wtorek, 14 maja 2013

Giba, Sergio Santos, Yoshie Takeshita - wielcy tego świata już nie zagrają

Sezon reprezentacyjny zbliża się nieubłaganie. Do pierwszych spotkań z udziałem polskich siatkarzy zostało całkiem mało czasu. Przygotowując się do nowego sezonu zacząłem czytać i poszukiwać wszelkiego rodzaju informacji na temat naszych rywali, ich przygotowań, ale przede wszystkim, w jakich wystąpią składach.
I tak śledząc listę Brazylijczyków powołanych nie było dwóch nazwisk, którzy dla mnie byli tam zawsze. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że ich w tym sezonie (i w następnych) nie zobaczę, bowiem po Igrzyskach Olimpijskich w Londynie zakończyli oni reprezentacyjne kariery.

Zapraszam na kilka słów komentarza, po którym krótki filmik zaczerpnięty z sieci o każdej z postaci.

Dopiero teraz jednak zaczynam odczuwać stratę Giby i Sergio. Nieodłączna para, ile to było obrazków, kiedy obściskiwali się tak, że o mało żeber nie połamaliby sobie. Ile razy wykrzykiwali sobie motywacyjne słowa do gardeł, po ilu obronach Sergio Giba punktował. Duet niepowtarzalny, nie do podrobienia.
Giba. Wybitny przyjmujący i cudowna postać. Ikona brazylijskiej, światowej siatkówki. Z przyjemnością oglądało się występy tego siatkarza. Po raz pierwszy zobaczyłem go w Antenach podczas igrzysk, to było nieprawdopodobne, wtedy to właśnie Canarihnos pod wodzą Giby(został MVP turnieju) sięgnęli po złote krążki. Zakochany w Polsce z wzajemnością, człowiek o wielkim sercu, autorytet i idol wielu młodych adeptów siatkówki. Drugiego takiego nie będzie… Żałuję, że już nie zobaczę jego z „7” na koszulce, że nie ujrzę doskonałych ataków po prostej, widowiskowych akcji z szóstej strefy, sprytnych kiwek i może nie silnych, ale za piekielnie skutecznych zagrywek. Giba efektywny i efektowny kiedy trzeba. Mistrz! 


Nie mogę przeboleć też braku w kadrze Brazylii Sergio Santosa. Jego gra bardzo mi się podobała, imponował mi swoimi umiejętnościami. Na libero nie miał sobie równych, prawdziwy wirtuoz. Dzięki niemu o pozycji libero zaczęto mówić jasno i wyraźnie, zaczęto podkreślać rolę tych zawodników w ekipie. Sergio był uroczy, taki swojski, po prostu chłopak z dzielnicy. Wszędzie tam gdzie były, brazylijskie sukcesy był i on. Ponadto dusza towarzystwa, otwarty i komunikatywny. Dzięki niemu mecze oglądało się z przyjemnością i z pewną dozą niepewności:, co jeszcze wymyśli Sergio, do kogo rozegra piłkę, jakie niewiarygodne uderzenia podbije i jak wysoko z radości skoczy do kolegów.

video

Pragnę napisać o jeszcze jednej wybitne siatkarskiej postaci, której nie zobaczymy na międzynarodowych arenach. Jest nią kobieta. Japonka. Rozgrywająca. Myślę, że  teraz wszystko jest jasne. Yoshie Takeshita, również ona po olimpiadzie w Londynie postanowiła powiedzieć: pas. Poprowadziła koleżanki do historycznego rezultatu (brązowy medal) i w glorii chwały postanowiła odejść. Jeśli chodzi o rozegranie nie miała sobie równych (może postawię odważną tezę, ale myślę, że tę pozycję może dzierżyć i wśród pań, ale też panów). Udowodniła, że mimo 159 cm wzrostu można grać w siatkówkę na najwyższym poziomie. Doskonała, perfekcyjna. Z zachwytem oglądałem zagrania Takeshity. Był taki moment, że mi przeszkadzała, że nie mogłem do końca jej strawić (w dużej mierze, wtedy, kiedy Polki dostawały sromotne lanie od Japonii, bo Yoshie gubiła blok), ostatecznie jednak smucę się, że nie będzie już robiła wiatraczku na siatce, nie ujrzę już doskonałych wystaw sposobem dolnym… Na szczęście w pamięci mam chwile, które zapamiętam do końca, bo przecież niecodziennie zdarza się, aby 159 cm Takeshita blokowała dwumetrową Jekaterinę Gamową. 
 
video

Wiele siatkarzy i siatkarek po igrzyskach zawiesiło buty na kołku. To fakt, jednak ta trójka odcisnęła na światową siatkówkę piętno. Sprawili, że siatkówkę pokochali ludzie na całym świecie. Każde z nich wniósł specjalną wartość. Giba, że po ciężkiej chorobie można wrócić do sportu, Sergio mimo trudnego dzieciństwa i z samego dna wspiął się na szczyt, i Takeshita, która mimo niskiego wzrostu udowodniła, że jak się bardzo chce to można grać w siatkówkę.  To wybitne postacie i dla mnie wyjątkowe, z tego względu, że mój kontakt z siatkówką miał miejsce, wtedy, kiedy oni byli na topie, byli najlepsi w swoich fachu. Teraz już ich nie będzie, a mi zostaną piękne wspomnienia, kiedy za kilkanaście lat będę mógł przywoływać w pamięci obrazki z udziałem Giby, Sergio i Takeshity.


Jeszcze małe ogłoszenie. 

Wydawnictwo SQN zaprasza na IV Warszawskie Targi Książki, które odbędą się w dniach 16–19 maja br. na Stadionie Narodowym w Warszawie (stoisko 177/D18). Przedstawiciele oficyny będą przez cały czas dostępni dla odwiedzających – zachęcają do spotkania i rozmów, a także zapoznania się z ofertą wydawniczą.

Będzie wiele ciekawych gości, którzy mogą Was zainteresować:
- spotkanie z Andrea Anastasim - trenerem polskich siatkarzy (18 maja godz. 16)
- spotkanie z Michałem Polem - dziennikarzem sportowym i tłumaczem książek (18 maja godz. 11)
- spotkanie z Jakubem Ćwiekiem - autorem książek dla młodzieży (19 maja godz. 14)

Polecam!

1 komentarz:

  1. Giba to pierwszy zagraniczny siatkarz, który swoimi umiejętnościami i charyzmą podbił moje serce. Oprócz tego, że jest ikoną sportu, jest nie tylko niesamowitym siatkarzem, ale i człowiekiem. Podobnie jak Sergio. Dzięki nim siatkówka była bardziej "kolorowa", miło było patrzeć jak grają... Szkoda, że ich w reprezentacji już nie zobaczymy. Drugich takich nie będzie... :(

    OdpowiedzUsuń