czwartek, 19 września 2013

Recenzja: "Wszystkie barwy siatkówki" Marcin Prus

Długo przyszło nam czekać na odważnego siatkarza, który zdecydował się przelać  swoje myśli na papier. Już jest! Doczekaliśmy się! Jedenastego września nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukazała się autobiografia Marcina Prusa zatytułowana „Wszystkie barwy siatkówki”.

Choć siatkówka w Polsce cieszy się niebywałą popularnością nie przekłada się to na liczbę wspomnień zawodników, którzy mieli kontakt z tą dyscypliną. Dlatego też z utęsknieniem czekałem na pierwszą pozycję tego typu. „Wszystkie barwy siatkówki” to historia opowiedziana przez Marcina Prusa wielokrotnego reprezentanta Polski, podopiecznego Irka Mazura ze złotego pokolenia ’77, które w 1997 roku zostało mistrzami świata juniorów. Natomiast sam Prus został uznany MVP tych zawodów. Obecnie jest dziennikarzem Radia Park, w którym komentuje mecze kędzierzyńskiej ZAKSY.

Wobec „Wszystkich barw siatkówki” wiązałem spore oczekiwania i pierwsze strony tej publikacji mnie nie zawiodły. Prus wspominał o swoich niebezpiecznych przygodach z dzieciństwa i igraniem ze śmiercią! Autentycznie, bowiem już na wstępie dowiadujemy się, że babcia uratowała małego Marcinka, gdy ten zwisał przez okno trzymając się jedną ręką parapetu. Potem była łopata w kolanie, widły w nodze i grabie w czaszce…

Zapowiadało się mrocznie, interesująco i elektryzująco. Niestety im w dalej las, tym było przeciętnie. Prus dość luźno podchodził do chronologii wydarzeń. Opisywał swoje początki z siatkówką, nie brakowało też wspomnień z obozów reprezentacji Polski najpierw tej juniorskiej, później seniorskiej. Wiele fragmentów było oczywistych i fani zaznajomieni z siatkówką, mogą odnieść wrażenie, że już to kiedyś czytali, słyszeli lub widzieli. O tym, że Katowice są mekką polskiej siatkówki, a hymn wykonywany przez polskich kibiców wywołuje drżenie całego ciała oraz podkreślenie, że są najlepsi na świecie. Czyż to nie brzmi znajomo? Prus opowiadał również o lataniu w klasie ekonomicznej, podkurczaniu nóg, walczeniu o miejsce z przodu, tuż przy wyjściu awaryjnym bądź rozkładaniu się na korytarzu wzdłuż foteli. Niewiele się zmieniło, bowiem i teraz oglądając ” Igłą Szyte” mogliśmy oglądać podobne obrazki.

W książce widać dziennikarskie zacięcie Prusa, bowiem prosty, wyluzowany język powoduje, że książkę czyta się szybko. Potoczny, a co za tym idzie zrozumiały styl powoduje, że „Wszystkie barwy siatkówki” są tą z gatunku do przeczytania w jeden wieczór. Dodatkowo plusem jest wkładka zdjęciowa, która niejednokrotnie wyrażała więcej niż słowa autora. Ukazane zostały medale, puchary, skany powołań do reprezentacji Polski czy zawodnicze akredytacje na zawody. Brawo!

Poniżej kilka opowiastek z książki:

„Przejechałem pół Polski z dwiema potwornie ciężkimi torbami wypełnionymi sprzętem sportowym i przekreślonymi marzeniami na występy w reprezentacji. Około pierwszej trzydzieści w nocy dnia następnego dotarłem do domu. Mama spojrzała na mnie i po prostu zapytała:
- Marcin, co ty tu robisz?
- Powiedziałaś, że jak mi będzie źle, to mam wrócić do domu. No więc jestem.
Szok. Konsternacja. Niedowierzanie i zdumienie. Wszystko to widziałem na jej twarzy”.

„Na parkiecie znajdowały się obcięte plastykowe butelki a w nich chłodna woda skapująca z grzejników. Nie miała znaczenia, że była ruda, zasyfiona i jechało od niej jak od rzygowin. Ważne, że można było się jej napić”

„- Panie trenerze, chciałem porozmawiać, ale nie wiem, czy mogę być z panem szczery…
- Przecież jesteśmy zespołem, pewnie, że możesz.
- (…) Chodzi o to, że i tak w tym roku zdobędziemy mistrza i problem w tym, że…
- Że?
- Żeby za bardzo nam pan w tym nie przeszkadzał…
Oj, jak Waldemar Wspaniały się wtedy wku…ł! Spieprzałem ile sił w nogach”.


Marcin Prus przez wielu nazywany jest Dennisem Rodmanem siatkówki. Z pewnością nie chodzi tu tylko o ekscentryczny styl bycia, oryginalne fryzury i kolorowe włosy. Wspólną cechę siatkarza i koszykarza można także znaleźć w ich książkach. Obaj na niektórych stronach publikują tzw. złote myśli. U Amerykanina nazywało się to „Rodman radzi”, u siatkarza jest to „Prus mówi”. Tu podobieństwa się kończą, bo o ile Rodmana porady były dość zabawne i pouczające, o tyle Prusa są dość oczywiste na przykład: „Polscy kibice – kocham Was, wiecie”?

Czytając książkę mało było momentów, w których głośno wzdychałem mówiąc: a to ciekawe! Nie od dziś wiadomo, że w Australii w Sylwestra ludzie chodzą w t-shirtach, a Japonia jest krajem aparatów i gejsz. Nie wszystko jednak było nudne. Dowiedziałem się na przykład o sulęcińskiej masakrze wodą metaliczną czy o podziale gotówki zwanym „ósemka” z „szóstki”. Szczegółów zdradzać nie będę, zainteresowanych odsyłam do publikacji.

Być może, moje zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej książki spowodowały, że jestem wymagający. Liczyłem na konkrety, a tych było tyle, ile nieczystych odbić Pawła Zagumnego. Nie brakowało wydarzeń z życia poza boiskowego, ale podniecanie się piciem piwa w ukryciu przed trenerem czy wychowawcą nie jest niczym szczególnym. Każdy kto był na obozie może to potwierdzić. Jest też słów kilka o kobietach, zresztą nie mogło być inaczej, bo Prus to straszny kobieciarz, ale porównanie” każdego faceta przechodzącego obok pięknej kobiety do grubasa, który ślinił się na widok schaboszczaka z ziemniorami i kapustą” było średnio udane.

Momentami jest też zbyt sentymentalnie. Odnosi się wrażenie, że publikacja jest rozliczeniem grzechów i mniejszych występków Prusa, okazją do wypowiedzenia słów: żałuję, przepraszam i dziękuję. Ponadto jest za grzecznie, po Prusie spodziewałem się wyłożenia kawy na ławę. W publikacji ani słowa o ludziach, którzy zaleźli Prusowi za skórę. Prus przyjął zasadę żadnych nazwisk i to co zdarzyło się w szatni, zostaje w szatni. Co z jednej strony jest zrozumiałe (Prus wciąż związany jest z siatkówką, i to w roli dziennikarza, co z pewnością nie ułatwiłoby pracy), z drugiej jednak pozbawia książkę atrakcyjności i szczerości.

Strasznie nad tym ubolewam, ponieważ w większości historii Prus ślizga się po temacie, często zaznacza tylko temat i mknie dalej. Chociaż opowieść dopiero nabierała rumieńców. Mało jest też o rywalizacji sportowej. O turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich w Sydney jest tylko parę słów. Owszem był to turniej nieudany, ale o przegranych i mniej wesołych chwilach tego sportu też trzeba opowiedzieć, o sukcesach Mostostalu raptem kilka zdań. Tak mało było również wspomnień czy porównań  pomiędzy siatkówką lat 90 a tą obecną. Prus słowem nie zająknął się o dotychczas największej rewolucji w volleyu, czyli o roku 1998, których był świadkiem, a kiedy to wprowadzono nowe zasady wygrywania akcji, czy też pojawienia się zawodnika libero. Jak siatkarze radzili sobie z taką zmianą? Prus grał na pozycji środkowego, a więc zawodnika, którego zazwyczaj w drugiej linii zmieniał właśnie libero? Jak się czuł? Czy był zadowolony? Ile trwało przystosowanie do nowego stylu? Te pytanie pozostaną bez odpowiedzi.

Po przeczytaniu tej książki mam spory niedosyt. Ten  mogą mieć wszyscy, którzy z siatkówką nie są na bakier. Dla pozostałych będzie to lektura barwna i atrakcyjna, bowiem nie mam wątpliwości, że opisane zostały barwy siatkówki, jej ciemne i jasne strony (są i sukcesy i porażki, radości i smutki, są triumfy i kontuzje). Dla mnie jednak są to dość blade barwy siatkówki.

Moja ocena: 3,5/5

,,Wszystkie barwy siatkówki”, Marcin Prus, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013



13 komentarzy:

  1. Potwierdziłeś to, co słyszałam od naszej wspólnej koleżanki podczas Memoriału Wagnera. Ona chyba jednak bardziej niż nad nudą w książce ubolewała nad językiem - czy może bardziej: stylistyką. Sama jestem ciekawa tej książki, ale po tych tylko dwóch recenzjach chyba coraz mniej. Lepiej chyba by ten Prus mówił, nie pisał. Bo wygląda na to, że w ślady tamtego Prusa nie poszedł (acz przyznam, że i z tamtym mi było nie po drodze, mimo że lubię czytać, z bólem przeczytałam "Lalkę";).

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że książka będzie bardzo fajna, a po przeczytaniu twojej recenzji trochę się zasmuciłam, bo myślałam, że będzie to książka prawdziwego Prusa-nieszablonowego, trochę kontrowersyjnego. Ale i tak ją przeczytam, bo sama jestem jej bardzo ciekawa. Nawet jak nie będzie jakaś świetna i tak się cieszę, że powstała kolejna książka o siatkówce, bo tych, jak wiadomo, jest bardzo mało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Zanim zajrzałam na Twojego bloga czytałam wywiad z Marcinem na onecie - co za zbieg okoliczności ;)
    Pomimo Twojej nie najlepszej oceny chyba jednak zaryzykuję i przeczytam tą książkę - chociaż dopiero za jakiś czas będę miała ku temu okazję.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz, że książka średnia. Ehh szkoda, bo również miałam nadzieję, że jak już się pojawia na naszym rynku coś o siatkówce to będzie to już naprawdę coś wartościowego i "świeżego", a już szczególnie takiego autorstwa.
    Jednak jak znajdę chwilę czasu to ją przeczytam- nie ma tego tak wiele i można poświęcić chwilę i na te mniej czy bardziej oklepane już tematy

    OdpowiedzUsuń
  5. "...z drugiej jednak pozbawia książkę atrakcyjności i szczerości." - A może mi Pan, Panie Mateuszu powiedzieć, skąd wniosek, że książka jest pozbawiona szczerości? Nie zna Pan wartości tego słowa, skoro jest już Pan tak uznanym BLOGEREM i recenzentą? Dla Pana wiedzy - szczerość to coś, co cenię ponad wszystko i ani jedno słowo w tej książce nie było wymysłem czy też kłamstwem. To, że jestem osobą ze świata siatkówki powoduje, że klasę osobowościową, na którą zapracowałem przez te wszystkie lata mogłem oddać w tej pozycji. Jeśli oczekiwał Pan chamstwa, prostactwa i skandali - niech Pan kupi i czyta "poczytne gazety brukowe". Widział Pan kiedyś, by jakakolwiek pierwsza książka odsłaniała każdą pojedynczą drobnostkę życia prywatnego i zawodowego? Może warto się nad tym zastanowić. To nie jest książka napisana przez jakiegoś człowieka, który chce wybić się i wypromować. To książka w 100% ukazująca mnie, pisana moim językiem. Chce Pan werbalne ukwiecenie łąk pisarskich - żaden problem. Przekaz jest prosty. Taki miał być. To ma dotrzeć do serca czytelnika. Nie chama i skandalisty. Tymczasem pozdrawiam i życzę wielu ciekawych przemyśleń i proponuję używania znaczenia słów, których sens się rozumie. A nie takich, które "pasują do tekstu". Tym wszystkim, którzy jednak zdecydują się sięgnąć po te pozycję - proponuję wyciągnąć własne wnioski. Tylko wtedy okaże się, czy przemyślenia Pana Mateusza są słuszne. Ze sportowym i pisarskim pozdrowieniem, Marcin Prus

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo spóźniona z komentarzem, gdyż książkę nabyłam dopiero teraz, niemal 3 lata po publikacji. Moje wrażenia jak najbardziej pozytywne. Ta pozycja pozwala na oderwanie się od rzeczywistości, zatopienie się w świecie, o którym piszesz. Dla mnie jako kibica siatkówki, to coś niesamowitego móc czytać o czymś, co stało się piękną, ale i bolesną historią. Dzięki niej mogłam przenieść się o kilka lat wstecz do czasów studenckich, kiedy to działam w Klubie AZS Olsztyn i wtedy też było mi dane Ciebie poznać, choć niestety, już nie jako zawodnika, ale jako wartościowego i niezwykle sympatycznego człowieka...Recenzją p.Mateusza przejmować się nie warto, ten kto kocha siatkówkę i zdążył poznać Ciebie, na pewno sięgnie po Twoją książkę i sam oceni. Myślę, że pozytywnie. Biorąc pod uwagę styl, jako polonistka z kilkuletnim stażem, powiem tak - styl lekki i prosty, przez co chwytający za serce i zrozumiały dla przeciętnego odbiorcy. Jak ktoś oczekuje wyniosłego i wyszukanego języka, niech szuka w literaturze pięknej, np. u Mickiewicza. Tylko zasadnicze pytanie - ile osób przeczyta taką "ciężką" literaturę i ile z niej zrozumie? Gwarantuję, że niewielu niewiele...
      Dla porównania czytałam też książkę Pawła Zagumnego - język zupełnie inny, bo i osobowość autora też niepodobna. Gwarantuję, że obie warte przeczytania. Ciekawe, kto następny z siatkarzy pokusi się o napisanie książki? Czekam z niecierpliwością. Pozdrawiam, Emilia

      Usuń
  6. Witam Panie Marcinie! Miło, że odniósł się Pan do mojego tekstu, tekstu będącego recenzją. Czym jest recenzja tłumaczyć nie muszę, dlatego miło byłoby gdyby Pan starał się zaakceptować mój przekaz, a nie wybrać dwa zdania w recenzji - i odnieść się do całego jej kontekstu. Skoro piszę Pan o tabloidach to powinien Pan wiedzieć, że osoby tam piszące, tak właśnie robią, wybierając to, co im pasuje i dorabiają do tego dalszą opowieść. I z całym szacunkiem proszę darować sobie ironię o uznanym blogerze i recenzencie, bo ja nie szukam poklasku i uznania.

    A szczerość to nie to samo, co kłamstwo czy chamstwo i stawianie tych słów na równi ze szczerością mija się z celem i z pewnością pisząc słowo "szczerość" nie miałem na myśli zarzucanie Panu kłamstwa.

    To, czego oczekiwałem to może już moja prywatna sprawa. I proszę mi nie mówić, co mam czytać, a czego nie :) Z racji tego, że studiuje dziennikarstwo muszę i czytać, "poczytne gazety brukowe". Aczkolwiek prawdą jest, że miałem wobec tej książki spore oczekiwania. I odpowiem Panu na pytanie, tak widziałem książki, a nawet je przeczytałem i zrecenzowałem na blogu. Czy to była każda pojedyncza drobnostka z życia prywatnego? Tego nie wiem, a nawet nie chce wiedzieć, bo nie wszystko powinno zostać ujawnione, i ole Dennis Rodman i jego wyznania był aż nadto tabloidowe to historia Tylera Hamiltona, czy Andre Agassiego były satysfakcjonujące bez wspomnień o "makaronie w odbycie". I ponownie odnoszę wrażenie, że zarzuca mi Pan niewiedzę i niekompetencję, a także tabloidyzację mojego tekstu wyrażeniem: proponuję używania znaczenia słów, których sens się rozumie. A nie takich, które "pasują do tekstu".

    Na koniec. Ja ukazuję mój punkt widzenia i dzielę się z czytelnikami moimi refleksjami, nie odradzam, nie zmuszam. Uważam, że ludzie mają wolny wybór i sami zdecydują, po co chcą sięgnąć. Ja zrobiłem, to co do mnie należało. Przeczytałem, poinformowałem,. podjąłem próbę analityczno-krytyczno i na koniec oceniłem. Standard.

    Żałuję, że będąc na tym blogu nie pokusił się Pan o odpowiedzi, które zadałem w recenzji, tylko wybrał Pan sobie jeden wyraz spośród wielu i cały komentarz poświęcił właśnie temu, a moja recenzja składała się z większej ilości użytych słów... Ale zrozumiałe, że broni Pan swojego dzieła. Nie mam z tym żadnego problemu.

    Życzę wszystkiego dobrego! I mimo wszystko, czekam na kolejną Pana pozycję, albowiem wiem, że takowa jest w planach :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja odebrałam książkę z Poczty w Poniedziałek około 11.00 , zaczęłam czytać już w Poniedziałek , a skończyłam Ją we wtorek wieczorem około 22 , więc to mówi samo za Siebie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Panie Mateuszu. Nie chodzi o fragmenty, tylko odniósł się Pan wyraźnie do całości: "pozbawia książkę atrakcyjności i szczerości." Szczerości? - A skąd Pan ma Pan pewne i sprawdzone informacje, że to, co opisałem nie jest szczere? Przekażę jedynie słowo tylułem zakończenia. To 100% prawda. To stwierdzenie, jak żadne inne uderza w całość opisanych przeze mnie sytuacji. Prawda jest taka, że nie mam zamiaru bronić jej jak lew, (choć zapewne jest to normalne) ponieważ krytyki i oceny z ust innych nigdy się nie bałem. Pisząc coś jest inaczej - niż wypowiadając. Tu można się głębiej zastanowić nad tym, co się pisze i zarazem sugestia - proszę celniej kreować zdanie krytyki do poszczególnych pozycji. Czy to do moich kolejnych, czy też do każdej innej książki. Proszę zważyć na fakt: czytają pana opinie inni, sugerując się Pana wypowiedzią. Ominą tę pozycję, gdy zobaczą powyższe stwierdzenie. Ja natomiast przekażę słowa innej czytelniczki, która jest związana z siatkówką. Przy okazji patrzy na to dziennikarskim okiem:

    Twoją książkę czyta się z zapartym tchem. Tak jak Ci mówiłam w Płocku, do dzisiaj pamiętam, jak mój Tata wołał mnie przed telewizor, bo... Marcin Prus. Twoje włosy na stałe wpisały się do historii siatkówki To właśnie na Twojej grze i grze Twoich kolegów z reprezentacji uczyłam się podstaw siatkówki. Dla mnie ta książka była niejako podróżą małej dziewczynki do czasów, gdy cała przygoda z tym sportem u mnie się dopiero zaczynała. Książka dała mi możliwość poznania tej drugiej strony siatkówki. Tak jak mówiłeś, książka zawiera same fakty, nie boisz się w niej pokazać swoich słabości. I za to właśnie Ci dziękuję, że pokazujesz prawdę. Mówisz wprost, że życie sportowca nie jest cały czas usłane różami. Wstawki "Prus mówi" to genialna rzecz, wiele z nich trwale zapisało się w moim serduchu. Mam nadzieję, że nie poprzestaniesz na tej jednej książce i będziesz dalej dzielił się z nami swoimi wspomnieniami, bo tak jak mówiłeś w głębi duszy dalej jesteś i zawsze będziesz sportowcem. Książka w jednych momentach bawi do łez, a w innych sprawia, że serce naprawdę płaczę. Dziękuję Ci właśnie za te emocje!

    Pozdrawiam serdecznie!

    Jeszcze raz dziękuję Ci za wszystko, za poświęcony mi czas, dedykacje na książkach i za to, że dałeś możliwość spełnienia marzeń małej dziewczynki. Rozmowa z Tobą to czysta przyjemność!

    Tak więc wszystkim tym, którzy mają ochotę przeczytać moją książkę - serdecznie ją polecam.
    By utwierdzić czytelników w tym, że warto nadmienię, iż "Marcin Prus. Wszystkie barwy siatkówki" wygrała I turę na Sportową Książkę Roku w Kategorii "Pozostałe". Dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Marcinie - jak to mówią: jeszcze się taki nie narodził... Każdy ma prawo mieć własne zdanie na temat przeczytanej pozycji i jedni ocenią ją pozytywnie, inni negatywnie, jeszcze inni uznają, że nie mają zdania (tego akurat nie rozumiem, ale wolnoć). Mądry czytelnik po recenzji książki oceniał nie będzie i taka recenzja, jak Mateusza, tylko rozbudzi ciekawość i sprawi, że książki nie ominie, a przeczyta. I sam oceni, która recenzja była bliższa prawdzie. Autor, śmiem twierdzić, jest najmniej obiektywnym czytelnikiem :)

      Pozdrawiam obu Panów, a po tej gorącej wymianie zdań namówię powiatową bibliotekę na zakup książki ;)

      Usuń
  11. Trenuję siatkówkę i dlatego stwierdzam iż to bardzo dobrze, że jest ktoś kto robi to zawodowo i chce odsłonić te dobre i ZŁE strony tego sportu ;) <3

    OdpowiedzUsuń