wtorek, 12 marca 2013

Pierwsze półfinały, pierwsze wygrane Delecty i Resovii

Będzie krótko, bo nie mam zbytnio nastroju po wczorajszym spotkaniu. Jeszcze mnie trzyma, w sumie chyba dlatego, że szansa na wygranie drugiego meczu przez Delectę była ogromna.

Kopnął mnie zaszczyt bycia na obu półfinałowych starciach. Pierwszy mecz bydgoszczanie wygrali 3:2, spotkanie było interesujące. Sporo dobrej siatkówki, przyznam się także i tu może mnie fani Resovii zjedzą, ale niedzielny mecz mógł się skończyć zdecydowanie wcześniej, mieli jednak szczęście (a wiadome, że te też w sporcie jest potrzebne). Emocji jednak było co nie miara. A po ostatniej piłce Łuczniczka oszalała. Mecz trwał długo i skończył się późno. Obawiałem się i pewnie nie tylko ja, czy bydgoszczanom starczy sił na kolejny mecz i czy szybko zdołają się zregenerować.

Niestety moje przeczucia się potwierdziły. W poniedziałek Delecta była wymęczona i to było widać, spowolnione ruchy, opóźnione reakcje, ociężałość. Jednym słowem zmęczenie było aż nadto widoczne. Żałuję tylko, że trener Makowski tak kurczowo trzyma się pierwszego składu. Bywały momenty, że Stefanowi Antidze ewidentnie nie szło (swoją drogą, to jednak zawodnik- klucz do zwycięstw Delecty) i przydałaby mu się zmiana. Przecież młody Waliński sporo w tym sezonie grał i grał całkiem nieźle, więc dlaczego go nie wprowadzić, kiedy rywal wysoki prowadzi. Ostatecznie patrząc na statystyki z tego meczu, Antiga kiepskich rezultatów nie osiągnął. Jednak to nie był ten Antiga, ten który czarował kibiców i oszukiwał rywali. Na potwierdzenie akcja, w której to Francuz nie skończył ataku an czystej siatce! To się przecież nie zdarza! A jednak.

Nie szukam kozła ofiarnego, bo to jest nie na miejscu. Siłą Delecty jest drużyna i jak przegrywają to razem. Trzeba też przyznać, że nasi rywale grali dobrze, zarówno w pierwszym jak i drugim spotkaniu.

Teraz rywalizacja przenosi się do Rzeszowa i wielu twierdzi, że wynik tego półfinałowego starcia jest już przesądzony. Ja do końca nie jestem przekonany, Delectę stać na wygranie jednego spotkania. Myślę, że to cel minimum, co więcej to powinna być wiktoria w pierwszej potyczce na Podpromiu i na ten mecz, trzeba rzucić wszystkie siły. O tym, że jest to możliwe pokazali młodzi Akademicy z Częstochowy, którzy wygrali w Rzeszowie 3:2 w szóstej kolejce PlusLigi. Można? Można!

Drobna uwaga. Nie jestem wielkim fanem Delecty Bydgoszcz (na razie to nie jest ten etap i nie wiadomo czy będzie). Kibicuję, bo mieszkam w tym mieście, obowiązuje mnie jakiś patriotyzm lokalny. Patriotyzm do miasta w, którym studiuję, jednym słowem żyję i spędzam czas. Zresztą łatwiej jest kibicować drużynie, kiedy wszyscy obok ciebie też jej kibicuję lub o niej mówią w tramwaju, busie czy bibliotece!

PS. Nie wiem kiedy teraz coś skrobnę, może być jakaś dłuższa przerwa. Przez tydzień mam do przeczytania pięć książek, wyruszam też na podbój Zielonej Góry, ale, ale na szczęście już 21 marca rozpoczynam swoją wiosenną przerwę, która trochę potrwa :)

4 komentarze:

  1. No faktycznie to był zaszczyt tam być.
    Ja też przez krótki moment planowałam tam podskoczyć do Was, ale niestety nie wypaliło ;(
    Co do pierwszego meczu- faktycznie. Ale tak jak piszesz, szczęście też jest nieodłączną częścią sportu.
    W drugim meczu hmmm bałam się go, no ale wyszedł po mojej myśli. I również zgodzę się z tym, że trener Makowski trochę za bardzo trzyma się jednego składu. Zobaczymy jak to będzie.
    Według mnie ZDECYDOWANEGO faworyta nawet na Podpromiu nie ma- to są półfinały, rządzą się innymi prawami, jednak Resovia ma tą lekką przewagę. Mam nadzieję, że ją wykorzystają... ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym chciała, aby mnie taki zaszczyt kopnął :c Niestety, nie udało się. Ale liczę na 5 mecz w Bydgoszczy i wtedy już będę na 100% ;)

    Co do meczy, zgadzam się z tobą. Kipek rozgrywał już dobre spotkania w tym sezonie to przecież można by go wpuścić, bo ciągle ta sama grająca szóstka daleko nie dojedzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. no i piąteczka, ja też kibicuję Bydgoszczy! :)
    mnie co prawda nie patriotyzm lokalny, ale Stefan do tego mobilizuje - jeden "bełchatowski człowiek" w finale to już coś :P

    liczę na zwycięstwo bydgoszczan w "jaskini lwa" i w całej rywalizacji! :)

    OdpowiedzUsuń