czwartek, 20 lutego 2014

Recenzja: "Gracz. Witaj w brudnym świecie futbolu" Przemysław Rudzki

Kiedy w moje ręce trafi powieść ze sportowymi wydarzeniami w tle zacieram ręce, bo to idealne połączenie, a takie nie zdarza się zbyt często. Lubuje się w tego typu powieściach przede wszystkim dlatego, że akcent sportowy uwidacznia się w powieściach, które obrazują współczesną rzeczywistość. Mimo, że to fikcja przedstawiane są mechanizmy rządzące w sporcie. Jedną z pierwszych była książka Maurycego Nowakowskiego „Okrągły przekręt”. W styczniu tego roku Nikodem Pałasz napisał „Brudną grą”, gdzie kanwą wydarzeń jest tenisowy światek.

I jest też trzecia pozycja. O tej powieści mówiło i pisało się dużo jeszcze przed jej premierą. A rekomendacje na okładce książki takich tuzów dziennikarstwa sportowego jak Tomasz Smokowski czy Michał Pol podnosiły oczekiwania. Powieść „Gracz” jest literackim debiutem Przemysława Rudzkiego dziennikarza Przeglądu Sportowego i prowadzącego blog „Ósmy Dzień Tygodnia”.

„Witaj w brudnym świecie futbolu” tak brzmiący podtytuł od razu wskazuje z czym będziemy mieć do czynienia podczas lektury Rudzkiego. To nie opowieść o tym jak łatwo zostać piłkarzem, spełnić swoje marzenia i dosięgnąć piłkarskiego raju. Nie będzie o głaskaniu się po główce po przegranym meczu, o miłej, spokojnej atmosferze w szatni. Brudny świat futbolu zdominowany jest przez używki, prostytucję, hazard, łapówki i szantaż. W powieści wyłania się obraz polskiego piłkarza. Nocne balowanie z dziwkami, upajanie się alkoholem, wciąganie wszystkiego co można wciągnąć. To jest zakulisowe życie ligowców, którzy przed włączoną kamerą telewizyjną na oczach widzów przysięgają, że kochają swoją żonę, swoje dzieci, że rodzina to największa wartość. Istna obłuda, a łganie przychodzi naturalnie, bez mrugnięcia powieki. Pieniądze, duża kasa, od której przewraca się w głowie. Wszystkim, bez wyjątku – piłkarzom, ich partnerkom, menadżerom, czy biznesmenom. 

„Gracz” nie jest jednak poświęcony nocnemu życiu piłkarzy. To nomen omen opowieść o… graczach. Każdy w futbolowym świecie jest graczem – piłkarze, właściciele klubów, sponsorzy i dziennikarze. Każdy gra, bo każdy chce coś ugrać dla siebie. Gra toczy się wszędzie i zawsze i nie ma od niej ucieczki. Jacy gracze występują w powieści Rudzkiego?

Michał Tkaczyk gwiazda reprezentacji polski i Syreny Warszawa, który będąc u szczytu sławy popełnia samobójstwo. Od tego tragicznego wydarzenia zaczyna się również cała opowieść…

Janek Tkaczyk jest młodszym bratem Michała. Udaje się do Warszawy na testy piłkarskie do Powiśla. Oprócz spełnienia swojego marzenia o byciu piłkarzy pragnie także rozwikłać zagadkę śmierci swojego brata.

Aleksander Wolf, właściciel klubu Powiśle Warszawa, którzy marzy o stworzeniu piłkarskiej potęgi na miarę Ligi Mistrzów.

Konrad Werk, dziennikarz sportowy magazynu Gol . Człowiek, który pragnie wielkich tematów, a taki widzi w śmierci Tkaczyka, dlatego dąży do rozwiązania tej tajemnicy.

Hanna Bent , odbywa staż w magazynie Gol. Współpracuje z Werkiem, bo jej również zależy na wyjaśnieniu  sprawy Tkaczyka.

I jeszcze inni. Piłkarze mniej lub bardziej zdolni, mniej lub bardziej imprezowi. Ich żony, narzeczone i kochanki.  Nie może zabraknąć też ciemnych charakterów, piłkarskiej mafii, gangsterów z krwi i kości.

Całość fabuły opiera się skoncentrowana jest na samobójczej śmierci piłkarskiej gwiazdy, który łączy pozostałe postacie książki. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że w „Graczu” nie ma głównego bohatera.

„Gracz” opisuje dwa światy. Piłkarski i dziennikarski. Choć tak naprawdę, o tym pierwszym nie ma zbyt wiele. Jest raczej bodźcem wyzwalającym reakcję. Odwzorowano życie piłkarzy po meczu, o tym jak się bawią i zachowują, gdy gasną światła jupiterów na stadionie, a błyska kolorowa kula w dyskotekach i klubach go-go. Rudzki skupił się na negatywnej odsłonie futbolu.  Hulanki, zabawy do białego rana. Popularność, która szkodzi, błysk fleszy, który prowadzi do tragedii. Tak właśnie wygląda życie codzienne gwiazd futbolu.

Dość szczegółowo przedstawiono również sferę dziennikarską. Za sprawą Konrada Werka poznajemy kulisy pracy w redakcji. Dowiadujemy się, że osoby piszące o celebrytach to dziennikarscy outsiderzy, że tak poważni i elokwentni ludzie, robią żarty na poziomie gimnazjalistów. Dziennikarze mają wielką moc sprawczą za sprawą jednego tekstu mogą wylansować swoich dobrych kolegów lub też nieprzychylnym artykułem przekreślić szanse, tym piłkarzom, którzy nie mówią im „dzień dobry”.

Nie zamierzam jednak dokładnie ujawniać fabuły, żeby przyszły czytelnik sam z wypiekami na twarzy mógł poznać zakończenie dziennikarskiego śledztwa. Trzeba przyznać, że to najmocniejszy punkt tej historii. Odkrycie prawdy i zaskakujący koniec powieści.

Można natomiast przyczepić się do samej konstrukcji kryminału. Początek był imponujący i podgrzewający atmosferę, która jednak topniała. Przez kilka rozdziałów opowieść tkwiła w miejscu, kręciła się wokół jednego. Było za dużo luk, bohater pojawiał się i znikał, a później trzeba było przypomnieć sobie, o co tak naprawdę chodziło w związku z tą postacią. Niektóre fragmenty były zbyteczne jak na przykład udział Konrada Werka w talk-show. To wydarzenia nie wpłynęło w żaden sposób na rozwikłanie tajemnicy śmierci Michała Tkaczyka. W fabularnej części dość sporym minusem jest też przewidywalność pewnych zdarzeń. Czytelnik  po zaledwie kilku szybko zorientuje się o co chodzi i będzie w stanie szybko połączyć fakty. Jest tak chociażby z opisem Hanny Bent, po którym czytelnik błyskawicznie rozpozna, że była ukochaną Michała Tkaczyka.

I na koniec niektóre wydarzenia były mało autentyczne, a związki między postaciami były większe niż w „M jak Miłość”. Bo jakże prawdopodobna jest historia, w której bezdomny najpierw ratuje chłopaka śpiącego pod mostem, a potem okazuje się, że ten sam bezdomny znał również jego brata. Takiego połączenia nawet Ilona Łepkowska  nie byłaby w stanie wymyślić. 

I moje ostatnie „ale” do tej powieści. Nie płynie z niej żadna pozytywna myśl. Nic dobrego z niej nie wynika, poza  błahym morałem, że prawda zawsze wyjdzie na jaw. Zakończenie jest smutne.  Nie ma nadziei na lepsze jutro. Cała powieść ma raczej depresyjny charakter. Tragizm wylewał się niemal na każdej stronie. Dwa samobójstwa, liczne morderstwa i cała reszta mniejszych bądź większych problemów z szantażowaniem, kradzieżami, pobiciami i kłótniami. Rudzki ewidentne ma tendencje do kreślenie mrocznych historii, w którym zło jest czymś naturalnym, jest tym, co drzemie w każdym człowieku.

Czas na plusy. Po pierwsze bardzo dokładnie, z zegarmistrzowską precyzją opisana została Warszawa. Ulice, place budynki. Doskonały opis sprawiał, że natychmiast oczami wyobraźni można było przenieść się z Pałacu Kultury do lokalu „Oto Sushi” mieszczącego się na Nowym Świecie.  Czytając opisy Warszawy u Rudzkiego, odniosłem wrażenie, że już kiedyś czytałem coś podobnego.  Gdzie? W „Lalce” Bolesława Prusa. Bardzo możliwe, że Rudzki inspirował się na powieści Bolesława Prusa, albowiem w jednym z wywiadów podkreślił, że „Lalkę” czytał dwa razy.

Dobre, wartkie i soczyste dialogi, żywa narracja. Rudzki potrafił zbudować napięcie, wzbudzić ciekawość i włączyć analizowanie faktów przez czytelnika. Podekscytowanie wzbudzały również przedstawienie postaci, które nie było sztampowe. Rudzkich starał się nakreślić portret psychologiczny bohaterów. Dokonując szerszej analizy osobowości niektórych postaci, dałoby się wychwycić pewne nieścisłości, jednak nie w tym rzecz. Uważam, że aspekt psychologiczny to jedna z mocniejszych stron powieści. Zachowania, styl życia, radzenie sobie z problemami, sposób tworzenia mechanizmów obronnych bohaterów jest bardzo prawdziwy.

Wiele jest też odniesień do popkultury, do tego co dzieje się obecnie.  Myślę, że nie będzie błędem jeśli niektóre fragmenty „Gracza” porównam do książki do „Gry o tron”, można też w niej znaleźć  odniesienia do twórczości Wojtka Smarzowskiego. Co ciekawe, także miłośnicy Marka Hłaski, bo otwarcie książki zawiera podobne motywy jakie można znaleźć w twórczości Hłaski.

Jednak nie jest to książka dla dzieci i to warto podkreślić. Może nie ma tam zbyt wielu wulgaryzmów i dokładnych opisów morderstw, obyło się bez szczegółów o tragediach. Natomiast kryminalnych wątków jest aż nadto.

Debiut wypadł dobrze, co prawda kapcie nie pospadały. Jednak jak mawiał klasyk momenty były. Choć  znajdzie się w „Graczu”  trochę słabości, to jednak jest w książce coś, co sprawia, że pożeramy wzrokiem  kolejne zdania. Wciąga, intryguje, wzbudza emocje. Nie sposób się od niej oderwać, czytając stronę po stronie brnęło się w tą opowieść i jak najszybciej,  brnęło się do jej zakończenia, do rozwiązania zagadki. Przecież każdy z nas wziął udział w tej grze, aby wytropić złoczyńcę i zaznać odrobiny chwały.

Na koniec kilka fragmentów z książki:

„Wam żonom piłkarzy, często nie brak oleju w głowie, a jednak zamiast inżynierów, księgowych, wybieracie właśnie sportowców. Kurwa, wielkie panie „piłkarzowe”, eleganckie suczki, w futerkach, siedzące na trybunach. W okularach od Prady, malujecie paznokcie, plotkujecie o nowych koszulkach w najlepszych wypadku, bo przecież nie o taktyce”.

„Konrad Werk zastanawiał się czasem, jak w tym całym wariatkowie może ukazywać się gazeta, ale robienie sobie kawałów pozwalało rozładować codzienny stres i to był po prostu nieodłączny element. (…) Trudno bowiem o większe kłębowisko żmij. Ten labirynt obłudy pełen był podejrzanych postaci – intrygantów pociągających za sznurki z tylnego siedzenia, podszeptujących sługusów, kapusiów, miernot leczących własne kompleksy i trzymający się stołków za wszelką cenę. Ludzie nigdy nie odchodzili stąd sami, czekali, aż ktoś ich zwolni”.


„Skoro daję ci pracę, to pozwoliłem sobie napisać dla ciebie rolę. Jest bardzo prosta, w końcu to tylko futbol, nie żaden teatr szekspirowski. Raz na jakiś czas opowiesz mi, co dzieje się w szatni. Nie, nie bój się, nie chodzi o donoszenie. Zwykła rozmowa. Kto kogo lubi, kto i gdzie się bawi, kto łyka, a kto wciąga. (…) A wtedy zostaniemy mistrzami. I ty również nim będziesz. Pionek też może zbic poważną figurę i pomóc zwyciężyć. To jak, graczu, wchodzisz do mojego świata?”


Moja ocena: 3,5/5

„Gracz. Witaj w brudnym świecie futbolu”, Przemysław Rudzki, Wydawnictwo Buchmann, Warszawa 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz