poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Recenzja: "Thiery Henry. Samotność na szczycie" Philippe Auclair

Jeśli Wydawnictwo Anakonda wydaje książkę z serii gwiazdy sportu, to wiedz, że to będzie dobra publikacja. Takie stwierdzenie można założyć po przeczytaniu kolejnej już książki. Tym razem w moje ręce trafiła biografia Thierry’ego Henry’ego napisana przez Philippe’a Auclaira.

Nazwisko twórcy również jest gwarantem najwyższej jakości, dostarczające sporą dawkę rozrywki i zapewniające miło spędzony czas z bardzo dobrą lekturą. Francuski dziennikarz zasłynął z napisania bardzo dobrej biografii Erica Cantony „Butnownik, który został królem”. Teraz Auclair postanowił opisać sylwetkę innej piłkarskiej gwiazdy kadry Trójkolorowych i ponownie zasługuje na pochwały.

Nie bez kozery odnoszę się do biografii Erica Cantony, która wyszła spod pióra Auclaira, bo mam pewność, że gdybym nie wiedział, kto jest autorem biografii Henry’ego to z łatwością zgadłbym, albowiem książki francuskiego dziennikarza charakteryzują się bardzo specyficznym stylem, gdzie oprócz wątków czysto sportowych obecne są społeczno-obyczajowe stosunki panujące we francuskim społeczeństwie, jego historia, zwyczaje i stereotypy.

„Thiery Henry. Samotność na szczycie” to pierwsza lektura opowiadająca o życiu mistrza świata, mistrza Europy, jednego z najlepszych napastników na świecie, wybitnego strzelca i legendy Arsenalu Londyn. Pozycja ta w sposób chronologiczny porządkuje koleje losu francuskiego zawodnika. Dzięki fantastycznym opisom Auclaira z łatwością wyobrażamy sobie paryskie przedmieście Les Ulis, gdzie wychowywał się młody Henry, i gdzie rozpoczęła się jego przygoda z piłką. Dostanie się do Clairefontaine, francuskiej narodowej akademii piłkarskiej, uznawanej za jedną z najlepszych na świecie spowodowało, że Henry nie miał wyjścia – musiał zostać wybitnym piłkarzem. Droga z Clairefontaine wiodła do Monako - rysująca się jako wstęp do futbolu przez wielkie „f”, Juventus - gdzie został rzucony na głęboką wodę, nie utonął, ale dryfował nie dobijając do brzegu. Wreszcie Arsenal, gdzie wypłynął na szerokie wody, potem Barcelona, w której to ekipie kariera Francuza przypominała wzburzoną morską falę. Na koniec Nowy Jork będący epilogiem wspaniałej i bogatej kariery.

Ten sukces nie byłby jednak możliwy, gdyby nie ojciec Henry’ego. Z książki dowiadujemy się o przemożnej roli ojca w kształtowaniu Henry’ego i jego piłkarskich umiejętności, jego zachowania się na boisku i poza nim. To dlatego, że Tony Henry pragnął zostać wielkim piłkarzem. Niespełnione marzenia zmuszony był przelać na syna dla którego był sterem, żeglarzem i okrętem. Ojciec Thiery’ego robił wszystko, aby syn został gwiazdą futbolu. Młody Henry nie miał, więc wyjścia. Takie zachowanie ojca odcisnęło piętno na osobowości Titiego - obsesyjnie dążący do doskonałości, drobiazgowy i perfekcjonistyczny, mający przeświadczenie, że nie jest wystarczająco dobry, aby spełnić oczekiwania ojca. Dlatego też staje się wyalienowany i zamknięty w sobie.

Tym samym tytuł biografii „Samotność na szczycie” nie jest bez znaczenia. Auclair nie określa wprost, co oznacza samotność Henry’ego, w którym momencie ona występuje. Czytelnik sam ma możliwość dokonania oceny samotności na szczycie Henry’ego. Muszę przyznać, że dla mnie było to coś fascynującego i wielokrotnie zastanawiałem się, gdzie ta samotność jest, w czym się przejawia. Moja pierwsza refleksja samotności Francuza uwidacznia się w stylu gry zawodnika, który często pozostawał sam na placu boju rywala, który był wyizolowany od reszty zespołu, krążył sam na polu rywala, aby zadać decydujące trafienie rozstrzygające o losach meczu. Drugą wskazówką wydaje się być, pamiętne zdarzenie podczas spotkania z reprezentacją Irlandii, w którym francuski napastnik zagrał piłkę ręką, dzięki temu Francja wystąpiła na mundialu w 2010 roku. Ten incydent wywołał lawinę krytycznych uwag negujących zachowanie Titiego, wtedy nie znalazł sprzymierzeńców, wtedy został pozostawiony samemu sobie musząc zmagać się z olbrzymią presją.

Zapewne o tym wyobcowaniu nie wiedzielibyśmy, gdyby nie Auclair, który z olbrzymią pieczołowitością zebrał wszystkie informacje od piłkarzy, trenerów, dziennikarzy, kibiców czy samego Francuza. Trudno sobie wyobrazić, że osoba wielbiona w Arsenalu, zdobywająca bramki dla Barcelony, świętująca zdobycie Pucharu Świata tak naprawdę zaszyłaby się w domu  i z nikim nie rozmawiała. Henry to człowiek w masce. Obyty w mediach, nie stroniący od rozmów z dziennikarzami, występujący w reklamach, a z drugiej strony niebywale skromny, cichy, niechętny do okazywania choćby odrobiny zaufania w stosunku do obcych.

Kilka cytatów z książki:

„Musimy starać się żyć jako wspólnota. Bez zazdrości… Ale nie jest to łatwe w wieku, kiedy stroi się żarty, kiedy myśli się o dziewczynach, kiedy uważa się, że jest się kimś innym. Jeśli nie pójdziesz wcześnie spać, zrobi to ktoś inny. Jeśli nie wykonasz swojej pracy, ktoś inny zrobi ją za ciebie. Czasem spotykam ludzi z moich dawnych czasów, którzy mówią: „Hej, ty to miałeś szczęście”. Ale to nie było szczęście. Ja harowałem”.

„Miałem dziesięć lat. Skończyłem mecz, w którym zdobyłem sześć goli. Wsiadłem do samochodu taty i zobaczyłem, że ma bardzo poważną minę. Zapytałem go co się stało, a on odpowiedział pytaniem, czy jestem zadowolony ze swojej gry. Odpowiedziałem, że tak, ale on zaczął wyliczać moje błędy: że minąłem się z dośrodkowaniem w 10. minucie, nie wykorzystałem okazji w 14. minucie, innym razem źle opanowałem piłkę. Tak było po każdym meczu. Od tamtej pory za każdym razem, kiedy strzeliłem gola, zamiast się cieszyć, myślałem nad tym, co wcześniej w meczu zrobiłem źle”.

„Jestem pierwszym, który krytykuje siebie, kiedy coś pójdzie nie tak. Kiedy popełnię błąd i mój wyraz twarzy nic nie zdradza, to dlatego, że karcę się w myślach”.

„W przeddzień meczu z RPA (1998 rok), trener Jacquet przyszedł do mnie i oznajmił, że będę w wyjściowej jedenastce. (…) To było coś niewiarygodnego – ale w tym samym czasie do głosu doszła moja niefrasobliwość związana z młodym wiekiem. Powtarzałem sobie: Juro dam czadu na boisku! Kiedy masz dwadzieścia lat, myślisz, że jesteś supermenem. Nie jesteś Supermenem, ale myślisz, że nim jesteś. (…) Przepraszam za wyrażenie, ale czułem się cholernie dumny. Nawet teraz, kiedy o tym mówię, nadal przechodzą mnie ciarki wzdłuż kręgosłupa”.


Francuski biograf podobnie jak było to w przypadku książki Cantony nie stara się przedstawiać Henry’ego w jak najlepszym świetle, zachowuje maksimum obiektywizmu, choć czasem daje się zauważyć wielkie uwielbienie dla piłkarza, czy też przywiązania do klubowych barw Arsenalu. Nie jest do jednak drażniące, ponieważ kiedy trzeba autor potępia zachowania i decyzje podejmowane przez piłkarza, ale gdy jest ku temu okazja komplementuje, zachwycając się piłkarskimi osiągnięciami.

Muszę włożyć odrobinkę dziegciu do tej łyżki miodu jaką jest biografią „Samotność na szczycie”. Mianowice obok niezwykle barwnych i interesujących historyjek, o których z pewnością niewielu kibiców słyszało, jak chociażby ta, jakoby Henry zamiast do Barcelony mógł trafić do Realu Madryt. Znajdują się w książce fragmenty, które bardziej spodobałyby się statystykom aniżeli czytelnikom. W środkowej części biografii Auclair zagubił się chyba w gąszczu cyferek: gole, asysty, minuty, serie bez porażek itp. Troszkę tego było za dużo, przynajmniej jak dla mnie, dla kogoś kto przyzwyczaił się do metaforycznego stylu, a nie matematycznego języka.

Tyle w kwestii tego, co mi się nie podobało. Zdziwiła mnie jeszcze jedna rzecz, o ile z biografii Cantony czytelnik dowiedział się paru rzeczy o jego prywatnym życiu, tak o najlepszym strzelcu Arsenalu właściwie ani słowa. Nie wiemy jakie ma zainteresowanie, co Henry lubi robić poza graniem w futbol, jakiej muzyki słucha itp. Natomiast w miarę szczegółowo opisano rodziców francuskiego zawodnika, z kolei o córeczce Tea czy byłej już żonie jest raptem kilka zdań. Zastanawiam się z czego to może wynikać. Te informacje nie są potrzebne mi do szczęścia, nie zmieniłyby świata i mojego postrzegania Henry’ego, aczkolwiek być może uwydatniłyby niektóre charakterystyczne działania piłkarza.

Warte podkreślenie jest to, że książka skłania czytelnika do myślenia, do analizowania wizerunku Henry’ego. Jakim jest piłkarzem, człowiekiem? Ile w tym wszystkim było działań speców od public relations, a ile prawdziwego Titiego? Jaki obraz wyłonił mi się po przeczytaniu biografii? Książka otworzyła mi oczy, rozszerzyła pole widzenia. Poczynania Henry’ego były albo białe, albo czarne, brakowało szarości. Teraz dostrzegam szarości. Henry to doskonały piłkarz, natomiast mógłby być jeszcze lepszy, ale nie miał na to ochoty. Wielki indywidualista, ale zarazem skromny człowiek. Choć unikał brania odpowiedzialności za innych to pragnie pomagać innym, walczy z rasizmem. Chce być samowystarczalny – nikogo nie potrzebować, wobec nikogo nie mieć zobowiązań. Jedną ze strategii życiowych Francuza jest zapewnienie sobie poczucia bezpieczeństwa, a kontakt z innymi ludźmi jest dla niego niebezpieczny, ponieważ niesie ryzyko zranienia. Bardzo rozwinięty intelektualnie, elokwentny i wbrew pozorom odporny na krytykę innych, albowiem najostrzejszym krytykiem Henry’ego był on sam.

Dziś za sprawą” Samotności na szczycie” taki wyklarował mi się obraz Francuza. Dla wszystkich spragnionych kibiców pragnących wykreować swój wizerunek Henry’ego serdecznie odsyłam do lektury.

Moja ocena: 4,5/5
„Thiery Henry. Samotność na szczycie”, Philippe Auclair, Wydawnictwo Anakonda, Warszawa 2014

4 komentarze:

  1. powiem Ci, że zaczytałam się w Twojej recenzji!
    nie lubię czytać recenzji, gdy zawierają tylko "suche" fakty, niezwykle ważne są te maleńkie pierwiastki dodane, które - sądząc po Twojej opinii - ta biografia ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To postaram się częściej dawać te maleńkie pierwiastki, abyś mogła się zaczytać :)

      Usuń
  2. Kolejna recenzja, która zachęca do przeczytania książki. Już mi się ich kilka nazbierało a Ty dorzucasz mi następną! Ja już chcę wakacje! :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już czekam na wakacje, ale... pewnie w lipcu i sierpniu też będą jakieś fajne książki do przeczytania, więc... :)

      Usuń