czwartek, 17 października 2013

Młode, zdolne i pazerne na kasę?

Osoby na bieżąco śledzące mojego bloga wiedzą, iż dość mocno angażuję się w analizę i rozwiązywanie problemów dotyczących żeńskiej siatkówki w reprezentacyjnym wydaniu.

Dzisiejszy wpis będzie próbą opisania kolejnego problemu, który ma, a przede wszystkim może mieć istotny wpływ na sytuację polskich siatkarek w rankingu FIVB, ale także na poziom prezentowany przez siatkarki grające z orzełkiem na piersi.

Po części problem ten zauważyła Małgorzata Glinka, która w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego stwierdziła, iż chciałaby „żeby niektóre dziewczyny były bardziej ambitne i paliły się do gry. Kontrakty nie są najważniejsze, a duże pieniądze przyjdą, jeśli będziesz dobrze grała. Nie odwrotnie”.

Trudno nie zgodzić się z naszą gwiazdą. Nie wszystkie nasze dziewczyny palą się do gry, a kontrakty są dla nich najważniejsze.

Szybki przegląd naszych młodych, zdolnych będących przyszłością kadry. Zaczniemy od Polic. Anna Grejman. Wielu już po sezonie rozegranym w Bydgoszczy widziało ją w pierwszej szóstce kadry Polski. Dobry sezon w Pałacu zaowocował dobrym kontraktem z Polic, na tyle dobrym, że siatkarka niemal od początku wiedziała, że będzie klaskała w kwadracie. Wygrać rywalizację z Glinką, Werblińską? A ligowa rzeczywistość pokazała, że to Raczyńska jest pierwszą zmianową.

Trening z gwiazdami owszem może być pouczający, ale w tym wieku to przede wszystkim trzeba grać, i o wiele lepiej byłoby gdyby Grejman z Glinką rywalizowała jednak po przeciwnej stronie siatki w warunkach meczowych.
Fot. grajnatrzy.pl
Inny przykład. Inne dziewczyny grające w poprzednim sezonie w Pałacu. Justyna Sosnowska (lat 21) i Emilia Mucha (lat 20). Sytuacja bardzo, ale to bardzo zbliżona to przypadku powyżej. Dobry sezon w OrlenLidze i ciach ucieczka do bogatszego klubu, który owszem zagwarantuje wyższe stawki, ale zagwarantuje też podpieranie ścian. A jeśli dołożymy, że chodzi tu o klub z Muszyny… to już wiemy, że tam to się dobrze wypoczywa, a nie szlifuje umiejętności.

Wspomnę jeszcze o dwóch przypadkach, w których dla dziewczyn nie liczy się własny rozwój, a coś innego… Patrycja Polak i Koleta Łyszkiewicz. Ta pierwsza gra w Impelu, druga w Aluprofie. Faktem jest, że obie w poprzednim sezonie trochę pograły, jednak w tym trudno będzie o zagranie choć kilku setów, bowiem obie drużyny poczyniły wzmocnienia na pozycjach przyjmujących i obie siatkarki w kolejce wejścia na parkiet będą ustępowały w większości starszym koleżankom. Czy nie lepiej byłoby, iść do klubu, w którym można by rozegrać pełen sezon, aniżeli ponownie modlić się o słabszą dyspozycję koleżanek bądź nie daj boże kontuzji i w ten sposób wywalczyć sobie miejsce na boisku…

Na szczęście nie dla wszystkich duże pieniądze są najważniejsze. A dla siatkarek bez ambicji radzę wziąć przykład z Joasi Wołosz czy Mai Tokarskiej. Wszystkie pozostałe powinny uczyć się od nich zarządzania swoją karierą i prosić je o doradztwo. Wołosz kilka sezonów spędziła w słabszym klubie w ekstraklasie czyli Gwardii, następnie przeniosła się do klubu z Bielska, gdzie również wywalczyła miejsce w składzie, a po udanym sezonie postanowiła wybrać się do Włoch, które choć teraz nie są już sportową potęgą to jednak wciąż są w czołówce jeśli chodzi o szkolenie zawodniczek i możliwości nabywania nowych umiejętności. Oczywiście klub zagraniczny to zupełnie inna perspektywa gry, nowa kultura, język, inny system grania itp.



Fot. volleybusto.com
Najgorsze jest to, że dziewczyn o mentalności Wołosz jest jak na lekarstwo. Niewiele siatkarek chce walczyć i starać się być najlepszą siatkarką i podnosić swoje umiejętności, a wraz z tym stan konta. Teraz jest zgoła odmiennie. Orlen Liga oferuje niebagatelne kwoty (nawet do 400 tysięcy za sezon), zawodniczkom, które jeszcze nic wielkiego nie osiągnęły. Ja rozumiem pogoń za kasą, w końcu czasy mamy ciężkie. Warto jednak zastanowić się i na początek postawić na własny rozwój, bo za nim przyjdzie wielka kasa.

Droga młodzieży może i zarobicie teraz setki tysięcy. Kupicie sobie nowe auto, większe mieszkanie. Ale to będą setki tysięcy, a czy nie chcecie mieć milionów i mieć nie jeden, a dwa samochody i nie mieszkanie, a wille z basenem?

2 komentarze:

  1. Słowa Gosi Glinki są prawdziwe i smutne zarazem, no ale niestety tak to wygląda, że lepiej wybrać kasę i grzać ławę, niż zadbać o własny rozwój i przyszłość.
    Wiadomo pieniądze - ważna rzecz, ale moim zdaniem nie tędy droga. Przecież właśnie będąc nawet w słabszym klubie mają szansę grać w jak największej ilości spotkań, dzięki czemu nabierają doświadczenia, aby później przejść do silniejszego klubu, gdzie będą mogły już występować jako podstawowe zawodniczki - no a z czasem i trafić na zagraniczne parkiety. Wszędzie tam będą zarabiać, a im będą lepsze, tym większe pieniądze za sezon - i tak jak piszesz mogą mieć potem nawet willę z sauną, basenem i miejscem dla kucyka zamiast mieszkania (a nawet to i to), że o innych przyjemnościach nie wspomnę ;)
    Dobrze, że są jeszcze zawodniczki, które myślą o swoim rozwoju i doświadczeniu wybierając słuszną drogę. Szkoda tylko, że jest ich niewiele...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam bardzo, gdzie jest w tym momencie Grejman, a gdzie Raczyńska? I w ogóle skąd ty możesz wiedzieć czym się kierowały wymienione osoby przy wyborze klubów? Żenujący tekst, pozdro

    OdpowiedzUsuń