czwartek, 4 kwietnia 2013

Przyszła pora na zwierzenia - cz.V

Ahoj :) Witam po świątecznej przerwie. Trwała trochę dłużej niż powinna, ale też pogoda za oknem nie nastrajała pozytywnie i jakoś nie było weny, żeby spłodzić jakiś ciekawy tekst.

Dawno nie było nic o mnie, więc dziś kolejna część odsłony o moim związku ze sportem. Ostatnie zwierzenia zakończyły się na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 2004 roku, tym samym nastał rok 2005. Zima nie była zbyt udana, nasz wielki Król Skoczni przeżywał kryzys, i po wielkich sukcesach przyszło zaledwie czwarte miejsce w Pucharze Świata.Trzeba było poczekać na wiosnę, która rozgrzała kibiców!

To był jednak udany piłkarski rok! Oj to był przepiękny czas, który miałem okazję oglądać. Niezaprzeczalnie futbolowa euforia panowała w naszym kraju, choć Euro odbyło się bez naszego udziału, to biało-czerwoni przystąpili do eliminacji mistrzostw świata w Niemczech. A Maciej Żurawski i Tomasz Frankowski stworzyli, chyba najlepszy duet napastników, który miałem okazję oglądać. Polscy piłkarze w eliminacjach przegrali tylko dwa mecze, z Anglią, ale potrafiliśmy strzelić im bramkę i walczyć, tak że trzeszczały kości, nie to co teraz...

Sukcesy reprezentacji to jedno, a sukces Jerzego Dudka w wielkim finale Ligi Mistrzów to drugie. Ahhh co to był za finał. To jeden z tych meczów, który zapamięta się na zawsze, nie kłamię! Choć od 2005 roku, minęło już sporo czasu, i finałów Ligi Mistrzów rozegranych było już siedem, to ten ciągle pamiętam, wiem co się wydarzyło. Na samą myśl, o tym spotkaniu buzują we mnie emocje. Choć nie grała tam polska drużyna, to ekipie z Liverpoolu kibicowałem właśnie w ten sposób!

Każdy z nas pamięta osławiony już "Dudek Dance", który okazał się bardzo skuteczny. Polski bramkarz zatrzymał wielki Ac Milan. Nie ma w tym krzty przesady, bo to Dudek obronił dwa rzuty karne! A wcześniejszy przebieg meczu także był zaskakujący, tego nie wyreżyserowałby sam Hitchcock. W Stambule działy się rzeczy niebywałe, z 0:3 do 3:3. Coś pięknego, taka huśtawka emocji, tak fantastycznie zakończony wieczór. Była radość, oj była! Długo nie mogłem zasnąć, choć to nie ja rozgrywałem to spotkanie :)
Fot. sport.interia.pl
W roku 2005 czekał mnie jeszcze jeden powód do radości. Nasze Złotka obroniły tytuł mistrzyń Europy! Już dotknięty siatkarską różdżką śledziłem zmagania polskich siatkarek i przecierałem oczy ze zdumienia. Fazę grupową Polki przeszły jak burza. Półfinałowe starcie z Rosją (to właśnie chyba od tego momentu, kluczowe mecze dające medale, trzeba rozgrywać z ekipą Sbornej). Kolejna huśtawka nastrojów, Polki były tak blisko 2:0, piłki meczowe w górze, a jednak trzeba było to odłożyć w czasie i grać kolejne sety. Jednak czwartej i piątej partii nie oglądałem, nie wytrzymałem tych nerwów. Zdarzyło mi się to pierwszy raz, i nigdy później też tego nie doświadczyłem. Wyłączyłem telewizor i poszedłem z kolegami grać w siatkę, pokazać siatkarkom jak to się robi. Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się o wyniku i obejrzałem powtórkę tie-breaka, który podopieczne Andrzeja Niemczyka wygrały. I chyba dobrze się stało, bo nie wiem, co by się wydarzyło, gdybym oglądał tego piątego seta. Potem finał z Włoszkami Bonitty, ale to nic mistrzynie świata pokonane. Polki po raz drugi z rzędu ze złotymi medalami! Kij tam z wynikami wyborów!

Wierzę, że gdzieś tam czuwał Arkadiusz Gołaś. 16 września tragiczny wypadek samochodowy przerwał karierę, Arka. Pustka, smutek, pojawiły się także łzy. Wśród nas nie ma już siatkarza o stratosferycznym zasięgu...

Los nie oszczędzał polskich kibiców. Dwa tygodnie później miał miejsce wypadek z udziałem Otylii Jędrzejczak, w której zginął młodszy brat medalistki olimpijskiej. Od tego momentu, to już nie był ten sam "Motylek"...

Rok 2005 był rokiem, w którym doświadczyłem wielu pozytywnych emocji, ale też pojawiły się smutne chwile w życiu polskiego kibica. Dla mnie to był także przełomowy rok, bowiem na zabój zakochałem się w siatkówce. Była ona wszędzie! Wtedy też, po raz pierwszy zaistniałem w blogosferze. Prowadziłem bloga na onecie o... Łukaszu Kadziewiczu. Zdziwieni? Gdy o tym myślę, nie mogę w to uwierzyć. Cieszę się, że teraz jest Mariolka, ale to już inna historia...

2 komentarze:

  1. Według mnie Żuraw i Franek to byli najlepsi napastnicy w reprezentacji (z całym szacunkiem do Ebiego czy Lewego). Ahhh pamiętam jak oglądałam finał LM - co za emocje i ten pamiętny "Dudek Dance" ;) I nasze siatkarki obroniły tytuł - ja obejrzałam całe spotkanie ale nerwy były! Pamiętam też niestety jak dowiedziałam się o wypadku Arka Gołasia...
    PS przeczytałam chyba w "Przeglądzie Sportowym", że to P.Makowski został trenerem a oficjalny podpis i 'przedstawienie' będzie po zakończeniu sezonu PlusLigi. Kandydatura H.McCutcheona nie była brana pod uwagę bo 'nasz' kandydat jest najlepszy.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh z tamtych czasów pamiętam nie wiele, nożnej to tam nie za bardzo oglądałam, a przynajmniej nie przykładałam do tego większej wagi, jednak siatkarskie wydarzenia już na zawsze odbiły piętno na kibicach tej dyscypliny...
    Co do Łukasza.. Czy zdziwiona?? Wcale nie aż tak bardzo.. Siatkarz z "naszej" ziemi, więc...

    OdpowiedzUsuń