czwartek, 15 sierpnia 2013

Recenzja: "9,58 - Autobiografia najszybszego człowieka na świecie" - Usain Bolt

Myślisz Jamajka, mówisz Usain Bolt. Najszybszy człowiek świata jest obecnie najbardziej rozpoznawalnym ambasadorem swojego kraju na świecie. Wcześniej kimś takim był wokalista Bob Marley. Teraz ta niewielka wyspa na Morzu Karaibskim oprócz króla muzyki reggae słynie z najlepszych sprinterów, gdzie króluje właśnie Usain Bolt. Jamajczyk jest zdobywcą sześciu złotych medali na dwóch igrzyskach olimpijskich (Pekin i Londyn), sześciokrotnie też zostawał mistrzem świata – wszystko to na dystansach 100, 200 i sztafecie 4x100m!

Sylwetkę człowieka, który sto metrów pobiegł w 9,58 sekund możemy poznać za sprawą wydawnictwa SQN, które zdecydowało się wydać autobiografię Usaina Bolta zatytułowaną: ,,9,58 -Autobiografia najszybszego człowieka na świecie”.

W książce Jamajczyk dzieli się wspomnieniami z czytelnikami, którzy mają okazję poznać historię najszybszego człowieka na Ziemi. Bolt bez zbędnych opisów, ale za to z dużym poczuciem humoru opowiada o kulisach dochodzenia na światowy szczyt lekkoatletyki. Z autobiografii wyczytamy, że od maleńkości był on bardzo żwawym i ruchliwym dzieckiem, zapowiadającym się na niezłego piłkarza, jeszcze lepszego gracza krykieta, ale to bieganie pochłonęło go do reszty. Tak bardzo, że porzucił gry wideo i rozpoczął treningi, które doprowadziły go do miejsca, w którym obecnie się znajduje. O Bolcie zrobiło się głośno podczas mistrzostw świata juniorów rozgrywanych w Kingston, gdzie rozniósł swoich starszych rywali. On kochał rywalizację, kochał wygrywać dlatego mottem Bolta są słowa: „jeśli raz Cię pokonam, już nigdy ze mną nie wygrasz”. Zdanie to zdaje się mieć potwierdzenie, bowiem Bolt od 2009 roku nie przegrał żadnych zawodów na mistrzowskim poziomie.

Autobiografia Bolta to nie tylko sport. Zresztą nie może być inaczej, bowiem Jamajczyk jest specyficznym sportowcem. Po pierwsze lubił imprezować i nie stronił od napojów wysokoprocentowych, po drugie jest człowiekiem leniwym i lubi czasem nie iść na trening i  wreszcie po trzecie nie dba o dietę, a najlepsze wyniki osiągał zajadając się nuggetsami z McDonalda. 

Mimo to, nie ulega wątpliwości, że Usain Bolt wyznaczył nowe granice ludzkich możliwości. Pokazał, że nie trzeba brać wszystkiego na poważnie. Udowodnił, że sława nie zawsze zmienia ludzi. Sprawił, że ludzie na stadionie i przed telewizorami z pasją zaczęli oglądać lekkoatletykę czekając na Bolta i jego firmowy znak, który zna każdy człowiek na kuli ziemskiej. Co więcej z „9,58” czytelnik dowie się, jakie jest ulubione danie Bolta i na jaką potrawę przychodził do cioci Lilly. Bolt opowiada także o specyficznym podejściu do życia mieszkańców wyspy. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak egzystują Jamajczycy, bądź też poznać jeszcze inne ciekawostki na temat biegacza z Jamajki i jego kraju odsyłam do publikacji. 

Autobiografia Bolta oprócz słów samego Jamajczyka zawiera bardzo dużo zdjęć. Fotografie pokazują biegacza z Trelawny w przeróżnych sytuacjach, od tych bardzo przewidywalnych i oczywistych jak na bieżni czy podczas treningu, aż po te prezentujące rekordzistę świata wypoczywającego na basenie bądź przedstawiają jego bogatą kolekcję koszulek Manchesteru United - klubu, który uwielbia. Fotografie sprawiają, że możemy przenieść się w rodzinne strony Bolta, zapoznać się z miejscem gdzie mieszkał, zobaczyć jak wyglądała szkoła do której uczęszczał. Polski czytelnik z bliska może zapoznać się z kulturą Jamajki, bowiem zdjęcia ukazują Bolta także w codziennych czynnościach na przykład podczas robienia zakupów czy też przedstawiające jego familię ubraną w tradycyjne, lokalne stroje. Każda strona opatrzona jest ilustracją, co dodaje książce jeszcze więcej wyjątkowości i autentyczności słowu pisanemu.

Kilka cytatów z autobiografii:

„Jak zwykle udaliśmy się do McDonalda, gdzie standardowo zamówiłem kubek nuggetsów. Muszę przyznać, że podczas całego pobytu w Chinach nic innego nie jadłem.  Po prostu  było to jedyne jedzenie, któremu mogłem zaufać i po którym nie miałem żadnych sensacji żołądkowych(…). Tak więc oparłem swoje menu na nuggetsach. Śniadanie, obiad i kolacja składały się z piętnastu kawałków kurczaka, do których wypijałem butelkę wody”.

„Nie myślałem o żadnych rekordach świata, po prostu byłem uszczęśliwiony zdobyciem złotego medalu. Lekko zwolniłem wyprostowałem ręce, a potem bębniąc w pierś przekroczyłem linię mety. (…) Wielu zarzucało mi, że była to oznaka braku szacunku dla rywali. Cholera, pomyślałem wtedy, może rzeczywiście nie powinienem był tak robić. To nie było celowe, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę ich urazić, ale podekscytowanie pewnością wygranej wzięło górę”.
 

„Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, gdyż przez całą noc musiałem być DJ-em w klubie. Czasami bawię się w to w domu, więc poprosiłem kolesie w jednym z berlińskich lokali, czy mogę go na chwilę zastąpić. Puszczał strasznie tandetne kawałki, więc chcieliśmy nieco rozruszać zabawę. Po godzinie miałem już dość i chciałem zejść, ale jego nigdzie nie było, wyparował(…). Byłem jedynym, który potrafił obsługiwać sprzęt. Spędziłem tam ponad pięć godzin, wylewając z siebie siódme poty. Po pewnym czasie skończyły się dobre piosenki i musiałem puszczać jakiś chłam. Miałem dość, więc ogłosiłem przez mikrofon: ,,Ludzie, pora zbierać się do domu”. I poszliśmy”.
 

„Nie jestem typowym sportowcem – robię to, na co mam ochotę; siedzę do tej godziny, do której mi się widzi; wychodzę na imprezy, kiedy chcę, i jem to, na co akurat mam chęć. Nie przestrzegam żadnych zasad. Jeśli pytasz mnie, co jest najlepszym jedzeniem dla sportowca, wybrałeś nieodpowiednią osobę, gdyż nie mam zielonego pojęcia, jaka powinna być równowaga między węglowodanami a białkami”.

Z pewnością Bolt nie jest zwyczajnym lekkoatletą i  nie dlatego, co czyni w życiu prywatnym, poza bieżnią, ale to, co robi właśnie na niej, bijąc rekord za rekordem, udowadniając, że niemożliwe staje się możliwe. Jest  niekwestionowanym królem sprintu, jedną z największych gwiazd światowego sportu. Ma doskonały kontakt z publicznością, bawi się i uśmiecha, robi show na które wszyscy z niecierpliwością czekają. Jest postacią charakterystyczną nie tylko dlatego, że wygłupia się przed startem, jak i na linii mety, ale dlatego, że biega tak szybko, jak nigdy przedtem nie biegał nikt.

Bogato ilustrowana publikacja zawiera jeszcze jeden atut w postaci opowieści osób blisko związanych z Usainem, czyli jego najbliższej rodziny, przyjaciół oraz osób, które odegrały w życiu niedoścignionego człowieka szczególną rolę (trenerzy i nauczyciele), dzięki temu poznajemy Jamajczyka jeszcze śmielej, jeszcze dokładniej.

Książka wydana jest świetnie,  twarda oprawa, z ogromną pieczołowitością dobrane zdjęcia, i co najważniejsze pasjonująco i ciekawie opowiedziana historia. Zadbano o każdy szczegół, by autobiografia Bolta była tak dobra jak on sam na bieżni. Sięgajcie po nią jak najszybciej, aby poznać biografię najszybszego z najszybszych.

Moja ocena: 4,5/5

,,9,58 - Autobiografia najszybszego człowieka na świecie”, Usain Bolt, Shaun Custis, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013


Za możliwość przeczytania dziękuję: 

5 komentarzy:

  1. O ile mnie pamięć nie myli to Bolt jednak przegrał jeden tytuł mistrzowski - podczas MŚ w 2011 r. po falstarcie w biegu na 100 m ;)
    Zawsze lubię oglądać zawody lekkoatletyczne - a odkąd 'jest' Usain oglądam je z jeszcze większymi emocjami - czy pobije kolejny rekord, czy znów będzie pierwszy !? Jestem ciekawa czy wg jego zapowiedzi w finale na 200 m zejdzie poniżej 19 sekund.
    Usain to wspaniały sportowiec, którego uwielbiam i mam nadzieję, że jak najdłużej będzie można oglądać jego zmagania na bieżni!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W pewnym sensie rzecz jasna przegrał. Choć chyba nie ma wątpliwości, że gdyby nie ten falstart to miałby kolejne złoto w kolekcji :)

    Też jestem ciekaw startu na 200 metrów, przydałby się jakiś rekord, bo na tych MŚ wyjątkowo ich mało... A kto jeśli nie Usain :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie to najbardziej niepokorny lekkoatleta ostatnich lat - czasami, mam wrażenie, niepokorny w drażniący sposób. Ale na wszelkie drażnienie ma usprawiedliwienie w wynikach - a, niestety, nie każdy sportowiec może nimi obronić swoje widzimisię. Bo dobrym w swoim fachu można wybaczyć więcej niż tylko uważającym się za dobrych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaa to, że by wtedy wygrał to oczywista oczywistość ;)
    Faktycznie dość mało rekordów na tych MŚ - więc w Usainie nasza nadzieja :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś któryś z komentatorów TVP słusznie zauważył, że największym przeciwnikiem Bolta jest on sam. I chyba w tym zdaniu jest sporo prawdy. Na szczęście zarówno na 100 m, jak i na 200 obyło się bez falstartu, ale dwustumetrówka była bardzo w stylu Bolta, zwłaszcza końcówka, kompletnie odpuszczona. Podobnie jak wielu innych zastanawiam się, co by było, gdyby zawsze biegł do końca na 100% możliwości. Jakie wówczas byłyby wyniki? Czy zszedłby na 100 m poniżej 9.50? A na 200 m poniżej 19.00? Wszystkie te pytania pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. I gdy po kolejnej wygranej wykonuje swój charakterystyczny gest, to cyferki przestają się liczyć. Bo to jest człowiek, który robi coś niezwykłego. Bolta albo się kocha, albo się nienawidzi. Ja chyba zaliczam się do tej pierwszej grupy. A bez Usaina lekkoatletyka straciłaby wiele ze swojego kolorytu...

    OdpowiedzUsuń