środa, 11 września 2013

Pytam po raz kolejny: Quo vadis siatkówko kobiet?

Po porażce 0:3 z Włoszkami zakończył się tegoroczny sezon dla polskich siatkarek. Sezon okraszony bagatelną liczbą trzech wygranych pojedynków.   Jedenasta pozycja na ME jest najgorszym występem drużyny narodowej od 1987 roku… Ten rezultat nie jest wypadkową tego sezonu, o czym niejednokrotnie wspominałem. To wynik zaniedbań i przyoszczędzenia związkowych pieniędzy na trenerze z górnej półki. Bo przecież takim nie był żaden z poprzednich szkoleniowców.

O sytuacji w żeńskiej reprezentacji pisałem do znudzenia i mam nadzieję, że nie zraziłem tym moich czytelników. Ile razy błagałem prezesa PZPS o opanowanie się i postawienie na fachowca przez wielkie „F”. I to właśnie związek należy obarczyć, za tak kiepskie wyniki kadry narodowej. Szybkie przypomnienie, jak PZPS doprowadził do upadku żeńskiej siatkówki.

2010 rok – Jerzy Matlak na stanowisku trenera, zdobywa z ekipą 9 miejsce. Matlak zadowolony, bo przecież trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Miejsce te znał też PZPS, bo po kiepskim wyniku (była przecież szansa nawet na półfinał MŚ) trener Matlaczenko nie wyleciał od razu. Matlak z funkcji szkoleniowca wyleciał dopiero 28 czerwca 2011, czyli na tydzień przed oficjalnym meczem kadry w nowym sezonie!

2011 rok – Alojzy Świderek. Nie ze swoją kadrą (powołania wysyłał Matlak) musiał walczyć na ME, w którym przegrał w ćwierćfinale, w WGP nie było wcale lepiej (10 miejsce). Ale usprawiedliwienie było! W końcu to on nie powoływał te dziewczyny.

2012 rok – Alojzy Świderek wciąż trwa na krzesełku. Europejskie kwalifikacje do igrzysk przegrane. Cel nie został zrealizowany.  I czy zwolniono go od razu? Ależ skąd! Czekano do 1 stycznia, wtedy oficjalnie tę decyzję ogłoszono.

2013 rok – Piotr Makowski oficjalnie został ogłoszony trenerem dopiero w kwietniu. Czasu na przegląd siatkarek nie było, bowiem Makowski walczył z Delectą w PlusLidze.

Jak widać PZPS-owi nigdy się nie spieszyło. Zawsze miał czas na wybór kandydata, ich zdaniem najlepszego z najlepszych. Tak było z Matlakiem, tak było ze Świderkiem i tak miało być z Makowskim.  A szkoleniowca z zagranicy, jak nie było, tak nie ma i pewnie długo jeszcze nie będzie.
Choć prawie wszyscy (przede wszystkim jednak zawodniczki) optowali za trenerem z zagranicy. Hugha McCutcheon wyraził swoje zainteresowanie polską kadrą. Ale przecież są lepsi trenerzy, a zdobycie medali olimpijskich przez Nowozelandczyka nic nie znaczy dla PZPS-u. Jest to o tyle dziwne, że my nawet na tych igrzyskach nie możemy zagrać. Byłem przeciwnikiem Makowskiego, bo chciałem żeby wreszcie coś drgnęło i profesjonalnie potraktowano żeńską kadrę. Był jednak moment, kiedy dałem się omotać Makowskiemu. Obiecywał, że będzie młoda kadra, będzie dobra gra i trzeba dać mu i drużynie czas. Czar jednak prysł, gdy zobaczyłem powołania.  Perspektywiczną kadrę buduję się z 28 letnią Różycką czy o rok straszą Kaczor? Przecież jak bardzo by się starał z Różyckiej nie zrobi drugiej Logan Tom, a Kaczor nigdy nie będzie grała jak Sheila. W kadrze Makowskiego była tylko jedna debiutantka – Dorota Medyńska. To ta nowa i młoda drużyna, który musi nabrać doświadczenia, by walczyć o igrzyska? Ktoś chciał ładnie zamydlić oczy kibicom. Ta ekipa nie była ani nowa, ani młoda, ani gwarantująca sportowy progres. Do tego ten pomysł z lewoskrzydłową Skowrońską…  Szczegółowo o obiekcjach wobec Makowskiego pisałem w tekście „Rio nie po drodze Makowskiemu”.

Co gorsza lista zarzutów wobec Makowskiego wydłużyła się, a to za sprawą działań, które mieliśmy wątpliwą przyjemność oglądać  podczas mistrzostw Europy. Przede wszystkim Makowski nie radził sobie z prowadzeniem zespołu. Ta rola go przerosła. Każdy mecz na ME rozpoczynaliśmy inną szóstką i inną kończyliśmy, o niezliczonej liczbie zmian w trakcie każdego z setów i graniem co róż w innych zestawieniach aż głowa bolała. Nie było ładu, nie było też składu. W zespole nie ma żadnej hierarchii, podział funkcji i ról w drużynie nie istnieje. Kto był pierwszą rozgrywającą? Nie wiem do dziś, być może Iza Bełcik. Co ciekawe gdyby nie kontuzja Efimienko, to Tokarska dalej byłaby za bandami (a okazała się, być jedną z zawodniczek grająca na przyzwoitym poziomie). Dlaczego jedna siatkarka po jednym błędzie była już zmieniana, a druga mimo, że zrobiła ich dziesięć wciąż przebywała na parkiecie? Graliśmy od przypadku do przypadku, uda się albo nie uda. Żadnego pomysłu, żadnej koncepcji. Marność nad marnościami.

Fot. PAP
I tak o to rok 2013, jest rokiem straconym, bo nie mamy nic. I cieszę się, że znalazł się ktoś, kto wreszcie o tym głośno powiedział. Szacun panie Wanio! Dalej nie mamy kadry i dalej nie wiemy, kto w niej będzie grał. Czy możemy mieć pewność, że za rok w kadrze nie zobaczymy Radeckiej bądź Kasprzak? Po prostu część siatkarek nie przeskoczy pewnego poziomu i nie osiągnie „international level”. Jeśli z nimi chce grać Makowski, to o igrzyskach może zapomnieć.

Dlaczego nie postawiliśmy na kompletne odmłodzenie składu i sięgnięcie po dwudziestolatki, baaa  nawet po nasze mistrzowskie kadetki. Wtedy nie miałbym pretensji, że wygrały zaledwie trzy mecze. Wiedziałbym, że to zaprocentuje, że nie pójdzie na marne.  Jak na marne nie pójdzie ogrywanie przez Japonki Miyashity czy stawianie przez Brazylijczyków na Gabi.

Od początku starałem się wybiegać w przyszłość i patrzeć, co nas czeka. Mam wątpliwości czy podobnie uczynili w PZPS-ie oraz czy Makowski w ogóle przeglądał przyszłoroczny terminarz? Wie, że w styczniu 2014 roku są kwalifikacje do MŚ? A w nich łatwo o awans nie będzie. Cytat z regulaminu kwalifikacji:  „12 najlepszych reprezentacji wg europejskiego rankingu kadr narodowych z dnia 1 stycznia 2013 zagra w trzeciej, ostatniej rundzie (+ 8 ekip z drugiej rundy) . 20 drużyn zostanie podzielonych na 5 grup po 4 ekipy w każdej. Do mistrzostw świata awansują zwycięzcy turniejów rozgrywanych w systemie "każdy z każdym", a także dwa zespoły z drugiego miejsca, które osiągną najlepszy wynik podczas turnieju kwalifikacyjnego”.

Polki będą w tej dwunastce, ale będą tam też Rosjanki, Serbki, Niemki, Turczynki itd. W grupie mogą się znaleźć też Belgijki, Holenderki czy Chorwatki. Prze ten rok, powinna wyklarować się kadra, która wystąpi w styczniu.  O tym, że to się nie stanie już wiemy, ale czy nasi możni zdają sobie sprawę, że w przypadku braku awansu do MŚ (choć jest to dla mnie odległa wizja, to powoli zaczynam się z nią oswajać), jesteśmy… siatkarskim trzecim światem. I wtedy, o Rio to możemy zapomnieć.

Rok niby nieważny, być może okazać się ważny i decydujący o przyszłości polskiej siatkówki. Trener Niemczyk wspomina, by dać Makowskiemu czas to 2015 roku, ale wtedy to już może być za późno.

Może jestem naiwny, ale wciąż żywię nadzieję, że będzie poprawa. Choć wielce prawdopodobnie zmiany trenera się nie doczekam, więc moich kilka rad dla Makowskiego, żeby nie było, że ciągle narzekam, a nie podaję żadnych  propozycji, aby uzdrowić żeńską siatkówkę.

Mój plan na próbę odratowania siatkówki żeńskiej w reprezentacyjnym wydaniu.
1.    Z kadry 2013 zostawić tylko Skowrońską, Wołosz, Maj, Kąkolewską i Tokarską. Pozostałym grzecznie podziękować.
2.    Porozmawiać i przekonać do gry Skorupę, Bednarek-Kaszę i Zenik.
3.    Dać szansę młodym, zdolnym: czyt. Grejman, Kurnikowska czy Wójcik.
4.    Modlić się, aby Werblińska była zdrowa.
5.    Zatrudnić psychologa, bo Makowski twierdzi, że Polki mają problemy mentalne.

6.    Reprezentacja to nie poligon doświadczalny, czas na zdecydowane konkretne kroki.
7.    Nie traktować żeńskiej siatkówki, jak by była kulą u nogi siatkówki w męskim wydaniu.

8.    Wyruszyć z pielgrzymką do Polic i  ubłagać Glinkę, by pomogła kadrze,  w tym jednym, styczniowym turnieju.
9.    Dać (wszelkimi możliwymi sposobami, nawet finansowymi) polski paszport  Koreance Kim Yeon-Koung, by mogła grać w polskiej kadrze.
10.    Zatrudnić mnie na stanowisku skauta reprezentacji Polski.

4 komentarze:

  1. Bardzo trafny tytuł.Quo Vadis? - odpowiedź niestety jest smutna bo donikąd (lub jak kto woli na dno)...
    Ja też zawsze miałam wrażenie, że reprezentacja siatkarek jest traktowana trochę jak piąte koło u wozu - taki niechciany obowiązek.
    Jakoś ciężko mi w to uwierzyć, że Związku nie było by stać na 2 zagranicznych trenerów. A zmarnowanie takiej okazji, że Hugh McCutcheon chce prowadzić naszą kadrę to jedna z najgorszych decyzji PZPS-u, która będzie się odbijać czkawką długo.
    Sezon kompletnie stracony, żadnych pozytywów na przyszłość nie widać. W przypadku reprezentacji pań zmiany trenera w takim tempie jak to było u siatkarzy na pewno nie będzie. Dlatego będzie tak jak jest, albo niestety (jeszcze) gorzej...
    Zgadzam się z Twoim planem - szczególnie z punktami 2 i 10! :) Tylko szkoda, że nikt nie weźmie tego pod uwagę...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Problemem naszej żeńskiej siatkówki, jest nie tylko szkoleniowiec, ale także... same zawodniczki. Nie oszukujmy się, siatkówka to sport, który prężnie się rozwija. Nowe posunięcia taktyczne oraz techniczne wchodzą w życie teoretycznie każdego dnia. Nasze panie, mówiąc kolokwialnie, w większości przypadków... są już za stare. Zdaje sobie sprawę, że nie brzmi to zbytnio taktownie, lecz spójrzmy prawdzie w oczy. Tak jak piszesz, powinniśmy postawić na młode zawodniczki, które ogrywałyby się na międzynarodowych turniejach. Tym samym, zdobywały nie małe doświadczone przegrywając z takimi zespołami jak Brazylia, USA, Chiny, Japonia itd. Co z tego, że 0:3? O Bułgarkach jeszcze do niedawna nikt nie słyszał, a już teraz walczą o wejście na światowe salony.

    Ja pozostawiłbym takie zawodniczki jak Wołosz, Skowrońska, Tokarska, Kąkolewską, Maj/Zenik. Reszcie bym już podziękował i dał szanse tym młodym zawodniczkom, grającym dotychczas w kadrze juniorskiej.

    Co do samego szkoleniowca... staram się być cierpliwy, bo właśnie tego uczy mnie przede wszystkim japońska siatkówka. Daje szansę panu Makowskiemu i czas. Odmłódźmy kadrę i dajmy panu Makowskiemu popracować z młodymi zawodniczkami. I nie oczekujmy rezultatów w ciągu roku, czy dwóch lat... Ani MŚ 2014 w Italii, ani Igrzyska w Rio 2016 nie dla nas.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze uściślając. Na samym początku napisałem - że "Problemem naszej żeńskiej siatkówki, jest NIE TYLKO SZKOLENIOWIEC (...)" By po chwili pisać, aby dać panu Makowskiemu czas. Broń Boże, abym usprawiedliwiał naszego trenera. W jego działaniach dostrzegam wiele chaosu, tyle, że nie odwoływałbym go z funkcji. W ciągu zaledwie trzech lat, trzech szkoleniowców. Nie tę drogą... :-)

      Usuń
  3. Podpiszę się pod punktem 10. rękami i nogami :) A na punkt 5. też byś się nadał - jak PZPS-owi szkoda kasy, możesz przecież popraktykować dopóki nie skończysz studiów. Bo, już na poważnie, gorzej chyba być nie może (prawda?)... Od 2009 r. żeńska siatkówka konsekwentnie stacza się - a przecież jeszcze chwilę wcześniej była na szczycie. Aż żal na to patrzeć... U chłopaków też nie najlepiej mimo wygranego Memoriału - ale to tylko memoriał, chwilą prawdy będą dopiero ME. Chyba polska siatkówka - najpierw żeńska, a teraz mam wrażenie, że powoli męska idzie tą drogą - zbyt mocno uwierzyła w swoją siłę. Że nieważne kto, co i jak, medale same przyjdą. A nie przyjdą, na wszystko trzeba zapracować, a przede wszystkim trzeba czasu. Zwłaszcza dla trenerów, a ci żeńscy czasu właściwie w ogóle nie dostają, by zbudować długofalowy plan działania. Moim zdaniem to jest przyczyną choćby chaosu w działaniach Makowskiego. Bo w polskim piekiełku nie dostanie drugiej szansy, a wilczy bilet

    OdpowiedzUsuń