czwartek, 28 listopada 2013

Jak trwoga to do... Glinki, Gosi Glinki



Małgorzata Glinka wraca do kadry. To już pewne! Maggie zagra w kwalifikacjach do MŚ, które rozegrane zostaną na początku stycznia 2014 roku w Łodzi. 

Medialne doniesienia pojawiły się już jakiś czas temu, więc raczej nie jest to decyzja zaskakująca. Bo kiedy Gosia musi, że się waha, to w większości przypadków oznacza to dobre wiadomości J
Moja pierwsza reakcja, bo zapoznaniu się z tą wiadomością to po prostu: WOw! Super! Bardzo mnie ucieszyła, jednak im więcej o tym myślę, tym uśmiech na mojej twarzy staje się coraz węższy. Ale może najpierw o dobrych aspektach powrotu Gosi do kadry. 

Nie ulega wątpliwości, że pod względem sportowym, ale i mentalnym to będzie wzmocnienie.  Glinka, w jakiej by nie była w formie jest tej reprezentacji w stanie pomóc. A nie od dziś wiadomo jaki mamy problem apozycji lewoskrzydłowej.  Inny plus. Glinka zadziała jak magnez. Wraz z nią przyjdą pozostałe siatkarki, które z różnych względów w tej kadrze nie wystąpiły w poprzednich sezonach. Glinka dała sygnał: skoro ja mogę grać i powiedzieć ostatnie słowo, to Wy też powinniście! 

Brawa należą się samej zawodniczce, że jeszcze raz chce zagrać w reprezentacji, baa po prostu jej pomóc, widząc to, co się ostatnio z nią dzieje. Musimy sięgnąć po koło ratunkowe, jakim jest Maggie. Wielki szacunek i olbrzymie brawa, za jeszcze kolejny akt poświęcenie i fakt, że losy naszej ekipy nie są Gosi obojętne.

I niestety korzyści się kończą. Dlaczego takiej jak Glinka dać spokój, podziękować jej za te wszystkie lata i pozwolić z godnością odejść z kadry...
Fot. Newspix, Piotr Matusiewicz
Czy będzie to jednorazowy występ tylko na kwalifikacje? Trudno mi sobie to wyobrazić i łudzę się, że tak nie będzie. Wywalczyć awans w jednym składzie, a na same MŚ pojechać w innym. Gdzie sens i logika? Przede wszystkim jeśli chodzi o budowanie składu. One na parkiecie powalczą o bilety, a na wycieczkę pojadę te, które grzeją ławę w klubach. 

Gdzie koncepcja Makowskiego o budowaniu składu na igrzyska? Nie ma, a teraz wiemy, że nigdy nie było. A ten ruch pokazuje, tylko jak w swoim działaniu pogubił się Makowski i PZPS zmieniając gorszych na jeszcze gorszych szkoleniowców.

Fakt faktem jeśli te zawodniczki zagrają też na MŚ, a nawet zadeklarują swój udział w walce o igrzyska to w porządku. Ale takiej pewności nie ma. A jednorazowy udział najlepszych siatkarek ma po prostu zamydlić oczy kibicom, że z żeńską siatkówką nie jest tak źle. Bo brak awansu na MŚ byłby katastrofą… i Całkowitym porzuceniem w głęboką otchłań, z której nieprędko byśmy się wydostali.

Nie mogę się nadziwić, do czego to doszło, że obawiamy się Szwajcarek, Hiszpanek i Belgijek. Co pokazuje, że naprawdę nie ma wiary w nasza kadrę i nie ma na nią żadnej koncepcji na najbliższe lata. Po co szukać następczyń Glinki, przecież można powołać samą Glinkę. Ale czas Gosi biegnie nieubłaganie i wiecznie grać nie będzie.

Owszem Glinka i spółka wywalczą awans, jakieś tam punkty w rankingu zdobędziemy, ale na MŚ zagrają panie, no właśnie, które sportowo odbiegały poziomem od swoich koleżanek, ale podróż do Włoch będzie zaliczona. A co ciekawe, na MŚ musimy bronić 9 pozycji, która dzisiaj wydaje się być marzeniem. Wbrew pozorom, dzięki tym punktom znajdujemy się jeszcze na przyzwoitym poziomie w rankingu FIVB.
Jeden rok straciliśmy już na budowę składy na Rio, teraz zapowiada się kolejny. I na nic zdadzą się jednorazowe akcje jak ta z powrotem Gosi Glinki. 

Mam do niej wielki szacunek i za to, co zrobiła dotychczas i za to, co uczyniła teraz, jednocześnie gdzieś w środku ubolewam, bo gdyby chciała pomóc kadrze w walce o Londyn, to obecnie nasza sytuacja byłaby zupełnie inna, a rankingu nie bylibyśmy obok Kenii czy Algierii. Ogromnie żałuję, że wtedy nikt, z  Prezesem na czele nie namawiał Gosi. A nie ma co ukrywać, że była ona brakującym ogniwem w finałowym starciu z Turcją o olimpijskie paszporty do IO 2012. Fakt, to już historia, ale dlaczego nie wtedy, a teraz? W 2012 roku powrót Glinki byłby znaczący, a teraz? Czy ta decyzja pomoże w postawieniu polskiej siatkówki na nogi? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że skoro Gosia jeszcze raz weszła do tej samej rzeki, to tak szybko z niej nie wyjdzie i ewentualnie zagra jeszcze na MŚ, bo o występ Polek w Rio to ja taki pewny nie jestem…

sobota, 23 listopada 2013

Zamykam Orlen Ligę!

Witajcie! Zastanawiałem się o czym, by dzisiaj napisać. Nadrabiając zaległości natknąłem się w innych mediach na temat zamknięcia tudzież jak inni to nazywają otwarcia Orlen Ligi, czyli żeńskiego odpowiednika męskich rozgrywek Plus Ligi.

Właściwie teraz wiemy już znacznie więcej na ten zamknięcia rozgrywek, bowiem od 2011 roku Plus Liga została zamknięta bądź też krótko mówiąc żadna z drużyn nie spada z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Dylematy w przypadku Orlen Ligi wydają się być mniejsze, ponieważ wiemy z czym to się je. Zamknięta Plus Liga przynosi więcej zysków niż strat, choć obaw przed i po tej decyzji było sporo. Czas pokazał jednak, że była to decyzja słuszna.

Tym samym nie pozostaje mi nic innego jak wysunąć żądanie: zamykamy Orlen Ligę! Zawsze byłem za równym traktowaniem kobiet i mężczyzn, a w przypadku gdy chodzi o siatkówkę to zawsze jestem za wyrównywaniem szans i nie traktowaniem siatkarek jak piąte koło u wozu.

Pytanie brzmi jednak czy wszystkie kluby z Orlen Ligi byłyby na taką decyzje gotowe. I nie chodzi mi tu tylko o kwestie finansowe, ale przede wszystkim o warunek stworzenie kobiecej Młodej Ligi dla zespołów grających w Orlen Lidze. To powinien być obowiązek. Co do hal nie powinno być problemów, bowiem większość zespołów gra w bardzo dobrych salach, jak Atomówki, Pałacanki czy łodzianki.
 
Nie martwiłbym się również o poziom sportowy, bo ten wbrew pozorom może wciąż jest daleki od poziomu europejskiego, ale na szczęście bardzo się wyrównał. A wraz z pojawieniem się na mapie siatkarskiej zespołu z Polic, optymistycznie można również patrzyć, na to co będzie się działo w Europie.

Natomiast wraz z zamknięciem ligi nie powinno iść jej rozszerzenie, na 12 zespołów Orlen Liga gotowa nie jest. Chyba, że znalazłyby się dwie pierwszoligowe ekipy, które stworzyłyby naprawdę solidne podstawy. Czy takie są? Z pewnością możliwości tkwią w Rzeszowie, aby został siatkarską stolicą Polski, Developres Rzeszów śmiało poczyna sobie w pierwszej lidze. Ponadto budżet musiałyby zwiększyć obecnie będące na końcu tabeli Orlen Ligi, czyli Pałac Bydgoszcz i PGNIG Piła.

Jest jeszcze jedna kwestia. W żeńskiej siatkówce działacze w pierwszej lidze bardzo szybko tracą cierpliwość. Było kilka klubów, które mierzyły w awans do najwyższej ligi, niestety gdy tego awansu nie udało się wywalczyć, to zaraz klub został rozwiązany, popadał w tarapaty finansowe lub też zwalniał najdroższe zawodniczki. Eliteski AZS UEK, Jedynka Aleksandrów Łódzki, Silesii Volley MOSiR Mysłowiceczy Pięciogaz Murowana Goślina to przykłady zespołów z ostatnich lat. W innym razie sponsorzy może by się nie wycofali, a działacze spokojnie mogliby budować ekipę nie w perspektywie jednego sezonu, a conajmniej trzech.

Opowiadam się za zamknięciem Orlen Ligi, albowiem wierzę, że to pomogłoby reprezentacji. A nie od dziś wiecie, że dobro żeńskiej kadry leży mi na sercu jak mało komu :)

wtorek, 19 listopada 2013

O tym, co o mnie i obok mnie

Witajcie!
Na początek przepraszam, że nie odzywałem się wcześniej, ale po prostu zabrakło czasu. Teraz też nie mam go zbyt wiele, ale pisanie notki jest lepsze niż przygotowywanie się na jutrzejszą wejściówkę :)

Nie ma lekko również dlatego, że nie dzieje się nic takiego, co dałoby mi temat do stworzenia wpisu, a sam jestem delikatnie wypruty z wymyślania czegoś nowego. Bo nowe muszę wymyślać na zajęciach, na spotkaniach Koła Naukowego Psychologii Sportu i na wpisach na fanpage'ach, które prowadzę.

Troszkę Na początek będzie tyle, że wciąż studiuję dwa kierunki i z żadnego mnie nie wywali, co uznaje za sukces :)

Nadal jest prezesem koła, które też miewa się całkiem dobrze, aczkolwiek wraz z początkiem roku jest jak zwykle kilka spraw do załatwienia. Pochwalę się, że jutro gościem będzie postać z siatkarskich parkietów. Będę rozmawiał z Dariuszem Jasińskim, sędzią z Bydgoszczy - w wolnej chwili oraz jak będzie coś ciekawego to może przemycą tu jakieś wieści ze spotkania :)

A i właściwie, rzecz najważniejsza. Wróciłem do grania! Obecnie gram w Autonomicznej Lidze w Bydgoszczy w ekipie Hirschpolu/Albert.edu.pl Bydgoszcz. Treningi, mecze,  i jeszcze raz mecze i prowadzenie strony na Facebooku zabrały mi kolejne godziny z mojego tygodnia.

I oczywiście piszę pracę, to ta wersja oficjalna dla rodziców i promotorki, a w nieoficjalnej to nadal myślę i zbieram materiały :)

Nie brakuje jednak siatkówki. Oglądam i kibicuje, ale akurat na Puchar Wielkich Mistrzyń czy teraz Mistrzów z uwagi na godziny meczów nie mam na niego czasu, ale spotkania ligowe jak najbardziej oglądam. I trzeba też się wybrać na kolejne spotkanie Transferu, coby panowie zaczęli lepiej grać :)

Trzymam kciuki za siebie i za wszystkich innych borykających się z podobnymi problemami :)


środa, 13 listopada 2013

Być kapitanem, czyli kim?

Nie interesuję się nad wyraz mocno piłką nożną, ale sprawy reprezentacji Polski wciąż mnie dotyczą, a z niezwykłą uwagę czytałem wszystkie doniesienia dotyczące kapitana piłkarskiej reprezentacji Polski Jakuba Błaszczykowskiego.

Wielu myślało, że wraz ze zwolnieniem Waldemara Fornalika, Kuba zostanie pozbawiony opaski kapitana. Nic z tego, zgodnie z zasadą trenera Adama Nawałki, Błaszczykowski wciąż kapitanem będzie, bowiem ma na koncie najwięcej występów z orłem na piersi.

Natomiast, nie od dziś wiadomo, że rola kapitana jest ważną funkcją w zespole sportowym. Nie mnie oceniać czy Kuba do tej roli się nadaje czy też nie, albowiem nie mam takich informacji. Spróbuję jednak zanalizować wybór i role kapitana w zespole pod kątem psychologicznym.

Na początek kilka uwag ogólnych. Kapitanem nie musi być najlepszy zawodnik, nie musi nim być też najstarszy. I co ważne kapitan zespołu to nie to samo, co lider. A wydaje mi się, że u niektórych ta granica wyraźnie się zatarła.

I jeszcze jedna sprawa, która mi się nie podoba to, fakt w jaki sposób dokonuje się wyboru kapitana. Żyjemy w czasach demokracji, kiedy trener nie powinien sam podejmować decyzji, kto jest kapitanem. Z różnych powodów. Po pierwsze może nie znać dobrze zawodników, i wybrać tego, który może nie nadawać się do tej funkcji. Po drugie wybierze zawodnika, który owszem może mieć dobry kontakt ze szkoleniowcem, ale z zawodnikami niekoniecznie.

Dlatego też, dlaczego zawodnicy sami nie mogą wybrać kapitana w demokratycznych wyborach? Zbiera się reprezentacja i na karteczkach po prostu wpisuje nazwisko gracza, któremu chcą powierzyć opaskę. Lepiej mieć zadowoloną drużynę niż niezadowolonego trenera...
Fot. PAP
Niegłupi jest też pomysł zaproponowany przez francuskiego szkoleniowca Laurenta Blanca, który kapitana wybierał z psychologiem sportu, który stworzył specjalny test dla zawodników. Reprezentanci Francji zaangażowali się w ten pomysł, a trener dzięki temu mógł poznać swoich zawodników i rozwiał tym samym swoje wątpliwości, komu przyznać rolę kapitana drużyny.

Warto o tym wspomnieć, bo najzwyczajniej w świecie rodzimy się z pewnymi cechami i nie łatwo je zmienić. Nie możemy nikogo zmusić do mówienia i motywowania innych jeśli nie leży to w jego naturze – niezależnie od tego, ile ma lat. To po prostu nasza osobowość.

Napisałem, że nie podejmę się oceny, czy Kuba Błaszczykowskim jest dobrym czy złym kapitanem, bo nie mam pełnego obrazu. Kapitan powinien być osobą kontaktową, być lubianym przez wszystkich, nie mieć z nikim zatargu i znaleźć czas dla każdego piłkarza na zamienienie choć słówka. To ważne w motywowaniu i wspieraniu ekipy.

Stowarzyszenie Applied Sport Psychology wyróżniła trzy podstawowe cechy dobrego kapitana:
Opiekuńczość - dbać o sukces zespołu, ale też dbanie o poszczególnych zawodników,
Dzielność - kapitan powinien być przykładem dla innych, musi ciężko pracować,
Spójność - spójna komunikacja ze wszystkimi członkami zespołu.

Kapitan musi mieć charyzmę, musi być ugodowy, łatwo nawiązywać kontakty z innymi ludźmi. Nie może przejawiać się agresją, łatwo wpadać w złość. To banały, ale to też prawdziwe stwierdzenia, jak te, że kapitan powinien mieć twardą dupę i otwarty umysł, aby trudnych momentach zarówno na boisku jak i poza nim, udzielając wywiadów wiedział, co i jak powiedzieć, aby zadowolić dziennikarzy, nie przekraczając jednak zaufania drużyny.

Swoimi spostrzeżeniami, z którymi nie sposób się nie zgodzić podzielił się także Ashley Williams, kapitan reprezentacji Walii:


"Nie możesz być przyłapanym na odpuszczaniu. Po pierwsze należy robić za wzór. Musisz potwierdzać słowa czynem. Inaczej reszta zawodników nie będzie cię szanować, gdy o coś ich poprosisz.

Inny ważny element to komunikacja. Jesteś prawą ręką trenera na boisku, więc upewnij się, że każdy w zespole otrzymał przekazywane wiadomości. Mam donośny głos i ciężko pracowałem nad lepszym wygłaszaniem opinii. Nie każdemu przychodzi to naturalnie. Kapitan nie musi krzyczeć, ale czasami trzeba przekazać informację w trakcie gry.

Musisz też zmienić nastawienie. Nie koncentrujesz się już tylko na sobie. Nie pozwól też, aby liderowanie rozpraszało cię od najważniejszych zadań, w moim przypadku obrony. Trzymaj oko na tym, co dzieje się na boisku.

Bądź w dobrych relacjach z każdym w zespole. Daj innym do zrozumienia, że mogą do ciebie przyjść z każdym problemem" - cyt za: http://performance24.pl

Na koniec chciałbym poświęcić kilka słów przywództwie. Kapitan musi być też przywódcą. A dobry przywódca, to taki, który posiada pewien zestaw cech: napęd (ambicja i wytrwałość), uczciwość, motywacja do przewodzenia innym, pewność siebie, inteligencja, znajomość celów grupy, kreatywność (wyobraźnia i oryginalność) oraz elastyczność. Przywódcy nie muszą być wyjątkowymi osobami pod względem wybitnej inteligencji czy też zdolności przewidywania przyszłości, ale muszą mieć właściwy zestaw tych cech, który nie występuje u wszystkich ludzi w takim samym układzie (Jarvis, Psychologia sportu, 2003).

Jak się okazuje wybór kapitana to niełatwa decyzja, ale prześciganie się w nazwiskach, kto lepiej sprawdziłby się w tej roli, a kto nie, z pewnością nie należy do nas, obserwatorów z zewnątrz. I sprawa ta nie dotyczy tylko naszej piłkarskiej reprezentacji, taki wybór będzie czekał nowego szkoleniowca siatkarskiej męskiej kadry, a i u naszych siatkarek z opaską kapitańską ostatnimi laty były spore zawirowania. 

Jakie rozwiązanie jest najlepsze? Oczywiście złoty środek, czyli najpierw przeprowadzenie testów za sprawą, których trener może dokonać wyboru kapitana spośród kilku mających najlepsze wyniki. Bo to kapitan ma być łącznikiem pomiędzy osobą szkoleniowca, a grupą zawodników. 

sobota, 9 listopada 2013

Przedpełski pyta: grasz czy nie grasz?

PZPS za wszelką cenę chcę odnieść sukces na MŚ i wpadł na kontrowersyjny pomysł, aby ten sukces osiągnąć.  Włodarze polskiej siatkówki  podjęli uchwałę o zmianie polityki względem siatkarek i siatkarzy uchylających się od gry w reprezentacji Polski. Tym, którzy bez powodu odmówią występów w zespole narodowym, może grozić nawet zawieszenie lub utrata licencji na grę w zespole klubowym.

Temat ten wraca jak bumerang, co jakiś czas (sprawa z Anna Werblińską (wtedy Barańską) czy z Mariuszem Wlazłym), ale teraz PZPS podjął zdecydowane kroki, aby wymusić grę w reprezentacji.  Jednak większość obserwatorów i fachowców jak mantrę powtarza zdanie: z niewolnika nie ma pracownika! I pełna zgoda.

Pomysł jest dla mnie absurdalny. Przymuszanie kogoś do gry, na dobre nie wyjdzie prędzej czy później i nie chodzi tu o formę sportową, ale o atmosferę w szatni. Historia również wielokrotnie dawała przykłady, że rządy dyktatorskie i zmuszanie ludzi do czegoś, czego nie chcą robić kończy się źle.

Jak dla mnie PZPS ponownie poszedł po linii najmniejszego oporu. Zamiast karać powinien zastanowić się, dlaczego siatkarze i siatkarki odmawiają gry w kadrze i zachęcić ich do gry w reprezentacji. Może by tak zadbać o naszych kadrowiczów, zrobić dobry marketing i umożliwić im grę w reklamach, dać zarobić na kadrze nie tylko na boisku. A może by tak nagradzać kluby mające w składzie reprezentantów Polski, wtedy klub chciałby mieć takich graczy, bo miałyby profity, wtedy kadrowiczom byłoby łatwiej znaleźć pracę i kluby po prostu zabiegałyby o takich zawodników.
Fot. Agencja Gazeta
I inny pomysł. Może radykalny, ale publicznie ogłosić, kto nie chce grać w reprezentacji Polski, tak żeby kibice wiedzieli, komu tak naprawdę zależy na grze w kadrze, a występowanie z orzełkiem to świętość, a nie tylko pusty slogan. Wtedy każdy z szacunkiem podchodziłby do reprezentantów Polski, którzy poświęcają swój czas i zdrowie, by móc dawać radość biało-czerwonym fanom.

Jak zwykle niezwykle celnie o różnych decyzjach PZPS-u wypowiedziała się Katarzyna Skowrońska, która stwierdziła, że gra w reprezentacji Polski nie jest obowiązkiem, ale przywilejem i wielkim zaszczytem. I chyba od tego powinniśmy wyjść w tej dyskusji.

I PZPS właśnie powinien rozbudować system przywilejów dla tych zawodników, którzy chcą śpiewać Mazurka Dąbrowskiego i stworzyć kadrowiczom takie przywileje, gdzie gra w kadrze będzie przyjemnością, a nie odgórnym nakazem.

Pozwolę sobie na delikatną zmianę tematu i poruszę jeszcze jeden wątek budowania sukcesu na MŚ. Mirosław Przedpełski poprosił Małgorzatę Glinkę, aby ta ponownie wspomogła zespół podczas styczniowych kwalifikacji do MŚ. I właściwie wcale mnie to nie dziwi, bo o tym wspominałem, że wraz z powrotem Glinki do Polski pojawi się okazja, by jeszcze raz nakłonić ją do założenia biało-czerwonej koszulki. Przedpełski chce ratować swoją skórę i fotel Makowskiego, bo w przypadku braku awansu do MŚ, żeńska reprezentacja sięgnęłaby dna. A pomysł z Makowskim w roli trenera byłby błędem prezia.
Fot. FIVB
Najgorsze, że Glinka prawdopodobnie się zgodzi, bo kiedy mówi albo nie albo tak to zawsze później decyzja jest pozytywna. Nie wiem, czy to dobrze. Powinniśmy dać jej możliwość zakończenia kariery, przyjmująca wywalczy awans, a na MŚ pojedzie siatkarka, która w lidze grzała ławę, gdzie sens i logika? Mam również zastrzeżenia, co do samej postawy Glinki i jej zdecydowania lub niezdecydowania gry w kadrze. Uważam, że czas, w którym mogła pomóc reprezentacji minął. A ostatni turniej, w którym moim zdaniem powinna pomóc były kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Londynie. Śmiem twierdzić, że gdyby wtedy w Ankarze zagrałaby Glinka, bylibyśmy na igrzyskach…

W każdym razie jaką decyzję Glinka podejmie uszanują i broń Boże nie będę miał do niej pretensji, gdy w Łodzi powinna nam się noga. To nie Glinka będzie winna. Co to, to nie.  Wydaje mi się, że ewentualny powrót Glinki ma być motywacją dla pozostałych siatkarek, które nomen omen nie zrezygnowały z gry w kadrze z błahego powodu. Zaczęliśmy od rezygnacji zawodników z występowania w biało-czerwonych barwach i na tym, też stanęło. Amen.

wtorek, 5 listopada 2013

Przez Glinkę wieje nudą...

Tytuł oczywiście z przekąsem, bo od momentu, kiedy dowiedziałem się, że Małgorzata Glinka wraca do Polski i planuje zakończenie kariery w polskim klubie cieszyłem się nie miłosiernie. I wiedziałem, że nudno nie będzie.

Jednak teraz za sprawą dobrej gry Glinki OrlenLiga stała się przewidywalna. I w ciemno można obstawiać wygraną Chemika Police i liczyć, ile stracą setów, a drużyny przeciwne mogą tylko zakładać ile zdołają wygrać punktów.

Oczywiście Chemik Police to nie tylko Małgorzata Glinka, to prawdziwy dream team, z najlepszymi polskimi siatkarkami wzmocniony bardzo dobrymi zawodniczkami z zagranicy. I jak na polskie warunki został stworzony zespół, który długo może nie doznać porażki. Przede wszystkim dlatego, iż zawodniczki w nim będące gwarantują równy i wysoki poziom. Gra cała drużyna, a kiedy jej nie idzie lub kiedy jest trudna sytuacja, wtedy na boisku jest Gośka i kończy sytuacyjne piłki. W Policach nie będzie tak, jak w ubiegłym sezonie w Sopocie, gdzie punkty zdobywała tylko Rachel Rourke. Australijka mogła i pociągnęła ten wózek sama, Glinka też tak zapowiadała przed sezonem. A co się okazało po pięciu kolejkach?  Glinka jest najlepiej punktującą zawodniczką w swoim zespole.

Nie dane było mi obejrzeć wszystkich spotkań Chemika w tym sezonie, jednak poza pierwszym spotkaniem z Atomem, gdzie widać było, że Gosia bardzo przeżyła debiut po latach, Glinka prezentuje wysoką i stabilną formę, i co ważne, z każdym kolejnym spotkaniem gra coraz lepiej.

Dlatego też trudno znaleźć przeciwnika, która zdoła z Policami wygrać. Owszem to tylko sport, jednak ligowy terminarz pokazuje, iż drużyna z zachodniopomorskiego najtrudniejsze potyczki ma już za sobą. Trzeba też przyznać, że rywalki nie utrudniają policankom zadania. Ostatni rywal, Polski Cukier Muszyna przyjął zasadę, że z Chemikiem nie da rady wygrać jeszcze rozpoczęciem spotkania.
Szkoda.
Fot. interia.pl
Małgorzata Glinka wróciła w wielkim stylu do Orlen Ligi, dając popis swojej gry. Choć wciąż uważam, że stać ją na więcej i wiem, że to więcej pokaże w spotkaniach decydujących, w meczach, gdzie ważyć się będą losy mistrzostwa Polski. Niejednokrotnie, bowiem udowodniła, że jak się czegoś bardzo mocno pragnie, to można tego dokonać. Mistrzostwo Polski to jest jej cel, trofeum, o którym marzy i do którego będzie dążyć, a że jej w życiu wszystko się udaje....

Kibice z plusligowych parkietów mawiali, że kto ma/miał Mariusza Wlazłego ten miał mistrzostwo. Czy w przypadku Glinki także będzie można tak powiedzieć, poczekamy zobaczymy, choć tureccy kibice z pewnością mogą potwierdzić, że Glinka to siatkarka gwarantująca złoto.

Czy tegoroczny sezon będzie nudny? Nie wiem, czas pokaże. Ale jeśli tak, to nie będę marudził, bo dzięki temu mogłem zobaczyć Glinkę na polskich parkietach. Wielką gwiazdę siatkówki, która na zakończenie kariery chciała pożegnać się z polskimi kibicami. I choćby dlatego, będę trzymał za nią kciuki. Dziękuję!

piątek, 1 listopada 2013

Pamiętajmy o tych, których straciliśmy na zawsze...

W tak szczególnym dniu jak dziś słowa są zbędne. Liczy się pamięć. Pierwszy listopada wiąże się zadumą i wspomnieniami o tych, którzy odeszli na zawsze.

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
Teresa Swędrowska,
Stanisław Szozda,
Maciej Berbeka,
Tomasz Kowalski,
Artur Hajzer,
Nikos Samaras.
Ingrid Visser
i wielu wielu innych, którzy odeszli w ostatnich 12 miesiącach.