piątek, 29 marca 2013

Wielkanocne życzenia!

Mimo zimowej aury, niech w ten wielkanocny czas w Waszych domach, ale i sercach będzie mnóstwo słońca, ciepła i radości! A nadchodząca Wielkanoc niech będzie pogodna i wiosenna! Życzę wszystkim moim czytelnikom: miłości, będącej najważniejszą cnotą, zdrowia, które pozwala walczyć o marzenia.Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które sprawiają, że świat jest piękniejszy, szczęścia, które jest nam po prostu potrzebne i pasji nadającej sensu naszemu życiu.
Fot. lesniczowka-salamandra.pl

czwartek, 21 marca 2013

Pomożecie?

Mam nadzieję, że gremialnie odpowiecie: Pomożemy!

Mimo, że od dziś mamy kalendarzową wiosną, a za oknem jednak hula zima, to znajdziecie odrobinkę czasu, by pomóc mi wybrać nowy tytuł bloga.

Możecie mieć swój udział w moim blogu. Bardzo proszę o Wasze typy, które z poniższych nazw są najlepsze, najodpowiedniejsze, najciekawsze i najłatwiejsze do zapamiętania :) Nowy tytuł ma być preludium do zmian na blogu, które planują wprowadzić wraz z kolejnymi, drugimi już urodzinami bloga, które zbliżają się wielkimi krokami :)

Lista proponowanych tytułów:

1. W sportowej przestrzeni...
2. Popęd do sportu
3. Sportowy homunkulus
4. Zmysł do sportu
5. Po sportowej stronie mocy
6. Pandemonium sportu
7. Sportowa percepcja
8. Sportpolis
9. Bez spiny
10. Bez wysiłku
11. (Moje) panaceum na sport

Propozycji było jeszcze kilka, dokonałem jednak pierwszej selekcji, ale teraz to już nie mam pojęcia, który tytuł wydaje się być najlepszy.Proszę nie sugerować się kolejnością, nie ma ona znaczenia. 

Uwaga: Wszelkie propozycje odautorskie mile widziane!

poniedziałek, 18 marca 2013

ZAKSA czwarta w Europie, Lokomotiw zwycięża!

Nie udało się ZAKSIE sprawić niespodzianki i wygrać chociażby jednego spotkania, za sprawą, którego wszyscy kibice w Polsce byliby w lepszy nastroju, choć i tak trzeba przyznać, że nie ma co marudzić i wieszać psów na chłopaków z Kędzierzyna.Należą im się olbrzymie brawa i gratulacje!

Przed rozpoczęciem FF w Omsku byłem optymistą, o czym może świadczyć mój poprzedni wpis. Podopieczni Daniela Castellaniego w półfinale grali z Bre Bancą Cuneo, z którą, niestety przegrali 2:3. Trzeba przyznać, że siatkarze narobili nam sporego apetytu wygrywając pierwszą partię. Później było już tylko gorzej, choć udało się doprowadzić do tie-breaka. O tym, że ZAKSIE z włoskim rywalem grało się trudno, może świadczyć chyba czwarty set, w którym gra polskiej ekipy bardzo mocna falowała. Całe spotkanie było bardzo nierówne. ZAKSA nie zagrała tak jak nas do tego przyzwyczaiła, zabrakło równej gry całego zespołu, bo niektóre elementy nie były wykonywane tak, jak mogliśmy się tego po siatkarzach ZAKSY spodziewać. Szansa na finał uciekła, ale wciąż była okazja by powtórzyć rezultat z sezonu 2002/2003.
Fot. cev.lu
Przeciwnikiem w walce o brąz, mimo wszystko największy przegrany turnieju w Omsku - Zenit Kazań. Zdecydowany faworyt FF poległ  w półfinale, w bratobójczym pojedynku z późniejszym triumfatorem tych rozgrywek Lokomotiwem Nowosybirsk. Myślałem, że ZAKSIE będzie łatwiej, że skrzętnie wykorzystają okazję by zlać podłamanych Rosjan. Myliłem się, ekipa z Kazania skrzętnie wykorzystywała błędy naszych zawodników, a silna ławka rezerwowych (nieobliczalny Biereżko dał doskonałą zmianę) pozwoliła Zenitowi wygrać ten mecz.

Z bólem serca donoszę, że nie dane mi było obejrzeć finału. Wygrał Lokomotiw Nowosybirsk mający w składzie kilku znajomych występujących niegdyś w Polsce. Co ciekawe zarówno Słowak Lukas Divis i Szwed Marcus Nilsson w opinii fachowców zagrali wyśmienite spotkania, co więcej szwedzki atakujący został wybrany MVP Final Four w Omsku. Mnie zastanawia dlaczego, w takim razie atakujący Lokomotiwu nie sprawdził się w Kielcach. Mam pewną hipotezę, dlaczego tak się stało, zważywszy na fakt, że Nilsson notował bardzo dobre występy także w greckim Iraklisie, a na szczęście dla tych drużyn trenerem nie był Grzegorz Wagner. Taka mała dygresja :)

A kończąc wątek siatkarskiej Ligi Mistrzów, warto odnotować fakt, iż dwóch graczy z Kędzierzyna-Koźla została wyróżniona indywidualnie: Felipe Fonteles został uznany najlepszym zagrywającym, a Antonin Rouzier najlepszym atakującym.

piątek, 15 marca 2013

ZAKSA będzie grać na MAKSA!

Ahoj! Witam Was z Zielonej Góry, gdzie wypoczywam, właściwie nie wiadomo po czym, bo jeszcze nic trudnego mnie nie spotkało, na szczęście!

Nie mogę jednak pozostać obojętny, wobec tego co będzie czekać polskich kibiców w sobotę i w niedzielę. ZAKSA Kędzierzyn-Koźle jutro rozpocznie bój w Final Four. Rywalem włoskie Bre Banca Lannutti Cuneo.
Jaki jest to rywal? Łatwy czy trudny? Nie wiem, ale jest to przeciwnik do przejścia. Polska ekipa nie stoi na straconej pozycji, co więcej po tym co pokazali możemy wymagać od nich wysokiego poziomu i wyrównanej gry.

ZAKSA rozpoczyna pisać nową historię w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. W gwoli przypomnienia w 2002 roku w Opolu, wtedy jeszcze pod szyldem Mostostalu zajęła czwarte miejsce, rok później stanęli na najniższym stopniu podium. Teraz wypadałoby poprawić te rezultaty i sięgnąć po... złoto, srebro. Awans do ścisłego finału będzie już przeogromnym sukcesem.
Fot. Sportowefakty.pl
Zarówna ZAKSA jak i Cuneo posiada w swoich składach wybitnych siatkarzy i z tego też względu można zacierać ręce na to widowisko. Paweł Zagumny kontra Nikola Grbić obu siatkarzy przedstawiać nie trzeba, to uznane marki. Siatkarze, którzy potrafią kreować grę drużyny i poprowadzić ją do triumfu. Włoski zespół po rozstaniu się ze środkowym Mastrangelo gra praktycznie cały sezon, w dość specyficznym ustawieniu. Nominalny atakujący Cwetan Sokołow w kilku ustawieniach występuję na środku, bowiem w tym momencie funkcję atakującego pełni Oleg Antonow, natomiast gdy Bułgar jest w drugiej linii, wtedy to on wykonuje ataki z pierwszej strefy.

Jest to dość eksperymentalne ustawienie, ale chyba już nie może nikogo zaskoczyć. ZAKSA miała sporo materiału do analizy i powinni doskonale rozpisać siatkarzy Cuneo. Zresztą Daniel Castellani jest doskonałym taktykiem, a Zagumny doskonale potrafi ją realizować, dlatego szanse są spore!

Ja pozostaję optymistą i wierzę, że ZAKSA wygra, choć będzie musiała się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności. A te mają niemałe. Więc niech grają na MAKSA, bo pewnie nie będę odosobniony, aby kibicować kędzierzyńskiej drużynie na MAKSA!

Spotkanie o 13:30, wcześniej rosyjskie starcie Lokomotiw Nowosybirsk kontra Zenit Kazań (10:30).

wtorek, 12 marca 2013

Pierwsze półfinały, pierwsze wygrane Delecty i Resovii

Będzie krótko, bo nie mam zbytnio nastroju po wczorajszym spotkaniu. Jeszcze mnie trzyma, w sumie chyba dlatego, że szansa na wygranie drugiego meczu przez Delectę była ogromna.

Kopnął mnie zaszczyt bycia na obu półfinałowych starciach. Pierwszy mecz bydgoszczanie wygrali 3:2, spotkanie było interesujące. Sporo dobrej siatkówki, przyznam się także i tu może mnie fani Resovii zjedzą, ale niedzielny mecz mógł się skończyć zdecydowanie wcześniej, mieli jednak szczęście (a wiadome, że te też w sporcie jest potrzebne). Emocji jednak było co nie miara. A po ostatniej piłce Łuczniczka oszalała. Mecz trwał długo i skończył się późno. Obawiałem się i pewnie nie tylko ja, czy bydgoszczanom starczy sił na kolejny mecz i czy szybko zdołają się zregenerować.

Niestety moje przeczucia się potwierdziły. W poniedziałek Delecta była wymęczona i to było widać, spowolnione ruchy, opóźnione reakcje, ociężałość. Jednym słowem zmęczenie było aż nadto widoczne. Żałuję tylko, że trener Makowski tak kurczowo trzyma się pierwszego składu. Bywały momenty, że Stefanowi Antidze ewidentnie nie szło (swoją drogą, to jednak zawodnik- klucz do zwycięstw Delecty) i przydałaby mu się zmiana. Przecież młody Waliński sporo w tym sezonie grał i grał całkiem nieźle, więc dlaczego go nie wprowadzić, kiedy rywal wysoki prowadzi. Ostatecznie patrząc na statystyki z tego meczu, Antiga kiepskich rezultatów nie osiągnął. Jednak to nie był ten Antiga, ten który czarował kibiców i oszukiwał rywali. Na potwierdzenie akcja, w której to Francuz nie skończył ataku an czystej siatce! To się przecież nie zdarza! A jednak.

Nie szukam kozła ofiarnego, bo to jest nie na miejscu. Siłą Delecty jest drużyna i jak przegrywają to razem. Trzeba też przyznać, że nasi rywale grali dobrze, zarówno w pierwszym jak i drugim spotkaniu.

Teraz rywalizacja przenosi się do Rzeszowa i wielu twierdzi, że wynik tego półfinałowego starcia jest już przesądzony. Ja do końca nie jestem przekonany, Delectę stać na wygranie jednego spotkania. Myślę, że to cel minimum, co więcej to powinna być wiktoria w pierwszej potyczce na Podpromiu i na ten mecz, trzeba rzucić wszystkie siły. O tym, że jest to możliwe pokazali młodzi Akademicy z Częstochowy, którzy wygrali w Rzeszowie 3:2 w szóstej kolejce PlusLigi. Można? Można!

Drobna uwaga. Nie jestem wielkim fanem Delecty Bydgoszcz (na razie to nie jest ten etap i nie wiadomo czy będzie). Kibicuję, bo mieszkam w tym mieście, obowiązuje mnie jakiś patriotyzm lokalny. Patriotyzm do miasta w, którym studiuję, jednym słowem żyję i spędzam czas. Zresztą łatwiej jest kibicować drużynie, kiedy wszyscy obok ciebie też jej kibicuję lub o niej mówią w tramwaju, busie czy bibliotece!

PS. Nie wiem kiedy teraz coś skrobnę, może być jakaś dłuższa przerwa. Przez tydzień mam do przeczytania pięć książek, wyruszam też na podbój Zielonej Góry, ale, ale na szczęście już 21 marca rozpoczynam swoją wiosenną przerwę, która trochę potrwa :)

piątek, 8 marca 2013

Drogie Panie, w Dniu Waszego Święta...

...życzę wielu sportowych emocji, radości i uśmiechu. Niech każdy Wasz dzień  będzie przepełniony miłością i szczęściem, a okazywana serdeczność niech będzie z Wami na co dzień. Wszystkich czytelniczkom mojego bloga życzę wszystkiego, co najlepsze!.

Fot. bilgoraj.pl

wtorek, 5 marca 2013

I Skierka zgasła

Cytując klasyka: nadejszła wiekopomna chwila...Moment wyczekiwany i oczekiwany. Jeden z plusligowych mocarzy zakończył swój udział w walce o medal mistrzostw Polski. W piątym, ostatecznym starciu Resovia Rzeszów pokonała Skrę Bełchatów 3:2 i awansowała do półfinału. Tym samym Skra Bełchatów po raz pierwszy od 8 lat nie zdobędzie medalu.

Nie chcę pisać o rywalizacji, bo tę z pewnością wszyscy widzieli, przeczytali czy usłyszeli.  Nie zająknę się na temat ewentualnych kontrowersji z poniedziałkowego starcia, spróbuję natomiast poszukać przyczyn tak słabego wyniku bełchatowian, bo nie ulega wątpliwości, że wraz z datą 4 marca 2013 roku zakończyła się pewna era Skry Bełchatów, czy będzie to początek końca tej ekipy? Tak daleko idących stwierdzeń bym nie wysnuwał, aczkolwiek włodarze kluby stoją teraz przed trudnym zadaniem.

Długo wstrzymywałem się z jakimikolwiek ocenami gry tej czy innej drużyny do okresu krytycznego dla danego zespołu. Dla siedmiokrotnego mistrza Polski właśnie nastał. Ten sezon jest nieudany, krótko mówiąc jest stracony (doliczając do tego fatalne występy w Pucharze Polski i Lidze Mistrzów).

Wydaje mi się, co czasem próbowałem to podkreślać, że za takimi zdarzeniami stoją złe ruchy transferowe. Co ważne, nie tylko te z tego sezonu. Pierwszym błędem, co właściwie teraz jest to stu procentowano pewne było pozbycie się Stefana Antigi. Obecnie każdy z nas widzi, do czego jeszcze zdolny jest francuski przyjmujący. Nie wspominam o mrzonkach związanych z Murilo, kiedy to prezes Piechocki wspominał, że 24 godzin zabrakło do pozyskania Brazylijczyka.

Tegoroczne ruchy przed sezonem były chyba jeszcze gorsze. Może i się nie znam na prowadzeniu klubu, ale logicznie rzec biorąc jeśli decydujemy się nie przedłużać kontraktu z Falascą to chyba, należałoby mieć w tym miejscu już zadeklarowanego siatkarza z umową wstępną, który zgodzi się przyjść do Bełchatowa? A co się okazało? Że na De Cecco ponownie zabrakło czegoś nie wiadomo czego i ściągnięto wątpliwego Dejana Vincicia, który na Skrę był za słaby. Dlatego rozgrywać musiał Paweł Woicki, a żeby było śmieszniej w trakcie sezonu dokooptowanego Dante Boninfante, który miał kierować grą, a ponownie grę wicemistrzów Polski prowadził Woicki, więc po co cała ta szopka? Nie można było od razu postawić na Polaka? Słodka tajemnica bełchatowskich magnatów.

Fot. s-w-o.pl
Kolejna kwestia. O odejściu Bartosza Kurka działacze nie dowiedzieli się dzień przed rozpoczęciem sezonu 2012/2013. O tym, że Kurek wybierze grę w zagranicznym klubie wiedziano wcześniej, dużo wcześniej. Na tyle, by sprowadzić siatkarza, który godnie go zastąpi. Ponownie przespano czas transferów, może ktoś odpowiedzialny za działania kadrowe wyjechał na wakacje, bo zafundowano nam czystą egzotykę z Kuby… może ze Stanów Zjednoczonych, nie wiem, nie ważne. Ktoś tam bym, ale się zmył. Ostatecznie pomyślano, że atakujących jest sporo na bełchatowskiej ławce, więc żeby się nie zmarnowało, to kogoś przesunięto na przyjęcie. Padło na Wlazłego, który grał raz lepiej, raz gorzej, ale z Wlazłym na ataku mogło być lepiej.

Właśnie w poczynaniach transferowych doszukiwałbym się tak słabego wyniku podopiecznych Jacka Nawrockiego. Wydaje się, że zawodnicy byli w formie, byli przygotowani do spotkań. Trener także robił, co mógł i szukał rozwiązań, takich by móc nawiązać walkę z rywalami. Pytanie, kto odpowiadał za pozyskiwanie zawodników, bowiem działanie te były wykonane fatalnie.

Uważam, że w Skrze nie było dobrych transferów i to musiało odbić się na piątym miejscu po fazie zasadniczej i ostatecznie na odpadnięciu z rywalizacji w PlusLidze już w ćwierćfinale. Jest to o tyle zaskakujące, bowiem przez wiele, wiele lat Bełchatów słynął z mądrej i skutecznej polityki transferowej. Może ktoś pracował po omacku. W Skrze nastała ciemność. Widocznie zabrakło prądu i(skierka) zgasła.

sobota, 2 marca 2013

Polska sobota. Do szczęścia zabrakło tylko wygranej Delecty

Od czego tu zacząć, tyle sportowych emocji, tyle szczęścia i radości i co najważniejsze tyle sukcesów, które miałem okazję dzisiaj oglądać i doświadczać, co prawda tylko za pomocą szklanego ekranu, ale jednak.  Aby nie umniejszyć żadnego sukcesu polskich sportowców rozpocznę od kolejności zdobywania krążków.

Od 12:15 o swój medal na mistrzostwach świata bój rozpoczęła Justyna Kowalczyk. I właściwie przez cały bieg nie działo się nic nowego: Polka i dwie Norweżki, Bjoergen i Johaug i tak, prawie do samego końca. Kilkadziesiąt metrów przed metą odpadłą blondwłosa biegaczka, kilkanaście metrów tempa niestety nie wytrzymała Justyna. Wygrała po raz kolejny Marit Bjoergen, Kowalczyk wicemistrzynią świata. Pierwszy medal biegaczki z Kasiny na tych mistrzostw. Brawo za sukces, bo tego srebra za porażkę uznać nie można. Przegrać z Bjorgen to żaden wstyd. Oczywiście, apetyty były większe, ale jeśli najtrudniejsza impreza w karierze miała nadejść, to lepiej, że teraz niż za rok podczas igrzysk olimpijskich.

Srebro zdobyła także inna polska zawodniczka. Anna Rogowska była pierwsza, ale… druga. Tego sukcesu nie widziałem, ale z doniesień prasowych wynikało, że Rogowska wraz z brytyjską tyczkarką uplasowana została na pierwszym miejscu, ale prawdopodobnie organizatorzy nie mieli dwóch złotych medali i panie musiały rozegrać dogrywkę, w tej Polka przegrała. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że Katarzyna Broniatowska w biegu na dystansie 1500 m zdobyła brązowy medal halowych mistrzostw Europy w Goeteborgu. Jak podkreślił prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Jerzy Skucha, to bardzo miła niespodzianka.
Fot. sport.newsweek.pl
Jeśli brąz Broniatowskiej to miła niespodzianka, to trzecie miejsce na mistrzostwach świata polskich skoczków narciarskich należy uznać za…? No właśnie? Brak słów! Choć po zakończeniu konkursu dobrych wieści nie było (czwarte miejsce ze stratą 0,8 punktu do trzeciej ekipy). Okazało się jednak, że źle zostały policzone punkty dla Andersa Bardala w pierwszej serii i po weryfikacji i polska drużyna wywalczyła brązowy medal. I wszyscy mogli oszaleć z radości. Fantastyczny rezultat i przejście do historii. Ekipa, która zdobyła brązowy medal to: Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła i nowy mistrz świata Kamil Stoch (jeszcze raz wielkie gratulacje!). Niespodziewany splot wydarzeń. Jak widać w sporcie musi być równowaga, szczęścia nie miała Rogowska, za to skoczkowie już tak, bowiem oba wydarzenia były niecodziennie i niespodziewane.

I wreszcie coś z mojego, siatkarskiego podwórka! Bank BPS Muszynianka Fakro Muszyna zdobył Puchar CEV, wygrywając także drugie spotkanie (3:2 w Muszynie i 3:2 w Stambule). Olbrzymi sukces polskiej żeńskiej siatkówki, siatkarki wyszły z impasu i osiągnęły historyczny rezultat. Wielka radość mnie ogarnęła, po tym spotkaniu. Cudo, kapitalnie grały nasze dziewczyny i utarły nosa faworytkom. Mimo wszelkich przeciwności udało, gburowaci kibice, skandaliczni liniowi. Z nimi poradziły sobie nasze siatkarki. Co tam Koreanka Kim Yeon-Koung, klasę pokazała Werblińska! Parafrazując słowa klasyka: jeśli nie byłoby Ani trzeba, by było ją sobie wymyślić.  Pochwały także dla pozostałych zawodniczek, bo każda dołożyła cegiełkę do tego sukcesu i Bodzio też. Niewielka polska miejscowość lepsza od światowej stolicy. Stambuł ponownie zdobyty. Turcja ponownie szczęśliwa dla Polski.
Fot. CEV
Szkoda tylko, że Delecta przegrała…
Byłem osobiście na meczu, doskonała atmosfera, niezła gra, wielkie nerwy i wielkie emocje. Niedosyt ogromny, bo Ural Ufa był do pokonania. Do szczęścia niewiele zabrakło. Sobota mogłaby być jeszcze piękniejsza i jeszcze cudowniejsza, choć i tak chyba nie ma co narzekać.