niedziela, 5 maja 2013

Złoto do Atomu należy! Atom najlepszy jest!

Najzwyczajniej w świecie bardzo się cieszę! Zespół, któremu kibicuję wygrał, wygrał nie byle, co bo MISTRZOSTWO POLSKI! Atom Trefl Sopot obronił tytuł mistrzyń Polski.

Trzeba jednak przyznać, że droga do złotych medali łatwa nie była. Zostawiając w tyle to, co działo się przed sezonem (obniżeniu budżetu itp.), o wydarzeniach i kontuzjach w trakcie sezonu zasadniczego, aż do samego starcia w finale z Tauronem Dąbrową Górniczą.

Takiego finału nie było, przynajmniej ja nie pamiętam. Nie ukrywam, że po spotkaniach w hali Centrum, skąd sopocianki wyjeżdżały z dwoma porażkami na koncie optymizmem nie tryskałem. Jednak w Ergo Arenie wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Obserwatorzy wydarzenia w meczu numer trzy i cztery określili mianem sopockich koszmarów. I jest w tym sporo prawdy. Dąbrowianki spotkaniach w Sopocie mogły mieć na szyi złote krążki, mogły je mieć także u siebie, w piątym decydującym starciu. A jednak nie potrafiły postawić kropki nad i, nie umiały dobić rywala, nie dać mu się odrodzić, a ten powstał jak feniks z popiołów i zadał decydujący cios, cios zgarniający mistrzostwo.

I niech ktoś mi powie, że psychika nie jest ważna, że należy pomijać trening mentalny. W sporcie, a w szczególności w tenisie występuje coś takiego, jak strach przed pokonaniem mistrza. Kiedy niżej notowany zawodnik ma na widelcu wielkiego mistrza, a od triumfu dzieli go jedna-dwie piłki… przegrywa. Myślę, że siatkarkom Tauronu przytrafiło się coś podobnego. W decydujących momentach nie umiały zdobyć najważniejszego punktu. Doświadczenie zespołu odegrało tu niebagatelną rolę, wbrew pozorom w Atomie było więcej siatkarek, które w swojej karierze grały o coś i były już w podbramkowych sytuacjach. Można to też po prostu skwitować: żeńska siatkówka. Powinno wystarczyć.

A dość już tej analizy. Przecież niedługo, niewielu będzie o tym pamiętać. Faktem jest, że Atom obronił złoto, a dziewczyny pokazały charakter i ogromną wolę walki, walki do końca. Z tego jestem dumny i bardzo zadowolony.

Gratuluję Mariolce (choć przy ostatniej piłce się nie popisała), Izie, Rachel i pozostałym siatkarkom. Przegranym także należą się brawa.

Na podsumowanie OrlenLigi i pochwały i nagany dla zawodniczek przyjdzie jeszcze pora.

PS Swoją drogą sporo analogii do męskiego mistrza Polski Resovii Rzeszów. Obie drużyny po rundzie zasadniczej były na czwartym miejscu, obie wygrały piąte starcia, i obie obroniły tytuł. Zresztą w poprzednim sezonie było bardzo podobnie (pierwszy tytuł od dawien dawna, tocząc heroiczne boje z mistrzami Polski, Muszynianką i Skrą). Tak, więc niech oba zespoły podążają wspólną ścieżką i zawojują teraz siatkarską Europę!
Fot. PAP

4 komentarze:

  1. Także kibicowałam ekipie z Sopotu i bardzo się cieszę, że wygrali, mimo iż łatwo nie było. Wygrały to sercem i walecznością + odrobinką szczęścia, dzięki temu Mistrz zostaje u nas ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi szkoda Dąbrowianek. W końcówce tie-breaka to już siedziałam becząc, ale masz rację- psychika trochę- ZNACZNIE zawiodła w drużynie TAURONU...
    Jednak serdecznie gratuluję Sopociankom zwycięstwa, bo im też kibicuję (oczywiście o ile nie grają własnie z Dąbrową). Wywalczyły sobie te medale charakterem..

    OdpowiedzUsuń
  3. prooooooosze Cię, przecież to MASAKRA BYŁA! :P
    Ja tu Dąbrowie kibicuję, więc nie dość, że zawał podczas meczy, to niemal ryczałam po tym piątym, no tak przegrać ..!
    to już chyba lepsze lanie ..
    oj szkoda słów, z laseczkami tak już jest .. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dąbrowa była tak blisko zdobycia Mistrzostwa, a okazało się że jest niezwykle daleko. Cóż z tego że prowadzi się 2:0 w setach, albo ma się trzy piłki meczowe? Może w tie-breaku zamiast 8:3, należało prowadzić 10:3, albo 13:2. Czy wówczas można mówić o "bezpiecznej przewadze"? Sopot pokazał nieprawdopodobną siłę psychiczną. Grał, jakby tablica z wynikami w ogóle nie istniała. Kolejna konfrontacja do wrzucenia w elementarz dla młodych adeptów siatkówki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń