czwartek, 2 maja 2013

Recenzja: "Powinienem być już martwy" Dennis Rodman

Dennis Rodman wciąż nie daje o sobie zapomnieć. Chociaż zakończył już karierę sportową to nadal jest (i będzie) obecny w kulturze masowej. A za przykład niech stanowi publikacja drugiej autobiografii. Nakładem wydawnictwa Sine Qua Non ukazała się książka Rodmana napisana wspólnie z Jackiem Isenhourem „Powinienem być już martwy” (wcześniej, bo w 1996 roku koszykarz przelał swoje myśli na papier wydając autobiografię pt.: „Zły do szpiku kości”).

Koszykówka nigdy nie znajdowała się w centrum moich sportowych zainteresowań, ale nie jestem ignorantem.  O Rodmanie najpierw bardzo dobrym koszykarzu, a później jeszcze lepszym celebrytą słyszałem. A kim jest Dennis Rodman według samego Rodmana? Otóż koszykarz takie słowa chciałby umieścić na swoim nagrobku:  „Fajny skurwiel. Bezpretensjonalny, prostolinijny, szczery skurwysyn z wielkim sercem. Z bardzo wielkim sercem”.

I właściwie na tym, można by zakończyć próbę zrecenzowania „Powinienem być już martwy”. W tej autobiografii aż roi się od dobrych i złych opowieści, o wzlotach i upadkach, o byciu raz na wozie raz pod wozem. Kanwą tej książki jest próba powrotu koszykarza do zawodowego grania. W 2003 roku Rodman pragnął ponownie zaistnieć w NBA. Chciał zakończyć karierę na własnych warunkach.

Z „Powinienem być już martwy” dowiadujemy się, że nie było to takie łatwe. Z resztą życie Rodmana nie było łatwe. Dzięki publikacji poznamy liczne skandale z udziałem Rodmana, a za sprawą, których był na ustach całej Ameryki. Nie brakuje też pikantnych szczegółów dotyczących życia intymnego koszykarza (chociażby o złamanym fiucie), o związku z Madonną czy Carmen Electrą. Lektura ta nie jest jednak jedną wielką imprezą, nie na każdej stronie pojawia się alkohol. Choć z pewnością Rodman miał problem z alkoholem. Poza tym koszykarz ze szczerością opowiada o swoich trudnych relacjach z matką czy własnymi dziećmi. Co ciekawe, okazuje się, że Rodmanowi w głowie nie tylko kluby ze striptizem, czy seks z setkami przypadkowych kobiet. W książce znajdziemy wynaturzenia Rodmana w kwestiach światopoglądowych (np. homoseksualizmu), opisuje też swoje zaangażowanie w akcje charytatywne (np. PETA -organizacji zajmującej się prawami zwierząt).

Nie ulega wątpliwości, że Dennis Rodman był złym chłopcem, jednym z największych na koszykarskich parkietach i takim właśnie językiem napisana jest ta książka (stąd bardzo dużo wulgaryzmów). Mogę zagwarantować, że podczas czytania „Powinienem już być martwy” czytelnik dozna emocjonalnego rozchwiania: rozkoszne i radosne chwile przeżywane wspólnie z Rodmanem, w mgnieniu oka zamienią się w bolesną i nieowijającą w bawełnę historię o problemach osobistych człowieka. Człowieka, który był ważnym ogniwem w zespole Chicago Bulls (w drużynie z Michaelem Jordanem), najlepszej koszykarskiej ekipy w historii tego sportu.

Kilka wskazówek dla przyszłych czytelników. Nie radzę czytać autobiografii w miejscach publicznych, nie tylko dlatego, że ktoś ukradkiem przeczyta parę zdań i zgorszy się licznymi wulgaryzmami, ale przede wszystkim, aby nikt nas nie uznał za osobę niepoczytalną – huśtawka nastrojów gwarantowana. Podczas spożywania pokarmów nie czytaj lektury, bo jest nieobliczalna. Możesz trafić na mało subtelny moment jak na przykład wkręcanie makaronu w odbyt … I ostatnia rada, jeśli możesz czytaj książkę, kiedy ktoś jednak znajduje się w pobliżu (bywają momenty bardzo mroczne i przerażające – pewien fragment autobiografii jest tylko dla dorosłych!).

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Cała ta zgraja włazidupów, ludzi spod znaku „Hej-chodźmy-na-imprezę-z-Dennisem”, ma to do siebie, że spędzając czas z kimś dla jego kasy albo sławy, a nie dlatego, że po prostu się go lubi, staje się potwornie zagubiona. Kiedy twoje życie polega na nieustannym całowaniu kogoś w dupę, to nagle się okazuje, że wszystkie twoje poglądy, twoje pomysły i twoje myśli przestają mieć znaczenie – tracisz kontakt z samym sobą, upadasz, zaprzedajesz duszę. I tak naprawdę robisz znacznie większą krzywdę sobie, niż mnie”.

„Wiele kobiet, które grają w tenisa albo w golfa, to lesbijki. Podobnie jest w koszykówce i softballu. Ludzie się jakoś nie dziwią, kiedy sportsmenki okazują się lesbijkami. U mężczyzn jest odwrotnie. Sportowiec musi być typem macho, nie jakąś ciotą. To pierdolenie. Tak jak jest mnóstwo lesbijek, które się malują, tak zdarzają się i geje macho albo faceci hetero, którzy są jednocześnie ciotami. Ale ten sam przypadkowy kibic, który wzruszy ramionami, kiedy się dowie, że jakaś sportsmenka jest lesbijką, w przypadku geja w świecie sportu już nie będzie taki obojętny”.


„Traktuję kobietę tak, jak na to zasługuje. Jeśli pracuje jako striptizerka, to tak właśnie ją traktuję – jak striptizerkę. (…) Poniżające byłoby, gdybym potraktował cię jak kogoś, kim nie jesteś. Powiedzmy, że potraktowałbym kurwę jak niedzielną guwernantkę. Suka chyba umarłaby z głodu”.


„Każdy dziennikarz, który miał do dyspozycji kilka faktów, dostawał instrukcję, co ma zostawić, a co wyciąć. Rodman się upił i pokazał publicznie tyłek? Zostawiamy.
Rodman dał zwitek banknotów bezdomnemu? (…) Wywalamy.
Rodman przekroczył prędkość w Kolorado, pędząc swoim lamborghini wartym ćwierć miliona dolarów. Zostaje.
Rodman jedzie przez Kolorado zgodnie z przepisami drogowymi w swoim starym używanym vani z naklejką „Co zrobiłby Jezus”. Wylatuje. (…) Dziennikarze zawsze starają się dobierać fakty i podkręcać je tak, żeby potwierdziły ich tezę”.


Ponadto moją uwagę przykuły graficzne wstawki o znamiennym tytule: „Trochę Realizmu”. Paski z tym właśnie tytułem znajdują się w wielu miejscach książki i po pierwsze dają czytelnikowi odpocząć od silnej dawki emocji, a po drugie zmuszają do refleksji. Innym atutem autobiografii Rodmana są wypowiedzi osób blisko związanych z koszykarzem, co dodaje lekturze obiektywizmu, przedstawiając czytelnikowi inny punkt widzenia.

Podczas czytania lektury Rodmana nie można zaznać nudy, ciągle coś „wisi w powietrzu”, bezustannie coś się dzieje, akcja goni akcję. Nie chcąc psuć zabawy nie będę wspominał zbyt wielu anegdot z życia Rodmana. Nie mam wątpliwości, że „Powinienem być już martwy” to historia człowieka, którego życie pełne było niespodziewanych zwrotów akcji, dziejących się na oczach miliona widzów i czytelników.

Warto jednak nie zatracić się w tym celebryckim życiu Rodmana, w którym (nie) zawsze trwał Sylwester. Należy pamiętać, że Denis Rodman prócz ekstrawaganckiego ubioru, kolorów włosów i licznych kontrowersji wyróżniał się niebywałymi umiejętności koszykarskimi. Rodman był najlepiej zbierającym zawodnikiem lat 90. Siedem razy z rzędu zdobył tytuł obrońcy i aż pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo NBA i ostatecznie w 2011 roku trafił do Koszykarskiej Galerii Sław. Dodatkowo „Dennis Rodman – mimo wszystkich swoich wad – był pierwszym koszykarzem w historii NBA, który zrozumiał na długo przed erą internetu, blogów, YouTube’a, Facebooka i Twittera, że koszykówka i NBA to przede wszystkim zabawa”.

Moja ocena: 4,5/5

„Powinienem być już martwy”, Dennis Rodman, Jack Isenhour,  Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013
 Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję: 

1 komentarz:

  1. Dennis Rodman, niewątpliwie jedna z "barwniejszych" postaci w koszykarskim świecie. Uwielbiam koszykówkę. To nazwisko jest mi bardzo dobrze znane. Chętnie przeczytałabym tę książkę. Ostatnio chciałam kupić o Shaq O'nealu. :)

    OdpowiedzUsuń