poniedziałek, 14 października 2013

Przyszła pora na zwierzenia - cz. IX

Ahoj :) Jak ten czas leci, to już dziewiąta część moich zwierzeń, więc do końca zostało już naprawdę bardzo niewiele :)

Dziewiąta część, czyli rok 2009. Rok poolimpijski, który był rokiem troszkę spokojniejszym, ale wcale nie nudnym, również obfitującym w ważne wydarzenia sportowe.

Styczeń to oprócz dyscyplin zimowych także czas piłkarzy ręcznych. Ten dla polskich był szczególny, albowiem po nieudanych igrzyskach biało-czerwoni jechali do Chorwacji potwierdzić, że wciąż są liczącą się ekipą na świecie. Choć początek turnieju był bardzo nerwowy i średnio udany, po pierwszej fazie podopieczni Wenty zajmowali 3 miejsce w grupie i szanse na medal wydawały się minimalne. Nastała jednak druga faza rozgrywek i wygrana z Danią, Serbią i byliśmy o krok od awansu. Wszystko ponownie było w naszych rękach. Trzeba było wygrać z Norwegią. Brrr, jak o tym wspominam, to wciąż mam dreszcze. Cóż to były za emocje, co to było za widowisko, ile nerwów, ileż wylało się hektolitrów potów.

15 sekund do końca meczu remis po 30. Bogdan Wenta prosi o czas. Piętnaście sekund to dużo czasu, na tyle, że udało się wygrać. I od tego momentu mamy w naszym kraju nową jednostkę czasu, jedną Wenę, czyli 15 sekund.

Nie będę jednak więcej opowiadał, to po prostu trzeba jeszcze raz obejrzeć :)

Decydujące momenty od drugiej minuty.

Kiedy to oglądam wciąż się wzruszam, coś niebywałego. Jeden z tych momentów, który będą pamiętał do końca życia. To sprawia, że kocham sport. Nieprzewidywalny i potwierdzający tezę, że cuda się zdarzają. Bramka Siódmiaka dała nam awans do półfinału, w którym co prawda ulegliśmy Chorwatom, jednak w meczu o brąz Polacy wygrali po raz drugi na tych mistrzostwach z Danią i zostali trzecią ekipą globu. Niestety to był ostatni tak dobry sezon w wykonaniu polskich szczypiornistów...

Medal piłkarzy ręcznych był jednak wstępem do wydarzeń z lutego i mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Królowa była tylko jedna. Królowa pochodziła z Polski. Królową była Justyna Kowalczyk. I bez bicia przyznaję, że śledząc te mistrzostwa dopiero na dobre zainteresowałem się biegami narciarskimi. W tym przypadku sportowy sukces przykuł moją uwagę na zainteresowanie w tej dyscyplinie sportu. I tak zostało to dziś i teraz wciąż śledzę pojedynki Justysi z Norweżkami. W ciągu ponad tygodnia trzykrotnie było dane Polakom usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego w Libercu. Wyścigów nie pamiętam, pamiętam natomiast narodową euforię, która przetoczyła się w całej Polsce, ale przede wszystkim w polskich stacjach telewizyjnych, które gdyby mogły to pewnie Kowalczyk zajrzałyby, tam gdzie... wiadomo :) Naprawdę była to przesada, łączenie się z Kasiną Wielką, z Zakopanem, Libercem, wszędzie, po prostu wszędzie. Co za dużo, to jednak niezdrowo.

Potem rzecz jasna była Kryształowa Kula dla Kowalczyk, spore sukcesy także osiągnęli nasi skoczkowie - drugie miejsce w konkursie drużynowym, na drugim miejscu w klasyfikacji PŚ w biathlonie zajął Tomek Sikora (najwyżej w historii) - przegrał tylko z Ole Einarem Bjørndalenem.

Było się z czego cieszyć zimą, była i radość latem. Sierpień: MŚ w lekkoatletyce. Miejsce zdarzeń: Berlin. Na początek bieżnia skoku o tyczce. Właściwie jeszcze przed startem walczono tylko o srebro i brąz, bo złoto zarezerwowane dla Rosjanki Jeleny Isinbajewej. W gronie kandydatek Polki: Rogowska i Pyrek. I tak było, biało-czerwone dyktowały warunki, ale caryca wciąż czekała i patrzyła, jak rywalki się wykańczały. Rosjanka zaczęła konkurs od wysokości 4,75, a wraz z nią w walce pozostały tylko cztery inne tyczkarki. Pierwsza próba nieudana, Rosjanka przenosi wysokość na 4,80. Nic z tego, strąca dwie kolejne próby. Anna Rogowska mistrzynią światą, srebro dla Moniki Pyrek! Cóż za konkurs. Przyznam się szczerze, że długo przyszło mi czekać na takie rozwiązanie, kiedy na podium stanęły obie polskie zawodniczki, zawsze to była albo Rogowska, albo Pyrek, teraz były obie. Super!

Polska dobrze rozpoczęła swój udział w berlińskich zawodach, ale to nie był koniec. Rzut młotem. Anita Włodarczyk posłała młot na odległość 77, 96 m. Mamy rekord świata, właściwie to ma go Anita, radość była tak wielka, że Polka podkręciła kostkę i potem tylko przyglądała się co robią rywalki. Kit z moimi nerwami, ale to co musiała przeżywać Włodarczyk. Nie chcę sobie tego wyobrażać, ciągle w niepewności, a zarazem w gotowości. Tego dnia jednak nie było mocnych na Anitę. I było złoto i był rekord świata.

I trzeba przyznać, że obok Usaina Bolta (3 złota i trzy rekordy świata) to właśnie Polka była największą gwiazdą MŚ w Berlinie.

Dla mnie to jednak wciąż była rozgrzewka przed najważniejszym. Przed przeżyciem na własne oczy mistrzostw Europy siatkarek. Wybrałem się do Łodzi, by dopingować nasze siatkarki. Cudowna sprawa, fantastyczne emocje, niezapomnienie przeżycia. Pierwszy raz byłem na imprezie takiej rangi i było wspaniale. Choć drużyna nie była najmocniejsza, to ambicją i wolą walki nasze siatkarki zdziałały cuda. Wielkie cuda, najpierw w dramatycznym boju, ale i po pięknym meczu pokonały Rosjanki, i dzięki Holenderkom Polki awansowały do półfinału. Porażka z Oranje i wygrana z Niemkami w meczu o trzecie miejsce. Brąz dla polskich siatkarek. Nieziemsko. Choć walkę o medale oglądałem już w tv, rozpoczął się rok akademicki i trzeba było podjąć nowe wyzwanie. A i Malbork rządził w Łodzi i na parkiecie i na trybunach.


Oczywiście byli też nasi siatkarze. Z pierwszym historycznym złotem. Skład był dość zaskakujący i wielu modliło się, aby nasi choć wyszli z grupy. Wyszli i to z pierwszego miejsca. I nie przegrali żadnego spotkania. W finale pokonali Francję, z którą spotkali się także w meczu otwarcia. Bardzo rzadko zdarza się, aby drużyny, które otwierały turniej także go kończyły. Rewelacyjny Paweł Zagumny, Fantastyczny Piotr Gruszka, pozostali także mieli ważny wkład w ten triumf, bo to były mistrzostwa całego zespołu.

I taki był finał moich wspomnień z roku 2009. Wspominam go nad wyraz ciepło i przyjemnie, zresztą widać to wyżej, bo opisałem same dobre rzeczy :)

Ale żeby nie było tak słodko. Byli tacy jedni, co spędzali mi, ale i innym kibicom sen z powiek. Polscy piłkarze. Nie awansowali na Mundial 2010. Wtedy wielki cios. Doczekaliśmy się też nowego trenera, który miał zdziałać cuda. Smuda Franciszek miał przygotować kadrę na Euro 2012, ale jak było to wszyscy wiemy...

1 komentarz:

  1. Akcję z meczu Polska-Norwegia pamiętam jakby to było wczoraj! Te emocje, 15 sekund, strata piłki, pusta bramka, gol ! Tego nie da się zapomnieć ;)
    MŚ w Berlinie - piękne chwile! Trzymanie kciuków za Polaków no i oczekiwanie na biegi i rekordy Usaina, który oczywiście nie zawiódł.
    No i wisienka na torcie - ME. Najpierw nasi Złotopolscy pokazali jak się gra w siatkówkę, a potem dziewczyny wywalczyły brąz!
    Tak to był zdecydowanie udany rok (więc o kopaczach mówić nie będę :P).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń