie dane mi było oglądać, ale spokojnie, nadrobię zaległości ;)

    Co do ekipy USA, myślę, że buduje się naprawdę groźny zespół, nawet w kontekście naszych Mistrzostw Świata. Igrzyska to z pewnością dla nich cel numer jeden, ale co im szkodzi namieszać troszkę po drodze? Przecież fajnie grają chłopaki :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Amerykanie zasłużyli na zwycięstwo! Mnie też podobał się ten ich okrzyk i te okrzyki radości Matta po udanej akcji ;)
    PS Ach te wakacje... z dostępem do netu bywa różnie i po dacie patrze, że mam mega zaległości! :P

    OdpowiedzUsuń