czwartek, 17 stycznia 2013

Tylko i wyłącznie Hugh McCutcheon!

Krew mnie zalewa i wychodzę siebie jak czytam tak twórcze wypowiedzi jak ta poniżej:
- Próbowaliśmy już zagranicznego szkoleniowca za czasów Marco Bonitty i chyba niczego dobrego to nie przyniosło. Ja dałbym szansę Piotrkowi Makowskiemu, bo mam wrażenie, że potrafiłby dogadać się z zawodniczkami. A to klucz do sukcesu, bo przecież nasz zespół ma kłopoty nie z tego powodu, że źle trenował czy drużynie brakowało np. sprzętu. Piotr powinien dokończyć sezon z Delectą, a potem stworzyć mieszankę młodości z rutyną - twierdzi w rozmowie z Przeglądem Sportowym były trener reprezentacji siatkarek, Ireneusz Kłos.

Po pierwsze, z całym szacunkiem ale pan Kłos to Bonitcie może buty czyścić, więc dla własnego dobrego mógłby przemilczeć tę sprawę. Ale to nic, jeszcze to przeboleję.

Najgorsze jest to, że niemal każdy z tych fachowców jak mantrę powtarza przykład Marco Bonitty jako złego szkoleniowca wysuwając uogólniony wniosek, że wszyscy trenerzy z zagranicy są źli.

Będę skłonny przytoczyć tu najważniejsze osiągnięcia włoskiego szkoleniowca, bo jak widać niektórzy pozapamiętywali i chcieliby wybielić polskich szkoleniowców, jakoby oni byli najlepsi. Niestety nic z tych rzeczy. Pan Andrzej Niemczyk, który dwukrotnie doprowadził biało-czerwone na najwyższy stopień podium mistrzostw Europy nie awansował na igrzyska, Świderek do spółki z Matlakiem też tego nie dokonał, a Bonitta tak i to dzięki niemu nasze siatkarki po 40 latach (sic!) pojechały na igrzyska olimpijskie w Pekinie. Bonitta zrobił, to co do niego należało -  taki miał podstawowy cel i go spełnił. Oczywiście może czwarte miejsce na ME w 2007 roku, marzeniem nie było, ale to wciąż było miejsce w ścisłej czołówce. A kto jako pierwszy awansował z Polkami do finałowego turnieju WGP? Oczywiście Włoch, potem jeszcze ten wynik powtórzył Matlak (w 2010 r.). Warto może też przypomnieć, że to za czasów włoskiego szkoleniowca Polki przełamały kompleks Chinek i zaczęły prowadzić z nimi regularne, zacięte boje, niejednokrotnie wychodząc z nich w glorii chwały.
Bonitta dobrym psychologiem nie był, ale trenerem był bardzo dobrym. Warto może pokusić się o opiekuna polskich siatkarek, który będzie doskonałym psychologiem i jeszcze lepszym fachowcem?

Czy tacy są! Owszem są! Co więcej, chcą prowadzić naszą kadrę. Hugh McCutcheon. Czy jest lepszy szkoleniowiec od Nowozelandczyka? Śmiem wątpić. Dlatego wybałuszam oczy, gdy gdzieś tam ktoś rzuca nazwiska trenera Makowskiego czy nie daj Boże, Wiesława Popika. Na Boga! Bierzmy McCutcheona. Mistrzostwo i wicemistrzostwo olimpijskie zdobyte na dwóch olimpiadach z rzędu. Jakiej lepszej rekomendacji potrzeba, w przypadku gdy nasze siatkarki w ogóle nie mogą się zakwalifikować na igrzyska?

Fot. FIVB
Nie wiem czego się boją ludzie rządzący polską siatkówką nie chcąc trenera z zagranicy. Nie będzie porozumienia? Z tego co wiem, nasze siatkarki głupie nie są i język angielski znają, więc jak można mówić o barierze komunikacyjnej. Obłęd. Obalmy trenerski beton! Potrzeba kogoś, kto do żeńskiej siatkówki wprowadzi świeżość. Ileż można kisić się we własnym sosie i trafiać naprzemiennie pod skrzydła Popika, Kawki czy Serwińskiego. Toć oni wszyscy z jednej gliny ulepieni.

Nie wspominam tu o aspekcie finansowym. Bo kłamstwem byłoby pisanie, że związku nie stać na tego trenera. Prezes Przedpełski tłumaczy, że oprócz McCutcheona są jeszcze inne propozycje? Jeśli swoje CV wysłała jeszcze Jenny Lang Ping to dylemat prezesa byłby zasadny, w innym przypadku to czysta kpina.

A, że McCutcheon stawia warunek. Jeden warunek, który wydaje się być zasadny. Chce z kadrą pracować przez cztery lata. Może warto skorzystać z tego amerykańskiego systemu, dla którego liczą się medale zdobywane na igrzyskach. Nowozelandczyk pokazał, że potrafi zbudować zespół i poprowadzić go do triumfów. To najlepsza opcja. Musimy z niej skorzystać dla dobrego polskiej siatkówki. W innym przypadku można powiedzieć, że próbowaliśmy już wszystkiego i winny nie jest trener a materiał genetyczny naszych siatkarek....

3 komentarze:

  1. Też jestem za McCutcheononen, Makowskiego niech zostawią w Delekcie. Przedpełski chyba chciałby od razu mistrzostwa europy i podium w WGP, ale tak się nie da.

    Mam nadzieję jednak, iż związek bd miał olej w głowie i McCutcheon zostanie nowym trenerem naszych siatkarek. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki trener jak McCutcheonon chce pracować z naszą reprezentacją, a oni się jeszcze zastanawiają! Coraz bardziej zaczynam wątpić w siłę intelektu pana prezesa. Też jestem zdania, ze MUSIMY skorzystać z takiej okazji.
    Ale znając nasze realia, weźmiemy kogoś pokroju miłościwie nam panującego trenera papa Smerfa, który rozwala zespół od środka (bo Age Bednarek czy Anie Werblińską stać na więcej!). Ale, panie prezesie, ja się nie znam, pan się zna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem nad czym zastanawia się PZPS!? Skoro taki szkoleniowiec jak McCutcheon chce prowadzić naszą kadrę to trzeba korzystać z takiej okazji!
    Warunek jaki stawia - prowadzenie kadry 4 lata wydaje się być bardzo logicznym. Ciągłe zmiany szkoleniowców nie są czymś pozytywnym - jak jakiś trener ma budować kadrę skoro po jakimś niepowodzeniu zwalnia się go? A prowadzenie kadry przez jednego szkoleniowca przez dłuższy okres czasu może wnieść wiele dobrego na przyszłość chociaż po drodze mogą przytrafić się mniejsze lub większe niepowodzenia.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń