poniedziałek, 16 września 2013

Przyszła pora na zwierzenia - cz. VIII

Witajcie :) Właściwie zastanawiałem się przez cały weekend o czym, by tu napisać. Mistrzostwa Europy siatkarek za nami, ale właściwie nie działo się tam nic, co wymagałoby dłuższego komentarza. Panowie udział rozpoczynają w piątek.
Dlatego też postanowiłem podzielić się z Wami kolejnymi wspomnieniami z mojej przygody ze sportem.

Czas na rok 2008!

Rok, któremu przyświecały dwie imprezy: piłkarskie Euro w Austrii i Szwajcarii oraz Igrzyska Olimpijskie w Pekinie.

Sportowe, siatkarskie emocje zaczęły się już w styczniu! Obie nasze reprezentacje walczyły o paszporty olimpijskie. Panowie w Izmirze. Wynik był słaby, porażka z Hiszpanami, wygrana z Włochami i porażka z Holandią, którą zamknęła nam drogę na wyjście z grupy. Na szczęście, panowie wciąż pozostawali w grze o Pekin. Co zapamiętałem z tego turnieju? Powrót do kadry Dawida Murka. Powrót, który od razu był zakończeniem reprezentacyjnej kariery, tego siatkarza...
Panie miały trudniej. Po pierwsze jeśli chciały wystąpić w Pekinie musiały wygrać turniej europejski, albo dostać się na turniej interkontynentalny, ale żeby w nim grać musiały być w trójce najlepszych europejskich ekip. Więc zaczęło się kibicowanie Rosjankom i Serbkom i robienie wszystkiego, aby turnieju nie wygrały Niemki. Tym samym w półfinale było nerwowo, najpierw Rosjanki musiały wygrać z gospodyniami turnieju w Halle, potem biało-czerwone walczyły z Serbią. Wygrały 3:1 i czekał je finał ze Sborną. Plus był taki, że miały jeszcze jedną szansę na pekińskie igrzyska.

Ten decydujący mecz oglądałem u dziadków (rodzinne obiadki i te sprawy). Nie było zmiłuj, pojechać trzeba było. Oglądamy wszyscy razem, ale po dwóch setach już moja rodzina zaczyna je skreślać, że nie dadzą rady. Rosjanki za mocne i tak jest dobrze. I pyk! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Kolejne dwie partie padają łupem Polek. Ależ emocje. Czas na tie-break. Tam idzie walka, punkt za punkt. Nie kończymy kilku akcji, co wywołało głośne k**wa, (babciu jeszcze raz przepraszam). Polskim liderkom brakuje sił, z kolei liderki Sbornej wypoczywały i w tie-breaku klasę pokazała Sokołowa, która właściwie w pojedynkę doprowadziła swoją ekipę do zwycięstwa i tym samym wyjazdu na igrzyska. Polki grały nieźle, właściwie śmiem twierdzić, iż tak dobrze jak w Halle dawno, ale to dawno  polska reprezentacja nie grała. Z tego turnieju pamiętam jeszcze jeden niezwykły moment. Filmik poniżej :)


Anna Podolec Show, a mikrofon dzierży Jacek Laskowski i Witold Roman…Ciary ciągle mi przechodzą, gdy tego słucham. Lubię to!

Jak wiadomo Polki po 40 latach zagrały na igrzyskach. Wygrały turniej w Tokio. Na IO jednak nie było tak dobrze, chociaż mogło być. Zresztą u panów było podobnie. Przegrany ćwierćfinał z Włochami, porażka szczypiornistów. To są najgorsze wspomnienia z Pekinu, które pamiętać będę, a o których jednak nie będę pisał zbyt dużo. Ato nie tak miało być.

Nie tak miało być wielu ludzi powtarzało jeszcze wcześniej, przed olimpiadą. Czwartego czerwca przyszła fatalna wiadomość. Dwukrotna mistrzyni Europy, 26 letnia Agata Mróz zmarła…Podarowała jednak wszystkim cząstkę siebie. Siatkarska rodzina ponownie pogrążona w żałobie, wcześniej Arek Gołaś*, teraz Agata…

Czerwiec 2008. Piłkarska reprezentacja Polski po iks latach zadebiutowała na Euro! Aż trudno w to uwierzyć, ale mistrzostwa na boiskach Austrii i Szwajcarii były pierwszymi mistrzostwami biało-czerwonych. Narodowa euforia. Flagi były wszędzie! Nawet u mnie na balkonie. Narodowe oglądanie, kibicowanie, komentowanie i utopienie smutków w piwie…, smutków było wiele, bowiem z grupy nie wyszliśmy. Na dzień dobry, dwie bramki od Niemców i starcie z Austrią było meczem o wszystko. W stan radości postawił Polaków Roger Guereiro. I do 93 minuty wciąż byliśmy w grze o wyjście z grupy. Ale, ale kochany Howard Webb podyktował wątpliwego, dyskusyjnego karnego dla Austriaków. Padła bramka. Remis 1:1 i jedziemy do domu. Przegrywamy z Chorwacją i zajmujemy ostatnie miejsce w grupie. Nie dyskutuje się jednak o słabej grze polskiej drużyny, a o Webbie. Anglik był wszędzie i robiono z nim wszystko, to co najgorsze.

Fot. Internet
Euro szybko się dla nas zakończyło, dlatego też szybko swoje oczekiwana przerzucono na igrzyska olimpijskie. O ile Euro oglądałem i po prostu kibicowałem Polakom, bez żadnej spinki , choć rozczarowany (to był ostatni turniej, w którym jeszcze wiedziałem o co kaman w futbolu od a do zet).

Nadszedł czas igrzysk. Pierwsze igrzyska, które oglądałem non stop. Bez przerwy, bez ustanku, każdą transmisję, wszystko :) Dobra przyznaje się :D Nie widziałem na żywo, momentu kto dostąpił zaszczytu zapalenia olimpijskiego znicza. Wszystko to trwało już za długo, więc z kolegami wybrałem się pograć w siateczkę. Dla zdrowia i dobrego humoru.

Raz, dwa trzy! Czas na rywalizację kulomiotów. Pierwsza konkurencja w Ptasim Gnieździe i od razu triumf Polski! Tomasz Majewski – Olbrzym z Polski pcha kulę na odległość gwarantującą złoty medal. Wyprzedził Amerykanów, wyprzedził wszystkich. Był po prostu najlepszy.
Czas na moją refleksję. Teraz po fakcie  każdy tak może napisać, ale byłem nad wyraz spokojny i przeczuwałem ten medal. Oczywiście sugerując się tym co wszyscy mówili, byłem pewny medalu Majewskiego. Bardziej niż tego w Londynie.. Ot taka mała dygresja.

Pozostałe polskie medale i porażki, i te niewykorzystane szanse, w których zabrakło jednego punktu, jednej sekundy, jednego centymetra też widziałem. Pisać będę jednak o najlepszych, bo oni najzwyczajniej w świecie zasłużyli, aby dobrze o nich pisać i ich wspominać. Drugie złoto. Właściwie było pewne na 110%. Wioślarska czwórka, dominatorzy, terminatorzy zrobili swoje: Korol, Jeliński, Kolbowicz i Wasielewski.

Trzecie złoto zdobył Leszek Blanik, w skoku. Konkurencja szybka, widowiskowa, gdzie decydują niuanse, których nie zauważałem. Kibicowałem. I chciałem, żeby Blanik uhonorował swoją karierę medalem z najcenniejszego kruszcu.

Srebrne medale. Dla naszych szpadzistów, czwórki bez sternika wagi lekkiej, kajakarek, Małachowskiego, Kołeckiego i Włoszczowskiej. Właściwie o każdy medal nie było lekko, jednak o to by sięgnąć po złoto również nie było tak blisko.
Brąz w zapasach wywalczyła Agnieszka Wieszczek.

Pekin podobnie jak Ateny (a także i Londyn) to dorobek 10 medali. W Pekinie jednak  było najlepiej, bowiem było najwięcej srebrnych, aż sześć.

Dalsza cześć roku spokojna. Wakacje 2008 były intensywne i bogate w wydarzenia sportowe. I mogłem się w pełni skupić, bowiem były to jeszcze beztroskie wakacje ucznia, który wybierał się do trzeciej klasy liceum :) Już za rok matura… (a dokładniej trochę szybciej).

*Dziś już od 8 lat nie ma z nami Arkadiusza Gołasia. 

2 komentarze:

  1. Z kwalifikacji pamiętam właśnie tą serię Ani ;) Szczęśliwie obie drużyny awansowały na IO tylko szkoda, że skończyło się jak się skończyło.
    Ja zawsze lubiłam (i nadal lubię) oglądać ceremonię otwarcia/zamknięcia Igrzysk, więc widowisko z Pekinu obejrzałam całe ;] no i jak zwykle większość transmisji - i bez problemu wstawało się o 6 na mecze siatkarzy i siatkarek - mimo wakacji ;)
    Historyczne Euro 2008 - gdyby nie Jasiu Rogerski to byśmy nawet tego jedynego gola nie strzelili... a mecz z Niemcami pamiętam szczególnie ponieważ transmisję zorganizowano go u nas 'pod chmurką' w amfiteatrze. Co to były za wspólne emocje - prawie jak tam na stadionie w Klagenfurcie. I mimo, że przegraliśmy 0:2 to jeden pozytyw dla nas oglądających pozostał - w końcu te gole strzelił nasz ziomal Poldi :P
    Howarda zapamiętam chyba do końca życia - i wszystko to co wokół niego było związane (np. niezapomniane teksty pana z historii - najwierniejszego kibica - i jego mini depresję).
    Czas niestety tak szybko płynie i już tyle lat nie ma z nami Arka i Agaty... ale pamięć o nich pozostanie na zawsze.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło jest powspominać czasy, kiedy dobrze działo się w polskim sporcie, a na IO zdobywaliśmy dużo medali. Szkoda tylko siatkarzy, siatkarek i szczypiornistów.
    A Agatę i Arka zawsze będziemy mieli w sercu i nie zapomnimy o nich...

    OdpowiedzUsuń