sobota, 9 listopada 2013

Przedpełski pyta: grasz czy nie grasz?

PZPS za wszelką cenę chcę odnieść sukces na MŚ i wpadł na kontrowersyjny pomysł, aby ten sukces osiągnąć.  Włodarze polskiej siatkówki  podjęli uchwałę o zmianie polityki względem siatkarek i siatkarzy uchylających się od gry w reprezentacji Polski. Tym, którzy bez powodu odmówią występów w zespole narodowym, może grozić nawet zawieszenie lub utrata licencji na grę w zespole klubowym.

Temat ten wraca jak bumerang, co jakiś czas (sprawa z Anna Werblińską (wtedy Barańską) czy z Mariuszem Wlazłym), ale teraz PZPS podjął zdecydowane kroki, aby wymusić grę w reprezentacji.  Jednak większość obserwatorów i fachowców jak mantrę powtarza zdanie: z niewolnika nie ma pracownika! I pełna zgoda.

Pomysł jest dla mnie absurdalny. Przymuszanie kogoś do gry, na dobre nie wyjdzie prędzej czy później i nie chodzi tu o formę sportową, ale o atmosferę w szatni. Historia również wielokrotnie dawała przykłady, że rządy dyktatorskie i zmuszanie ludzi do czegoś, czego nie chcą robić kończy się źle.

Jak dla mnie PZPS ponownie poszedł po linii najmniejszego oporu. Zamiast karać powinien zastanowić się, dlaczego siatkarze i siatkarki odmawiają gry w kadrze i zachęcić ich do gry w reprezentacji. Może by tak zadbać o naszych kadrowiczów, zrobić dobry marketing i umożliwić im grę w reklamach, dać zarobić na kadrze nie tylko na boisku. A może by tak nagradzać kluby mające w składzie reprezentantów Polski, wtedy klub chciałby mieć takich graczy, bo miałyby profity, wtedy kadrowiczom byłoby łatwiej znaleźć pracę i kluby po prostu zabiegałyby o takich zawodników.
Fot. Agencja Gazeta
I inny pomysł. Może radykalny, ale publicznie ogłosić, kto nie chce grać w reprezentacji Polski, tak żeby kibice wiedzieli, komu tak naprawdę zależy na grze w kadrze, a występowanie z orzełkiem to świętość, a nie tylko pusty slogan. Wtedy każdy z szacunkiem podchodziłby do reprezentantów Polski, którzy poświęcają swój czas i zdrowie, by móc dawać radość biało-czerwonym fanom.

Jak zwykle niezwykle celnie o różnych decyzjach PZPS-u wypowiedziała się Katarzyna Skowrońska, która stwierdziła, że gra w reprezentacji Polski nie jest obowiązkiem, ale przywilejem i wielkim zaszczytem. I chyba od tego powinniśmy wyjść w tej dyskusji.

I PZPS właśnie powinien rozbudować system przywilejów dla tych zawodników, którzy chcą śpiewać Mazurka Dąbrowskiego i stworzyć kadrowiczom takie przywileje, gdzie gra w kadrze będzie przyjemnością, a nie odgórnym nakazem.

Pozwolę sobie na delikatną zmianę tematu i poruszę jeszcze jeden wątek budowania sukcesu na MŚ. Mirosław Przedpełski poprosił Małgorzatę Glinkę, aby ta ponownie wspomogła zespół podczas styczniowych kwalifikacji do MŚ. I właściwie wcale mnie to nie dziwi, bo o tym wspominałem, że wraz z powrotem Glinki do Polski pojawi się okazja, by jeszcze raz nakłonić ją do założenia biało-czerwonej koszulki. Przedpełski chce ratować swoją skórę i fotel Makowskiego, bo w przypadku braku awansu do MŚ, żeńska reprezentacja sięgnęłaby dna. A pomysł z Makowskim w roli trenera byłby błędem prezia.
Fot. FIVB
Najgorsze, że Glinka prawdopodobnie się zgodzi, bo kiedy mówi albo nie albo tak to zawsze później decyzja jest pozytywna. Nie wiem, czy to dobrze. Powinniśmy dać jej możliwość zakończenia kariery, przyjmująca wywalczy awans, a na MŚ pojedzie siatkarka, która w lidze grzała ławę, gdzie sens i logika? Mam również zastrzeżenia, co do samej postawy Glinki i jej zdecydowania lub niezdecydowania gry w kadrze. Uważam, że czas, w którym mogła pomóc reprezentacji minął. A ostatni turniej, w którym moim zdaniem powinna pomóc były kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Londynie. Śmiem twierdzić, że gdyby wtedy w Ankarze zagrałaby Glinka, bylibyśmy na igrzyskach…

W każdym razie jaką decyzję Glinka podejmie uszanują i broń Boże nie będę miał do niej pretensji, gdy w Łodzi powinna nam się noga. To nie Glinka będzie winna. Co to, to nie.  Wydaje mi się, że ewentualny powrót Glinki ma być motywacją dla pozostałych siatkarek, które nomen omen nie zrezygnowały z gry w kadrze z błahego powodu. Zaczęliśmy od rezygnacji zawodników z występowania w biało-czerwonych barwach i na tym, też stanęło. Amen.

5 komentarzy:

  1. Zgadzam się w 100% a nawet 200% z tym, że z niewolnika nie ma pracownika. Dlaczego na siłę zmuszać kogoś do gry skoro tego nie chce!? To nie ma najmniejszego sensu.
    Ale za to pomysł z zachęcaniem i nagradzaniem zawodników grających w reprezentacji - jest świetny! Wiadomo, że sama gra z orzełkiem to wielki honor i zaszczyt dla większości zawodników, ale jakaś mobilizacja chyba by nie zaszkodziła.
    Ogłaszanie oficjalnie kto nie chce grać w kadrze też nie ma sensu - przecież kibice widzą, kto gra w biało-czerwonych barwach, a kogo nie ma. Ci co interesują się siatkówką - zwłaszcza co śledzą ligę - wiedzą jak prezentują się zawodnicy i którzy mogliby zagrać w kadrze a ich jednak nie ma.
    Związek ostatnio zaskakuje mnie swoimi pomysłami i decyzjami - a nawet szokuje. Ciekawa jestem co są jeszcze w stanie wymyślić.
    Masz rację - szkoda, że Gosia wcześniej nie zdecydowała się na powrót choć na chwilę do reprezentacji. Jej doświadczenie byłoby nieocenione - co i teraz się przyda. Z wielką przyjemnością zobaczyłabym ją jeszcze raz z orzełkiem, ale jak zadecyduje inaczej zrozumiem jej decyzję i uszanuję.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten pomysł prezesa jest absurdalny, głupi i mówię mu stanowcze NIE! Gra w reprezentacji nie jest nakazem, ale uważam, że dla każdego Polaka gra w narodowych barwach powinna być wielkim zaszczytem i rezygnowanie z niej byłoby niemądre. Prezes za wszelką cenę chce, aby Wlazły wrócił i cała ta sytuacja zaczyna mnie coraz bardziej denerwować. Wlazły robi z siebie taką gwiazdę. Przecież jakby kochał naszą reprezentację to by w niej grał, a on się tylko obraża i strzela fochy, a później zmienia zdanie i znów się obraża.Taka jest moja opinia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba jak zdecydowana większość uważam, że to absurdalny pomysł. Jeszcze niedawno sam prezes PZPS mówił, że z niewolnika nie ma pracownika, a teraz co? Sam sobie przeczy. Zgadzam się z Tobą, że zamiast zmuszać go gry siatkarki i siatkarzy należałoby się zastanowić, dlaczego niektórzy nie chcą w niej grać? Czy to nie przypadkiem przez konflikt z PZPS`em Ania Werblińska i Mariusz Wlazły odmówili kadrze? Może należy poszukać problemu w sobie, wewnątrz związku, a nie ciągle kryć się za stwierdzeniem, że gra w reprezentacji to zaszczyt.
    Co do Gosi Glinki to nie ukrywam, że chciałam ją jeszcze zobaczyć w biało-czerwonej koszulce, a czy wyjdzie to na dobre całej polskiej siatkówce? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  4. "I PZPS właśnie powinien rozbudować system przywilejów dla tych zawodników" - przywilejów, chyba żartujesz... Mają grać, harować na treningach, poświęcać zdrowie i rodzinę i wygrywać! Bo jak będzie im źle szło, to zaraz się zacznie, że "grają na pół gwizdka", "olewają sobie"... I najważniejsze - NIE NARZEKAĆ!
    W Brazylii mogli stworzyć "radę zawodników i trenerów", która jest w kontakcie z władzami związku jako przedstawiciele wszystkich... Co prawda nie wiadomo co z tego wyjdzie, ale widać jakąś chęć porozumienia obu stron. A u nas? Graj i nie narzekaj, albo wypad, najlepiej dożywotnio i z klubu też! I się potem dziwić, że nie chcą, jak na każdym kroku będą złośliwe komentarze, czy to o braku zaangażowania, czy robieniu kariery w reklamach... Brak sił.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie to jest absurd. Po pierwsze PZPS powinien się zastanowić, dlaczego niektórzy zawodnicy odmawiają gry w reprezentacji, bo może tutaj nie jest problem z trenerem tylko problem jest ze strony PZPS-u? Po drugie są zawodnicy, którzy boją się, że psychicznie tego nie wytrzymają. Jak dla mnie czas Mariusza, Daniela w kadrze minął przyszli nowi zawodnicy, którzy tworzą kadrę na przyszłość, którzy mają potencjał, zapał, świeżość i przede wszystkim sława nie uderzyła im jeszcze do głowy jak co poniektórym... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń