sobota, 22 czerwca 2013

U Anastasiego bez zmian...


- Panie Smuda, co tam u Pana słychać?
- U mnie bez zmian…

To śmieszne powiedzenie zrobiło niebywałą furorę podczas Euro 2012. Wydaje się, że teraz wyrażenie: „U mnie bez zmian…” można przypisać Andrei Anastasiemu. Oczywiście porównywanie Smudy i Anastasiego jest nie na miejscu i tego czynić nie zamierzam, bo to zupełnie inna półka. 
Próbuję jednak dość prześmiewczo zrozumieć poczynania Anastasiego. Poczynania, które mnie – kibica zaczynają niepokoić. 

Po piątkowej porażce 2:3 z reprezentacją Francji polscy siatkarze mają zaledwie dwa punkty na koncie i prawie iluzoryczne szanse na wyjazd do Argentyny. Piszę tak, nie, dlatego, że jestem hejterem i lubię krytykować, ale od trzech tygodni, a nawet i dłużej w grze reprezentacji Polski nie widać progresu. Po meczu z Brazylią pisałem, że bez formy jest Nowakowski. Nic się nie zmieniło, nasz środkowy dalej jest daleko w lesie. Podobnie ma się sprawa z naszym rozgrywającym. Łukaszowi wciąż brakuje dokładności (oczywiście nie do końca może to wynikać z jego winy, przynajmniej nie w każdej akcji – koledzy mogą iść za szybko itp.), ale tego wciąż jest za dużo. I na deser Zbigniew Bartman. Nie, nie uparłem się na Zibiego. To chyba nasz trener się uparł, że zrobi z Bartmana… no właśnie. Kogo? Gwiazdę na ataku, da mu wrócić do formy? Za wszelką cenę, za cenę dobrej atmosfery w ekipie. Bo jak pozostali atakujący mają czuć się potrzebni, skoro grając taką kaszanę Bartman wciąż pozostaje na boisku, a oni nie mają nawet jednej szansy na pokazanie się. I to tyczyło się potyczek z Brazylią i pojedynku z Francją. 

Fot. Reuters
Wiemy, że Anastasi nie lubi robić zbyt wielu zmian, ale w obecnej sytuacji są one koniecznością. Przecież Wrona, Konarski czy Ruciak nie stracili formy po doskonałym sezonie ligowym. Dlaczego nie dostają więcej szans, Michał Ruciak chyba niejednokrotnie udowodnił, że zawsze można na niego liczyć. Może warto stosować podwójne zmiany, przynajmniej teraz mógłby okazać się zbawienne. 

Dlaczego o tym piszę? Bo spotkanie z Francją było do wygrania (pomijając prowadzenie w czwartym secie 16:11).  Szkoleniowiec Trójkolorowych zdecydował się na podwójną zmianę: za Sidibe wszedł Toniutti, a za Redtwitza Moreau. W pierwszym secie średnio udana zmiana, ale dzięki temu drugą partię na ataku rozpoczął Moreau. Toniutti wszedł później w czwartym i odmienił losy spotkania. Dobre zmiany francuskiego szkoleniowca pomogły wygrać mecz…

Skupiając się w tym wpisie na Anastasim. Jeszcze jedna rzecz mnie rozczarowała. Wypowiedź z konferencji włoskiego trenera po wczorajszej porażce: Mój zespół nie jest tak dobry, jak w zeszłym sezonie. Zdawałem sobie z tego sprawę. Zawodnicy nie są w dobrej formie zarówno fizycznej, jak i mentalnej. Czeka nas dużo pracy.

Pierwsza obawa. Dlaczego nie jesteśmy dobrzy, jak rok temu? Co się takiego stało?
Druga dotyczy kwestii mentalnej? Z czego wynikają problemy mentalne?
Nie chcę robić z siebie żadnego eksperta, ale uważam, że w naszej ekipie wciąż rozpamiętuje się Londyn i nieudane igrzyska. To wciąż tkwi. Nie było pewnie żadnej oczyszczającej rozmowy i te myśli, ciągle kołaczą się w głowach. Tak sądzę.

Mam nadzieję, że będzie dobrze. Od LŚ ważniejsze są ME to raz, a dwa przede wszystkim chciałbym widzieć dobrą grę i CAŁY pracujący zespół nie tylko na boisku, ale także na krzesełkach. 

P.S. U mnie już jakieś zmiany :) Wakacje tuż, tuż :) Jeszcze ponowne zaliczenia statystyki i koniec. I to nie jedyna zmiana. Ale o tej niebawem :)

3 komentarze:

  1. No dokładnie. Zgadzam się z każdym Twoim słowem i tyle.
    Ta cała sytuacje mnie też już niepokoi, bo ewidentnie coś jest nie tak. Nie ma... hmm tego "czego" dzieki jeszcze rok temu stanowiliśmy taką siłę.
    Po pierwsze tak jak piszesz jest problem tych zmian. Mi to przypomina sytuacje z Olsztyna, gdzie to zmian w tym sezonie było jak na lekarstwo.. Sami wiemy jak się to skończyło-oby tu nie było tak samo i szybko się coś zmieniło...
    A z drugiej strony tak jak piszesz psychika. Tutaj coś siadło. No kurcze. Muszę to powiedzieć. To mi przypomina sytuację w juniorskich rozgrywkach. Tracić punkty takimi seriami? Coś jest nie tak i być może faktycznie są to ciągle IO.. Przynajmniej ja mam podobne wrażenie...
    Ehh mam nadzieję, że już przy najbliższym meczu będzie lepiej. A może od początku zaczniemy jakimś zmienionym składem. My musimy czekać, a oni ciężko pracować, żeby to wszystko w miarę możliwości szybko poprawić..

    OdpowiedzUsuń
  2. Zbyt szybko uwierzyliśmy że mecz z Francją jest wygrany. Oprócz stanu 16:11, mieliśmy również wynik 17:12 i wystarczyło nam grać punkt za punkt. Niepotrzebnie wymieniliśmy dobrą broń, wprowadzając nowe zupełnie niepotrzebne elementy (kiwki zamiast mocnych uderzeń, z dobrze wystawionych piłek). Ponadto zbędnie, moim zdaniem chcieliśmy zmieniać zagrywkę. Skoro Barkowi Kurkowi wychodzi kapitalny as z mocnego uderzenia to po co zmieniać coś co dobrze funkcjonuje? Tym bardziej że jego flot częściej lądował w siatce niż po stronie przeciwnika.
    Pytasz Mateuszu o kwestie mentalną? Wydaje mi się że w naszych głowach nie siedzą I.O. ale fakt że bronimy tytułu wywalczonego przed latem w "Światówce". Polacy nie mogą startować w roli faworyta, przerasta nas wtedy ranga turnieju. Musimy zaczynać jako zespół przeciętny a nie jako dominator. To siedzi w nas zbyt głęboko. Wszyscy oczywiście cieszyliśmy się ze zwycięstwa w L.Ś. ale dzisiaj można zaryzykować twierdzenie że wygranie Jej w roku olimpijskim, paradoksalnie źle wpłynęło na polski zespół. Potrafimy tworzyć piękną historię w siatkówce. Jednak później nie potrafimy znieść tego ciężaru, tej etykietki z napisem: "pewniaki".

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam trenera Anastasiego - i wierzę w kolejne sukcesy - ale brak zmian w czasie spotkania (szczególnie w niekorzystnych dla nas momentach) zaczyna mnie denerwować. Skoro jest kadra 12 zawodników to dlaczego ich nie 'wykorzystać' ? Przecież trener przed każdą kolejką wybiera 12 najlepszych.
    Problemy w sferze psychicznej...zgadzam się z przedmówcą, że być może bardziej presja obrony tytułu niż porażka w Londynie. Większy wpływ na te wyniki ma jednak forma zawodników. Może poniekąd brak (moim zdaniem najlepszego z najlepszych w swoim fachu) A.Bieleckiego, który potrafił zdziałać cuda, też ma jakieś odzwierciedlenie w grze?
    A w kolejnych spotkaniach z Argentyną zapowiada się znów brak zmian...
    Najważniejsze w tym roku są właśnie ME i oby tam ta najlepsza forma przyszła - chociaż w LŚ też byłyby szanse na dobre wyniki, ale cóż.

    OdpowiedzUsuń