poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Recenzja: "Wyścig Tajemnic" Tyler Hamilton

Wobec „Wyścigu Tajemnic” nie można przejść obojętnie. Już pierwsze strony wyzwalają w czytelniku sprzeczne emocje. „Wyścig Tajemnic” Tylera Hamiltona i Daniela Coyle’a szokuje i przeraża, zdradzając kulisy dopingu w kolarstwie za czasów Lance’a Armstronga.

Tyler Hamilton jest byłym kolarzem (w zawodowym peletonie od 1996 do 2005 roku), który po wielu latach postanowił ujawnić prawdę, brutalną prawdę. Prawdę, która męczyła, bolała a w ostateczności przyniosła ulgę Hamiltonowi. „Wyścigu Tajemnic” nie można zaklasyfikować do kategorii autobiografii kolarza. Ta książka to swoisty pamiętnik, przypominającym zeznania świadka będącego w samym centrum ciemnej strony mocy.

Czytając słowo po słowie, stronę po stronie, pochłaniając rozdział za rozdziałem myślałem, że nic mnie nie już zdziwi, bo przecież nic więcej nie mogło się stać. Wytrzeszcz moich oczu stawał się jednak coraz większy i większy, a fascynująca opowieść przeradzała się w iście wstrząsającą historię. Bo czy jest ktoś w stanie zrozumieć tłumaczenie Hamiltona: „To nie doping, to dla mojego zdrowia”?

Publikacja ta prócz historii głównego bohatera książki i dopingu w kolarstwie porusza także kwestię Lanca Armstronga. „Wyścig Tajemnic” odziera ze złudzeń, przedstawiając jak apodyktycznym, bezczelnym i cynicznym człowiekiem był amerykański zawodnik.

Doping w „Wyścigu Tajemnic”.
Opisany został jako zaawansowany pod względem fizjologicznym i medycznym proceder, z którym doskonale radzili sobie lekarze od dopingu (jeden z lekarzy potrzebował zaledwie pięciu minut, by obejść test na obecność EPO w moczu i krwi, a władze organizacji antydopingowej, aby go stworzyć potrzebowali kilka lat i miliona dolarów!). Doping był wszechobecny, Hamilton zdradza, że wszyscy brali, nikt nie chciał być paniąguą i zamykać stawkę kolarskich tourów. Korzystanie z dopingu wymagało jednak skutecznie opracowanego planu działania, wszystko musiało być zaplanowane od A do Z, a jakikolwiek błąd mógł skończyć się katastrofalnie, czego doświadczyć mógł sam Hamilton. Kim jest Edgar, jak wielbione jest czerwone jajeczko, i dlaczego trzeba czekać tysiąc dni, aby wreszcie przestać być paniaguą? Hamilton opowiada o tym wszystkim ze szczegółami, więc ja ich oszczędzę.

Najgorszą kwestią dopingu w tej dyscyplinie sportu jest fakt, iż wiedzieli o nim wszyscy, ale nie mówił nikt, bo w ten sposób pragnęli dbać o dobre imię kolarstwa. Co za ironia losu…

Lance Armstrong w „Wyścigu Tajemnic”.
Jeśli jeszcze była osoba, która wierzyła w dobroć tego człowieka, to po zeznaniach Hamiltona powinna przestać się łudzić. Mit Armstronga runął już dawno, teraz jeśli można się głębiej dna, to oszustowi wszech czasów to się udało. W książce ukazał się bezwzględny obraz kolarza, który niszczył każdego na swojej drodze, nie mający skrupułów, aby donosić na swoich najgroźniejszych rywali do Międzynarodowej Unii Kolarskiej sugerując, że oni coś biorą. Armstrong to furiat, dążący do zwycięstw za wszelką cenę, któremu podporządkowywali się wszyscy. Podczas obozu treningowego w Kalifornii przeprowadzono test (wynik z badania krwi i czas osiągnięty na dziesięciokilometrowej pętli). Po podliczeniu okazało się, że Lance był drugi, za Christianem Vandelveldem. Jednak powiedziano, że to Lance był najlepszy, by nie zaburzać hierarchii w drużynie.

Tyler Hamilton w „Wyścigu Tajemnic”.
Mam bardzo mieszane uczucia, co do jego postawy. Przede wszystkim drażniło mnie usprawiedliwienie w stylu: ,,wszyscy biorą, to ja też”. Hamilton każdemu, kto chce osądzać sportowców, którzy sięgnęli po doping, zaleca by postawić się w ich sytuacji zadając pytanie: A co Ty byś zrobił? Odpowiadam: z pewnością bym nie dołączył, a od początku zaczął z tym walczyć, w końcu, jak sam twierdzi pokochał kolarstwo, a nie chęć sławy, sukcesu i sięgania po najwyższe laury. Można było zmienić dyscyplinę, w której nie wszystko zależy od dopingu. Obrazując to na innym przykładzie: jeśli, ktoś zabija ludzi, to ja mam się dołączyć i czynić to samo? Tłumaczenie Hamiltona jest dla mnie niepojęte. Dlaczego nie walczył od początku, a zdecydował się nielegalnie wspomagać, a gdy nastał czas kryzysu, nie mógł znaleźć drużyny, był zawieszony za doping postanowił wreszcie wyjawić sekret. Dlaczego, po co? Nie wiadomo, a jeśli nie wiadomo to wiadomo, o co chodzi.

Poniżej kilka cytatów z książki:

„Wierzę z całego serca, że byłbym silniejszy, gdybym wyrzucił czerwone jajeczko z powrotem do buteleczki i męczył się na końcu stawki jako „paniagua”. Wierzę, że gdybym zdał sobie sprawę, jaką drogę obrałem, rzuciłbym ten sport, wrócił do Kolorado, skończył college, być może zapisał się do którejś z biznesowych szkół i prowadził zupełnie inne życie. Nie zrobiłem tego. Wziąłem tę tabletkę, a ona zadziałała”.

„Jak się czuje człowiek, który zażywa EPO? Wspaniale… Głównie dlatego, że nie odczuwa negatywnych bodźców. Nie jesteś wyczerpany, czujesz się zdrowy, normalny, silny. Twoje policzki promienieją, stajesz się mniej zrzędliwy, we wszystkim dostrzegasz coś pozytywnego. Te maleńkie pastylki działają jak fale radiowe – motywują nerki do wydajniejsze pracy, sprawiają, że produkują więcej czerwonych krwinek. (…). Kolarze zwykli mówić o „miodowym miesiącu” z EPO. Z mojej doświadczenia wiem, że to stwierdzenie ma wiele wspólnego z prawdą”.

„Miałem swój system. Najpierw moczyłem kartonowe opakowanie w wodzie, aż napisy stawały się nieczytelne, następnie rwałem na kawałki i spuszczałem w sedesie. Potem zdzierałem paznokciem etykiety naklejone na szklane fiolki EPO, które wtedy były wysokie na cztery centymetry i szerokie na centymetr. Etykiety również spuszczałem w toalecie. Następnie całość owijałem folią aluminiową i chowałem w lodówce, za warzywami”.

„Niczego nie ukrywałem przed Haven (była żona – przyp. red.) Wiedziała o moich wyprawach, kosztach, systemie „rozbijania i płukania”, o wszystkim. To byłoby nie w porządku, gdybym jej nie powiedział, a poza tym było bezpieczniej, gdy mieliśmy wspólny cel, czyli uniknięcie policji lub testu na obecność prochów.  Nie żebyśmy rozmawiali o EPO, zajadając tosty i popijając kawę. Nie znosiliśmy rozmawiać o tym, ale ten temat zawsze wisiał w powietrzu”.

„Wyścig Tajemnic” ujawnia kulisy tego, jaki był świat kolarstwa w erze Armstronga. Świat, który podziwiał i kochał kibic tej dyscypliny sportu, a który okazał się być skażony nieprawdą, dopingiem i manipulacją. Na wszystkich szczeblach - kolarzy, szefów i właścicieli ekip aż po Międzynarodową Unię Kolarską.

„Wyścig Tajemnic” został uznany za najlepszą książkę sportową 2012 roku. Ja natomiast wyrażam uznanie dla polskiego tłumaczenia. Nic tylko czytać, by mieć swoje zdanie na ten temat.

Moja ocena: 4/5
 
„Wyścig Tajemnic”, Tyler Hamilton, Daniel Coyle, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2013


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz