sobota, 31 sierpnia 2013

Osobisty ranking najlepszych siatkarek świata!

W ostatnią niedzielę publikowałem swój ranking najlepszych siatkarzy świata, który można zobaczyć tutaj.

Teraz postanowiłem stworzyć swoja listę najlepszych siatkarek na świecie. Podobnie jak w przypadku męskiego rankingu, ten również jest subiektywny. Po uwagę brałem wyniki siatkarek, które występowały na siatkarskich parkietach podczas imprez siatkarskich z drugiej dekady XXI w.

Rozgrywające
1. Yoshie Takeshita (Japonia)
2. Nootsara Tomkom (Tajlandia)
3. Lindsey Berg (USA)
4. Danielle Lins (Brazylia)
5. Wei Qiuyue (Chiny)
6. Eleonora Lo Bianco (Włochy)
7. Alisha Glass (USA)
8. Maja Ognjenovic (Serbia)
9. Naz Aydemir (Turcja)
10. Katarzyna Skorupa (Polska)

Przyjmujące
1. Kim Yeon Koung (Korea Płd)
2. Logan Tom (USA)
3. Saori Kimura (Japonia)
4. Jaqueline (Brazylia)
5. Małgorzata Glinka (Polska)
6. Carolina Costagrande (Włochy)
7. Ruoqi Hui (Chiny)
8. Fe Garray (Brazylia)
9. Antonella Del Cora (Włochy)
10. Jordan Larson (USA)

Atakujące
1. Sheila Castro (Brazylia)
2. Jekatarina Gamowa (Rosja)
3. Katarzyna Skowrońska (Polska)
4. Neslihan Darnel (Turcja)
5. Jovana Brakocevic (Serbia)
6. Madelaynne Montaño (Kolumbia)
7. Natalia Mammadowa (Azerbejdżan)
8. Destinee Hooker (USA)
9. Manon Flier (Holandia)
10. Natalia Obmoczajewa (Rosja)

Środkowe
1. Thaisa Menezes (Brazylia)
2. Fabiana (Brazylia)
3. Foluke Akinradewo  (USA)
4. Milena Rasic (Serbia)
5. Victoria Ravva (Francja)
6. Simona Gioli (Włochy)
7. Heather Bown (USA)
8. Christiane Fürst (Niemcy)
9. Maja Poljak (Chorwacja)
10. Xu Yunli (Chiny)

Libero
1. Yuko Sano (Japonia)
2. Fabi (Brazylia)
3. Pannoy Piyanut (Tajlandia)
4. Davis Nicole (USA)
5. Gizem Karadayı (Turcja)
6. Brenda Castillo (Dominikana)
7. Mariola Zenik (Polska)
8. Suzana Cebic (Serbia)
9. Xian Zhang (Chiny)
10. Camila Brait (Brazylia)

Niestety zbyt wiele Polek nie zajęło czołowych lokat, co oddaje chyba aktualną sytuację biało-czerwonych. Można też zauważyć, że w rankingu są zawodniczki, które nie grają obecnie w reprezentacji z różnych powodów jak np. Katarzyna Skorupa czy Mariola Zenik bądź też zakończyły reprezentacyjną karierę jak Małgorzata Glinka. Taka sytuacja nie dotyczy jednak Glinki, w tym sezonie nie widzimy chociażby Takeshity czy Gamowej.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Recenzja: "Cantona. Buntownik, który został królem" Philippe Auclair

Eric Cantona. Uwielbiany przez sympatyków Manchesteru United, niedoceniany przez Francuzów, a przez większość kibiców zapamiętany za sprawą wydarzeń z 25 stycznia 1995 roku. Kung-fu Cantony z meczu z Crystal Palace odbiło się szerokim echem w świecie futbolu. Ten incydentów zmienił również piłkę nożną i od tego czasu już nic nie było takie jak dawniej…

O ataku Cantony na kibica (i nie tylko o tym wydarzeniu) można przeczytać w wydanej przez wydawnictwo Anakonda biografii francuskiego piłkarza, która wyszła spod pióra Philippe’a Auclaira. Francuski pisarz dołożył wszelkich starań, aby biografia o Ericu Cantonie była dokładna, ciekawa i obiektywna. 

Za pośrednictwem biografii „Cantona. Buntownik, który został królem” czytelnik zapoznaje się z wieloma szczegółami z życia francuskiego napastnika. Auclair przedstawia życie Cantony, jeszcze zanim się on urodził. Prezentuje historię dziadków, rodziców piłkarza, którzy osiedli się na francuskich skałach w wiosce Les Caillols, gdzie swoje futbolowe, pierwsze kroki stawiał Eric. Każdy rozdział w tej biografii opisuje nowe etapy w życiu Erica Cantony, które są rzetelnie omawiane przez Auclaira. Począwszy od Auxerre, w którym spędził znaczną część swojej kariery, gdzie mógł zaistnieć w profesjonalnym futbolu. Potem była Marsylia, wypożyczenie do Bordeaux i Montpellier. Natomiast ostatnim przystankiem we Francji, wędrowniczka Cantony było Nimes. Francuz szukał swojego miejsca w futbolu, ponieważ we własnym kraju czuł się nieswojo. Cantona był bliski zakończenia kariery zanim ta na dobre się rozpoczęła. Desperackim ratunkiem miała być podróż do Japonii… Ostatecznie dziwnym i szczęśliwym trafem wylądował w Wielkiej Brytanii.
Z książki dowiadujemy się jak wiele przyniosła mu ta zmiana otoczenia, jak sprawiła, że odżył i znacząco pomógł klubowi Leeds wygrać Premier League. Wędrowniczek Cantona nie zagrzał tam długo miejsca i finalnie przywdział koszulkę Manchesteru United. Francuz wraz z ekipą Czerwonych Diabłów czterokrotnie sięgnął po mistrzostwo Anglii. W Manchesterze jest wychwalany, uwielbiany i szanowany, jest królem Erikiem.

W „Cantona. Buntownik, który został królem”  nie brakuje też wspomnień z reprezentacyjnych występów napastnika, jego wzlotów i upadków, rozczarowań, żalu i ostrych słów, kiedy to sponiewierał szkoleniowca Trójkolorowych Henri Michela nazywając go „kawałkiem gówna”.

Biografia o Cantonie skrupulatnie traktuje wszystkie wydarzenia sportowe. Przeczytamy o każdej bramce napastnika, o każdej asyście czy żółtej kartce. Na całe szczęście historia Cantony to nie tylko futbol. Czy ktoś wiedział, że Francuz interesował się sztuką? Król Eric lubił malować, chodzić do teatru i odpoczywać na łonie natury bawiąc się ze swoimi psami. Był artystą, piłkarzem, piłkarskim artystą.

Publikacja ta jednak nie jest pomnikiem na cześć i chwałę piłkarza. Oprócz blasków Cantony są też i cienie, bowiem Francuz delikatnie mówiąc nie miał łatwego charakteru. Był arogancki, nonszalancki, ekscentryczny, nieszablonowy, w jednej chwili kochany przez miliony, by w kilka sekund pozostać znienawidzonym. Taki był właśnie Eric Cantona. I taki obraz wyłania nam się z biografii, bowiem Auclair nie owija w bawełnę, wykłada kawę na ławę, nie szuka jednak taniej sensacji. Ukazuje piłkarza mające niejedno oblicze. Człowieka kochającego i mściwego, dobrego i złego, skorego do pomocy, nie chełpiącego się sławą, ale też będącego celebrytą i osobą znającą swoją wartość.  Odważny i enigmatyczny, inteligentny i ekstrawagancki. Człowiek z charakterem, ale również z poczuciem humoru. Za przykład niech stanowi wypowiedź Cantony na konferencji prasowej zorganizowanej po ogłoszeniu wyroku sądu za zaatakowanie kibica na Selhurst Park: „Kiedy mewy lecą za kutrem, robią to dlatego, że myślą, iż sardynki będą rzucone do morza”. Cały Eric. Szokuje i bawi.

Kilka cytatów z książki:

,,Byłbym albo twórcą, albo podróżnikiem. Ale przede wszystkim, byłbym biedny. Kiedy jesteś bogaty, nie idzie z tym w parze szczerość. Wielu ludzi dałoby d..., by zarobić pieniądze. Ja, który je mam, chciałbym być biedny. Pieniądze nie czynią mnie szczęśliwym”.

,,Mam w sobie ogień, który żąda swobody i jego uwolnienie nakręca mój sukces. Nie mógłbym mieć ognia bez akceptacji tego, że czasem, gdy go uwalniam, rani. To bolesne. Sam zadaję sobie ból. Mam świadomość samookaleczenia i sprawiania bólu innym”.

,,Gdy jest was czworo, po co wam dom z siedmioma sypialniami? By pochwalić się bogactwem? Kupuję taki dom, jakiego mi potrzeba, nie po to by pokazać, że mam pieniądze - ludzie to doskonale wiedzą. Człowiek kupujący duży dom z wieloma sypialniami ma najprawdopodobniej ubogie wnętrze. Dla mnie najważniejsza jest atmosfera: gdziekolwiek będę ze swoją rodziną, musi być przytulnie. Ludzie sukcesu chcą pokazać swą odmienność. Mieszkają w dużym domu i innym  świecie. Ja chcę żyć w tym samym świecie”.


„Cantona. Buntownik, który został królem” może przerażać swoją objętością (450 stron) i brakiem zdjęć. Warto jednak docenić taką formułę, bowiem sam piłkarz, którego wielokrotnie namawiano do napisania autobiografii nie uczynił tego. A książka napisana przez Auclaira jest solidnie i kompletnie przygotowaną historią, której merytorycznie nie można niczego zarzucić. W książce pojawiają się wypowiedzi osób, które miały na swojej drodze do czynienia z Cantoną (trenerzy, menedżerowie czy dziennikarze), nie brakuje też komentarzy głównego bohatera. 

Jednak, aby nie było tak różowo. Mam kilka „ale” do tej publikacji. Momentami zbyt kwiecisty, metaforyczny język przynudzał, zbędne były ochy i achy nad kamienną drogą wiodącą do domu Cantony. Inny problem to brak przypisów i wyjaśnień do francuskich słów, nie każdy przecież musi być frankofilem. Ponadto niektóre dygresje autor mógłby zostawić dla siebie, bowiem średnio interesowała mnie przypowieść o francuskich gangsterach znanych w latach siedemdziesiątych. I na koniec największy minus należy się korektorom z wydawnictwa, gdyż tak wielu literówek (brak liter bądź poprzestawiana kolejność w wyrazach) w tekście dawno nie uraczyłem.

Podsumowując. Dla kogo jest biografia Erica Cantony? Naturalnie jest to pozycja obowiązkowa dla fanów Manchesteru United! Pozostali, którzy sięgną po tę lekturę także nie powinni się nudzić, ponieważ książka napisana jest na kształt powieści, którą świetnie się czyta. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o biografie sportowców jest to najlepsza pozycja jaka trafiła w moje ręce.

Moja ocena: 4,5/5

,,Cantona. Buntownik, który został królem”, Philippe Auclair, Wydawnictwo Anakonda, Warszawa 2013

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję:

niedziela, 25 sierpnia 2013

Osobisty ranking najlepszych siatkarzy świata!

Witajcie! Pewnie każdy z Was zapoznał się już z rankingiem najlepszych siatkarzy na świecie przygotowanym przez Przegląd Sportowy.   Lista ta wzbudziła moje wzburzenie, podobnie jak Jerzego Mielewskiego. Dlaczego? Na studiach uczono mnie, że najgorsze co może zrobić dziennikarz to dorabiania teorii do potwierdzenia swojej tezy. Mam wrażenie, że w tym przypadku tak było. Autor chciał udowodnić słabość reprezentacji Polski i stąd niska ocena polskich siatkarzy. Ponadto zastanawia mnie jakie były kryteria takie właśnie zestawienia? Przecież jedni grają tylko w klubach, inni pokończyli reprezentacyjne kariery, a niektórych oceniano chyba tylko na podstawie ostatniego sezonu.

Dlatego też postanowiłem stworzyć swój ranking najlepszych na świecie. Oczywiście jest on subiektywny. Po uwagę brałem jednak występy siatkarzy podczas imprez siatkarskich z drugiej dekady XXI w.

Rozgrywający
1. Bruno Rezende (Brazylia)
2. Luciano de Cecco (Argentyna)
3. Mikko Esko (Finlandia)
4. Nikola Grbić (Serbia)
5. Paweł Zagumny (Polska)
6. Siergiej Grankin (Rosja)
7. Dragan Travica (Włochy)
8. Łukasz Żygadło (Polska)
9. Georgi Bratojew (Bułgaria)
10. Valerio Vermiglio (Włochy)

Przyjmujący
1. Osmany Juantorena (Kuba/Włochy)
2. Murilo Endres (Brazylia)
3. Siergiej Tietiuchin (Rosja)
4. Cristian Savani (Włochy)
5. Matej Kazijski (Bułgaria)
6. Michał Winiarski (Polska)
7. Bartosz Kurek (Polska)
8. Matthew Anderson (USA)
9. Earvin Ngapeth (Francja)
10. Leon Venero Wilfredo (Kuba)

Atakujący
1. Maksim Michajłow (Rosja)
2. Ivan Miljković (Serbia)
3. Igor Omrcen (Chorwacja)
4. Leandro Vissotto (Brazylia)
5. Cwetan Sokołow (Bułgaria)
6. Gyorgy Grozer (Niemcy)
7. Liberman Agamez (Kolumbia)
8. Clayton Stanley (Rosja)
9. Jan Štokr (Czechy)
10. Ivan Zajcew (Włochy)

Środkowi
1. Lucas Saatkamp (Brazylia)
2. Dmitrij Muserski (Rosja)
3. Robertlandy Simon (Kuba)
4. Aleksander Wołkow (Rosja)
5. Sidao (Brazylia)
6. Marko Podraščanin (Serbia)
7. Piotr Nowakowski (Polska)
8. Dragan Stanković (Serbia)
9. David Lee (USA)
10. Seyed Mohammad Mousavi (Iran)

Libero
1. Sergio Dutra (Brazylia)
2. Hubert Henno (Francja)
3. Jean-Fracois Exiga (Francja)
4. Krzysztof Ignaczak (Polska)
5. Aleksiej Wierbow (Rosja)
6. Todor Sałparow (Bułgaria)
7. Richard Lambourne (USA)
8. Alexis Gonzalez (Argentyna)
9. Mario (Brazylia)
10. Paweł Zatorski (Polska)

Tak się przedstawiają moje "10". Niestety na pozycji atakującego nikt się zmieścił. Zibi był blisko, ale do najlepszych wciąż brakuje. W większości przypadków miejsca podparte były statystykami i rankingami dostępnymi na stronie FIVB oraz także innych źródłach internetowych np. wikipedia :)

piątek, 23 sierpnia 2013

Przyszła pora na zwierzenia - cz. VII

Ahoj :) Jako, że jesteśmy w pewnym zawieszeniu przed zbliżającymi się wielkimi krokami efektami. Publikuję kolejne moje przeżycia :) Ostatnie zakończyły się dosyć szczęśliwie, bowiem wspominał o japońskim mundialu siatkarzy.



Polscy kibice mieli powody do radości, bowiem po srebrze zdobytym przez polskich siatkarzy w grudniu 2006 roku, narodził się kolejny światowy zespół, na którego punkcie biało-czerwoni oszaleli.

Początek 2007 roku należał do podopiecznych Bogdana Wenty. Mistrzostwa Świata w Niemczech i sukces polskich szczypiornistów sprawił, że piłka ręczna przeżywała w naszym kraju prawdziwy renesans. To był też pierwszy turniej, w którym widziałem polską reprezentację w piłce ręcznej. Wcześniej jakoś była mi obojętna. Ale też mam bardzo miły kontakt z tą dyscypliną, bowiem zacząłem z wysokiego „C”. Z tych MŚ w szczególności pamiętam dwa mecze… pierwszy i ostatni, oba z gospodarzami, Niemcami. Pierwszy cudownie wygrany przez Orłów Wenty i finał, wyraźnie przegrany. I styl gry w walce złoto był podobny jak u naszych siatkarzy. Widać jednak było zadowolenie ze srebra i gdzieś to napięcie puściło i nie pozwoliło już się tłuc z rywalami zza między jak równy z równym. Tam właśnie poznaliśmy Szmala, Bieleckiego, Tkaczyka czy braci Lijewskich. 
Fot. google.pl
 Sukcesów było, co nie miara na początku tego roku. W marcu Adam Małysz powrócił do wielkiego skakania, a my ponownie mogliśmy cieszyć się jego rywalizacją z Jacobsenem. I co ważne, Adam Małysz jako drugi skoczek w historii, po Mattim Nykänenie czwarty raz sięgnął po Kryształową Kulę. Brawo Adaś! Dorzucił też złoto z MŚ, więc Król Adam po słabszym sezonie wrócił na szczyt!

Piłka nożna! Rok 2007 to chyba najlepszy czas dla polskiej piłki nożnej. Polscy piłkarze pod wodzą Leo Beenhakkera awansowali do mistrzostw Europy. Po raz pierwszy w historii! A do sukcesu w eliminacjach doprowadził nas Ebi Smolarek. Fantastyczny czas Ebiego, szkoda, że forma gdzieś uciekła. Do dziś pamiętam spotkania z Portugalią – dawno nie było tak dobrym spotkań w wykonaniu biało-czerwonych. W szczególności te na wyjeździe, gdzie zremisowaliśmy 2:2 i strzał Jacka Krzynówka w końcówce spotkania (mieliśmy wtedy szczęście). To była dobra ekipa, Jacuś, który grał cały czas do przodu, Ebi, Żuraw i Mariusz Lewandowski, który potrafił uderzyć. Eliminacje zakończyliśmy na pierwszy miejscu! Wyprzedzając Portugalczyków mających w składzie Ronaldo. Nie do pomyślenia, ale prawdziwe :)

18 kwietnia 2007 to moment szczególny w historii polskiego sportu. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć. A słowa Platiniego do dziś mi krążą po głowie i czasem lubię je sobie powtarzać: 

Niestety drugie półrocze nie było już tak dobre. Mistrzostwa Europy siatkarzy. Najgorsze miejsce w historii (jedenaste). Nie było już dobrze od samego początku. Pamiętam mecz z Belgią. Szybko biegusiem ze szkoły przed telewizor. Zdążyłem! Mecz w TVP. Jest dramat po pierwszym secie. Przegranym, ale nie ma co rozpaczać. Będzie lepiej - myślę. Wygrywamy drugiego, blamaż w trzecim, nerwowy czwarty set przegrany i porażka 1:3. ME zaczynamy od wpadki, tak się wydaje, że to tylko wypadek przy pracy. Który mocno komplikuje sprawę. Wygrywamy z Turcją, ale baty od Ruskich i w grupie jesteśmy na trzecim miejscu. Medal jest już tylko w marzeniach. Gramy jednak dalej, ale szybko zostajemy sprowadzeni na ziemię i to przez kogo? Przez Finów 0:3 i nie ma już nic. Potem porażki w tie-breaku z Bułgarią i Włochami i jest lipton. Nie ma co pić, nie ma co zbierać. Jest klapa. I wstyd, bo musimy walczyć kwalifikacjach do kolejnego Euro… o tych meczach jednak w swoim czasie.

Biało-czerwoni jadą do domu, a w półfinałach sensacja : Finlandia i Hiszpaniia. Walczą w jednym półfinale, w drugim Rosjanie młócą Serbów. Wielki finał gospodarze mistrzostw kontra siatkarze z Półwyspu Iberyjskiego. Rzecz jasna byłem za Hiszpanami, chyba wszyscy byli. Teoretycznie słabsi, mających przeciwko sobie kibiców, ale też sędziów. Co tam się wyprawiało. Przechodziło ludzkie pojęcie. Akurat pisałem relacje z tego meczu na SportoweFakty.pl, więc notowałem akcja za akcją, kontrowersja za kontrowersją. Rosjanie na kolanach, miało być złoto, ale Hiszpanie przechodzą do historii – Rafael Pascual odchodzi w glorii chwały, a Sbornej na pocieszenie przypadło multum nagród indywidualnych…

Przyszedł i czas na panie. Panie, które broniły złota wywalczonego przed dwoma laty. Jednak już pod wodzą nowego szkoleniowca, Włocha Marco Bonitty. Nie bez trudy, ale z kompletem zwycięstw wygrywają nasze siatkarki swoją grupę. Zwycięską serię kontynuujemy w kolejnej fazie wygrywając z Serbią 3:0, potem Belgia i Holandia. Pierwsze miejsce w grupie. Medal tuż tuż. Jest już półfinał. I do głosu dochodzą głupie zasady CEV. O parach półfinałowych decyduje losowanie. Polki znowu grają z Serbią, w drugim Włochy kontra Rosja. Jest ściskanie kciuków za biało-czerwone w półfinale. Raz się udało z Serbią wygrać i to gładko, to teraz będzie to samo. Pierwszy set jednak przegrany, ale na przewagi. Wkrada się lekkie zaniepokojenie, ale wierzymy. Niestety im dalej w las tym gorzej, kolejne dwa sety przegrane i Złotka nie obronią tytułu. Mecz o brąz przegrywamy. Siadła psychika, jakieś pierwsze animozje, wytykają błędy Bonitcie, ale względnie jest spokój. 

Rozczarowanie jednak spore. Siatkówka strącona z piedestału. Jak się okazało nie na długo.

sobota, 17 sierpnia 2013

Konkurs. Do wygrania biografia Beckhama!

Witajcie! W związku z inauguracją sezonu 2013/2014 w  angielskiej Premier League ogłaszam konkurs, w którym do wygrania będzie biografia Davida Beckhama!

Konkurs potrwa do czwartku, 22 sierpnia do godz. 24.

Zasady konkursu są banalnie proste:
1. Polubić fanpage mojego bloga na Facebooku:
https://www.facebook.com/PoSportowejStronieMocy

2. Odpowiedz na pytanie:
W ilu krajach David Beckham zdobywał mistrzostwo?

Odpowiedzi wysyłać w prywatnej wiadomości na profilu na Facebooku.
Wszystkie inne nie będą akceptowane. Liczy się pierwsze zgłoszenie, wiadomości edytowanie nie będą brane pod uwagę.
Do wygrania „David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda” - Wydawnictwa Sine Qua Non
Nagroda jest tylko jedna, a jej zdobywca zostanie wyłoniony w drodze losowania.  



czwartek, 15 sierpnia 2013

Recenzja: "9,58 - Autobiografia najszybszego człowieka na świecie" - Usain Bolt

Myślisz Jamajka, mówisz Usain Bolt. Najszybszy człowiek świata jest obecnie najbardziej rozpoznawalnym ambasadorem swojego kraju na świecie. Wcześniej kimś takim był wokalista Bob Marley. Teraz ta niewielka wyspa na Morzu Karaibskim oprócz króla muzyki reggae słynie z najlepszych sprinterów, gdzie króluje właśnie Usain Bolt. Jamajczyk jest zdobywcą sześciu złotych medali na dwóch igrzyskach olimpijskich (Pekin i Londyn), sześciokrotnie też zostawał mistrzem świata – wszystko to na dystansach 100, 200 i sztafecie 4x100m!

Sylwetkę człowieka, który sto metrów pobiegł w 9,58 sekund możemy poznać za sprawą wydawnictwa SQN, które zdecydowało się wydać autobiografię Usaina Bolta zatytułowaną: ,,9,58 -Autobiografia najszybszego człowieka na świecie”.

W książce Jamajczyk dzieli się wspomnieniami z czytelnikami, którzy mają okazję poznać historię najszybszego człowieka na Ziemi. Bolt bez zbędnych opisów, ale za to z dużym poczuciem humoru opowiada o kulisach dochodzenia na światowy szczyt lekkoatletyki. Z autobiografii wyczytamy, że od maleńkości był on bardzo żwawym i ruchliwym dzieckiem, zapowiadającym się na niezłego piłkarza, jeszcze lepszego gracza krykieta, ale to bieganie pochłonęło go do reszty. Tak bardzo, że porzucił gry wideo i rozpoczął treningi, które doprowadziły go do miejsca, w którym obecnie się znajduje. O Bolcie zrobiło się głośno podczas mistrzostw świata juniorów rozgrywanych w Kingston, gdzie rozniósł swoich starszych rywali. On kochał rywalizację, kochał wygrywać dlatego mottem Bolta są słowa: „jeśli raz Cię pokonam, już nigdy ze mną nie wygrasz”. Zdanie to zdaje się mieć potwierdzenie, bowiem Bolt od 2009 roku nie przegrał żadnych zawodów na mistrzowskim poziomie.

Autobiografia Bolta to nie tylko sport. Zresztą nie może być inaczej, bowiem Jamajczyk jest specyficznym sportowcem. Po pierwsze lubił imprezować i nie stronił od napojów wysokoprocentowych, po drugie jest człowiekiem leniwym i lubi czasem nie iść na trening i  wreszcie po trzecie nie dba o dietę, a najlepsze wyniki osiągał zajadając się nuggetsami z McDonalda. 

Mimo to, nie ulega wątpliwości, że Usain Bolt wyznaczył nowe granice ludzkich możliwości. Pokazał, że nie trzeba brać wszystkiego na poważnie. Udowodnił, że sława nie zawsze zmienia ludzi. Sprawił, że ludzie na stadionie i przed telewizorami z pasją zaczęli oglądać lekkoatletykę czekając na Bolta i jego firmowy znak, który zna każdy człowiek na kuli ziemskiej. Co więcej z „9,58” czytelnik dowie się, jakie jest ulubione danie Bolta i na jaką potrawę przychodził do cioci Lilly. Bolt opowiada także o specyficznym podejściu do życia mieszkańców wyspy. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak egzystują Jamajczycy, bądź też poznać jeszcze inne ciekawostki na temat biegacza z Jamajki i jego kraju odsyłam do publikacji. 

Autobiografia Bolta oprócz słów samego Jamajczyka zawiera bardzo dużo zdjęć. Fotografie pokazują biegacza z Trelawny w przeróżnych sytuacjach, od tych bardzo przewidywalnych i oczywistych jak na bieżni czy podczas treningu, aż po te prezentujące rekordzistę świata wypoczywającego na basenie bądź przedstawiają jego bogatą kolekcję koszulek Manchesteru United - klubu, który uwielbia. Fotografie sprawiają, że możemy przenieść się w rodzinne strony Bolta, zapoznać się z miejscem gdzie mieszkał, zobaczyć jak wyglądała szkoła do której uczęszczał. Polski czytelnik z bliska może zapoznać się z kulturą Jamajki, bowiem zdjęcia ukazują Bolta także w codziennych czynnościach na przykład podczas robienia zakupów czy też przedstawiające jego familię ubraną w tradycyjne, lokalne stroje. Każda strona opatrzona jest ilustracją, co dodaje książce jeszcze więcej wyjątkowości i autentyczności słowu pisanemu.

Kilka cytatów z autobiografii:

„Jak zwykle udaliśmy się do McDonalda, gdzie standardowo zamówiłem kubek nuggetsów. Muszę przyznać, że podczas całego pobytu w Chinach nic innego nie jadłem.  Po prostu  było to jedyne jedzenie, któremu mogłem zaufać i po którym nie miałem żadnych sensacji żołądkowych(…). Tak więc oparłem swoje menu na nuggetsach. Śniadanie, obiad i kolacja składały się z piętnastu kawałków kurczaka, do których wypijałem butelkę wody”.

„Nie myślałem o żadnych rekordach świata, po prostu byłem uszczęśliwiony zdobyciem złotego medalu. Lekko zwolniłem wyprostowałem ręce, a potem bębniąc w pierś przekroczyłem linię mety. (…) Wielu zarzucało mi, że była to oznaka braku szacunku dla rywali. Cholera, pomyślałem wtedy, może rzeczywiście nie powinienem był tak robić. To nie było celowe, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę ich urazić, ale podekscytowanie pewnością wygranej wzięło górę”.
 

„Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem, gdyż przez całą noc musiałem być DJ-em w klubie. Czasami bawię się w to w domu, więc poprosiłem kolesie w jednym z berlińskich lokali, czy mogę go na chwilę zastąpić. Puszczał strasznie tandetne kawałki, więc chcieliśmy nieco rozruszać zabawę. Po godzinie miałem już dość i chciałem zejść, ale jego nigdzie nie było, wyparował(…). Byłem jedynym, który potrafił obsługiwać sprzęt. Spędziłem tam ponad pięć godzin, wylewając z siebie siódme poty. Po pewnym czasie skończyły się dobre piosenki i musiałem puszczać jakiś chłam. Miałem dość, więc ogłosiłem przez mikrofon: ,,Ludzie, pora zbierać się do domu”. I poszliśmy”.
 

„Nie jestem typowym sportowcem – robię to, na co mam ochotę; siedzę do tej godziny, do której mi się widzi; wychodzę na imprezy, kiedy chcę, i jem to, na co akurat mam chęć. Nie przestrzegam żadnych zasad. Jeśli pytasz mnie, co jest najlepszym jedzeniem dla sportowca, wybrałeś nieodpowiednią osobę, gdyż nie mam zielonego pojęcia, jaka powinna być równowaga między węglowodanami a białkami”.

Z pewnością Bolt nie jest zwyczajnym lekkoatletą i  nie dlatego, co czyni w życiu prywatnym, poza bieżnią, ale to, co robi właśnie na niej, bijąc rekord za rekordem, udowadniając, że niemożliwe staje się możliwe. Jest  niekwestionowanym królem sprintu, jedną z największych gwiazd światowego sportu. Ma doskonały kontakt z publicznością, bawi się i uśmiecha, robi show na które wszyscy z niecierpliwością czekają. Jest postacią charakterystyczną nie tylko dlatego, że wygłupia się przed startem, jak i na linii mety, ale dlatego, że biega tak szybko, jak nigdy przedtem nie biegał nikt.

Bogato ilustrowana publikacja zawiera jeszcze jeden atut w postaci opowieści osób blisko związanych z Usainem, czyli jego najbliższej rodziny, przyjaciół oraz osób, które odegrały w życiu niedoścignionego człowieka szczególną rolę (trenerzy i nauczyciele), dzięki temu poznajemy Jamajczyka jeszcze śmielej, jeszcze dokładniej.

Książka wydana jest świetnie,  twarda oprawa, z ogromną pieczołowitością dobrane zdjęcia, i co najważniejsze pasjonująco i ciekawie opowiedziana historia. Zadbano o każdy szczegół, by autobiografia Bolta była tak dobra jak on sam na bieżni. Sięgajcie po nią jak najszybciej, aby poznać biografię najszybszego z najszybszych.

Moja ocena: 4,5/5

,,9,58 - Autobiografia najszybszego człowieka na świecie”, Usain Bolt, Shaun Custis, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013


Za możliwość przeczytania dziękuję: 

sobota, 10 sierpnia 2013

Reklamy z udziałem siatkarek i siatkarzy

Witajcie! Dzisiejsza notka luźniejsza :) Pewnie niektórzy z Was wiedzą, że  moja praca licencjacka była m.in o reklamach z udziałem sportowców, teraz postanowiłem zagłębić się w tematykę czysto siatkarską. Jako, że reklam z udziałem Polaków jest niewiele będą to także reklamy, w którym wystąpili siatkarze i siatkarki z innych krajów.

Kolejność jest ważna, albowiem im dalej w las tym będą te najlepsze moim zdaniem.

Oczywiście jest w tym duża doza subiektywności, która przejawia się już na samym etapie selekcji reklam, starałem się, jednak wychwycić te elementy, które byłby kluczowe w kształtowaniu wizerunku, oraz przede wszystkim te, które miały pomysł i były najzwyczajniej w świecie zabawne.

Okocim z udziałem Zbigniewa Bartmana
Zaznaczam nie chodzi tu, o fakt, że występuję w niej Zbigniew Bartman. Uważam po prostu, że alkohol i sport się wykluczają. Przynajmniej w takim układzie, jaki był pokazany. Nie będę się rozpisywał, bo wiadomo o co chodzi :) Jakie wartości charakteryzują sport, a co powoduje spożywanie alkoholu. Nawet przy założeniu, że napoje wysokoprocentowe są też dla siatkarzy.


Nivea z udziałem Bruno Rezende
Prawie było dobrze. Jednak z każdą kolejną sekundą oglądania tej reklamy dziwiłem się coraz bardziej. Rozumiem jaki miał być zamysł, ale aż nadto wyolbrzymiono problem potliwości i zrobiono to w mało subtelny sposób. Czarę goryczy przelał zafałszowany obraz, Bruno to rozgrywający a nie atakujący. Obraz w reklamie przedstawia zupełnie, co innego.

To wyżej wymienionych miałem jakieś "ale". Dobra wiadomość jest taka, że pozostałe reklamy są bardzo dobre.

Pantene z udziałem Jaq Carvalho
Nie ma co pisać. Nie ważne, co by reklamowała Jaq i tak byłoby doskonale!

Gillette z udziałem Murilo
Wzięcie ma także Murilo, który wystąpił w reklamie do spółki z innymi sportowcami. Przede wszystkim podoba mi się pomysł reklamy. Gdy widziałem ją po raz pierwszy wywołała uśmiech na mojej twarzy i o oto, w tym wszystkim chodzi.

Linkem z udziałem Francesci Piccinini
Pierwsza reklama z udziałem Włoszki niezła. Mimo, że nie znam języka włoskiego, to i tak zrozumiałem cały dowcip. A ostatnia sytuacja ukazana w reklamie bardzo dobra!


Ponownie Linkem i włoska przyjmująca.Wydaje się, że w tej jest jakoś mniej zabawnie, to zadziałała jednak magia świąt :) Picci jako lekarka, pewnie nie jeden mężczyzna chciałby być na miejscu tego sprzętu.

Sky z udziałem Giby, Bruno, Gustavo i trenera Rezende
Fajne wykorzystanie siatkarzy, którzy po prostu wcielili się w rolę aktorów. Muszę przyznać, że wypadli całkiem nieźle. Było mrocznie, czasami przerażająco, jedna nie na tyle by przełączyć na inny kanał.

W drugiej reklamie gwiazdą jest Giba

I świeża reklama Sky z Gibą podsumowująca jego karierę. Reklama ta jest zrobiona nad wyraz ciekawie. Mimo licznych sukcesów Brazylijczyka zostało to zgrabnie wkomponowane w bądź co bądź krótki spot reklamowy. Jeszcze na zakończenie kariery Giba spija śmietankę.

Monte z udziałem Bartosza Kurka
Pierwsza polska reklama tak dobitnie wykorzystująca polskiego siatkarza. Reklama mająca wbrew pozorom konkretne przesłanie, jest interesująca i zabawna. Dobrze wykonana, Kurek nie ma się czego wstydzić podobnie zresztą jak jego młodszy brat, który okazał się prawdziwą gwiazdą w tej reklamie. Myślę, że dla młodych widzów, dla których jest ona skierowana posiada ważne wartości, przede wszystkim niesie istotne przesłanie, że można zostać kimkolwiek się chce.

Pij Mleko z udziałem Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty, Piotra Gruszki i Sebastiana Świderskiego
Po pierwsze reklama społeczna, po drugie świetnie zrobione. Nie potrzeba lepszej rekomendacji. Dla mnie osobiście zalicza się do czołówki polskich reklam, w której wystąpili sportowcy.

Na koniec o dwóch reklamach, które moim skromnym zdaniem są rewelacyjne! Mistrzowskie, mogę je oglądać i oglądać.

VakifBank z udziałem reprezentantek Turcji
Tureckie siatkarki ratują świat przed zagrożeniem. Niebywałe umiejętności pozwalają im odbijać meteoryt, tak aby ludzie byli bezpieczni. Świetna! Żywa i wartka akcja. Wykorzystano wiele siatkarek, co nie jest łatwe w reklamach, a mimo wszystko dało to porażający efekt. I oczywiście prosty, ale obrazowy slogan reklamowanego produktu, skoro siatkarki Turcji dbają o bezpieczeństwo świata, to Vakifbank najlepiej zadba o Twoje pieniądze.

Unilever z udziałem Bruno Rezende, Bernardo Rezende, Fernanda Venturini
K-A-P-I-T-A-L-N-A-! Doskonale łączy siatkarskie akcenty i techniczne zagrania z prywatnym życiem. Gdy dodamy do tego, jedną, wielką szczęśliwą rodzinę to co może być piękniejszego. A wiem, miła niespodzianka na koniec, która wyłamała się z siatkarskiej tradycji :D

Powyższe zestawienie pokazuje, jak mocno angażują swoich siatkarzy brazylijskie firmy. Brazylijczycy występują w największych kampaniach bardzo ważnych graczy na rynku, bowiem są to niezwykle poważne firmy: Unilever czy Sky wykładają olbrzymie pieniądze nie tylko sponsorując sport.

Mam nadzieję, że doczekam się czasów, kiedy tak często w reklamie będą występować polskie siatkarki i siatkarze. Oby wraz z reklamą Kurka, i Bartmana pojawiły się kolejne (jest też reklama z Zagumnym Orlenu, ale to z udziałem również innych polskich sportowców).

A Wy macie jakąś swoją ulubioną reklamę?. Jeśli ktoś widział inną reklamą to bardzo proszę o podzielenie się linkiem z chęcią obejrzę :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rio de Janeiro nie po drodze Makowskiemu

Witajcie. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami dzisiejszy tekst poświęcony jest poczynaniom naszej żeńskiej kadry siatkarek. Na początek trochę optymizmu, Katarzyna Skowrońska-Dolata. Światowa klasa, siatkarka wybitna jedyna w swoim rodzaju i właściwie żal mi Kasi, że musi grać w tak nieudolnej reprezentacji. Pochwalę jeszcze Agnieszkę Kąkolewską, która udowodniła, że warto postawić na naszą siatkarską młodzież, bo daje radę!

Moje gorzkie przemyślenia dotyczące żeńskiej kadry.

Selekcja zawodniczek
Trener Makowski swoimi powołaniami do kadry udowodnił, że nie miał czasu przyglądać się reprezentantkom Polski, bo powołał te, które bez formy były i są dalej. Co gorsza w kadrze są zawodniczki, które nawet w klubie przegrywały rywalizację z innymi siatkarkami. O kogo chodzi? O Joannę Kaczor, która w klubie była zmienniczką Katarzyny Zaroślińskiej, a w reprezentacji ma być podstawową atakującą! Niepojęte i zatrważające, a że Makowski popełnił błąd pokazały mecze z Brazylią, USA i Rosją podczas, których nasza atakująca nie potrafiła skończyć piłek na pojedynczym bloku!

Nowa, młoda drużyna?
Jak dla mnie to kadra nie jest ani nowa, ani młoda. Liczba debiutantek? Zero! Trener Makowski nie powołał żadnej siatkarki, która nie wystąpiła w biało-czerwonych barwach. Kąkolewskiej nie odkrył pan Piotr, a wcześniejszy szkoleniowiec Alojzy Świderek. A poza tym? Same znane siatkarki, grające w reprezentacji, które były sprawdzane wielokrotne, a które wielokrotnie się nie sprawdziły. Radecka w kadrze była już od dawna. Nie jestem wielkim zwolennikiem rozegrania Mileny, i niejednokrotnie pisałem już, że z takim rozegraniem polska reprezentacja nie zwojuje nic na świecie i wciąż ta teza znajduje swoje potwierdzenie. O Kaczor pisałem wyżej, więc nie będę się powtarzać poza tym, że niektórzy powinni przestawić zegarki i kupić kalendarz na rok 2013, a nie wciąż żyć rokiem 2009. Różycka w kadrze była, Sieczka, Konieczna też. Ani to młode, ani nowe i co istotne ani obiecujące. Te siatkarki po prostu nie przeskoczą pewnego poziomu, idąc myślą Leo Beenhakkera to nie jest international level. Po prostu.

Skowrońska przyjmującą
Od początku ten pomysł był dla mnie nietrafiony i wciąż taki jest. Makowski nie uczy się na błędach swoich poprzedników popełniając te same grzechy. Na siłę z atakującej chce zrobić przyjmującą, która w ostateczności nie przyjmuje, a przyjęcie zespołu opiera się tylko na dwóch siatkarkach. Przypomnę, że taki pomysł miał Matlak, wtedy to on chciał postawić na Kaczor na lewym, ale bardzo szybko się z tego pomysłu wycofał. Kolejny, który chciał mieć dwie wieże na skrzydle był Świderek. W ostateczności pomysł z Żebrowską na lewym także okazał się nieskuteczny. Rywalki taktycznie rozpracowały Polki, i mecz finałowy z Turcją o olimpijski paszport biało-czerwone przegrały z kretesem, bowiem Anna Werblińska nie wytrzymała takiego obciążenia.

Teraz historia się powtarza. Jest identycznie, bowiem Skowrońska przyjmującą jest tylko na papierze. W rzeczywistości nie przyjmuje piłek (w meczu z Rosją tylko cztery!), więc, po co ta cała farsa. Jeśli mamy tak grać, że Skowrońska zdobywa 41 punktów, to dbając o lepsze przyjęcie zagrajmy z dwoma libero, Różycka w ataku i tak jest nieskuteczna, więc żadna strata a przynajmniej przyjęcie będzie lepsze?
Oczywiście żartuję, ale z tego pomysłu, czym prędzej trzeba się wycofać. Co z tego, że Kaśka jest na lewym jak na prawym nikogo nie ma, więc na jedno wychodzi. Dalej mamy tylko jedno mocne skrzydło, a dodatkowo nie mamy przyjęcia.
Fot. FIVB
Warto zwrócić uwagę, że zmiana pozycji powoduje, że zawodniczka na nowo musi się wszystkiego uczyć. Jeśli ktoś przez wiele lat atakował, blokował i bronił na prawej stronie posiada wytrenowane nawyki, które nie sposób tak łatwo zmienić. Dlaczego, więc niepotrzebnie kombinować i pozbawiać nas atutów w postaci Skowrońskiej atakującej?

Żadna, ale to żadna reprezentacja nie tworzy takich dziwolągów, nigdzie nie ma takiego ustawienia. Tylko my musimy tworzyć coś, co nie wychodzi. Mamy dążyć do najlepszych na świecie, to patrzmy jak oni grają. Brazylijki wcale nie mają wysokiego składu, o Japonkach nie wspomnę, a które stawały na podium dwóch ostatnich międzynarodowych imprez (brąz na MŚ i IO). Również w naszej historii, za czasów Andrzeja Niemczyka, nie mieliśmy wysokiego składu, kiedy zdobywaliśmy złoto mistrzostw Europy.  Można? Można!

Brak perspektyw
Jak dla mnie ta kadra w tym kształcie nie ma perspektyw. Podobno ma być budowana na Rio. Czy ktoś w to jeszcze wierzy? Jakieś mrzonki. Jak rozumiem dojdzie Werblińska i to ona ma brać ciężar przyjęcia wraz z Maj. Super, ale tak czterech sezonów nie pogramy, no i co dalej? Uważam, że teraz obok Różyckiej grać powinna młoda, zdolna siatkarka – Grejman, Wójcik czy Kurnikowska. Skowrońską dać na prawe. Bo nie wierzę, że któraś z tych trzech przyjmujących przyjmuje gorzej od Skowrońskiej. One grają na tej pozycji, więc kryć ich nie trzeba, chyba, że miałyby problem, wtedy można zagrać na dwie przyjmujące. Dzięki temu, te siatkarki wciąż są w grze. Przede wszystkim jednak jest perspektywa na przyszłość. Zdobywają międzynarodowe doświadczenie, które musiałoby zaprocentować, wolałbym oglądać cztery błędy w przyjęciu Grejman czy Wójcik niż Różyckiej. .

Swoją drogą zamiast przestawić Skowrońską na lewe, pan trener mógłby poświęcić swój czas na potrenowanie przyjęcia z tą grupką zawodniczek?

Ponadto nie posiadamy własnego stylu, to co gramy jest nijakie, nie wiadomo, do czego dążymy. To nie przypomina gry Brazylijek, Amerykanek czy Rosjanek. Co gorsze, ciekawszą siatkówkę grają chociażby reprezentantki Kazachstanu, tak tak! Mam rację, więcej kombinacji i normalności znajduje się w grze siatkarek z tego właśnie kraju.

O tym, że warto stawiać na kompletnie nowe zawodniczki pokazują Amerykanki, które nowym składem grają tak, że z miejsca stały się kandydatkami do medalu WGP. Brazylijki też stawiają na młode zawodniczki, a mamy tylko młode środkowe, które pewnie i tak w kadrze by się nie znalazły, gdyby nie kontuzje Bednarek-Kaszy i Okuniewskiej. Po prostu Makoś nie miał wyjścia, dlatego powołał młodsze.

Serce boli, kiedy się patrzy co się wyprawia z naszą żeńską kadrą…

Czy będzie lepiej?
Fot. eurosport.onet.pl

sobota, 3 sierpnia 2013

Recenzja: "David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda" Gwen Russell

Na mojej liście ulubionych piłkarzy, których dopinguję i którzy byli ze mną od początku mojej przygody z piłką zmuszony jestem wykreślić kolejne nazwisko. Beckham. David Beckham zdecydował się definitywnie zakończyć sportową karierę. Karierą, którą zachwycał się każdy fan futbolu. Karierę, którą bacznie obserwował każdy człowiek na kuli ziemskiej. Beckhama zna każdy od mieszkańców Alaski aż po tych zamieszkujących Atol Caroline w Kiribati.

Beckham dla jednych jest ponadprzeciętnym, wybitnym piłkarzem o najlepiej ułożonej prawej stopie w Anglii, ale być może i na świecie, a także autorem najcelniejszych dośrodkowań. Natomiast dla innych to celebryta. Mąż słynnej żony Victorii Beckham (wcześniej Adams), gwiazdy girlsbandu Spice Girls.

O Beckhamie zarówno  piłkarzu, jak i celebrycie można przeczytać w najnowszej książce, która ukazała się na polskim rynku autorstwa Gwen Russell „David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda”. Książka nie jest szczegółowym kompendium wiedzy o angielskim zawodniku. Biografia nie opisuje życia Beckhama od a do zet. Publikacja zawiera najważniejsze, ale nie wszystkie wydarzenia z życia Beckhama. Oczywiście nie brakuje w niej fragmentów o pierwszych kontaktach Davida z piłką nożną. To właśnie w początkowych rozdziałach książki o futbolu napisane jest najwięcej. Każdy następny rozdział to właściwie opowieść zza kulis piłkarskiego światka, historie, o których świat słyszał dawno temu, a które zostały opowiedziane na nowo jak na przykład pierwsze spotkanie Davida i Victorii, czy o intymnej relacji piłkarza z Rebeccą Loos.

W „David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda”. O Beckhamie – piłkarzu jest stosunkowo niewiele, a to co się znajduje nie jest niczym odkrywczym. Z kolei o Beckhamie – celebrycie jest znacznie, znacznie więcej. Biografia jest bogata w informacje dotyczące kontraktów reklamowych angielskiego gwiazdora i fakcie zajadania się hamburgerami z Burger Kinga, o ubieraniu się w majtki z H&M oraz o piciu Pepsi i goleniu się maszynką Gillette, nie może też zabraknąć kilku psiknięć perfumami opatrzonych własnym nazwiskiem. Za dużo było celebryty, a za mało piłkarza. Myślę, że fana futbolu nie zainteresuje fakt, kto zaprojektował futroVictorii na urodziny ich synka bądź jakie dania serwowano na przyjęciu weselnym. Zamiast obszernych fragmentów opisujących kolejne pomieszczania w Pałacu Beckhingam zdecydowanie ciekawsze byłyby wiadomości dotyczące rozstania z Manchesterem United, czy też nieporozumieniach z Fabio Capello.

Mimo tego książkę czyta się szybko. Spora w tym zasługa Gwen Rusell, dziennikarki o dobrych umiejętnościach pisarskich i solidnym przygotowaniu merytorycznym. Z pewnością nie jest to literatura najwyższych lotów jest jednak na tyle wciągająca i ciekawa, iż czas jaki poświęciłem na jej przeczytanie nie uważam za stracony. Interesujące, ale zadziwiające, że w tej opowieści więcej do powiedzenia miała Victoria aniżeli David stąd też trudność z wyborem odpowiednich cytatów.

Kilka cytatów z książki:

„Niestety, kiedy już zdecydujemy się wyjść, to nie możemy w spokoju posiedzieć przy jedzeniu, bowiem stale ktoś podchodzi, pytając o autograf. W The Ivy takich sytuacji nie ma, po prostu nie pozwala się na to klientom. Doskonale o tym wiem, gdyż pewnego razu sam chciałem tam zdobyć autograf Michaela Jordana i nie otrzymałem na to zgody”.

„Cierpię na chorobę, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, c przejawia się w tym, że rzeczy muszą być ustawione w linii prostej lub w parach. Kiedy ustawiamy puszki pepsi w lodówce i jest o jedną za dużo, to po prostu przekładam ją na inne miejsce. Taki już mam problem. Kiedy przebywam w hotelu, to nim udam się na odpoczynek, muszę pozbierać wszystkie ulotki i książki, a następnie włożyć je do szuflady. Wszystko musi być zrobione idealnie”.


„Zawsze lubiłem wyglądać elegancko. Lubię czuć się dobrze, mieć na sobie ładne ubranie. Doskonale się czuję, gdy chodzę w garniturze, ale większość czasu spędzam w T-shircie oraz dżinsach. (…) W wieku siedmiu lat powierzono mi asystowanie pannie młodej i mogłem wybrać jednoczęściowy garnitur albo strój składający się z pump (bufiaste, krótkie spodnie zapinane pod kolanami), pary długich, białych skarpet oraz butów przypominających baletki. Wybrałem wówczas ten drugi. Nie mam pojęcia, czy przychodzi to do mnie naturalnie, ale zawsze lubiłem się wyróżniać i wyglądać ładnie”.


Beckham to człowiek sukcesu. Jako jeden z nielicznych połączył dwa, wydawało się zgoła odmienne światy, oba pochłaniające mnóstwo czasu. Jednak w obu David Beckham odniósł zwycięstwo. Piłkarsko osiągnął dobre rezultaty zdobywając mistrzostwo w czterech różnych ligach. Ponadto przez sześć lat był kapitanem piłkarskiej reprezentacji Anglii, w której wystąpił 115 razy. W 2003 roku, za swoje zasługi dla tej dyscypliny otrzymał Order Imperium Brytyjskiego. Z kolei wspólnie z małżonką stworzył rozpoznawalną we wszystkich zakątkach globu markę przynoszącą ogromne zyski. Państwo Beckham dla wielu pozostają niedoścignionym wzorem mogącym poszczycić się fortuną szacowaną na niebagatelną kwotę 200 miliona funtów!

Trzeba pamiętać, że życie Beckhama to nie tylko luksusowe auta, wykwintne dania jadane w najdroższych restauracjach, mieszkanie w najdroższych hotelach i posiadanie willi z siedmioma sypialniami czy tropikalnym ogrodem. Z publikacji dowiadujemy się, że nie zawsze było łatwo, lekko i przyjemnie. Ogromna popularność sprawiła, że piłkarz musiał radzić sobie z wieloma przeciwnościami, które zakłócały spokój jemu i jego rodzinie. Nieugięci paparazzi, wszechobecne media, kłamstwa i pomówienia osób trzecich, które pragnęły za sprawą Anglika zyskać odrobinę rozgłosu. Każda taka sytuacja tylko wzmacniała Beckhama. On nadal pozostał sobą będąc doskonałym piłkarzem, kochającym mężem, opiekuńczym ojcem, dobrodusznym człowiekiem, ikoną popkultury. Został legendą!

Moja ocena: 3/5

„David Beckham. Piłkarz. Celebryta. Legenda”, Gwen Russell, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję: